Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 50160
  • Dzisiaj wizyt: 14
  • Wszystkich komentarzy: 129

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Tęcza

Zostawcie tęczę spaloną, brzydką, bezradną

Waldemar Kumór, 13.11.2013
Wieczorem 12.11. warszawiacy przychodzili wpiąć kwiaty w tęczę spaloną w Święto Niepodległości przez narodowcówWieczorem 12.11. warszawiacy przychodzili wpiąć kwiaty w tęczę spaloną w Święto Niepodległości przez narodowców (fot. Martyna Śmigiel)

Tęcza na placu Zbawiciela to marzenie o tolerancji, a jej spalenie – to stan faktyczny tolerancji w Polsce.
Chcemy, by Warszawa była piękna i tolerancyjna. No i staje się powoli ładniejsza. Znacznie wolniej zaś tolerancyjna. I żadne zaklinanie rzeczywistości – szczere, szlachetne, choć naiwne – nic nie pomoże. Zniszczyli tęczę cztery razy, zniszczą i piąty.

Tęcza na placu Zbawiciela to marzenie o tolerancji, a jej spalenie – to stan faktyczny tolerancji w Polsce. Dlatego uważam, że należy zostawić tęczę taką spaloną, brzydką, bezradną. Bo taka jest – niestety – nielukrowana prawda, a nie chciejstwo ludzi przyzwoitych.

Że to poddanie się, ustępowanie narodowcom i kibolom? Być może, ale nie o to mi chodzi. Żeby było jasne: podziwiam tych, którzy chcą walczyć o tęczę.

Spalona tęcza będzie pomnikiem wstydu dla tych wszystkich, którzy wypisywali mądrości, typu: „Nareszcie!!! Spalono tęczę na Placu Zbawiciela. To jest Plac Zbawiciela, a nie zboczeńców” (Wojciech Cejrowski). Podobne zachwycali się spaleniem publicyści Łukasz Warzecha, Rafał Ziemkiewicz czy mecenas i poseł PiS Bartosz Kownacki. Wierzę, że kiedyś zrozumieją.

Wyborcza.pl

W OBRONIE TĘCZOWEJ POLSKI [APEL]

.

 

13.11.2013
Tęcza na pl. ZbawicielaTęcza na pl. Zbawiciela (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja)

Apelujemy do dziennikarzy i dziennikarek o stanowczą reakcję na homofobię i wzmacnianie odruchów solidarności z osobami LGBT.
Oświadczenie

Podczas Marszu Niepodległości podpalona została Tęcza – warszawski pomnik-symbol tolerancji przede wszystkim wobec osób LGBT. Podczas wiecu kończącego Marsz jeden z jego organizatorów zawołał: „Spłonął symbol zarazy”. Wywołało to aplauz.

Przestrzegamy opinię publiczną przed wzrostem nastrojów homofobicznych i – szerzej – nasileniem nienawiści do wszelkich Innych. Niedawno „nieznani sprawcy” rozpędzili granatami dymnymi dyskusję o „tęczowych rodzinach” w siedzibie Krytyki Politycznej. Dochodzi do napadów na biura organizacji LGBT – Lambdy Warszawa, KPH i kolektywu UFA, a działacze i działaczki otrzymują pogróżki. . Marsze Równości atakowane są kamieniami. Tęcza płonęła już pięciokrotnie.

Osoby LGBT są zastraszane, poniżane, a nawet bite – na ulicy, w środkach lokomocji, ale też w miejscach pracy i nauki.

Mową nienawiści bezkarnie posługują się posłowie i posłanki. W polskim parlamencie można usłyszeć, że homoseksualizm to degeneracja, zboczenie, że oznacza groźbę pedofilii i że należy powstrzymać „homoseksualne lobby”.

Apelujemy do władz o stanowczą reakcję na łamanie praw mniejszości i naruszenie bezpieczeństwa osób LGBT. Czas nadszedł na wprowadzenie specyficznego zakazu aktów homofobii oraz ustaw dających równe prawa osobom LGBT.

Apelujemy do dziennikarzy i dziennikarek o stanowczą reakcję na homofobię i wzmacnianie odruchów solidarności z osobami LGBT. Tolerancja jest w interesie całego społeczeństwa, bo wszelka dyskryminacja zatruwa życie publiczne i narusza godność także tych, którzy jej dokonują i którzy są tego biernymi obserwatorami.

Wyrażamy solidarność z organizacjami LGBT, a także z tysiącami osób, które ukrywają swoją orientację ze strachu przed nastrojami społecznymi.

