Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 49021
  • Dzisiaj wizyt: 20
  • Wszystkich komentarzy: 118

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Pola

 

„Sądy stoją po stronie Kościoła”. Sprawa kontrowersyjnej homilii abp. Michalika o „agresywnych feministkach”

aw, PAP, 31.03.2014
Wrocławski sąd oddalił dziś zażalenie działaczki ruchu feministycznego Małgorzaty Marenin na postanowienie o umorzeniu postępowania z prywatnego aktu oskarżenia przeciw abp. Józefowi Michalikowi za jego wypowiedź podczas kazania w październiku ub. r.
Sędzia Krzysztof Głowacki – uzasadniając oddalenie zażalenia – podkreślił, że sąd pierwszej instancji prawidłowo przeprowadził postępowanie i słusznie podjął decyzję o umorzeniu. „Sąd pierwszej instancji trafnie zwrócił uwagę, że wypowiedź zniesławiająca musi posiadać takie informacje, na podstawie których możliwa jest identyfikacja osoby lub grupy osób, których to zniesławienie dotyczy. Stwierdzenie ‚agresywne feministki’ czy ‚osoby po rozwodzie’ takich kryteriów nie spełniają, nie konkretyzują bowiem indywidualnie oznaczonej organizacji feministycznej czy organizacji zrzeszającej osoby po rozwodzie” – mówił sędzia.

„Wypowiedź mogła zranić rodziców”

W prywatnym akcie oskarżenia Marenin, która jest działaczką świętokrzyskich struktur Twojego Ruchu, napisała, że hierarcha wskazał w homilii jako współodpowiedzialne za zjawisko pedofilii „agresywne feministki” oraz rodziców decydujących się na rozwód. Jej zdaniem abp Michalik pomówił ją jako przedstawicielkę ruchu feministycznego oraz jako osobę po rozwodzie, wychowującą dziecko w niepełnej rodzinie, o postępowanie, które poniża ją w opinii publicznej i naraża na utratę zaufania potrzebnego w działalności społecznej.

W styczniu wrocławski sąd rejonowy umorzył postępowanie, uzasadniając, że wypowiedź abp. Michalika podczas homilii wygłoszonej we Wrocławiu w żadnym stopniu nie wyczerpuje znamion przestępstwa. Marenin mówiła wówczas przed sądem, że chce, aby abp Michalik „przyjął na siebie ciężar wypowiedzi i przyznał, że tą wypowiedzią mógł zrobić krzywdę samotnym rodzicom, i przeprosił za to”.

„Złoże skargę do ETPC”

W poniedziałek Marenin powiedziała dziennikarzom, że „do końca będzie walczyć o godność dzieci z rozbitych rodzin i godność rodziców, którzy je wychowują”. Przypomniała, że złożyła do sądu w Przemyślu pozew cywilny o ochronę dóbr w związku z wypowiedzią abp. Michalika wygłoszoną podczas kazania. „Chcę również złożyć skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka na polski wymiar sprawiedliwości. Sądy stoją po stronie Kościoła, używając wszelkich możliwych argumentów, w tym absurdalnych” – mówiła Marenin.

W homilii wygłoszonej 16 października ub. roku we wrocławskiej katedrze abp Michalik nawiązał do opisywanych w mediach przypadków pedofilii. „Wiele dziś mówi się – i słusznie – o karygodnych nadużyciach dorosłych wobec dzieci. Tego rodzaju zła nie wolno tolerować. Ale nikt nie odważy się pytać o przyczyny, żadna stacja telewizyjna nie walczy z pornografią, promocją fałszywej, egoistycznej miłości między ludźmi. Nikt nie upomina się za dziećmi cierpiącymi przez brak miłości rozwodzących się rodziców, a to są rany bolesne i długotrwałe” – powiedział wtedy ówczesny przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

„Agresywne polskie feministki…”

„Na naszych oczach następuje promocja nowej ideologii gender. Już kilkanaście najwyższych uniwersytetów w Polsce wprowadziło wykłady z tej nowej, niezbyt jasnej ideologii, której programową radę stanowią najbardziej agresywne polskie feministki, które od lat szydzą z Kościoła i etyki tradycyjnej, promują aborcję i walczą z tradycyjnym modelem rodziny i wierności małżeńskiej” – powiedział także arcybiskup.

