Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 51025
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 135

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Jan Paweł II

Co cna fałszywy Rydzyk

rydzyk nie chce

Tadeusz Rydzyk (o.) udzielił sobie wywiadu, tj. „Naszemu Dziennikowi”. O tym, jak to go doceniał Jan Paweł II – od dzisiaj oficjalny święty.

Wywiad Rydzyka to kwintesencja fałszu. Ponoć JP zapytał, kto przeszkadza Radiu Maryja:

Powiedziałem: „Ojcze Święty – libertyni”. Myślałem o ideologii, bo stąd idzie ten atak, w pewnej chwili powiedziałem, że tu już nie ma dialogu, tu już nie wolno prowadzić dialogu, a oni mogą najwyżej zabić. Jan Paweł II kiwał głową, patrzył na mnie i mówił: „Oni mogą zamordować”. Takie rozmowy były prowadzone z Ojcem Świętym. >>>

Pytanie nie w stylu JP II. Jeżeli padłoby, to kto pomaga RM, komu jest wdzięczny, itd. A o zabijaniu na pewno nie było mowy. Fałsz Rydzyka jest niespożyty. Męczennik, ale męczennik kasy:

Dajcie, dajcie

- o to zabiega ten dziad proszalny.

Jaja z Rydzykiem i Janem Pawłem II na obrazie The Krasnals

Grupa artystyczna The Krasnals znieważyła papieża i ojca Rydzyka?

Takich dzieł sztuki nam potrzeba. Demontujących idiotyczne tabu, zwłaszcza w tuż przed kanonizacją Jana Pawła II.

Takich dzieł jak grupy plastycznej The Krasnals – „Bitwa pod Grunwaldem/Statek głupców”.

Kościół tylko oferuje zakłamaną rzeczywistość i takie postaci, jak Rydzyk, który na obrazie w plenerze (quasi-mural) jest alegorią świni. Czy w realności jest inaczej? Jak on traktuje wiernych? Jak skarbonki, które przyniosą mu szmal, a on roztrwoni na nikomu niepotrzebne kolubryny świątynie.

Chora rzeczywistość.

Brawo. Obraz o wymiarach 990×430 cm wisi na biurowcu Skalar w Poznaniu. Tylko do 25 kwietnia, bo za dwa dni kanonizacja w Watykanie tego, który ssie wymiona Rydzyka (na górnym fragmencie obrazu widać to w lewym dolnym rogu, poniżej cały obraz).

Brawo Krasnals.

 

Fot. http://the-krasnals.blogspot.com/

Seks, Jan Paweł II i polskie stereotypy

Agnieszka Graf w „Wysokich Obcasach” pisze o dziele folkowym Cleo i Donatana „My Słowianie”, który burzy stereotypy:

Seks sprzedaje słowiańszczyznę. To jest porno słowiańskie, słowiańszczyźnie bez reszty oddane. Ekstatyczne porno wspólnotowe, regionalne i patriotyczne. Porno z wycinanką, pasiakiem i kurną chatą. Uroda i zmysłowość „naszych” kobiet robią tu za dowód, że oto nasz kawałek świata wyzbywa się kompleksów wobec Zachodu, dojrzewa do swojego etnosu, uczy się kochać własną lokalność.

Polacy z trudem wyzbywają się kompleksów, które hoduje miejscowa tradycja i skansen, jakim jest  Kościół.

My, Słowianki, wiemy, jak użyć mowy ciała.
Wiemy, jak poruszać tym,
co mama w genach dała.
To jest ta słowiańska krew!
To jest ta uroda i wdzięk!

 

Fundacja Ateizm-Świeckość-Antyklerykalizm: Nasz billboard jest obrazem zdecydowanie antyklerykalnym

Fundacja Ateizm-Świeckość-Antyklerykalizm odpuściła sobie z billboardem, na którym Jana Pawła II przedstawiono z konkubiną i dzieckiem. Miał zawisnąć w centrum Lublina.