Wielobarwna Tęcza jest naszym wspólnym znakiem. Chcemy, by nas cieszyła i dodawał otuchy.

Warszawa, 12 listopada 2013

Oświadczenie powstało w środowisku Towarzystwa Dziennikarskiego. Podpisali je członkowie Towarzystwa: Piotr Pacewicz, Seweryn Blumsztajn, Dorota Warakomska, Jacek Żakowski, Elżbieta Sawicka, Jan Ordyński, Weronika Kostyrko, Andrzej Jonas, Danuta Dobrzyńska, Ewa Szprynger, Zofia Ratajczak, Jarosław J. Szczepański

Ponadto oświadczenie podpisali: Helena Łuczywo, dziennikarka, Marcel Łoziński, reżyser; Anna Bikont, dziennikarka; Adam Bodnar, Zakład Praw Człowieka WPiA, Uniwersytet Warszawski; Jan T. Gross, historyk; Ewa Kulik-Bielińska; Stanisław Obirek, Ośrodek Studiów Amerykańskich, Uniwersytet Warszawski; Alicja Pacewicz, edukatorka; Grzegorz Przewłocki biolog i tłumacz; Paulina Pilch, prawniczka; Ewa Siedlecka, dziennikarka; Grzegorz Piechota, dziennikarz; Wojciech Bartkowiak, dziennikarz; Marek Beylin, publicysta; Marta Abramowicz, dziennikarka i psycholożka; Bożena Aksamit, dziennikarka; Tadeusz Sobolewski, dziennikarz.

Kolejne podpisy są zbierane. Można dołączyć do apelu wysyłając informację na adres piotr.pacewicz@agora.pl

Wyborcza.pl

Po Marszu Niepodległości. Dość wiecowania! Więcej władzy dla władzy!

Ewa Siedlecka Gazeta Wyborcza, 14.11.2013
Frakcja ONR w czasie Marszu Niepodległości.Frakcja ONR w czasie Marszu Niepodległości. (Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta)

Zakaz kontrdemonstracji ograniczył więc wolność zgromadzeń, lecz burdom nie zapobiegł.
Policja nie zabezpieczyła właściwie Marszu Niepodległości, doszło do incydentów. Lekarstwem ma być zmiana prawa. Prezydent zapowiada powrót do zakazu zasłaniania twarzy na demonstracjach. I chce dać władzy możliwość „zgody tylko na część planowanej przez organizatorów trasy” (wypowiedź w Radiu ZET).

Korzystanie z wolności zgromadzeń nie wymaga „zgody”. To „wolność”, a nie „prawo” do zgromadzeń. Demonstrację się jedynie zgłasza, a władza nie wydaje „zgody”, ale najwyżej zakaz, jeśli uzna, że jej celem jest łamanie prawa lub że zagraża ona zdrowiu, życiu lub mieniu w wielkich rozmiarach. To standard państw demokratycznych i tak dziś jest w Polsce.

Dzięki poprzedniej prezydenckiej nowelizacji można już zakazać zgromadzenia, jeśli odbywa się w tym samym czasie i miejscu co inne, wcześniej zgłoszone. To uniemożliwia wyrażanie w tym samym miejscu i czasie poglądów przeciwnych. Zakaz kontrdemonstracji miał chronić przed ekscesami. Wprowadzono go po 11 listopada 2011 r., gdy przyczyny zamieszek upatrywano, wedle sugestii prawicy, w tym, że obok Marszu Niepodległości demonstrowała antynacjonalistyczna Kolorowa Niepodległa.

Ale narodowcy nie potrzebują „prowokacji” w postaci kontrdemonstracji. Choć w tym roku jej nie było, nie wpłynęło to na nich kojąco. Zakaz kontrdemonstracji ograniczył więc wolność zgromadzeń, lecz burdom nie zapobiegł.

Nie ma takich uprawnień władzy, które przed nimi zabezpieczą. Zamiast więc bawić się w kolejne ograniczenia po kolejnych marszach, dajmy po prostu władzy prawo decydowania, kto może demonstrować, a kto nie. Władzę przecież mamy dobrą, demokratyczną. Nikogo niesłusznie nie skrzywdzi. Zresztą: dość wiecowania, zabierzmy się do pracy.

