Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 50160
  • Dzisiaj wizyt: 14
  • Wszystkich komentarzy: 129

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Newsweek

Marsz PiS zabija Lisa na żywo, a niezłomny Duda zawsze do usług

z19338782Q,Marsz_Wolnosci_i_Solidarnosci_PiS

Rząd w rocznicę stanu wojennego organizował sobie marsz poparcia. Ale małość. Czysty totalitaryzm. Jarosław Kaczyński nie był internowany w grudniu 1981 roku, prawdopodobnie podpisał lojalkę.

Jeden szczegół przeraża w tym pisowskim seansie nienawiści. Są gotowi mordować. Ale tak krasnale mają. Prezes krasnali nazwał Polaków gorszy sort Polaków.

Kaczyński, chory człowiek.

Tomasz Lis na transparent i napis w marszu poparcia PiS odpowiedział na Twitterze.

naMarszuPisu

miesiącPoZaprzysiężeniu

Ciekawie w tym kontekście przedstawia się okładka poniedziałkowego „Newsweeka”.

niezłomnyDoUsłlug

Lis ostro o politykach i eurokampanii: żałosna błazenada

Tomasz Lis garbuje skórę polityków. Czy oni to poczują? Przejmą się? Podniosą jakość debaty? Wątpię. Mają to dokładnie gdzieś. Okopali się i tylko wpieprzają frukta

 

W najnowszym „Newsweeku” Tomasz Lis jest zniesmaczniony eurokampanią, nazywa ją „żałosną błazenadą”:

Kończąca się powoli kampania przed europejskimi wyborami zostanie zapamiętana jako najgłupsza kampania współczesnej Polski, ilustracja tego, jak bardzo zdegenerowana jest nasza polityka.

Pocieszę Lisa. Następna kampania wyborcza będzie jeszcze „lepsza”. Trzeba uważać na słowa, bo już nie starczy przymiotników i rzeczowników. Najgłupszy, jeszcze bardziej niż najgłupszy… i co dalej? Niżej zejść doprawdy trudno. Język ma swoje piekło… niewysłowienia.

Lis przewiduje frekwencję:

Uprzejmie proszę nie biadolić, jeśli 25 maja frekwencja wyborcza będzie na poziomie 20-25 proc. To nie będzie wynik zły czy zatrważający. To będzie wynik fenomenalny. Trudności zaś sprawiać będzie odpowiedź na pytanie, co skłoniło co czwartego Polaka do wzięcia udziału w wyborach, które poprzedziła tak żałosna błazenada.

A jak będzie niższa?

Wytyka dwóm zasłużonym politykom wpadki wizerunkowe w spotach. Co sprawiło, że politycy z dorobkiem jak Ryszard Kalisz (mówiący w przedwyborczym filmiku, ile ma w pasie ) czy Michał Boni (wyłaniający się w krzaków) w spotach „robią z siebie kretynów”:

Ktoś im to doradza? To ich pomysły?

Polska polityka kretynami stoi. Niestety.

Prawica, Kościół i krzyż

 

 

 

 

O jakiej to partii mówi Tomasz Lis w najnowszym felietonie w „Newsweeku?

Oto cytat:

Oto od lat wielka partia stoi na fundamencie szczucia i przypisywania swym wrogom najgorszych cech oraz najbardziej podłych motywów. Tu też naczelni moraliści są gotowi popełnić każdą niegodziwość i każdą niegodziwość – oczywiście kogoś z własnej stajni – uzasadnić.

Zgadliście!

Siewcy wiatru, ciesząc się z burzy, sianie nieodmiennie przypisują innym

- punktuje Lis. Podkreśla jednak, że Grzegorz Miecugow w komentarzu po całym wydarzeniu przesadził ze wspomnieniem o Holokauście.

Ale mechanika instrumentalizowania podłości jest w istocie podobna. Hitler powtarzał przecież w nieskończoność, że on naprawdę nie chce wojny, ale naprawdę nie można już nieść tego, co wyrabiają Żydzi. Kristallnacht była – jak wiadomo – uzasadnioną, spontaniczną reakcją ludu na zamordowanie w Paryżu niemieckiego dyplomaty przez młodego Żyda.