Fundacja przygotowała nowy billboard. Zestawiono na nim papieża oraz najpewniej umierające z głodu dzieci, a do tego dołączono grafikę obrazującą poglądy Jana Pawła II, który sprzeciwiał się antykoncepcji.

Rozpoczynamy długofalową, ogólnopolską kampanię obnażającą pogardę dla ludzi i zwierząt, arogancję, bezczelność, obłudę, pychę i zachłanność kleru Kościoła Rzymskokatolickiego, jednocześnie szanując społeczność wspólnoty religijnej wierzącą w Boga

- wyjaśnia fundacja.

Nie wiadomo, gdzie billboardy zawisną. Fundacja zapewnia:

Z wiadomych względów, poza datą instalacji 01.04.2014 r. możemy Wam zdradzić jedynie, iż billboard zobaczycie dzięki umowie zawartej z jedną z warszawskich agencji reklamowych (w Lublinie nie ma takich, które zechciały podjąć się instalacji) w miejscu, gdzie będzie mogło go zobaczyć nawet tysiąc osób dziennie. Będzie wyeksponowany na wysokości chroniącej go przed bezpośrednim uszkodzeniem przez czynniki nieatmosferyczne.

>>>

Papież i kobieta

 

 

 

 

 

 

 

Trafiłam w sieci na tę oto pozycję Agnieszki Zakrzewicz „Papież i kobieta”.

Kilka słów o autorce i książce wydanej w 2010 roku (za: racjonalista.pl):

Agnieszka Zakrzewicz, korespondentka włoska i kurator sztuki, swą dziennikarską pracę rozpoczynała w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając i pracując nieopodal Stolicy Apostolskiej, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji.

Moralność seksualna, aborcja, antykoncepcja, homoseksualizm, konkubinaty, celibat księży, kapłaństwo kobiet – te tematy powracają stale w niniejszej książce. Są jednak również wątki poboczne: stosunki ekumeniczne z anglikanami i prawosławnymi, dialog z Żydami oraz kwestia kanonizacji Piusa XII, teologii wyzwolenia, wypaczenia Kościoła katolickiego na przestrzeni wieków (irlandzkie zakony sióstr magdalenek), perypetie włoskich ateistów żyjących „w cieniu San Pietro”. Sprawa Bankiera Boga – Roberto Calviego, tajemnice Zimnej Wojny i walki z komunizmem, niewyjaśnione śmierci w Watykanie, jak na przykład ta Aloisa Estermana – komendanta Gwardii Szwajcarskiej. Kto i dlaczego zamordował Calviego? W jaki sposób sfinansowano „Solidarność” i wojnę o Falklandy-Malwiny? Kto stał za zamachem dokonanym przez Mohammeda Ali Agcę? Jakie były powiązania Watykanu z lożą P2? Dlaczego ciało bossa bandy z Magliany, Renatino De Pedis, przez tyle lat spoczywało w krypcie w jednym z rzymskich kościołów?

Autorka nakreśla skomplikowane tło historyczne pontyfikatu papieża-Polaka, który z jednej strony zrobił wszystko, aby walczyć z komunizmem i pomóc „Solidarności” w Polsce, z drugiej natomiast podał rękę dyktatorom w Chile i Argentynie, nie dopuszczając, aby w Ameryce Południowej rozwinął się ruch lewicowej teologii wyzwolenia.

„Żyjąc we Włoszech przez piętnaście lat nauczyłam się, że Kościół nie jest monolitem, że katolicy mają wiele dusz – od konserwatywnej, przez umiarkowaną, po progresywną, a nawet rewolucyjną. O takim katolicyzmie opowiadam właśnie w tej książce.

Potępienie homoseksualizmu jako zwyrodnienia, porównanie aborcji do Holocaustu oraz przeciwstawianie się środkom antykoncepcyjnym oraz świadomemu planowaniu rodziny z ich pomocą, stały się przyczyną tego, że światowa opinia publiczna zaczęła krytykować tę politykę papieża i sprzeciwiać się jej otwarcie, uznając ją za „nieludzką”.