Później w wywiadzie w RMF FM abp Michalik mówił, że nie poczuwa się do tego, by obraził skarżącą go działaczkę. „Ja powiedziałem o pewnych szczególnie agresywnych feministkach. Bo feminizm sam w sobie jest rzeczą godną uwagi i trzeba szanować godność i piękno kobiety. Natomiast przesadna agresja wobec mężczyzny czy jakaś promocja zafałszowanej wizji relacji dwóch płci jest chora” – mówił hierarcha.

Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska, 18.03.2014

Adam MichnikAdam Michnik (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)
Kościół przestał być przyjazny ludziom. Stał się narcyzem, wielbi sam siebie jako instytucję
AGATA NOWAKOWSKA, DOMINIKA WIELOWIEYSKA: Polski Kościół zapisał piękną kartę w czasach PRL. Dziś ma problem z rozdziałem od państwa. A zamiast ewangelizować, urządza krucjatę przeciwko wymyślonym wrogom.ADAM MICHNIK, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”: Kościół wciąż robi wiele wspaniałych rzeczy, nie chodzi tylko o pomoc biednym i odrzuconym. To jedyne miejsce, do którego zwykły Polak przychodzi co niedziela i dowiaduje się, gdzie jest dobro, a gdzie zło.Ale rzeczywiście jest to trudny moment w historii Kościoła. On przestał być przyjazny ludziom. Stał się narcyzem, wielbi sam siebie jako instytucję. To bolesne dla katolików, którzy przeżywają wiarę serio, czy ludzi takich jak ja – autor książki „Kościół, lewica, dialog”.

Dla hierarchów człowiek dobry to katolik bezkrytycznie słuchający proboszcza. Niegodni szacunku są: geje, feministki, niewierzący. Kościół, który bronił wolności i godności ludzi, często mówi dziś językiem nienawiści.

- Jest w nim pęknięcie. Z jednej strony Kościół mówi językiem Dekalogu czy Kazania na Górze Oliwnej – i to jest najpiękniejsza religia, jaką znam. Z drugiej – w Kościele i wokół niego powstały środowiska degeneracji. W Kościele jest wszystko, co najlepsze w naszym społeczeństwie, i wszystko, co najgorsze. Mnie oczywiście boli, że formuła radiomaryjna jest tak widoczna, ale to nie jest cały Kościół.

Papież Franciszek ma takie same poglądy na aborcję, eutanazję czy homoseksualizm jak polscy biskupi, ale nie odziera nikogo z godności, stara się wysłuchać, „zrozumieć kontekst”.

- Ale też niedawno czytaliśmy w „Wyborczej” rozmowę z prowincjałem dominikanów, ojcem Pawłem Kozackim, który mówił właśnie w duchu Franciszka. Kościół to także siostra Małgorzata Chmielewska, „Tygodnik Powszechny”, środowisko Lasek.

Zadaję sobie jednak historyczno-socjologiczne pytanie: Co stało się po 1989 r. z polskim Kościołem? Wcześniej wyciągał do mnie rękę, chciał ze mną rozmawiać. To był Kościół Wojtyły, Tischnera, Turowicza, Soboru Watykańskiego II. Teraz to jest Kościół, który się mnie boi, przestrzega katolików przed podawaniem mi ręki.

Ksiądz Oko mówi do Moniki Olejnik: „Pani by chciała Kościoła Michnika”. I ja umieram ze strachu, bo nie mam żadnego pomysłu na Kościół Michnika. Ks. Oko mówi to tylko po to, by z mojego nazwiska robić przezwisko.

O. Kozacki: Jestem przeciwny religii w szkole. Mogę namawiać kogoś, by żył w czystości przedmałżeńskiej, nie wchodził w związek homoseksualny, ale trudno mi go potępić. Rozumiem jego pragnienia

Polscy biskupi mieli niegdyś odwagę napisać do niemieckich: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Dziś Kościół nie zasypuje rowów, nie reaguje, gdy niektórym odmawia się patriotyzmu.