Krzysztof Materna także w „Newsweeku” pisze o ataku na Miecugowa:

Skupia się na reakcji prawicowych mediów na ten atak, na usprawiedliwianiu przez nie napastnika.

Panującymi upałami nie można wyjaśnić reakcji niepokornych publicystów, którzy dostrzegli w tym wydarzeniu karzącą rękę sprawiedliwości.

Portal wPolityce.pl ocenił:

Bardziej niż pięści Miecugowa zabolały słowa z plakatu: TVN kłamie.

Niezalezna.pl z kolei porównała od razu atak fizyczny na Miecugowa do odepchnięcia kamery Ewy Stankiewicz przez Stefana Niesiołowskiego.

W III RP są równi i równiejsi. Do kasty „‚nadludzi” należy Miecugow.

Publicysta Fronda.pl zaś szczerze przyznał:

Zwyczajnie mu się należało.

Więc Materna zastanawia się kpiarsko:

Dla zachowania równowagi ci sami publicyści muszą zmagać się z opracowywaniem wyjaśnień i korekt wypowiedzi papieża Franciszka. Zastanawiam się jednak, czy nie prościej byłoby wzorem naszych partii wysyłać do Watykanu „przekazy dnia”, tak, żeby wreszcie wiedzieli, co mają mówić.

Wzmiankowany portal braci Karnowskich ustami bp. Piotra Libery pyta:

Jak długo Pan Bóg będzie znosił świat, w którym demoluje się wszystko: wrażliwość na Boga, płeć, cześć i szacunek dla kobiety, małżeństwo i rodzinę, miłość do Kościoła i kapłaństwa? W którym jest tyle niesprawiedliwości i braku rozsądku?

Pytek pyta, a odpowiedź dali sami prawicowi publicyści i kler, którzy najchętniej by dawali w mordę, uczynili z Polski państwo teokratyczne, aby w kazamatach osadzić inaczej myślących:

 Dzisiaj ten Kościół chce się za wszelką cenę obrzydzić, pokazać jako relikt przeszłości, a na bohaterów kreuje się niemoralnych śpiewaków, niewierzących profesorów i profesorki, bezbożnych dziennikarzy

– stwierdzał bp Libera.

Tylko jedno takiej prawicy i krętaczom kościelnym zostało -

krzyż wam na drogę.

Zgnilizna pedofilii w Kościele

 

 

Równo w bambuko zapieprza Kościół ze społeczeństwem. Nie dość, że wyrywa publiczny szmal pełnymi garściami, bo tak należy mówić o tych 0,5%, które niby to wynegocjował Michał Boni z Kazimierzem Nyczem, to jeszcze nie załatwione pozostają rzeczy najważniejsze, najwrażliwsze z ludzkiego punktu widzenia – pedofilia.

Dobrze, że im do tyłka dobierają się media. W najnowszym „Newsweeku” opisane są kolejne przypadki pedofilskich przestępstw księży.

Jak się czyta, to grdyka chodzi. Dorwałby człowiek jednego z drugim kaznodzieję, to mu nogi z tyłka by powyrywał, a na dokładkę kłamliwy jęzor.

Tygodnik opisuje m. in. historię Tomasza molestowanego w dzieciństwie przez księdza. Mężczyzna postanowił upublicznić swoją trwającą wiele miesięcy korespondencję z kurią w tej sprawie. Jak się okazało, w listach duchownych pojawiały się nieprawdziwe stwierdzenia, co więcej, doniesienia 45-latka bagatelizowano. Ksiądz, który go skrzywdził, nadal pracuje z dziećmi.

Przypadek Tomasza pokazuje zmowę potężnej instytucji, która pozbawiona jest jakiejkolwiek kontroli z zewnątrz i czuje się bezkarna. „Newsweek” przytacza także relację mężczyzny ze spotkania z kościelną komisją dochodzenia wstępnego, na które został wezwany po złożeniu oficjalnej skargi. Odpytano go nie tylko o stosunek do wiary, ale także np. o to, czy jako dziecko oglądał pornografię.