Za pontyfikatu Jana Pawła II powstały w Kościele Powszechnym różne nurty podziemne oraz bractwa (np. Biała Armia), rozpowszechnił się kult miejscowych świętych (np. Ojca Pio), zaczęła wzrastać potęga lokalnych potentatów duchownych wymykających się spod centralnej kontroli Watykanu (np. Ojciec Rydzyk). W przyszłości Kościół Powszechny może rozpaść się na wiele kościołów narodowych, a Watykan może stracić na znaczeniu.

‚Przyszły papież będzie musiał się napracować, by odbudować przepaść, istniejącą między Kościołem i kobietami, zwłaszcza tymi z Zachodu. Ta przepaść podczas tego pontyfikatu bardzo się pogłębiła’ – jak zauważył Carl Bernstein”.

Oraz recenzja Macieja Psyka „Papież, kobieta i 5000 jaj”:

Książka Agnieszki Zakrzewicz „Papież i kobieta” jest doprawdy niezwykła i jeśli ona nie wywoła dyskusji i fermentu intelektualnego to raczej nic już go nie wywoła. Nie dlatego, że skrzy się inteligentnym dowcipem, którego samo zrozumienie wymaga zdolności smakowania słów i aluzji a kandydatów do podobnej repliki przyszłoby szukać ze świecą. I nawet nie dlatego, że jest to zbiór najlepszych artykułów i wywiadów polskiej korespondentki zagranicznej – dorobek wielu lat pracy „w cieniu San Pietro”. Nie, z tych powodów książka byłaby jedynie bardzo dobra. O jej unikalności świadczy co innego. Same poruszane tematy i sposób przedstawiania rzeczywistości, który w kontekście osoby Jana Pawła II jest w Polsce prawie w ogóle nieznany.

Jest paradoksem i smutną konsekwencją przyjętej konwencji, że najmniej pontyfikat polskiego papieża zdają się znać Polacy. W świadomości społecznej dominują jego żarty i dykteryjki związane z jego osobą – fenomenalne porywanie tłumów, „niech żyje łupież”, spływy kajakowe w młodości, ekumeniczny wymiar kichnięcia, aktorskie zaciąganie gwarą. Kulminacją tej narracji stały się „kremówki papieskie”, na które młody Karol Wojtyła chodził przed wojną. Po wspomnieniu o tym 16 czerwca 1999 roku w rodzinnych Wadowicach kremówki stały się w Polsce przebojem cukierniczym. Niestety stały się też symbolem intelektualnej zapaści Kościoła i bałwochwalstwa wielu wiernych. Produkcja surrealistycznych kremówek stała się probierzem wiary jeśli nie zgoła patriotyzmu. „Te słowa zadziałały jak dotknięcie czarodziejską różdżką. Przed naszymi drzwiami zaczęły ustawiać się gigantyczne kolejki, dzwoniły telefony z całej okolicy, większości zamówień nie byliśmy w stanie realizować” – powiedziała Ewa Hardek, współwłaścicielka największej wadowickiej cukierni. W 1999 roku przy kremówkach pracowały cztery osoby, pół roku później – już 14. W 2006 roku w Poznaniu wyprodukowano kremówkę, która miała 815 kg i 15 metrów długości. Do przygotowania kremówki zużyto m.in. ponad 500 kg margaryny (do ciasta i kremu), ponad 150 kg mąki i 5 litrów spirytusu. Wszystkie produkty ważyły 919 kg. Smak był „dobry a nawet bardzo dobry”. „To uczczenie pamięci Jana Pawła i radości, którą w nas wprowadzał” – skomentował ksiądz Szymon Nowicki. Ten rekord Gusinessa został przyćmiony w 2009 roku kiedy na pamiątkę 30. rocznicy pierwszej wizyty Jana Pawła II w Polsce ten sam zespół cukierników przygotował kremówkę o długości 350 metrów. Tym razem zużyto 5 tysięcy jaj, po 200 kg masła i margaryny, 150 kg cukru, 100 kg mąki i 150 litrów śmietany. Nad wypiekiem przed trzy dni pracowało 15 osób. Degustację poprzedziło odtworzenie słów Jana Pawła II opowiadającego o wadowickich kremówkach. „Chcemy podziękować Ojcu Świętemu za słowa, które wtedy do nas kierował. Naszą wdzięczność wyraziliśmy zrobieniem kremówki, która stała się jednym z symboli pontyfikatu naszego wielkiego Rodaka” – powiedział KAI starszy Cechu Cukierników i Piekarzy, Stanisław Butka. Abstrahując od tego, że kremówki są pyszne takie poniżenie własnej wiary musi wywoływać zażenowanie – nie niewierzących tylko katolików, sprowadzanych przez współwyznawców (?) do poziomu w którym wiara jest już tylko nieistotnym dodatkiem do „Umiłowanego Ojca Świętego”. Prymitywny motłoch łatwiej sobie podporządkować a przede wszystkim łatwo w nim wywoływać skrajne emocje, które zastępują argumenty. Odgórnie sterowany kult Jana Pawła II w Polsce w ogólnym zarysie służył temu samemu co likwidacja oświaty w czasie wojny. Aby go zakończyć wystarczyłoby żeby ministrowie zaczęli używać oficjalnego tytułu papieża „Jego Świątobliwość”. Tak się jednak nie stało. O „Ojcu Świętym” bez zażenowania mówiono w publicznej telewizji tak jakby był to kanał religijny. Zniknęła granica między informacją a propagandą i między tym co publiczne a prywatnymi opiniami. „Cała Polska kochała Ojca Świętego” – o czym mówiły zresztą plakaty i transparenty. Ci, którzy „nie płakali po papieżu” musieli o tym mówić na własnych podkoszulkach. Ofiarą tej na wskroś totalitarnej atmosfery padł Piotr Sławiński, szef telewizyjnych „Wiadomości”. W piśmie do przełożonego użył słów „Karol Wojtyła”, „przywódca rzymskich katolików” i „lider Państwa Watykańskiego”. Skończyło się tylko na naganie i pozbawieniu miesięcznej premii. Był to klasyczny kompromis, bo hierarchowie domagali się zwolnienia go z pracy. Tymczasem zaszczyt czerwonego dywanu przysługuje papieżom właśnie dlatego, że są liderami Watykanu i to dzięki temu państwa finansują ich wizyty apostolskie (zwane w Polsce niepoprawnie „pielgrzymkami”).

