Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 51025
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 135

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Długopisy PiS

Wiśniowe długopisy obronią PiS. Jak partia Kaczyńskiego chce pilnować, żeby Tusk nie sfałszował wyborów

Agata Kondzińska, 30.11.2013
Manifestacja klubów Manifestacja klubów „Gazety Polskiej” (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Kluby „Gazety Polskiej” chcą wysłać dziesiątki tysięcy ludzi do pilnowania, by „ta władza” nie sfałszowała wyborów

- To cyniczna gra na mobilizację elektoratu i potwierdzanie przywództwa Jarosława Kaczyńskiego po przegranych wyborach – mówi szef Instytutu Spraw Publicznych Jacek Kucharczyk.

W sprawozdaniu z nadzwyczajnego zjazdu Klubów „GP” w Licheniu z października można wyczytać, że środowisko „jednogłośnie zadeklarowało władzom PiS chęć wsparcia monitoringu wyborów”. I że celem jest „mobilizacja struktur PiS i całego obozu patriotycznego do włączenia się w stworzenie systemu umożliwiającego uzyskanie faktycznych wyników wyborów”. PiS wie, że pełna mobilizacja elektoratu może przy niskiej frekwencji dać partii zwycięstwo. Dlatego prezes podsyca atmosferę nieufności do państwa Tuska, sugeruje, że może dojść do fałszowania wyborów, bo ci, którzy dziś rządzą, „straszliwie się boją utraty władzy”.

- Od początku naszej transformacji nie było problemu fałszowania wyborów. Ten „problem” pojawił się, gdy Jarosław Kaczyński musiał zacząć tłumaczyć swoim wyborcom, dlaczego przegrywa mimo poparcia „prawdziwych” Polaków – mówi Jacek Kucharczyk. Wspomina, że po raz pierwszy PiS zaczęło kwestionować wyniki po przegranych wyborach do samorządu w 2010 r. – Mówili o dużej liczbie głosów nieważnych w wyborach do sejmików wojewódzkich, sugerując, że nie wszystko było w porządku, czyli że mamy fasadową demokrację – dodaje Kucharczyk.

Kluby „GP” odrzucają oskarżenia o cynizm. – Wiele osób negowało wyniki wyborów, w interesie wszystkich jest pilnować, czy nie dochodzi do fałszowania. Monitorując wybory, chcemy obalić mit, który żyje w społeczeństwie, że jak kłamią, to nie idziemy na wybory. Może pójdą, jak będą wiedzieli, że pilnujemy – mówi Wojciech Bogajewski z poznańskiego Klubu „Gazety Polskiej”, autor instrukcji monitoringu wyborów.

Akcja Klubów „GP” to odpowiedź na wezwanie prezesa PiS. – W każdym lokalu wyborczym musi być odważny pełnomocnik, który będzie pilnował do rana liczenia głosów i sfotografuje obwieszczenia wyborcze. Wyniki sami musimy podliczać. Do tego dobrze by było, by pod każdym lokalem byli ludzie gotowi tam stać całą noc, żeby ten, kto jest w środku, miał poczucie, że jest wspierany – mówił Kaczyński podczas jesiennego objazdu kraju.

Klubów „GP” jest 364 (w tym 54 za granicą), ich szef Ryszard Kapuściński szacuje, że mają 10 tys. członków. System monitoringu ma mieć dwa szczeble: centralny i okręgowy. Do centralnego, powołanego przez Jarosława Kaczyńskiego, mają spływać zdjęcia protokołów z komisji obwodowych. Tam będą porównywane z wynikami ogłaszanymi przez Państwową Komisję Wyborczą.

W instrukcji są wskazówki: „należy dążyć do uzyskania przewodnictwa komisji wyborczej” oraz że „przewodniczący powinien dać członkom długopisy o rzadko spotykanym kolorze, np. zielonym, wiśniowym, aby uniemożliwić dodatkowe skreślenie w czasie liczenia głosów”.

