Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 51015
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 135

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

To lubię 5 – Świetliki

Polska płyta 2013 roku. Miejsce 3. Świetliki: Nie musimy [WYWIAD]

Robert Sankowski, 18.12.2013
Marcin Świetlicki i Grzegorz Dyduch, 2002Marcin Świetlicki i Grzegorz Dyduch, 2002 (Fot. Grażyna Makara / AG)

- Nie musimy kokietować fałszywą skromnością. Mamy poczucie dobrze spełnionego obowiązku – mówi o najnowszej płycie Świetlików basista Grzegorz Dyduch. „Sromota” właśnie zajęła 3. miejsce w rankingu polskich płyt ułożonym przez dziennikarzy „Gazety” i „Agory”

Sromota
Świetliki
Karrot Komando

Poprzedni materiał krakowskiej grupy ukazał się osiem lat temu. Przez ten czas zespół istniał, okazjonalnie koncertował, ale do studia nie wchodził. Jak wyjaśnia frontman, poeta Marcin Świetlicki, głównym winowajcą była jego blokada twórcza. Zakończyły ją wielkie życiowe zmiany – nowy związek zaowocował nie tylko świetnie przyjętym tomem poetyckim „Jeden”, ale też powrotem Świetlików do studia. Efekt to płyta „Sromota” – niezwykle wysmakowane połączenie zimnofalowej melancholii, postrockowego hałasu oraz lirycznych brzmień nowych w Świetlikach instrumentów takich jak fortepian czy altówka.

Rozmowa z Grzegorzem Dyduchem

Robert Sankowski: Zgodzisz się z opinią że „Sromota” to najlepsza płyta Świetlików?

Grzegorz Dyduch: O tym, czy najlepsza, nie nam decydować – historia to oceni. Na pewno jest to płyta, którą tworzyło nam się i nagrywało najprzyjemniej, choć dużo w niej naszego potu, łez i krwi. I słuchając jej teraz, mamy satysfakcję i poczucie, że jest to dzieło szczególne. Rankingami niech się zajmują instytucje do tego powołane. Ale w istocie „Sromota” jest najlepsza.

To, że trzeba było czekać na ten album osiem lat, dodaje mu jakiegoś emocjonalnego stosunku?

- Nie nagrywamy płyt ze względu na kalkulacje rynkowo-biznesowe. Nie musimy wydawać płyty co roku, gdyż grafomanami nie jesteśmy, grafomania nie znajduje się w bogatej palecie naszych zboczeń płciowych. Nagrywamy wtedy, kiedy nam serce podyktuje. I czekaliśmy na moment, w którym podyktuje wszystkim. Na odpowiednią koniunkcję planet i stosowną aurę.

A stosunek do „Sromoty” mamy, owszem, emocjonalny, ale nie z powodu czasu oczekiwania. Dlatego, że udało nam się viribus unitis i w stanie znacznego wzmożenia egzystencji stworzyć dzieło wielowymiarowe i niegłupie. Formalnie ciekawe, wyraziste, mające ręce i nogi oraz trzymające się kupy. To nie manifestacja wybujałego zespołowego ego, tylko wyraz szacunku dla trzech podstawowych wartości. I słuchaczek oraz słuchaczy.

Misia Ff, Fismoll, UL/KR, Sorry Boys, Tomasz Makowiecki… Ranking „Gazety” – zobacz miejsca od 10. do 5.

Marcin Świetlicki uczciwie przyznaje, że to jego twórcza niemoc była powodem tej ośmioletniej zwłoki.

- Nie wiem, czy to niemoc. W ciągu tych ośmiu lat Marcin pisał i wydawał prozę oraz liryki i udzielał się w wielu miejscach. Myślę, że po prostu nie czuł potrzeby wypowiedzi artystycznej w formie tzw. płyty długogrającej. Ale poczuł. Zdecydowanie poczuł. I dlatego „Sromota” to rzecz dla nas wyjątkowa, ponieważ Marcin po raz pierwszy chyba od czasu naszego debiutu tak mocno się zaangażował w tworzenie albumu i nagrywanie. Zaangażował się myślą, mową i uczynkiem. Mogliśmy wejść do studia ze trzy, cztery lata wcześniej. Tyle że wtedy pewnie powstałaby płyta taka sobie. Dlatego czasem warto czekać i mieć refleksje.