Dzięki rozpętaniu histerii i mówieniu o osobie a nie jej poglądach nie groziło podjęcie dyskusji na tematy, które zdominowały pontyfikat Jana Pawła II poza Polską. Koncentrują się one wokół tego co Kościół nazywa „etyką seksualną” czyli praw kobiet i praw reprodukcyjnych – kapłaństwa kobiet, antykoncepcji i aborcji. To te sprawy – a nie kremówki – stały się symbolem jego pontyfikatu i to one kładą się na nim cieniem. To one wreszcie są zdemistyfikowaną teologią, której niemal z definicji zrozumieć nie sposób. Język, który proponuje Autorka nie jest językiem braku szacunku do wiernych lecz przeciwnie – odkrywania przed nimi prawdziwych poglądów i interesów Kościoła katolickiego i jego papieża ukrytych za zasłoną dymną bulli, adhortacji, encyklik i dowolnie wybieranych cytatów z Biblii. Jest to język, który dominuje w dyskursie międzynarodowym a jednak w Polsce – gdzie Jerzy Urban szuka sprawiedliwości w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu po skazaniu za dosadną krytykę Jana Pawła II osiem lat temu – całkowicie niespotykany. Notabene Urban mógł być skazany “dzięki” potraktowaniu Karola Wojtyły jako lidera Watykanu przez wymiar sprawiedliwości czyli dzięki temu za co naganę otrzymał Sławiński. Czy więc akt oskarżenia w jego sprawie nie był – jak nazwała to Agnieszka Kublik z “Gazety Wyborczej” – “grubiaństwem”? Wniosek z tego, że polska prokuratura obraziła Ojca Świętego po to by walczyć z obrażaniem Ojca Świętego. Nie trzeba dodawać, że rozwiązania prawne w Polsce są tak dalece jak to tylko możliwe zbieżne z doktryną katolicką. Uniemożliwienie dyskusji poprzez odebranie informacji i prawa do krytyki służy także zachowaniu politycznego status quo zawarowanego w dziesiątkach ustaw, na czele z całkowitym opanowaniem systemu edukacji. To dlatego „katolicyzm dionizyjski” był i jest wspierany przez władze państwowe, z tragicznie zmarłym prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele.