- Tryb pracy komisji jest opisany w regulaminie i wytycznych PKW, nie ma przeszkód, by jej członkowie pisali długopisem w kolorze wiśniowym – mówi Krzysztof Lorentz z Krajowego Biura Wyborczego. Dodaje, że ustawa jasno określa skład komisji obwodowej – komitet wyborczy może zgłosić do niej jedną osobę. Drugą – może wskazać na męża zaufania, który obserwuje prace komisji, ale w nich nie uczestniczy. – Gwarancją prawidłowej pracy komisji jest jej skład z osób wytypowanych przez konkurujące komitety wyborcze oraz określona przepisami procedura zabezpieczania komisji przed błędami – mówi Lorentz.

Prawicowe środowiska nie po raz pierwszy podważają zaufanie do PKW. W czerwcu szefowa stowarzyszenia Solidarni 2010 Ewa Stankiewicz zażądała odwołania wszystkich członków PKW, zarzucając, że instytucja korzysta z „rosyjskich serwerów”. PKW oświadczyła, że serwery znajdują się w kraju i pozostają pod pełną kontrolą Krajowego Biura Wyborczego.

 

Wyborcza.pl

Kaczyński: Jadę do Kijowa. Ukraina potrzebuje naprawdę wielkiego planu

sk, pap, 30.11.2013
Jarosław KaczyńskiJarosław Kaczyński (&Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

- Ukraina stanęła dziś na rozdrożu. Chcemy tam być – powiedział na sobotniej konferencji prezes PiS Jarosław Kaczyński. Życzyłby sobie spotkań zarówno z przedstawicielami opozycji, jak i partii rządzącej.

- Ukraina stanęła dziś na rozdrożu – powiedział prezes PiS. Dodał, że stanowisko jego partii w sprawie Ukrainy jest jednoznaczne – należy popierać to wszystko, co prowadzi Ukrainę ku Europie oraz do podtrzymywania i umacniania demokracji w tym kraju.

- Jutro ja i większa delegacja udajemy się do Kijowa – zapowiedział Kaczyński. – Chcemy po prostu tam być, ale uważamy także, że w Kijowie powinni jak najszybciej zjawić się panowie Kwaśniewski i Cox, ale także panowie Sikorski i Bildt, czyli politycy, którzy w tych wszystkich przedsięwzięciach, które towarzyszyły działaniom zmierzającym do tego, żeby zostało podpisane porozumienie o stowarzyszeniu, odgrywali szczególnie dużą rolę – podkreślił prezes PiS.

Kaczyński powiedział, że jest głęboko przekonany, iż miejsce specjalnych wysłanników Parlamentu Europejskiego: b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i b. szefa PE Pata Coksa oraz szefa MSZ Radosława Sikorskiego i ministra spraw zagranicznych Szwecji Carla Bildta, jest teraz w Kijowie.

Trzeba odrzucić zwykłe ograniczenia

Jarosław Kaczyński, pytany o zaproszenie ukraińskiego ambasadora do MSZ w związku z ostatnimi wydarzeniami w Kijowie, odpowiedział, że „wezwanie ambasadora jest jak najbardziej na miejscu”, choć powinno do tego dojść w sobotę, a nie dopiero w niedzielę. Szef PiS podkreślił, że „mamy do czynienia z bardzo, bardzo ważnym momentem”. Przekonywał, że świadomość tego momentu powinna prowadzić Unię do „dalej idących wniosków niż te, które dotąd zostały sformułowane”.

- Ukraina potrzebuje naprawdę wielkiego planu. To nie może być jakieś drobne wsparcie. To musi być przedsięwzięcie w wielkiej skali. UE jest do takich przedsięwzięć zdolna i potrafi je podejmować, kiedy trzeba – mówił Kaczyński.

Jak zaznaczył, jest to apel do wszystkich decydentów w UE o poważne potraktowanie sytuacji na Ukrainie i szybkie sformułowanie „prawdziwie wielkiego planu” dla tego kraju. UE – zdaniem szefa PiS – powinna zastanowić się, czy to, co zostało Ukrainie zaoferowane, było wystarczające.

