Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 51037
  • Dzisiaj wizyt: 5
  • Wszystkich komentarzy: 135

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Michalik

Świętsi od Jezusa, bardziej rodzinni od apostołów

Smerfy 2 (dobry film, byłam, polecam) prawica atakuje za promowanie niewłaściwego modelu rodziny. Nie czepiając się – choć przyznaję, mam ochotę – określenia „właściwy model rodziny” (bo niby dla kogo właściwy i kto ustala te normy?), chciałam uprzejmie zauważyć, że standardów wymaganych przez Tomasza Terlikowskiego i s-kę oprócz Smerfów nie spełniał też Jezus Chrystus. I w ogóle od jakieś czasu zachodzę w głowę, o co właściwie chodzi katolickiej prawicy z tą obsesją na punkcie nienaruszalności rodziny i skąd zaczerpnęli jej jedyny właściwy „święty” wzorzec, bo że nie z Pisma Świętego i Żywotów Świętych, to pewne.

 

Nie pamiętam świętego, który miałby taką rodzinę, o jakiej mówi Terlikowski. Pełną, z mamą siedzącą w domu i tatą, cierpliwie na ten dom zarabiającym, wiernym i miłym facetem.
Mój ulubiony święty – Augustyn – zanim został świętym, był bywalcem domów uciech i miał konkubinę oraz nieślubne dziecko, które zresztą porzucił dla wiary – dziś nazwalibyśmy to więcej niż nędzną męską wymówką i ucieczką od odpowiedzialności. Zawsze zresztą otwarcie opowiadał się za funkcjonowaniem legalnych domów publicznych. O Locie, który chciał oddać na pastwę pijanych rozpustnych mężczyzn w Sodomie swoje dwie córki, nawet nie wspomnę, bo trudno podejrzewać go o głębsze przywiązanie do wartości rodzinnych.

Sam Jezus Chrystus opuścił swoją matkę i swojego ojca i nie utrzymywał z nimi zbyt intensywnych kontaktów, zresztą – już jako dziecko miał opinię Maryi i Józefa raczej w poważaniu – wszyscy pamiętamy fragment Biblii, w którym mały syn Boży ucieka do świątyni i siedzi w niej bodaj dwa dni, nie racząc o niczym zawiadomić mamy i taty. Nie poczuwał się wobec nich do winy, nie przepraszał i nie tłumaczył. Nie przyszło mu do głowy, że Maryja zwyczajnie się o niego martwiła, że przysporzył jej zmartwień. Jezus był indywidualistą i takimi drobiazgami jak uczucia matki i ojca raczej się nie martwił. Poniekąd zrozumiałe – miał w końcu na głowie całą ludzkość.
Zresztą Bóg, ojciec Jezusa, też o mały włos nie rozbił małżeństwa Józefa z Maryją: wiadomość o ciąży tej ostatniej wystawiła przecież ich związek na ciężką próbę, której by nie przetrwał, gdyby nie nadzwyczajna anielska interwencja.

Mało kto wie, że Jezus miał rodzonych braci, bo to nie oni, a obcy ludzie, apostołowie, stali się jego ulubionymi towarzyszami. O tym, że Jezus nigdy się nie ożenił (choć nie można wykluczyć i żaden poważny badacz biografii Jezusa tego nie robi), że żył z kobietami, nikomu w Polsce przypominać nie trzeba.

A skoro już jesteśmy przy apostołach…. Niemal wszyscy byli żonaci, a niektórzy nie tylko mieli żony i dzieci, ale byli tych żon i dzieci jedynymi żywicielami (rybacy). A jednak kiedy zjawił się Jezus, wszyscy w mgnieniu oka porzucili swoich bliskich i poszli za nim. Czy Terlikowski zadał sobie kiedyś pytanie za co żyły żony apostołów, gdy ich mężowie ich opuścili? Co czuły ich dzieci, kiedy obecni dotąd tatusiowie nagle raz na zawsze zniknęli z ich życia? Czy to było w porządku? Czy to było prorodzinne?

Zawsze zastanawiałam się, jak wyglądałyby ówczesne nagłówki gazet, gdyby w czasach Jezusa istniały tabloidy. „- Moje dzieci są głodne, a mąż włóczy się z brodatym szaleńcem – żali się Faktowi żona świętego Piotra”. „Dlaczego święty Paweł tak nie lubi kobiet?” – zastanawia się Super Express. „Jezus codziennie pije wino: czy już ma problem z alkoholem?” – zadaje pytanie Gala, a anonimowy informator Party dorzuca: „Widziałam na libacji z apostołami kobietę lekkich obyczajów”. Jakieś inne Show natychmiast prostuje: „Maria Magdalena jest bardzo stylowa, czyli look na grzesznicę”.

Prawda jest taka, że Jezus nie był prorodzinny, apostołowie też nie i im prędzej katolicka prawica się z tym pogodzi, tym lepiej dla jej zdrowia psychicznego. Jezus ewidentnie ponad rodzinę przedkładał wielkie idee, a jego uczniowie wydawali się tę hierarchię wartości podzielać.

Gdy myślę o apostołach ich przywódcy, gdy czytam spisane przez nich księgi, zwane Biblią, widzę działaczy społecznych, dzielnych ludzi, którzy odważyli się przeciwstawić stereotypom i utartym normom, czasom, w których żyli i utartemu porządkowi moralnemu, kościelnemu, a częściowo i prawnemu.

I widzę, że cena jaką za to zapłacili jest bardzo podobna do ceny, jaką za zaangażowanie w działalność społeczną i reformatorską płacą wszyscy wielcy ludzie przez wieki, a jest nią osamotnienie i właśnie – utrata rodziny.

Prawda jest taka, że gdyby rodzina była najważniejsza nie byłoby na świecie Jezusa, a apostołowie by za nim nie poszli. Gdyby rodzina była najważniejsza Jezus nie popierałby jawnogrzesznicy. Gdyby rodzina była najważniejsza, święty Paweł nie odradzałby każdemu kto mu się nawinął ożenku i nie mówił o założeniu rodziny jak o smutnej ostateczności.

Nie rodzina była dla Jezusa najważniejsza ale społeczeństwo i sprawy którym służył. Nie więzy krwi, tylko więzy ducha i idei, wspólnota umysłów i serc.
Wygląda na to, że Terlikowski i inni katoliccy radykałowie są świętsi od samego Jezusa i bardziej prorodzinni od świętego Piotra, o świętym Pawle nie wspominając. Współczuję i gratuluję im życia w wymyślonym świecie który nie istniał nawet w Biblii.

Źródło: naTemat.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>