Zdaniem 45-latka przypominało to przesłuchanie. – To typowa taktyka – przyznaje teolog prof. Tadeusz Bartoś, który kilka lat temu rozstał się ze stanem kapłańskim. – Przestraszyć, zmęczyć, otumanić. Zrobić wszystko, by to ona ostatecznie poczuła się winna. A sprawę wyjaśniać latami, tak długo, by jej nigdy nie rozwiązać.

Dr Adam Bodnar, prezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i prawnik, uważa, że ofiary księży w Polsce powinny pomyśleć o tym, by stworzyć wspólnotę, która będzie reprezentować ich roszczenia wobec Kościoła. – Także przed sądem – dodaje. – Taka wspólnota, choćby stowarzyszenie sprawiałaby również, że i nasz Kościół musiałby zacząć, jak w innych krajach, traktować ofiary pedofilii na serio.

Niewykluczone, że tak się stanie. – Zaczęliśmy wreszcie liczyć, ilu nas jest. A są nas setki, jeśli nie tysiące – zapewnia pan Tomasz. A stowarzyszenie? Właśnie się tworzy. Prawie codziennie zgłaszają się do niego nowi chętni.

Jeżeli polski Kościół nie potrafi się uporać z tą zgnilizną, państwo powinno wziąć sprawy w swoje ręce. Powołać rządowe instytucje i prawem wypalić tę zgniliznę, a księży winnych przestępstwa pedofilii osadzić za kratami, bo tylko tam jest dla nich godne miejsce, a nie ołtarz.

 

 

Język prawicy i komunistyczna propaganda antysolidarnościowa

 

Najnowszy „Newsweek” stawia tezę – skądinąd słuszną – że tzw. obóz patriotyczny posługuje się tą samą frazeologią językową, jaką stosowali w swojej retoryce w mowie i piśmie komuniści w stosunku do „Solidarności” tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego w 1981 roku.

To jest ten sam język podziału społeczeństwa na „my” i „oni”, na siły, które są uczciwymi patriotami i antysocjalistycznymi politykierami. Tak pisała u schyłku 1981 roku „Trybuna Ludu”, dzisiaj podobnie pisze „Gazeta Polska Codziennie”, zamieniając ostatni człon na „antypolskie”, „antynarodowe”, „antykatolickie”.

Jakże ironicznie brzmi nazwa marszu, który ma przemierzać ulicami stolicy 13 grudnia „Marsz wolności, solidarności i niepodległości”.

To jest ni mniej, ni więcej rehabilitacja Wojciecha Jaruzelskiego i WRON, którzy chwycili naród za twarz.

Politycy PiS i Jarosław Kaczyński wpisują się w ten sam schemat myślenia o rodakach i Polsce. Używają tego samego języka, jaki można było wyczytać w prasie komunistycznej w grudniu 1981 roku. Język prawicy z „Gazety Polskiej” jest identycznym z komunistyczną propagandą antysolidarnościową. Oto „Żołnierz Wolności” z początku grudnia 1981 roku pisał: „Potrzebę spieszenia na ratunek Rzeczypospolitej, pospolitego ruszenia dla podźwignięcia Jej z upadku, dostrzegają dziś wszyscy, którym nieobce jest myślenie kategoriami narodu i państwa”. Przecież te słowa równie dobrze mógłby powiedzieć dzisiaj prezes PiS.

Wówczas komuniści walczyli z wolnościowym dążeniem „Solidarności”, dzisiaj „patrioci” Kaczyńskiego walczą z demokracją suwerennego kraju. Równanie komunisty i tzw. patrioty stało się faktem – marsz 13 grudnia będzie powtórką z historii  - deja vu. Te same zniewolone umysły, tylko inny kostium, a stało się tak z powodu PiS i jej szczególnego lidera – kieszonkowego fuererka.