- Kwestia przyszłości Ukrainy jest niezwykle istotna dla całej Europy, dla szans demokracji na naszym kontynencie, mówię tu o całym kontynencie, czyli także o Rosji. Krótko mówiąc, mamy do czynienia z takim szczególnym punktem, gdzie trzeba odrzucić zwykłe ograniczenia i zacząć myśleć perspektywicznie – mówił szef PiS.

Jadą Brudziński i Mastalerek

Na pytanie, z kim spotka się podczas wizyty na Ukrainie, szef PiS podkreślił, że życzyłby sobie spotkań zarówno z przedstawicielami opozycji, jak i partii rządzącej. – W tej chwili tego rozstrzygać nie mogę. Zobaczymy – zaznaczył.

W podróży do Kijowa Kaczyńskiemu towarzyszyć będą m.in. politycy PiS: Joachim Brudziński, Tomasz Poręba i Marcin Mastalerek. W stolicy Ukrainy przebywa już wiceprezes PiS Adam Lipiński.

W reakcji na apel Jarosława o jak najszybszą wizytę w Kijowie szefa MSZ rzecznik resortu Marcin Wojciechowski powiedział PAP, że MSZ „zajmuje się cały czas sprawą Ukrainy”, a Radosław Sikorski ”złożył wiele wizyt na Ukrainie i zawsze spotykał się zarówno z przedstawicielami władz, jak i z opozycją”. – Ukraina jest przedmiotem najwyższej uwagi i MSZ będzie podejmował takie działania, jakie uzna za celowe w obecnej sytuacji – dodał rzecznik resortu.

Szefowa prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek przypomniała w sobotę w rozmowie z PAP, że prezydent Bronisław Komorowski jeszcze jako poseł opozycji był na Majdanie, „manifestując poparcie dla obrania proeuropejskiego, prozachodniego kursu przez Ukrainę, popierając pomarańczową rewolucję”. – Obecnie jako głowa państwa reprezentuje Polskę w międzypaństwowych stosunkach oficjalnych. Niemniej jednak manifestowanie poparcia dla proeuropejskich dążeń Ukrainy, tak jak wtedy, tak i dzisiaj jest na poziomie parlamentarnym uzasadnione – dodała.

Wyborcza.pl

Skarbnik PiS nie informował Kaczyńskiego, więc straci stanowisko?

Sebastian Kucharski, gaw, 30.11.2013
Stanisław KostrzewskiStanisław Kostrzewski (Fot. Sławomir Kamiński / AG)

Rada polityczna PiS nie przedłużyła mandatu wieloletniemu skarbnikowi partii Stanisławowi Kostrzewskiemu – informuje „Newsweek”. Kostrzewski dla „Wyborczej”: – Nie należę do ludzi ugodowych, ale pewnych rzeczy nie nazwałbym konfliktem.

Odwołanie Kostrzewskiego nie jest jeszcze przesądzone. Na razie rada polityczna postanowiła, że nie zarządzi głosowania w sprawie obsady stanowiska skarbnika. Kostrzewski został wybrany na zwykłego członka komitetu politycznego PiS.

Jak informuje „Newsweek ”, Kostrzewski miał znaleźć się w konflikcie z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, który nie wiedział o wielu zleceniach akceptowanych przez skarbnika swojej partii. Serwis internetowy tygodnika zaznacza, że Kaczyński nie był też w stanie uzyskać precyzyjnych informacji o stanie finansów PiS.

Kostrzewski w rozmowie z „Wyborczą” odnosi się do tekstu „Newsweeka”. – Wyboru skarbnika nie było – przyznaje. Ale podkreśla, że zgodnie ze statutem skarbnik pełni swoją funkcję do czasu powołania nowej osoby na to stanowisko. Zatem formalnie wciąż jest skarbnikiem.