„Papież i kobieta” to lektura obowiązkowa dla katolików uważających się za inteligencję. Zwraca im godność stłamszoną informacjami Katolickiej Agencji Informacyjnej o tym z ilu tysięcy jaj i kilogramów mąki zrobiono największą kremówkę na świecie. Przywraca nadzieję, że katolicyzm nie jest synonimem upośledzenia umysłowego. Mówi więcej o współczesnym Kościele niż może powiedzieć Centrum Myśli Jana Pawła II ze swoim księgozbiorem 3000 książek. Co zaś najważniejsze – być może po raz pierwszy przybliża Polakom nauczanie polskiego papieża. Za 26,50 zł, nie za kilkadziesiąt milionów, które w ciągu czterech lat wydali na ten cel warszawiacy.

Zakrzewicz wydała jeszcze przynajmniej dwie pozycje.

Benedykt XVI i Jan Paweł II

 

No to katolicy mają bezhołowie. Benedykt XVI podał się do dymisji.

Rydzyki i podobne zaprzańcy dopiero teraz się rozhulają. Wszystko wolno, bata nie ma.

Wywiadu dla portalu natemat.pl udzielił autor książki „Ojciec nieświęty” Piotr Szumlewicz, warto się z nim zapoznać. Dużo o kulisach i watykańskich intrygach. Podaję go in extenso.

Po raz drugi w historii Kościoła zdarzyła się abdykacja. Papież Benedykt XVI odchodzi, jak tłumaczy, z powodu starości – nie ma już siły kontynuować pontyfikatu. Sądzi Pan, że to jedyny powód tej rezygnacji? 

Piotr Szumlewicz: W  Watykanie są różne, bardzo silne grupy interesów. Część z nich jest wroga Benedyktowi XVI. Do tego dochodzi fakt, że Kościół jest pogrążony w coraz głębszym kryzysie z powodu coraz większej liczby ujawnianych afer pedofilskich, nieprawidłowości finansowych, a niedawno też sprawy związanej z wynoszeniem tajnych dokumentów z Watykanu przez papieskiego kamerdynera. Jest więc możliwe, że były na Benedykta XVI jakieś naciski. Być może nie mógł sobie poradzić z narastającą krytyką Kościoła.

Niektórzy oceniają ten ruch jako odważny w świetle pontyfikatu Jana Pawła II, który uważał, że musi wytrwać w swojej służbie do samego końca. Także powszechne przekonanie i praktyka zakłada, że papieżem się umiera. A Benedykt XVI poszedł pod prąd.

Na swój sposób cenię Benedykta XVI za to, że potrafił się przyznać, iż nie może już dalej być papieżem. Przecież to naturalne, że na starość przechodzimy na emeryturę. Bycie duchownym to przecież też zawód, a papież ma bardzo wiele obowiązków. W ten sposób Benedykt XVI niejako dostosował funkcję papieską do współczesnego rynku pracy, na którym w pewnym wieku dostaje się czas na odpoczynek.
Jan Paweł II sprawował swój pontyfikat do samego końca, chociaż widać już było, że nie ma siły wypełniać swoich obowiązków. W tym kontekście nasuwa się przypuszczenie, że być może Benedykt XVI czuł, iż staje się marionetką i nie chciał występować w takiej roli. A taką marionetką pod koniec pontyfikatu stał się Jan Paweł II.

Jak w takim razie ocenia Pan dorobek abdykującego papieża? Wydaje się, że stał on ciągle w cieniu polskiej głowy Kościoła.

