Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 51037
  • Dzisiaj wizyt: 5
  • Wszystkich komentarzy: 135

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Polacy i wiara 2

Dobre uczynki i grzechy Kościoła. Jak je oceniamy? [NASZ SONDAŻ]

Piotr Pacewicz, domi, 19.12.2013
Surowo traktujemy reakcję Kościoła na przypadki molestowania dzieci oraz stosunek duchowieństwa do dóbr doczesnych. Doceniamy to, że wzmacnia życzliwość między ludźmi – wynika z naszego sondażu inspirowanego ankietą papieża Franciszka

„Gazeta Wyborcza” pyta o ankietę papieża Franciszka
>> Franciszek pyta Polacy odpowiadają
>> Polacy odpowiadają papieżowi: „Kościół nie wspiera nas na drodze wiary” [SONDAŻ, CZĘŚĆ I]
>> Jak oceniamy dobre uczynki i grzechy Kościoła [SONDAŻ, CZĘŚĆ II]
>> Fronda.pl: Biskupi powinni dokładnie przeczytać sondaż „Wyborczej”

W sondażu TNS dla „Gazety”, w którym idziemy tropem „ankiety Franciszka” poświęconej nauczaniu o rodzinie, aż 48 proc. badanych uznało, że polski Kościół „traci autorytet moralny”, a tylko 18 proc. było zdania, że zyskuje. Jedna trzecia (34 proc.) wybrała odpowiedź „ani jedno, ani drugie”.

Zalety

Ocena jest surowa, choć badani w większości doceniają rolę Kościoła jako źródła sensu i wartości duchowych, a także życzliwości i miłości między ludźmi. „Jakże byłoby pięknie, gdyby każdy z was wieczorem mógł powiedzieć: dziś w szkole, w domu, w pracy wykonałem, prowadzony przez Boga, gest miłości” – naucza Franciszek.

Na małym plusie wypadła ocena pracy Kościoła na rzecz ubogich, samotnych i chorych – 31 proc. uznało, że Kościół o nich się troszczy, a 28 proc., że „nie dba o ich los”. Polskiemu Kościołowi daleko do franciszkańskich ideałów papieża, który za motto swej służby przyjął: „Nie zapomnij o ubogich”. W Buenos Aires odprawiał msze na śmietniskach, a we wtorek zaprosił na urodzinowe śniadanie trzech bezdomnych z placu św. Piotra (w tym żebraka Polaka ).

Wady

Wierni mają do Kościoła pretensje m.in. o to, że pozostaje „zamknięty na dialog z myślącymi inaczej”. Franciszek demaskuje taką postawę za pomocą metafory: „Jeśli nasze serce jest zamknięte, to możemy mieć w rękach kamienie, aby rzucać je w innych. Jeśli zaś mamy wiarę w sercu otwartym, możemy wraz z innymi budować miłość”.

Znaczna większość Polaków oceniła też, tradycyjnie, że Kościół zbytnio ingeruje w politykę.

O krzywdzie najmniejszych

Wszystko to blednie wobec gorącego tematu, jakim staje się w Polsce molestowanie seksualne dzieci przez osoby duchowne. Badani są podzieleni w ocenie skali zjawiska, ale przeważa opinia, że jest rozpowszechnione i dopiero je odkrywamy. Taką interpretację częściej przyjmują lepiej wykształceni, młodsi i słabiej wierzący.

Surowo oceniamy reakcję Kościoła na swój grzech. Ponadtrzykrotnie przeważa pogląd, że Kościół stara się ukryć niewygodną dla siebie prawdę oraz nie dba o los ofiar. Z pewnością przyczyniły się do tego wypowiedzi wielu hierarchów, w tym głowy polskiego Kościoła abp. Michalika, które zawierały próby „wyjaśniania” czy relatywizowania ujawnionych przypadków pedofilii. Nawet jeżeli były to czyste lapsusy, dewastują opinię o Kościele.

Oto typowy głos ze strony ankietafranciszka.pl : „Patrząc jako dziennikarka na politykę informacyjną parafii oraz kurii, jestem przerażona ignorancją, brakiem szacunku dla ofiar, wypieraniem się zjawiska. To, co usłyszeliśmy od niektórych hierarchów, daje mi jako matce prawo, aby powiedzieć im, że czasem lepiej zamilczeć”.

Nieoficjalnie wiemy, że Kościół prowadzi wewnętrzne szkolenia „na wysokim szczeblu”, jak reagować na przypadki pedofilii. Podobno szkolenia są profesjonalne, operują przykładami z USA, Irlandii i Niemiec. Ale jak powiedział mi ich uczestnik, wielu księży słuchaczy sprawiało wrażenie, jakby w to wszystko nie wierzyli, a „całe to gadanie o pedofilii” było atakiem na Kościół.