Jednak czy brak powołania to efekt konfliktu Kostrzewskiego z prezesem Jarosławem Kaczyńskim? Kostrzewski zapewnia, że nie. – Nie należę do ludzi ugodowych, ale pewnych rzeczy nie nazwałbym konfliktem – mówi. Zwraca uwagę, że w środę zapadła decyzja dotycząca przekazania pełnomocnictw finansowych PiS trzem osobom z partii. Otrzymali je Joachim Brudziński, Beata Szydło i właśnie Kostrzewski. Dodaje, że gdyby był w konflikcie z prezesem PiS dotyczącym wydatków, to takich pełnomocnictw by nie otrzymał.

Na początku października Kostrzewski udzielił wywiadu „Gazecie Wyborczej”. Pytany o niektóre zlecenia partii – m.in. przekazanie 186 tys. zł wydawnictwu, które wydało książkę Jarosława Kaczyńskiego i zapłaciło za nią 160 tys. zł honorarium, albo zamawianie sondaży w nieznanej firmie Guru Control, odpowiadał, że sprawami zajmowały się Państwowa Komisja Wyborcza i prokuratura i nie dopatrzyły się nieprawidłowości.

Wyborcza.pl

Sushi, ciuchy, galerie. Jak Jakub Śpiewak roztrwonił setki tysięcy z darowizn dla fundacji Kidprotect

Mariusz Jałoszewski, 30.11.2013
Założona przez Jakuba Śpiewaka fundacja Kidprotect stała się niekwestionowanym autorytetem.
Śpiewak bywał w mediach, zapraszano go na rządowe debatyZałożona przez Jakuba Śpiewaka fundacja Kidprotect stała się niekwestionowanym autorytetem. Śpiewak bywał w mediach, zapraszano go na rządowe debaty (Fot. PIOTR KOWALCZYK / SE / EAST NEWS)

Przepuścił setki tysięcy złotych z darowizn – tak żył pionier walki z pedofilią w internecie Jakub Śpiewak z Kidprotect. Może jednak uniknąć procesu

Jakub Śpiewak to znana postać. Pierwszy w Polsce nagłośnił problem dziecięcej pornografii.

Założona przez niego fundacja Kidprotect stała się niekwestionowanym autorytetem. Śpiewak bywał w mediach, zapraszano go na rządowe debaty, m.in. w sprawie ACTA.

Dziś dzięki lekturze aktu oskarżenia, który skierowała w listopadzie przeciwko niemu stołeczna prokuratura, wiadomo, że miał podwójne życie. Płynące szerokim strumieniem do fundacji darowizny wydawał na własne potrzeby. Śledczy zarzucają mu przywłaszczenie aż 413 tys. zł.

Założona w 2002 r. fundacja obracała blisko 100 tys. zł rocznie. Cztery lata temu dotacje zaczęły szybko rosnąć: TP SA dała 202 tys. zł, Allegro – 158 tys. zł, Nasza Klasa – 24 tys. zł, Microsoft – 65 tys. zł, MEN – 19 tys. zł, Ministerstwo Pracy – 134 tys. zł, Rzecznik Praw Dziecka – 61 tys. zł.

To fundusze na realizację programów i kampanii społecznych poprawiających bezpieczeństwo w sieci, głównie dzieci. Największy przelew przyszedł z dawnej Ery (obecnie T-Mobile), która została ukarana przez UOKiK. Karę 311 tys. zł przelała na konto Kidprotect.

O wydatkach decydował Jakub Śpiewak, jako jedyny miał dostęp do konta. Część środków przeznaczono na kampanie i szkolenia, choć za niektóre szkoły musiały płacić same. Wydruki z konta fundacji pokazują, gdzie podziała się reszta.

Cygara, drogie buty

Rok 2009. Śpiewak coraz częściej wyjmuje z portfela kartę płatniczą fundacji. Po transakcjach widać, że jego ulubionym miejscem zakupów jest stołeczne centrum handlowe Złote Tarasy przy Dworcu Centralnym. Kwoty jeszcze nie gorszą.