Nieszczęściem Benedykta XVI było to, że został papieżem od razu po Janie Pawle II i w znacznej mierze został obciążony za jego grzechy. Skandale pedofilskie w Niemczech, Holandii czy USA, wewnętrzna instrukcja Kościoła crimen sollicitationis, by wszystkie te sprawy tuszować i ukrywać (obowiązująca do 2001 roku) – wszystko to miało miejsce za pontyfikatu polskiego papieża. Patologie opisywane w głośnej książce Ekke Overbeeka „Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią” miały przecież miejsce za kadencji Jana Pawła II.

Podobnie wygląda sytuacja z nieprawidłowościami finansowymi. Przez cały okres pontyfikatu Jana Pawła II Watykan był właściwie pralnią brudnych pieniędzy, a polski papież osobiście krył oszustów finansowych takich jak biskup Paul Marcinkus. Dopiero w 2011 roku Watykan zgodził się poddać częściowej, zewnętrznej kontroli swoich finansów. Te sprawy wciąż są nieuregulowane, ale przynajmniej zostały dokonane pierwsze kroki na rzecz zmiany funkcjonowania watykańskich pieniędzy. Wydaje się więc, że Benedykt XVI „obrywał” często za winy swojego poprzednika, chociaż dla oczyszczania Kościoła robił więcej. Z drugiej strony trudno przypisywać mu za to nadmierne zasługi. Po prostu nacisk mediów i świeckich władz na wyjaśnienie afer pedofilskich był tak duży, że nie miał innego wyjścia.

A jeśli chodzi o nauki „dla ludzi”? Benedykt XVI był bardziej postępowy niż nasz papież czy może bardziej konserwatywny?

Musimy pamiętać, że Benedykt XVI był bliskim współpracownikiem Jana Pawła II i kontynuował linię polskiego papieża. Był bardzo konserwatywny, tak odnośnie wizji rodziny i seksualności, jak też odnośnie otwarcia Kościoła na środowiska lewicowe czy zbliżenia z przedstawicielami innych wyznań. Znana jest chociażby jego wrogość wobec islamu. Robił to, by pozyskać wiernych w niektórych biednych krajach, na przykład afrykańskich, gdzie katolicyzm jest bardzo konserwatywny. W Europie Zachodniej ten nurt myślenia i idącej za nim praktyki społecznej raczej odszedł już do przeszłości.

Odchodzący ze stanowiska papież na pewno nie dokonał rewolucji, nie wprowadził nic szczególnie nowego. Próbował Kościół trochę oczyścić, ale to też mu nie do końca wyszło. Niestety, za jego kadencji Kościół wciąż kryje afery pedofilskie czy finansowe. Zazwyczaj staje po stronie prześladujących, a nie pochyla się nad ofiarami. Pod tym względem pontyfikat Benedykta XVI to niewykorzystana szansa – Kościół wciąż nie zdecydował się jasno i zdecydowanie odciąć od swoich grzechów z przeszłości. Ale wtedy ustępujący papież musiałby powiedzieć kilka przykrych słów o swoim poprzedniku, a przecież walnie przyczynił się do beatyfikacji Jana Pawła II i nie chciałby go publicznie krytykować.

Czy w takim razie Benedykt XVI zostanie zapamiętany – w Polsce i na świecie? Czy raczej gdzieś zginie w dziejach historii?

Benedykt XVI jest typem intelektualisty, znaczniej mniej spektakularnym niż Jan Paweł II, który był trybunem ludowym. Między innymi dlatego ma o wiele mniej fanów niż poprzedni papież. Szczególnie u nas kult papieża Polaka osiągnął wręcz groteskowy wymiar. Nasz papież był uznawany za eksperta od wszystkiego, jak się ostatnio okazało, nawet bezpieczeństwa. Jan Paweł II stanowił więc rodzaj celebryty, podczas gdy Benedykt XVI raczej jest typowym duchownym, którego ojczyznę stanowiły komnaty watykańskie. Warto zauważyć, że do nauk Benedykta XVI w polskim Kościele prawie nikt się nie odnosi. Być może zostanie on zapamiętany w środowiskach inteligencji katolickiej. Nie porywał mas i rzadko do nich wychodził.

