Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 50141
  • Dzisiaj wizyt: 7
  • Wszystkich komentarzy: 129

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Gender

Gender – błogosławieństwo czy przekleństwo? Debata po katolicku, z racami w tle

Dominika Kozłowska, 22.11.2013
Dominika KozłowskaDominika Kozłowska (Fot. Grażyna Makara)
Nie głośmy, że obowiązkiem katolika jest zatykanie uszu na genderowe nowinki. Nie potępiajmy gender i feminizmu z urzędu, zanim w ogóle przemyślimy założenia i możliwe konsekwencje tych teorii. Podejmijmy próbę zrozumienia tych koncepcji i jako katolicy w merytoryczny sposób włączmy się w debatę publiczną.
O gender można, a nawet trzeba dziś w Kościele dyskutować. Jednak, aby móc do dyskusji przystąpić, wypada najpierw gender poznać. A tak, niestety, nie jest. Nawet pobieżna lektura katolickiej publicystyki, a także analiza treści oficjalnych wystąpień duchownych, pokazuje, że w kościelnych dyskusjach o gender z rzadka udaje się wyjść poza horyzont projekcji własnych lęków, stereotypów i uprzedzeń.Tymczasem historia Kościoła, ot choćby historia debaty o liberalizmie, nauczyła nas przecież, że projekcja własnych lęków i straszenie ludzi zgubnym wpływem „bezwstydnych nauk” bywają dla Kościoła zgubne. „Wraz z czczą wesołością wzmaga się bezbożność, bezwstydna nauka, wyuzdana wolność. Już poszły w pogardę święte tajemnice, a ze wszech miar niezbędne i konieczne okazywanie czci Boskiej jest poniewierane, wyszydzane i wystawione na bluźnierstwa przez złośliwych ludzi” – tak w „Mirari Vos”, encyklice o liberalizmie i religijnym indyferentyzmie, w 1832 r. pisał Grzegorz XVI. Z czasem społeczna nauka Kościoła i chrześcijańska antropologia włączyły do swych koncepcji wiele założeń i tez liberalizmu. Co więcej, w ostatnich dekadach Kościół, chociażby w osobach papieży Benedykta XVI i Franciszka, pokazał, że do refleksji nad liberalizmem wnieść potrafi wiele niezwykle cennych krytycznych przemyśleń, które warto brać pod uwagę w debacie publicznej.

Nie popełniajmy tego samego błędu w dyskusji o gender. Nie głośmy, że obowiązkiem katolika jest zatykanie uszu na genderowe nowinki. Nie potępiajmy gender i feminizmu z urzędu, zanim w ogóle przemyślimy założenia i możliwe konsekwencje tych teorii. Podejmijmy próbę zrozumienia tych koncepcji i jako katolicy w merytoryczny sposób włączmy się w debatę publiczną.

Gender, diabelska sprawka

O tym, jak trudna bywa ta rozmowa, świadczy debata: „Gender – błogosławieństwo czy przekleństwo”, którą w poniedziałek zorganizowało dominikańskie duszpasterstwo na Freta razem z Instytutem Tertio Millennio. W przeważającej większości publiczność była katolicka, w swych poglądach zróżnicowana: od bardziej konserwatywnych po obeznanych z genderowymi nowinkami. Już sama liczba zgromadzonych pozwala więc postawić tezę, że w kręgach katolickich jest zapotrzebowanie na rozmowę o gender i feminizmie (a może nawet i o queer, choć ta ostatnia idea na polskim podwórku rozpoznana jest stosunkowo słabo). O potrzebie dyskusji świadczą również i emocje, które od początku były wysokie.