W iSpocie, który sprzedaje nowinki firmy Apple, wydaje 4,6 tys. zł. W sieci Saturn z elektroniką i sprzętem AGD – 3 tys. zł. W Carrefourze – 245 zł. Za wizytę w poradni psychologicznej płaci 500 zł.

W 2010 r. lista zakupów się wydłuża. Oprócz elektroniki pojawiają się towary odzieżowe. Na razie skromnie – 69 zł wydaje w Peek & Cloppenburg, podobną kwotę płaci w drogim Marks & Spencer czy tanim sklepie – CCC. Dochodzą wydatki na restauracje i puby – 220 zł, innym razem 150 zł.

Znowu zakupy elektroniki. Paragon w sklepie Sony na 4,5 tys. zł, w Riffie z akcesoriami muzycznymi – 1,1 tys. zł. Pod koniec 2010 r. zakupy w sklepie z butami Gino Rossi – 748 zł, papierosy elektroniczne – 319 zł, sklep W. Kruk z biżuterią – 159 zł i Old Havana z cygarami – 50 zł.

Rok 2011 to już zakupowe szaleństwo. Coraz częściej w sklepach z odzieżą. Pierwsze zakupy w outlecie z markową odzieżą TK Maxx (450 zł). Odtąd będzie tu częstym klientem. Odwiedza jeszcze Fashion Collection (1048 zł) i Van Graffa – 249 zł. Znowu zagląda do sklepu muzycznego Riff (3,3 tys. zł). Spływają rachunki z knajp: leje się nie tylko piwo, Śpiewak zaczyna chodzić na sushi (122 zł).

W czerwcu wydatki na ubrania idą już w tysiące. Do tego wypłaty gotówki z bankomatów. Z ciekawszych wydatków znajdujemy jeszcze rachunek na 517 zł ze sklepu z militariami.

I tak już będzie niemal co miesiąc. Ubrania, restauracje, zakupy w sklepie spożywczym, czasami wypad do Ikei, wypłata z bankomatu, wizyta w księgarni, przejazdy taksówkami, zakupy w aptece (Śpiewak jest przewlekle chory) i w Apple iTunes.

Restauracje, perfumy, biżuteria

W 2012 r. podobnie, choć Śpiewak widzi, że pieniądze na koncie topnieją. Kolejne tysiące na elektronikę, ubrania, alkohole, jubilera. Płyną rachunki z restauracji, w których stołuje się niemal codziennie. Lipiec to ostatni miesiąc dużych zakupów. Przelewa na konto swojej firmy Iacobi 5 tys. zł, w Belvedere Café w Łazienkach płaci 364 zł. Kupuje ciuchy w Van Graffie za 584 zł, buty w Bacie za 259 zł, a w sklepie muzycznym My Music wydaje 900 zł. Na koniec lipca pieniądze na koncie topnieją do 33 tys. zł.

Śpiewak wie, że brakuje na składki ZUS, że zaraz zabraknie na pensje pracowników, ale w sierpniu wykupuje wycieczkę do Turcji za 4,6 tys. zł. Przelewa na kontro swojej firmy 3,5 tys. zł. I znowu ciuchy za 612 zł, wypłata z konta 2,5 tys. zł. Na koncie pustki. Wiadomo jeszcze, że Śpiewak za pieniądze fundacji kupił skuter.

Po wakacjach pracownicy nie dostają pensji. Kontaktują się z Dorotą Zawadzką, psycholog, „supernianią”, która zasiadała w radzie fundacji. Radzi złożyć zawiadomienie do prokuratury. O sprawie dowiaduje się cała Polska, gdy opisuje ją „Wprost”. Potem się okazuje, że od 2011 r. biuro rachunkowe nie dostaje dokumentacji księgowej z fundacji.