Wyborcza.pl

Demonstracje w kominiarkach czy bez – demokracja jest bez maski

Paweł Wroński, 14.11.2013
Uczestnicy Marszu Niepodległości protestują po jego delegalizacjiUczestnicy Marszu Niepodległości protestują po jego delegalizacji (&Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Sprawa zakazu zakrywania twarzy przez uczestników demonstracji powraca. Przeciwnicy już mówią o zamachu na demokrację i konstytucyjną wolność wyrażania poglądów. Spójrzmy na to od innej strony. Zakaz zasłaniania twarzy to nie kolejna represja, którą szykują politycy, ale narzędzie, które pomoże przede wszystkim organizatorom demonstracji, a dopiero potem policji, oddzielić ludzi korzystających z demokratycznych praw od bandytów.
Jarosław Gugała uznał w Radiu TOK FM taki zakaz za głupi i zdziwił się, że po dwóch latach prezydent wraca do tego pomysłu. Ironizował, że równie dobrze można nakazać złodziejowi, by nie zakrywał twarzy, kiedy kradnie. W ten sposób dotknął istoty problemu. Złodziej, który ukrywa twarz, jest przestępcą i policja wsadza go do więzienia. Uczestnik demonstracji jest obywatelem, który wyraża swoje poglądy, i policja ma go chronić. Maska często była symbolem przestępcy, podstępu, ataku zza węgła. Anonimowość daje poczucie bezkarności, tak jak w internecie, gdzie każdy frustrat wypisuje najgorsze kalumnie. Czyż nie ma logicznej sprzeczności między słowem „demonstracja” a zasłanianiem twarzy? Można demonstrować incognito? Jedynie zamaskowany Zorro czynił dobro, aczkolwiek samotnie i za pomocą szpady.

Dwa lata temu zakaz zakrywania twarzy został wykreślony z prezydenckiego projektu ustawy pod wpływem gwałtownego sprzeciwu organizacji pozarządowych. Przestrzegały one przed opresją państwa, które chce ograniczyć prawo do demonstracji. Przedstawiano przykłady pracowników supermarketów, którzy mogliby zostać zwolnieni z pracy, gdyby ich szefowie rozpoznali ich na demonstracji. Innym koronnym dowodem na totalitarne zapędy prezydenta były demonstracje w sprawie ACTA, których uczestnicy nosili maski Guya Fowkesa. Niewiele pomogła modyfikacja zapisu, że konieczne byłoby tylko zgłoszenie, że uczestnicy demonstracji będą zamaskowani.

Wykreślenie tego zakazu zburzyło jednak logikę prezydenckiej ustawy. Jej istota polegała na uczynieniu organizatora demonstracji w pewnym zakresie współodpowiedzialnym za to, co się dzieje. Gdyby podczas zgromadzenia doszło do ekscesów, organizator ma prawo powiedzieć: ci ludzie nie uczestniczą w naszym pokojowym zgromadzeniu. Trudniej mu to zrobić, gdy są zamaskowani. Zamaskowanym bojówkom łatwo wykorzystać pokojową demonstrację do rozróby. Mogą pod osłoną kominiarek przeprowadzić atak, a następnie skryć się w tłumie.

Ewa Siedlecka – moja redakcyjna koleżanka i zdecydowana przeciwniczka zakazu zakrywania twarzy – twierdzi, że burdom takim jak podczas marszu 11 listopada da się przeciwdziałać obecnymi środkami. Być może. Praktyka mówi jednak, że w ostatnich trzech latach zatrzymano kilkuset agresywnych uczestników demonstracji, a skazano nie więcej niż 30. Sądy za każdym razem orzekały, iż nie ma pewności, że dany osobnik to uczestnik burdy, bo na zdjęciach nie widać twarzy. Cóż z tego, że policja mogła go zidentyfikować dzięki innym ujęciom, bez kominiarki.

Nawet po wprowadzeniu zakazu każdy uczestnik demonstracji może w kominiarce lub bez kominiarki rzucać kamieniami w prawdziwych i wyimaginowanych wrogów. Musi jednak zdawać sobie sprawę, że przekracza granicę. Tam, gdzie zaczyna się przemoc, kończy się demokracja. Zasłanianie twarzy nie służy demokracji – bo ona ma być realizowana pokojowymi środkami. Wzywam obrońców praw demonstrantów, by stanęli po stronie demokracji.

Wyborcza.pl

A poza tym. Rzeźnia. Felieton Andermana

Janusz Anderman, 14.11.2013
Jarosław Marek Rymkiewicz w swoim ogrodzie w MilanówkuJarosław Marek Rymkiewicz w swoim ogrodzie w Milanówku (Fot. Sławomir Kamiński / AG)

Przecież poeci, osobnicy nerwowi, których często ponosi tak, że tracą panowanie nad sobą, powinni być zwolnieni od odpowiedzialności za słowo – takie myśli snuje redaktor naczelny „Gazety Polskiej „Tomasz Sakiewicz
„‚GW’ znów uderza’” – czytamy na łamach „Gazety Polskiej Codziennie”. Kogo tym razem „GW” uderzyła? A właściwie kogo uderzył portal internetowy „Gazety”? Uderzył znienacka Jarosława Marka Rymkiewicza, informując, że poeta stworzył nowy polityczny wiersz i wydrukował go w tygodniku „Gazeta Polska”.