Trudno powiedzieć, czy polski Kościół będzie stać na podjęcie działań na miarę powołania przez papieża komisji do zwalczania pedofilii wśród księży, pod wodzą kardynała Seana O’Malleya. Aby zadośćuczynić ofiarom molestowania, kardynał O’Malley sprzedał pałac biskupi w Bostonie.

O uchu igielnym

Badani uznali, że duchowni w Polsce nie przestrzegają zasad „Kościoła ubogiego”. Papież nie przebiera w słowach, wzywając np. do modlitwy „za kapłanów i biskupów, by nie ulegli pokusie pieniędzy i próżności, ale aby służyli ludowi bożemu”. Twierdzi, że „jeśli jakiś duchowny czy biskup ugania się za pieniędzmi, to nie jest kochany przez ludzi – i to właśnie jest znakiem. Na dodatek sam dobrze nie skończy”. Przestrzega biskupów przed „pokusą karierowiczostwa” i „mentalnością książąt”.

Tymczasem zdaniem większości badanych pokusa materializmu opanowała w Polsce nie tylko biskupów, ale też „ogół księży” – uważa większość badanych.

Gdy poprosiłem o konsultację pytań sondażu znajomego księdza, oburzyło go podejrzenie, że księża są pazernymi bogaczami. – Proponuję – mówił – odwiedzić parafie w diecezji łowickiej i zobaczyć te legendarne dochody i wystawny tryb życia duchownych. Gwarantuję, że nikt nie chciałby tak „bogato” żyć.

Na potwierdzenie słów księdza ocena własnego proboszcza wypadła w naszym sondażu znacznie lepiej: większość uważa, że akurat on „zachowuje umiar”.

Opinie ludzi o materializmie księży kształtuje zapewne wystawna celebra państwowo-kościelnych uroczystości, widok biskupich pałaców, inicjatywy biznesowo-religijne, wysokie stawki „co łaska” oczekiwane przez niektórych księży za pogrzeby czy śluby. Nie pomogły też przekręty towarzyszące zwrotom przedwojennych nieruchomości Kościołowi.

Ostatni zarzut ujawnia wynik naszego sondażu, który podaliśmy już wczoraj: aż 53 proc. badanych sądzi, że polscy biskupi wobec pontyfikatu Franciszka odczuwają więcej obaw niż nadziei (że jest odwrotnie – uważa 35 proc.). Nieco tylko łagodniej badani oceniają „ogół księży”.Taka postawa przypisywana duchownym tworzy uderzający kontrast z ogromnymi nadziejami samych badanych na zmianę w Kościele.

Zalecenie Franciszka jest jasne: „Szczególnie biskupi powinni umieć cierpliwie wspomagać kroki Boga wśród Jego ludu, tak aby nikt nie pozostał w tyle, ale także po to, by towarzyszyć owczarni, która ma nosa do znajdowania nowych dróg”.

Sondaż Jezusa z Nazaretu

Wyniki sondażu komentuje ks. Grzegorz Michalczyk, duszpasterz środowisk twórczych z Warszawy:

Przychodzi mi na myśl sondaż przeprowadzony na statystycznej próbie 12 dorosłych Żydów przez Jezusa z Nazaretu. Pytanie pierwsze brzmiało: „Za kogo uważają mnie ludzie?”. Spontanicznych odpowiedzi nie brakowało. „A wy za kogo mnie uważacie?” – reakcją na drugie pytanie sondażu była jednak kłopotliwa cisza. Przełamał się tylko jeden rybak z Kafarnaum, nie bez trudu mówiąc o Jezusie jako Synu Bożym. Oto nasz problem z sondażami dotyczącymi Kościoła.

Łatwo jest przytoczyć „kościelne” newsy z nagłówków serwisów informacyjnych. Inaczej wygląda odpowiedź związana z naszym doświadczeniem. Zarzut bogactwa dotyczący ogółu księży wygląda zupełnie inaczej w odniesieniu do własnego proboszcza.

Może dlatego w pytaniach dotyczących molestowania przez księży nie ma pytań w stylu: „Z iloma przypadkami molestowania przez duchownych spotkałaś/łeś się w swoim otoczeniu?”. Można się domyślać, jakie byłyby odpowiedzi

Gdyby kwestiom dotyczącym troski Kościoła o los biednych towarzyszyło pytanie o osobiste wsparcie respondenta dla którejś z inicjatyw, np. kościelnej Caritas, wyniki byłyby jeszcze ciekawsze.

Metodologia pytań o chęć zmiany nauczania Kościoła w kwestiach moralnych czy doktrynalnych przy jednoczesnych wynikach badań mówiących, że ludzie nie wiedzą, czego naprawdę Kościół naucza, też rodzi moje wątpliwości.