Bo nigdy nie byłem na wakacjach

Śledztwo trwa rok. Śpiewak milczy. Wyjaśnienia zaczął składać dopiero miesiąc temu, gdy prokuratura miała już zebrany cały materiał dowodowy. Opowiada o swoich zasługach. Kwestionuje wyliczenia prokuratury. Przyznaje się do prywatnych wydatków, ale blisko o połowę mniejszych. Tłumaczy się tak. Tablety były potrzebne mu do pracy w domu, pisał na nich projekty, teksty. Samolotami podróżował na spotkania. Jest chory i lekarze zalecają mu krótkie podróże. Przejazdy taksówkami też ułatwiały dojazdy na spotkania.

Zakupy w sklepach spożywczych były na potrzeby fundacji. W sklepie Apple iTunes kupował oprogramowanie. Przyznał się tylko do zakupu jednej płyty Mike’a Oldfielda za 40 zł. Zakupy w Ikei i elektroniki tłumaczył potrzebami fundacji. Liczne książki również były dla fundacji, a w restauracjach spotykał się z gośćmi i naradzał z pracownikami fundacji, zanim wynajął biuro.

Przelewy na konto swojej firmy tłumaczył zleceniami, jakie wykonywał dla fundacji. – Nie kwestionuję zakupów ubrań, były niewłaściwe, podobnie jak wyjazd do Turcji. Pogubiłem się w tym, wymknęło się to spod kontroli. Jestem bałaganiarzem, ale nie złodziejem, tylko nieudolnym prezesem – mówił prokuratorom.

Co go popsuło? Występy w mediach, zaproszenia od polityków, a może nagły dopływ pieniędzy i chęć tzw. ustawienia się? Śpiewak dobiega czterdziestki, jest w drugim związku, choruje. Może zapragnął w końcu pożyć?

W lutym tego roku dla portalu Gazeta.pl mówił tak: – Woda sodowa uderzyła mi do głowy. Nie wiem dlaczego i mam świadomość, że postępowałem źle. Całe życie byłem gościem, który chodził w byle czym, jeździł tramwajem i luksusy miał gdzieś. I po prostu jak idiota dałem się skusić przez blichtr, obecność w mediach. W jakimś momencie wyłączył mi się bezpiecznik przyzwoitości.

Wiedział, co robi

Byli pracownicy szefa fundacji oceniają różnie.

Pracownica 1.: – Musiał wyglądać reprezentacyjnie. Chodził do ministerstw. Gdyby wyglądał jak brudny hipis, nikt nie chciałby go przyjmować.

Pracownica 2.: – Fundacja nigdy nie oferowała pokrzywdzonym dzieciom żadnego wsparcia majątkowego i rzeczowego. Tylko profilaktyka.

Pracownica 3.: – Kuba przychodził do biura i chwalił się, że kupił nowe oprawki do okularów, torbę, koszulkę, płaszcz, buty. Gdy go poznałam, to był ubrany przeciętnie, miał mało ubrań. Później mówił, że jego garderoba jest większa od jego partnerki.

Pracownica 1.: – Wizjoner, erudyta, inteligentny. Robił dużo rzeczy naraz. A z drugiej strony niezorganizowany, rozchwiany emocjonalnie.

Pracownica 2.: – Idee i działania do pewnego stopnia były super. Umiał przekonywać ludzi. Ale absurdem jest tłumaczenie się niefrasobliwością. Doskonale radził sobie z pieniędzmi, wiedział, co robi.

Jakub Śpiewak nie chciał z nami rozmawiać. Jego obrońcą jest znany warszawski adwokat Jacek Dubois: – Bezsprzecznie część pieniędzy wydał niezgodnie z ich przeznaczeniem. On chce naprawić szkodę. Może to odpracować i oddać, nie od razu. On się zagubił. Ale po jego fundacji pozostanie ślad.

Obrońca nie wyklucza, że nie będzie procesu, bo Śpiewak może dobrowolnie poddać się karze.

PS Ministerstwo Pracy, które nadzoruje fundacje i dało Kidprotect dotację, w tym roku wystąpiło o jej zwrot. Śpiewak się z niej nie rozliczył.

 

Wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>