Debata zaczęła się przed kościołem – od protestów. Po chwili protestujący przenieśli się do sali prowincjalnej. Najpierw próbowali w ogóle nie dopuścić do dyskusji. Następnie chcieli, aby prawdziwi katolicy opuścili salę. Koronnym argumentem za opuszczeniem sali miał być transparent z napisem „Gender = 666″. Czy katolik może maczać palce w diabelskich sprawkach? Wreszcie, kiedy i to nie poskutkowało, jeden z protestujących rzucił między ludzi race. Protestujący – określający siebie mianem „prawdziwych katolików” – innych mają w pogardzie. Zdaje im się, że walka z ideami usprawiedliwia walkę z ludźmi głoszącymi te idee. Potępić trzeba także, że takie akty podejmowane są przy milczącej aprobacie niektórych reprezentantów Kościoła hierarchicznego. Uznają oni, że – w imię sprawiedliwej wojny z „degenerującymi nasze społeczeństwo ideologiami” – dopuszczalne jest łamanie podstawowych dla chrześcijaństwa zasad personalistycznych. A przecież cel nie uświęca środków!

Żyjemy w dobie rewolucji antropologicznej, której dynamikę potęguje rozwój naukowo-techniczny. Skoro tak, to tym cenniejsza mogłaby być powściągliwa postawa ludzi Kościoła polegająca na krytycznym oglądzie nowych idei pozwalającym uniknąć bezkrytycznego entuzjazmu w ich ocenie. Kościół mógłby wnieść do debaty publicznej umiejętność spoglądania na ideologie z historycznego dystansu i odnoszenia ich do szerszej wizji człowieka, kultury, społeczeństwa. Mógłby. Niestety, na razie nie mamy zbyt wielu przesłanek pozwalających sądzić, że w najbliższej przyszłości tak właśnie się stanie. W początkowej fazie dynamika rozwoju idei jest tym silniejsza, im większy entuzjazm i zaangażowanie jej „apostołów”. Jednak im większy entuzjazm apostołów, tym silniejszy sprzeciw tych, którzy w nowych ideach widzą zagrożenia dla znanego porządku. Po części mają rację; bywa, że zwolennicy zmian dotychczasowy porządek poddają zbyt jednostronnemu osądowi. Refleksja nad metodologią współczesnych nauk pokazuje, iż wiara w to, że jedna teoria jest w stanie wyjaśnić całą złożoność społecznej rzeczywistości, jest intelektualnym nadużyciem. Gender, podobnie jak każda inna teoria, ma swoje ograniczenia. Skoro jednak teoria ta ma już co najmniej kilka dekad, jej rzeczowy ogląd staje się możliwy.

Pierwszy krok – zrozumieć

Taka postawa ludzi Kościoła możliwa jest jednak pod warunkiem, że ludzie ci nowe idee rozumieją, trafnie rozpoznają kontekst, w którym się one rozwijają, i cele, w jakich są rozwijane. Dopiero z tej perspektywy można się zastanawiać, w jakim aspekcie mogą one poszerzyć chrześcijański sposób rozumienia człowieka, a w jakim z chrześcijańską wizją człowieka pogodzić się nie dadzą. Ten etap pracy to zaledwie początek – refleksja prowadzona we wnętrzu chrześcijaństwa.

Drugi krok to refleksja nad tym, co chrześcijanie wnieść mogą do sfery publicznej. Gender jako teoria społeczna i narzędzie krytycznej analizy treści społecznych i kulturowych wykorzystywane jest m.in. dla projektowania i uzasadniania zmian społecznych oraz określania podstaw polityki społecznej. Uczestnicząca w panelu Agnieszka Graff wykazała się niemałą determinacją, aby pokazać, jak wiele wspólnych obszarów działania na rzecz budowania podstaw polityki społecznej mogłyby dziś znaleźć genderowe i feministyczne środowiska oraz zaangażowani katolicy. Zgadzam się z Agnieszką Graff, że katolikom i feministkom bardzo trudno będzie się dogadać odnośnie do praw reprodukcyjnych, a zatem chociażby kwestii dopuszczalności aborcji czy dostępności środków antykoncepcyjnych. Część feministek uznaje, że nie ma feminizmu bez uznania tych praw.