„Nie po raz pierwszy ‚Gazeta Wyborcza’ atakuje Jarosława Marka Rymkiewicza” – bije na alarm redaktor naczelny Tomasz Sakiewicz. Tym pierwszym atakiem – uczula – był proces wytoczony poecie trzy lata temu za surowe, ale sprawiedliwe strofy poety pod adresem dziennikarzy „GW”, którzy nienawiść do Polski i Polaków wyssali z mlekiem babek i matek, działaczek Komunistycznej Partii Polski. „Tych redaktorów wychowano tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża” – nokautował wówczas obruszony twórca.

I za to proces? Przecież poeci, osobnicy nerwowi, których często ponosi tak, że tracą panowanie nad sobą, powinni być zwolnieni od odpowiedzialności za słowo – takie myśli snuje Sakiewicz i nawet powołuje się w tej kwestii na prawo, choć niepisane. „Jest taka niepisana zasada, że wybacza się poetom stosowanie rozbudowanego arsenału środków wyrazu” – wyjaśnia ze znawstwem komunistom z „Wyborczej” ten poezjoznawca. Niestety, bezskutecznie, z czego zdaje sobie sprawę, bo przecież wie, że ma do czynienia z cenzorami: „Na tej zasadzie można zakazać Adama Mickiewicza czy Aleksandra Fredry, którzy pisali takie rzeczy, że cenzorom z Czerskiej nie mieściłoby się to w głowie”. Sakiewicz przezornie nie zdradza cenzorom, posiadaczom jednej głowy, które utwory Mickiewicza i Fredry przed nimi chroni.

A rzeczony wiersz Rymkiewicza pod specjalnym nadzorem niepisanej zasady Sakiewicza opublikowany przez „Gazetę Polską”? Trzeba z uznaniem przyznać, że poeta sprawnie przyswoił sobie starą maksymę amerykańskiego magnata prasowego Williama Randolpha Hearsta, która mawiał: „Czytelnika obchodzą tylko trzy rzeczy: krew, seks i forsa”. I zgodnie z tą maksymą Rymkiewicz napisał wiersz zatytułowany bezpretensjonalnie: „Krew”. Ociekający krwią utwór odnosi się do zbrodni smoleńskiej dokonanej wiadomymi rękami, które wywołały dwa wybuchy. To trudna poezja, tak trudna, iż rodzi się podejrzenie, że powstawała w wielkim pośpiechu, przez który autor kilkakrotnie wpadał w pułapki. Owszem, wiemy, że motyw krwi jest mu wyjątkowo bliski, ale dlaczego ta krew z wiersza nas, czytelników, wprost zalewa? Czemu jest „rozlepiona na afiszach” i kto te afisze prezentował 10 kwietnia 2010 roku? Jak rozumieć sformułowanie: „Krew na chodnikach i na ścianach”? Na jakich znowu chodnikach? Czy to krew katowanych na Krakowskim Przedmieściu obrońców polskiego krzyża? I dlaczego: „Krew – czarne plamy na ekranach”? Zręczniej byłoby chyba, nawiązując do kłamstw smoleńskich, prostowanych teraz w pocie czół przez światowej sławy profesorów, powiedzieć: „białe plamy”.

Jak zinterpretować: „I jak na polach polne maki/ Oni wznosili się do góry”? Czy polne maki na polach potrafią się wznieść, i to do góry?

Wyraźnie się czuje gorączkę poety, który nie mając czasu na uporządkowanie myśli, pisze: „Krew na fotelach tupolewa/ Zmywana szlauchem o świtaniu”. Jak to – zmywana szlauchem? A czy można zmywać wiadrem, cebrzykiem albo miską? Nie można, choć z drugiej strony warto zwrócić uwagę na niemieckie słowo „szlauch”. Czyżby to trop prowadzący do prawdy, że nie tylko Rosjanie maczali ręce w zbrodni smoleńskiej?

Nieco rażą siłowe poszukiwania przez twórcę rymu, kiedy chce wskazać na jednego z głównych sprawców zamachu. Mamy tu krew „Na białych rękawiczkach Tuska/ Krew jak złamana w sadzie brzózka”. Niech już będzie, że premier z upodobaniem nosi białe rękawiczki. Ale kto przy zdrowych zmysłach sadzi brzózki wśród drzew owocowych? Równie dziwacznie brzmiałaby fraza: krew „Na burych Donalda walonkach/ jak łkająca w borze jabłonka”.