Nie zmienia to oczywiście faktu, że wielu zarzutom wynikającym z ankiety trzeba obiektywnie przyznać rację. I – oby – szybko wyciągnąć z nich wnioski.

Czytaj w kolejnych wydaniach „Gazety Wyborczej”

W piątek: Grzech. Czy Polacy i Polki akceptują nauczanie moralne Kościoła w dziedzinie tzw. etyki seksualnej? Antykoncepcja, in vitro, aborcja, sakramenty dla rozwodników związki homoseksualne. A także kapłaństwo kobiet, celibat księży, przyjęcie osób homoseksualnych i ich dzieci do wspólnoty.

W sobotę w „Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej” wywiad z papieżem Franciszkiem.

Czy polski Kościół traci autorytet moralny? Np. czy spowiadasz się z grzechu antykoncepcji?

 

Wyborcza.pl

„Wtórni ateiści – ujawnijcie się”. Nie wierzysz w zmartwychwstanie Jezusa, powinieneś odejść z Kościoła?

Deklarujesz się jako osoba wierząca, ale niepraktykująca? W takim razie powinieneś mieć odwagę odejść z Kościoła i przyznać się, że tak naprawdę nie wierzysz – powiedzą niektórzy. „Niech takie osoby jasno wyznają, że Kościół ich nie interesuje” – w ten sposób franciszkanin brat Marcin Radomski skomentował sondaż, z którego wynika, że zaledwie 47 proc. Polaków wierzy w zmartwychwstanie Jezusa, Sąd Ostateczny i istnienie szatana. Czy Kościół powinien odpowiedzieć na te wyniki właśnie przekazem: „nie wierzysz? powiedz i odejdź”?

 Mniej niż połowa Polaków wierzy w zmartwychwstanie Chrystusa

47 proc. z nas wierzy w zmartwychwstanie Jezusa, 35 proc. w cuda dokonywane przez Jana Pawła II, 38 proc. w niepokalane poczęcie Maryi, 40 proc. w Ducha Świętego, a 39 proc. w sąd po śmierci – takie zaskakujące wyniki przyniósł najnowszy sondaż TNS dla „Gazety Wyborczej”. Duchowni mają nad czym myśleć, bo jest gorzej, niż można było się spodziewać.

– Wiedziałem, że mamy do czynienia z religijnym analfabetyzmem, ale nie sądziłem, że dotyczy on spraw tak podstawowych jak dogmaty. To jest duża porażka wszystkich, począwszy od księży, a skończywszy na rodzicach – komentuje dla naTemat ks. Kazimierz Sowa.

Z pierwszych komentarzy płynie zgodny wniosek – tak dramatyczny „poziom wiary” wymaga zdecydowanej reakcji. Nawet Tomasz Terlikowski z „Frondy” przyznał, że czas skończyć z mitem chrześcijańskiej wiary większości Polaków, a tę sondażową większość nazwał „wtórnymi poganami”. Recepta? Zabrać się do roboty, czyli ewangelizacji. „Nie chodzi o to, by robić to w świątyniach, podczas spotkań rozmaitych grup, ale by wyjść z tą Dobrą Nowiną do ludzi. Tak, pewnie będą się na nas patrzyli jak na głupców, ale cóż z tego?” – napisał.

Zero tolerancji dla hipokryzji?
Trochę inne rozwiązanie zaproponował brat Marcin Radomski z Zakonu Franciszkanów. W wywiadzie dla Fronda.pl ostro skrytykował tych, których zwykliśmy nazywać wierzącymi niepraktykującymi. Jego zdaniem katolicyzm w ich wydaniu jest związany nie z życiem wiary, ale po prostu z przynależnością organizacyjną. I z tym też wiążę się konieczność bardziej radykalnej reakcji.

„Niech jasno wyznają, że Kościół ich nie interesuje. Musimy się nauczyć, że życie to dokonywanie wyborów. My lękamy się dokonywać wyborów. Człowiekowi trzeba dać wolność wyborów. Jeżeli nie chce być w Kościele, jest niepraktykujący, to znaczy, że ta rzeczywistość go nie interesuje. Niech więc ma odwagę przyznać się do tego” – stwierdził.

BRAT MARCIN RADOMSKI

Nas nie musi być dużo, ważna jest jakość. Nie możemy być solą zwietrzałą. Mówi się wiele o polskim katolicyzmie. Już samo to pokazuje pewną tendencję, w ramach której Polak musi być katolikiem. To jest pewna trudność. Niektórym może się wydaje, że nie wypada powiedzieć: „nie jestem katolikiem”.

źródło: Fronda.pl

I rzeczywiście, trzymając się organizacyjnej retoryki, pewnie nikt nie pozwoliłby sobie na tak dużą liczbę „martwych członków”. Bez aktywności, bez wiary w podstawową filozofię instytucji, dawno by wylecieli. Dlaczego więc inaczej miałoby być w Kościele? Może, jak sugeruje brat Radomski, powinna się skończyć tolerancja dla „wtórnych ateistów”?

