Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 50211
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 129

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Plan Morawieckiego, 17.02.2016

 

Plan Morawieckiego: Usta pełne frazesów

17-02-2016

kaczyński prezes mateusz morawiecki rząd

 fot. Jakub Kamiński, Marcin Kaliński  /  źródło: PAP

W „Planie Morawieckiego” najsłabszym ogniwem wydają mi się jego realizatorzy, chór specjalistów od sterczenia w miejscu z ustami pełnymi frazesów o postępie.

Po wielkim programie prorodzinnym – jakim miało być słynne “500 plus” – rząd zaprezentował założenia ofensywy, która ma wyciągnąć polską gospodarkę z pułapki średniego wzrostu. Pierwsze skojarzenia po tej lekturze mam, że tak powiem, lekko teatralne.

Idzie, ale stoi w miejscu

W greckich tragediach chór śpiewa, że idzie, ale stoi w miejscu. Polscy politycy też są mistrzami w formułowaniu strategicznych planów rozwojowych, które mają wystrzelić kraj i jego gospodarkę na orbitę wiekuistego dobrobytu, a kończą zazwyczaj smutno jako kolejna warstwa makulatury ugniatającej półki w licznych ministerialnych szafach. Miał swój plan Jerzy Hausner, wcześniej był plan Kołodki zaprezentowany samemu Michaelowi Jacksonowi, potem zaś planowała – fakt że skromniej, ale jednak – Zyta Gilowska. Teraz kolej na „Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” autorstwa Mateusza Morawieckiego.

Oczywiście, łatwo kpić z czyichś pomysłów i intencji z bezpiecznej pozycji publicysty-trefnisia, który czepia się słów i szczegółów. Przyznam więc, że tym razem bardzo chciałbym zmienić się z wątpiącego w zelotę, lecz nie mogę. Mniejsza nawet o brak szczegółów, bo tych na tak wczesnym etapie faktycznie może zabraknąć, chodzi o pokazanie kierunku.

Ale czy warto wierzyć w zapewnienia o wyrwaniu państwa z biurokratycznej stagnacji, gdy składa je członek gabinetu, który kilka tygodni wcześniej wbił ostatni gwóźdź do trumny polskiej służby cywilnej? Jak pogodzić wiarę w słowa o rozwoju społecznym i terytorialnym z poczynaniami władzy centralnej, która przy każdej okazji okazuje nieufność samorządom i lekceważy organizacje pozarządowe?

Kapitał? Bilion złotych dla polskiej gospodarki? Toż połowa z nich ma pochodzić z funduszy Unii Europejskiej, którą rząd Morawieckiego traktuje jak denerwującego sąsiada-awanturnika.

Innowacje? Punkt obowiązkowy każdej politycznej narracji o gospodarce, tyle że absolutnie nie do pogodzenia z tak cenioną przez PiS centralizacją wszystkiego co się da. I tak dalej.

PAP

Staroświecki język

“Chcemy prowadzić mądrą politykę ekspansywną, szczególnie w wyspecjalizowanych sektorach, takich jak lotniczy, motoryzacyjny, szynowy czy stoczniowy” – mówił minister Morawiecki. Co oznacza polityka mądra i ekspansywna, już nie wyjaśnił. Mnie w tym cytacie zazgrzytało jednak co innego, mianowicie język, w którym – śmiem twierdzić – Mateusz Morawiecki, wychowanek świata finansów, nie jest native speakerem.

To dość staroświecki język narracji o wielkim przemyśle, stoczniach pękających od zamówień oraz liniach montażowych, z których zjeżdżają tysiącami nowe auta i samoloty. Idę o zakład, że minister Morawiecki zdaje sobie sprawę, że “mądre i ekspansywne” wsparcie władz bardziej przydałoby się dziś polskim producentom gier komputerowych, którzy w ostatnich latach zrobili więcej dla renomy marki “made in Poland”, niż wszystkie nasze stocznie od czasów zwodowania Stefana Batorego. Dlaczego więc właśnie w tym miejscu postawił akcent podczas prezentacji swojego planu?

W ten sposób dochodzimy do drugiej ważnej wątpliwości

Cały ten polski Wielki Skok ma niestety Janusowe oblicze. Z jednej strony spogląda na nas kompetentnie łagodna twarz Mateusza Morawieckiego, który na bankowości zjadł zęby, dlatego wie, jak skutecznie gromadzić kapitał i jak go efektywnie potem inwestować. Ale co z drugą twarzą?

Nie ma pewności czy jest nią może oblicze ministra finansów Pawła Szałamachy, którego obecność w rządzie w roli księgowego-kontrolera kłóci się z samą ideą powołania superresortu rozwoju mającego za wszelką cenę wypchnąć Polskę z pułapki średniego wzrostu. A może raczej jokera w politycznej talii, jakim jest niewątpliwie Jarosław Kaczyński?

Naczelnik państwa nie ma wprawdzie głowy i czasu na snucie wizji gospodarczych, woli hodować swój polityczny talent na hummusie z historii i ideologii, ale wie też, że ekonomia jest dla zawodowych polityków zbyt ważna, żeby zostawić ją fachowcom. Zapewne dlatego Mateusz Morawiecki w rządzie PiS pełni na razie funkcję poszetki, eleganckiego dodatku do garnituru, który docenią koneserzy mody, ale reszta uważa po prostu za chustkę do nosa. W ostatnich dniach o przyszłości polskiej gospodarki więcej od ministra rozwoju mówił nawet Piotr Gliński, który wprawdzie poleciał do Indii promować polską kulturę, ale przy okazji poruszył kwestię eksportu jabłek i technologii utylizacji odpadów.

Coś mi mówi, że podobnie skończy się program Morawieckiego, końcówka będzie bardzo daleka od początkowych założeń, którym – dla jasności – kibicuję, bo trudno nie podpisać się pod takim programem. Bo w “Planie na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” najsłabszym ogniwem wydają mi się jego realizatorzy, chór starych specjalistów od sterczenia w miejscu z ustami pełnymi frazesów o postępie.

CZYTAJ TAKŻE:PIĘĆ FILARÓW -PLAN MORAWIECKIEGO

planMorawieckiego

Newsweek.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>