Ale to tylko drobiazgi, gdyż poza tym wiersz pięknie chwyta za gardło i już nie rozluźnia chwytu. Grunt, że poeta chciał dobrze. „Hu! Ha! Krew gra!”.

Wyborcza.pl

Prezes tysiąclecia na uchodźstwie w Krakowie

Wojciech Maziarski, 14.11.2013
Poseł Marcin Mastalerek był prezesem PiS w okręgu łódzkimPoseł Marcin Mastalerek był prezesem PiS w okręgu łódzkim (Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta)

Bezczelność PiS nie zna granic. „Ja mam być współodpowiedzialny za atak? Czy Jarosław Kaczyński ma być odpowiedzialny?” – pytał w TOK FM po poniedziałkowych zamieszkach poseł i szef partyjnej młodzieżówki PiS Marcin Mastalerek.
A niby kto inny miałby być odpowiedzialny? Choć oczywiście listę należy rozszerzyć o pozostałych liderów PiS i pracowników ich aparatu propagandy. To oni wspólnymi siłami sprokurowali nam awantury, do jakich dochodzi każdego 11 listopada od 2010 r.

Do 2009 r. Marsze Niepodległości były nieistotnymi wystąpieniami marginesu politycznego i uczestniczyło w nich kilkaset osób. Dopiero w 2010 r. w kręgach kierowniczych IV RP zapadła decyzja, że warto się w tę imprezę włączyć. PiS-owscy propagandyści zaczęli więc dąć w trąby, wzywając naród do udziału w demonstracji nacjonalistycznych zadymiarzy, powstał komitet honorowy mający nadać przedsięwzięciu odpowiednią rangę. Nie ma tu dość miejsca, by podać całą tę listę hańby, ale nazwiska kilku osób warto przypomnieć, niech im się uszy czerwienią ze wstydu. W komitecie znaleźli się m.in. Jan Pospieszalski, Rafał Ziemkiewicz, Tomasz Sakiewicz, Jan Żaryn, Ryszard Bender, Stanisław Pięta, Artur Górski, Wojciech Cejrowski.

Całe to towarzystwo, wraz ze stojącymi za ich plecami liderami PiS, którzy dali zielone światło dla przedsięwzięcia, spopularyzowało i uwiarygodniło w oczach opinii publicznej imprezę politycznego marginesu.

Dodatkowo w tym samym czasie politycy Prawa i Sprawiedliwości zaangażowali się w legitymizowanie kibolskiej chuliganerii, kreując ją na „patriotów”. Dzięki temu stadionowi przestępcy, dla których partnerami dialogu powinni być funkcjonariusze organów ścigania i kuratorzy sądowi, wyrośli na bojowników sprawy narodowej.

Efekty wszystkich tych zabiegów oglądamy każdego 11 listopada na ulicach Warszawy. A Marcin Mastalerek śmie sugerować, że on sam i jego prezes nie mają z tym nic wspólnego. Żarty sobie stroi?

Istotnie, w tym roku Jarosław Kaczyński wraz z całym dworem salwował się ucieczką przed marszem. Niczym doktor Frankenstein stworzył potwora, który wyrwał się spod jego władzy i zagroził jemu samemu, więc czym prędzej spakował manatki i jak rząd sanacyjny ewakuował się z Warszawy na południe. Mogliśmy go usłyszeć, jak przemawia pod Wawelem niczym premier rządu na uchodźstwie.

A może by tak wrócić, panie emigracyjny premierze, do Warszawy i trochę posprzątać? Niezły bajzel zostawił pan tu po sobie.

Powody do niepokoju mają też krakowianie. Wiele wskazuje na to, że Prezes Tysiąclecia na poważnie zagiął parol na ich miasto. Czyżby zamierzał zorganizować tu PiS-owski Piemont, wbrew apelowi Andrzeja Sikorowskiego, który śpiewał:

Nie przenoście nam stolicy do Krakowa

Chociaż tak lubicie wracać do symboli

Bo się zaraz tutaj zjawią

Butne miny, święte słowa

I głupota, która aż naprawdę boli.

Już się zjawiły. Dlatego moja prywatna rada dla braci krakusów jest taka: pogońcie Kaczyńskiego, zanim się u was na dobre zadomowi. Ani się obejrzycie, a narobi wam takiego samego bigosu jak nam w warszawie.

Wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>