Jednak feminizm w Polsce ma dziś bardzo różne oblicza: od tych bardziej radykalnych, poprzez liberalne, aż po katolickie. Pole wspólnej dyskusji stale się poszerza. Z debat, które ostatnio toczą się w kręgach katolickich pism nastawionych na dialog ze środowiskami niekatolickimi, wnioskuję, że również w gronie katolików rodzić się zaczyna potrzeba refleksji genderowej. W każdym razie w ostatnim czasie widać wyraźne drgnięcie, jeśli chodzi o liczbę i charakter tych debat. Szkoda jednak, że na razie toczą się one w oderwaniu od Kościoła hierarchicznego. Sądzę, że obydwie strony – katolików świeckich i duchowieństwa – mogłyby skorzystać na takiej dyskusji. Kapłani mogliby poznać argumenty przemawiające za włączeniem niektórych aspektów gender do katolickiego sposobu myślenia o człowieku, np. poznać racje przemawiające za zmianą niektórych treści zawartych w podręcznikach do wychowania do życia w rodzinie. Świeccy – zrozumieć naturę zagrożeń, na które wskazują kapłani. Niestety, jedyne spotkanie z udziałem reprezentantów Kościoła hierarchicznego, w którym ostatnio miałam okazję wziąć udział, nie dawało szans na rozmowę o pozytywnych stronach gender.

Drugi krok – mądrze dyskutować

Najwyższa pora, aby katolicy włączali się w debatę publiczną w sposób konstruktywny: nie tyle walcząc przeciwko, co przyczyniając się do budowania społecznego porozumienia wokół zagadnień społecznych. A tych konkretnych spraw jest naprawdę sporo: większa dostępność żłobków i przedszkoli, zmiany na rynku pracy, wydłużanie wieku emerytalnego, wydłużenie urlopów i podział obowiązków rodzicielskich związanych z opieką nad dzieckiem, wsparcie dla rodzin najuboższych i wielodzietnych, by wymienić tylko niektóre. Oczywiście, należy odnotować zaangażowanie katolickich środowisk w niektórych z tych obszarów, np. problemów rodzin wielodzietnych. Z drugiej jednak strony, nie można pomijać milczeniem, że w innych sprawach, takich jak np. wspomniana już kwestia dostępności żłobków i przedszkoli czy wydłużenie urlopów i podział obowiązków rodzicielskich związanych z opieką nad dzieckiem, można odnieść wrażenie, że hierarchom bliżej jest do wizji opieki nad dzieckiem sprawowanej przez matkę, w aktywności zawodowej kobiet widząc źródło zagrożenia dla rodziny. Opór niektórych kapłanów wobec żłobków wynika, jak sądzę, nie tylko z lęku przed skutkami emancypacji kobiet, która to emancypacja z pewnością musi wpłynąć na przeobrażanie się modelu rodziny. Opór ten wiązać się może również z brakiem zaufania dla państwa, szczególnie brakiem zaufania wobec oferowanego przez państwo modelu publicznej edukacji, np. aksjologicznych podstaw tegoż systemu. Wspomnieć chociażby należy ciągnący się od dekad spór o edukację seksualną oraz toczoną niedawno debatę o związkach partnerskich . W tym kontekście gender może być postrzegane jako przykład społecznego konstruktywizmu, kolejny element przyczyniający się do demontażu tradycyjnego modelu rodziny. Niebezpodstawnie w wewnątrzkościelnych dyskusjach o gender co rusz padają odwołania do Francji jako modelowego wręcz przykładu kierunków przeobrażeń społecznych, które doprowadziły do zastąpienia słów „matka” i „ojciec” określeniami „rodzic A” i „rodzic B”.