Patrząc szerzej na zmiany w Kościele katolickim, sądzę, że w obecnej formie będzie on tracił wiernych. Religia jest coraz bardziej zindywidualizowana. Hierarchiczna, autorytarna struktura katolicyzmu nie odpowiada wielu ludziom, którzy dzisiaj jeszcze należą do Kościoła.

No właśnie, spójrzmy w przyszłość. Zna Pan pewnie te przepowiednie, że teraz będzie czarnoskóry papież, a po nim antychryst. Ale nawet zostawiając żarty na boku, u bukmacherów największe szanse mają właśnie: Peter Turkson z Ghany i Francis Arinze z Nigerii. Wierzy Pan, że wreszcie zobaczymy czarnoskórego papieża?

Jeśli chodzi o wybór nowego papieża, to myślę, że mamy trzy główne opcje.

Pierwsza: konserwatywny kardynał, być może czarnoskóry. Ale Kościół wciąż jest bardzo konserwatywny i nie wiem, czy wybierze swojego przywódcę spoza Europy. Z drugiej strony, w wielu krajach Afryki katolicyzm jest bardzo konserwatywny i być może Kościół pójdzie w tamtą stronę. Już za pontyfikatu Benedykta XVI widać, że Kościół przestaje wierzyć w odzyskanie wpływów w Europie. Druga opcja to wybór jednego z Włochów, który utrzyma status quo. Niewiele zmieni, ale nastawi się na poprawę wizerunku Watykanu. Myślę, że to najbardziej prawdopodobna wersja.

Jest jeszcze trzecie wyjście. Otóż Jan Paweł I, poprzednik Karola Wojtyły na watykańskim tronie, gdy zaczynał pontyfikat, chciał oczyścić Kościół z afer finansowych. Zaczął bardzo stanowczo, jednak po 33 dniach pełnienia swojej funkcji zmarł w tajemniczych okolicznościach. Być może tym razem też zostanie wybrana osoba, która podejmie wysiłek oczyszczenia Kościoła z ciążących na nim zarzutów. Mogłoby się jednak okazać, że jej los będzie podobny do Jana Pawła I. Myślę też, że dobrze by się stało, gdyby Kościół stał się bardziej pluralistyczny, na przykład otwarty na środowiska lewicowe. Na to jednak są bardzo małe szanse.

Czyli jednak Kościół dalej będzie szedł w konserwatywną stronę?

Watykan odrobinę przypomina mi Prawo i Sprawiedliwość. Gdy partia Jarosława Kaczyńskiego skupia się na teorii zamachu smoleńskiego, przyciąga elektorat mały, ale bardzo zaangażowany, gotowy do działania. Podobnie dzieje się z Kościołem, gdy koncentruje się na ultrakonserwatywnej ofensywie w sprawach obyczajowych. Taki kierunek oznaczałby prawie całkowitą utratę wiernych w Europie Zachodniej, ale mógłby przyciągnąć niewielką grupę radykałów. Pytanie też, czy Kościół na Zachodzie w ogóle może coś jeszcze ugrać.

Jeśli zaś chodzi o liberalizm, to jestem pewien, że wielu katolików – chociażby tych w Polsce – czeka przynajmniej na poluzowanie niezwykle restrykcyjnych obyczajów moralnych. Na to, żeby zmniejszyć rozdźwięk między deklaracjami a tym, jak wygląda codzienne życie. Bo dzisiaj nawet jak ktoś deklaruje, że jest głęboko wierzący, to może zdarzyć mu się mu się rozwody albo chce używać prezerwatyw.

Wyraźnie jednak wątpi Pan w ten liberalny kierunek…

Bo Kościół, szczególnie w Polsce, ale też w wielu innych krajach świata, słabnie i ma tego świadomość. A im słabszy jest, tym bardziej się radykalizuje, co jeszcze bardziej go osłabia i zarazem drażni. To walka na śmierć i życie. Dlatego nie sądzę, by tak zhierarchizowana instytucja dokonała zwrotu w liberalną stronę.