Mniej polityki, więcej katechezy
Ksiądz Kazimierz Sowa, choć przyznaje, że w Polsce mamy do czynienia z katolicyzmem tradycji ,który często sprowadza się wyłącznie do gestów i symboliki (np. ślub, który koniecznie musi być z białą suknią i kościelnymi organami), nie wyrzuciłby niewierzących. Jak twierdzi, są różne poziomy, na których określa się religijność, więc lepszym rozwiązaniem będzie pomóc w zrozumieniu, na czym polegają podstawowe prawdy wiary. – A nie od razu mówić: nie chodzisz do Kościoła i nie wierzysz, to od razu cię skreślamy – dodaje.

Duchowny nie zgadza się też z tezą, że nie ma wierzących niepraktykujących. – Są, i to na całym świecie. Trzeba zacząć od tego, by ludzie interesowali się wiarą jako taką, trzeba wytworzyć pewną modę na tematykę religijną. Tutaj dużą rolę będą odgrywały najbardziej podstawowe sprawy. Obrazowo: w najważniejszych dniach, gdy w kościołach jest najwięcej ludzi, niech będzie mniej polityki, a więcej kazań katechetycznych – przekonuje.

Na pograniczu, czyli jeszcze w Kościele
Podobnej odpowiedzi na pytanie o reakcję udziela Marcin Przeciszewski, prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej. Czy Kościół jest także dla tych, którzy nie wierzą w zmartwychwstanie? – Jest miejsce dla wszystkich. Kościół musi liczyć na to, że ci ludzie zaczną się zbliżać. Poprzez chrzest są członkami Kościoła, a poprzez swoją praktykę są na pograniczu, więc w tej chwili głównym zadaniem powinna być nowa ewangelizacja. Konieczne jest dotarcie do ludzi i środowisk, które formalnie do Kościoła należą, ale w praktyce są troszkę dalej – przekonuje w rozmowie z naTemat.

Te 60 proc., które zadeklarowało, że nie wierzy w podstawowe prawdy wiary, nazywa „społeczeństwem pogranicza”. – Mamy w tej chwili 40 proc., które uczestniczy w praktykach religijnych przynajmniej raz w tygodniu. Ich można nazwać wierzącymi, oni podlegają nauczaniu Kościoła. Ten trend, że z drugiej strony są osoby nieakceptujące dogmatów, nie jest nowy. Różnica co prawda nigdy nie była tak duża jak teraz, ale badania kościelne już dawno to wykazywały – zaznacza.

Według Przeciszewskiego nie jest to nic niezwykłego. Przeciwnie, to zjawisko charakterystyczne dla społeczeństw, gdzie religijność jest masowa, a jednocześnie poddana silnym prądom sekularyzacyjnym. – One powodują znaczne osłabienie wiary w poszczególnych fragmentach. Z drugiej jednak strony akcenty religijne są mocno wpisane w naszą tożsamość kulturowo-narodową, więc mimo tych sondaży możemy powiedzieć, że istnieje masowe przywiązanie do religii – przekonuje.

Lepszy Kościół ciasny, ale wierzący?
No właśnie, odpowiedź na pytanie o politykę „zero tolerancji dla wtórnych ateistów” zależy od filozofii Kościoła. Konserwatyści z kręgów „Frondy” i podobnych pism uważają, że przecież nie wszyscy muszą być katolikami, więc nie ma powodu, by udawać, że niewierzący są wierzący.

Takie przekonanie sięga zresztą dosyć daleko: niektórzy twierdzą nawet, że jeśli ktoś jest za aborcją czy in vitro, już stawia się poza Kościołem. Tak o parlamentarzystach opowiadających się za in vitro pisał Marian Salwik z tygodnika „Niedziela”: „Nie przestaną być z tego powodu parlamentarzystami, a nawet Polakami czy chrześcijanami (jeśli byli ochrzczeni). Co najwyżej zerwą swą więź z Kościołem – podobnie jak w przypadku innych określanych prawem kanonicznym sytuacji. Bo w Kościele naprawdę nie muszą być wszyscy, a tylko ci, którzy chcą w nim być i – choć czasami upadają – przyjmują jego nauczanie.”.

Z drugiej strony Kościół jest dla wszystkich, a więc także – co czasem trudno zrozumieć – dla niewierzących w zmartwychwstanie Chrystusa i inne dogmaty. I jak przekonuje Marcin Przeciszewski, to właśnie ta koncepcja zwycięża: – Już Jan Paweł II promował hasło nowej ewangelizacji. Dziś to samo robi Franciszek, więc o żadnym wykluczaniu nie ma mowy – kwituje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>