Włączenie się katolików w działania społeczne wymaga jednak poważnego przemyślenia kwestii ról społecznych i ewolucji modelu rodziny. Sądzę jednak, że skoro przeobrażenia te są już faktem, Kościół nie może sobie pozwolić na odwlekanie poważnej dyskusji z udziałem osób świeckich. I nie chodzi tu nawet o kwestię związków pozamałżeńskich, ich status przez większość katolików nie jest podawany w wątpliwość (z wyjątkiem rozmowy o sytuacji osób rozwiedzionych), lecz o rozmowę o rolach spełnianych w ramach małżeństwa, np. podział obowiązków opiekuńczo–wychowawczych.

Konieczne jest także podjęcie dyskusji nad tym, jaki jest wpływ płci biologicznej na kształtowanie się ról społecznych kobiet i mężczyzn. Sądzę, że nawet najbardziej konserwatywni katolicy nie bronią dziś tezy, że ludzka tożsamość jest budowana jedynie w oparciu o płeć biologiczną. Dostrzegają oni przecież, że wypełniane przez nas role są również zależne od kultury i warunków społecznych, w których żyjemy. A uznanie tego sytuuje nas przecież w samym środku debaty o gender.

Dominika Kozłowska – dr filozofii, redaktor naczelna miesięcznika „Znak

Ramka: Hierarchowie o gender

Abp Marek Jędraszewski: „Praktycznie jest to ideologia [gender], szalenie niebezpieczna, która prowadzi do śmierci danej cywilizacji. Jest to też teoria coraz bardziej przyjmowana czy może nawet narzucana – w Europie i Stanach Zjednoczonych”.

Bp Wiesław Mering: „Jest to niebezpieczny » flirt «ze złym duchem. Katolik nie może równocześnie popierać bieli i czerni, prawdy i fałszu. Nie da się połączyć w jedną sensowną całość takiego » tańca upiorów «. W swoich celach ideologia gender jest mroczna, zła i nieczysta i nie możemy wchodzić z nią w jakąkolwiek formę współpracy”.

„Nie ma zgody na tezy głoszone przez gender; to nurt jadowicie i skrajnie antychrześcijański. Tak groźnej ideologii jeszcze nie było”.

Abp Henryk Hoser: „Teoria gender wprowadziła ideę walki klas między uciskanymi kobietami i wykorzystującymi je mężczyznami na wzór relacji właścicieli i proletariatu. To neomarksizm w dość czystej postaci i walka klasowa, która przebiega między mężczyznami i kobietami”

Abp Józef Michalik: „Karygodne są nadużycia dorosłych wobec dzieci, o których wciąż mówią media. Jednak nikt nie zwraca uwagi na przyczyny tych zachowań” – mówił w trakcie kazania arcybiskup i wymieniał: Pornografia i fałszywa miłość w niej pokazywana, brak miłości rozwodzących się rodziców i promocja ideologii gender”.

|

 

Wyborcza.pl

Absolutny hicior

Biskup Śmigiel: Współcześnie szczególnie bolą ataki na małżeństwo i rodzinę, które próbują je osłabić i wprowadzić jakiś dziwaczny model nowego związku, w którym nie musi być nawet kobiety i mężczyzny, matki i ojca, wszystko może być względne i pokrętne, a nawet rodzące się dzieci mają nie mieć określonej płci. Trudno to pojąć. Czyż to nie wizja apokaliptyczna? Nie trwóżcie się, to było zawsze, zawsze były prześladowania i zawsze pojawiały się jakieś dziwaczne teorie dotyczące człowieka. Przeminie ideologia gender i współczesne imperia medialne, ekonomiczne i polityczne, a zostanie miłosierny Bóg i człowiek z duszą nieśmiertelną. (17.11.2013, Pelplin)

Jedna odpowiedź na Gender

  • ~Karłowata mówi:

    Trudno nie odnieść wrażenia, że gender jest forsowane wbrew woli rodziców. Pod hasłami tolerancji, ale bez tolerancji dla strony przeciwnej (tj. pro rodzinnej). Wszystkim adeptom tzw. gender studies (i nie tylko im) polecam lekką i krótką książeczkę autorstwa A. Moir i D. Jesse pt. „Płeć mózgu”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>