Może właśnie dzięki temu mieliście czas na doszlifowanie tylu różnych pomysłów i przygotowanie aż tak obszernego materiału.

- Większość materiału powstała jednak w ciągu kilku miesięcy przed nagraniem. Do momentu, gdy Marcin wkroczył zdecydowanie do akcji, czyli do lipca zeszłego roku, mieliśmy parę szkiców piosenek, kilkanaście tematów ewoluujących z wolna. Niektóre z piosenek skończyliśmy na chwilę przed nagraniem, a kilka powstało w studiu. A materiał obszerny, owszem, bo pracowaliśmy intensywnie i tak nam nasz daimonion podpowiedział.

Stara Rzeka: 5. miejsce rankingu „Gazety” - „Nawet nie wiedziałem, czy ta płyta się ukaże” [ROZMOWA]

Nowe Świetliki to także zupełnie inny skład i inne instrumentarium. 

- Tak, jest nowy skład, jest frakcja młodzieżowa w zespole, a altówka i klawiszowe instrumenty poszerzają tzw. spektrum. Osobowościowo i artystycznie wszystko, przynajmniej na razie, się zgadza. I nie musimy zapraszać dodatkowych instrumentalistów, żeby wzbogacić czy uwypuklić. Sami sobie wzbogacić możemy. I to było w zasadzie jedyne metodologiczne założenie przy konstruowaniu „Sromoty”: wszystko robimy samodzielnie i nad wszystkim mamy kontrolę. Od kompozycji, aranżacji, przez nagrywanie, miksowanie i produkcję, po pomysł okładki etc. Takie z nas teraz Zosie Samosie.

Marcin w wywiadach opowiada, skąd w jego nowych tekstach tyle liryzmu. Ale ten liryzm obecny jest też w kompozycjach Świetlików. Na „Sromocie” jest co najmniej kilka pięknych piosenek. Wcześniej też takie nagrywaliście, ale dawkowaliście je zdecydowanie oszczędniej. 

- Ładna, ciekawa i nieobrażająca inteligencji melodia to nie jest coś, za co się idzie do piekła. A my lubimy piękne melodie. Może dlatego, że na starość stajemy się sentymentalni. A może dlatego, że owa nieidylliczna wszakże liryczność, podszyta świadomością kruchości i znikomości istnienia, to jedyny oręż inteligentnego osobnika w starciu z wulgarnym światem, gdzie oligofrenicy i hucpiarze nadają ton. Zresztą hałas przemija, melodia pozostaje.

Lejesz na tę płytę dużo lukru. A może jest coś, co się przy jej okazji nie udało? Wiem, że nie dostaliście zgody na umieszczenie na niej waszej wersji piosenki Lou Reeda.

- Rzeczywiście nie mogliśmy wydać piosenki Lou Reeda, gdyż nie zdążyliśmy uzyskać zgody właściciela praw autorskich. Ale to raczej drobny dyskomfort niż katastrofa. A poza tym to nie lukier, a realna samoocena. Gramy i jesteśmy na scenie lat dwadzieścia. Mamy ciekawy bagaż indywidualnych i zespołowych doświadczeń. I byle chłystek nam nie zaimponuje. Nie musimy kokietować fałszywą skromnością. Nie nadymamy sobie „Sromotą” balonów naszej próżności. Nie przewraca nam się w głowach, konsumpcja narkotyków ani alkoholu w zespole nie wzrosła. Mamy natomiast poczucie dobrze spełnionego obowiązku. W mikrowymiarze zmniejszyliśmy trochę entropię. I to nie zespół jest ważny. Ważne jest dzieło. I nie ma w tym euforii. Jest kameralne katharsis i dużo melancholii.

Bokka: 4. miejsce rankingu „Gazety” - Kto tworzy najbardziej tajemniczy polski zespół?

 

Wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>