- Ma poczucie zagrożenia, chowa się za podwójną gardę. Gdy poczuł się frontalnie zaatakowany w sprawie pedofilii, mówi: „Jaka pedofilia? Gender to jest temat”. Tego absurdu hierarchowie będą żałowali.

Może biskupi myśleli, że powstanie „katolickie państwo narodu polskiego”, i rozczarowali się, gdy to nie nastąpiło.

- Nie sądzę, by w Kościele była idea utworzenia katolickiego państwa narodu polskiego, choć w duchowieństwie jest wielu ludzi, którym się podoba ta oenerowska idea, że pełnoprawnym obywatelem może być tylko rzymski katolik i rdzenny etnicznie Polak. Za to bez wątpienia w Kościele była taka myśl: dotychczas rządzili komuniści, teraz przyszedł czas na nas, katolików. I wytworzyło się w Kościele poczucie bezkarności, bo w PRL przyzwoici ludzie nie krytykowali Kościoła, wiedząc, że jest prześladowany. Po 1989 r. przyniosło to takie podejście: jeżeli czegoś zażądamy, tak musi być, bo jesteśmy naczyniami prawdy objawionej.

Są dwie lekcje religii w tygodniu, już od przedszkola. Państwo płaci katechetom. Obowiązuje najbardziej restrykcyjna ustawa antyaborcyjna w Europie. Kościół odzyskał majątek na mocy specjalnej ustawy, a teraz państwo chce mu zapewnić dość wysoki odpis podatkowy.

- Biskupi widzą, jak zlaicyzowała się Europa. Polska też może pójść tą drogą. Dlatego mają podobny syndrom lęku jak przed epoką oświecenia czy rewolucji francuskiej, gdy niszczono kościoły, wykorzeniano religię z życia publicznego.

Boję się odrzucenia Dekalogu i odwrócenia od tradycji, boję się, że uczniowie nie będą wiedzieli, kim był Jezus. To nieusuwalny składnik naszej tradycji i oś europejskiego systemu wartości.

Dekalog ma już wymiar uniwersalny.

- Tak, ale ja się boję wyrzucenia Biblii do kosza. Mnie nie razi to, że Nergal ją podarł na scenie, bo to prowokacja niemądrego artysty. Ale boli mnie realne odwrócenie się tyłem do Biblii, bo to najmądrzejsza książka, jaką napisano.

Jeśli uznamy, że gender jest zagrożeniem, to stracimy rdzeń chrześcijaństwa – fakt, że człowiek jest mężczyzną i kobietą. I że choć różni, są sobie równi – pisze ks. prof. Alfred Wierzbicki

Powiedziałeś publicznie, że Kościół jest Polakom potrzebny, bo bez niego byłby tylko nihilizm.- W Polsce nie ma silnej tradycji etyki niechrześcijańskiej. To, co było, zostało zrujnowane i sprostytuowane przez władzę komunistyczną. Przed wojną ta etyka była obecna: Kotarbiński, Ossowscy, Krzywicki. Wszystko to jednak wplątano w retorykę urzędowego ateizmu.Prof. Magdalena Środa czy Janusz Palikot uważają, że poza Kościołem i religią można zbudować system wartości.

- To niech budują, ale nie na pogardzie dla katolicyzmu, który jest dla milionów ludzi czymś świętym. Gdy wyobrażę sobie Polskę bez Kościoła, to mam czarny obraz. Nasze życie byłoby o wiele uboższe w sferze etyki.

Jedni mówią językiem katolickiego fundamentalizmu, inni – fundamentalistycznego antyklerykalizmu. Gdy czytam teksty Magdy Środy, którą skądinąd lubię i szanuję, to widzę, że dla niej to, co katolickie i związane z Kościołem, z definicji zasługuje na potępienie i pogardę. Otrzymywałem teksty autorów, którzy nie widzieli żadnej różnicy między Rydzykiem a Wojtyłą.

Kościół narzuca sposób życia i wybory moralne także niewierzącym. Weźmy ustawę antyaborcyjną.

- W Sejmie kontraktowym głosowałem przeciwko ustawie antyaborcyjnej. Katolicy uważają jednak, że to jest od początku życie ludzkie. Można się z tym nie zgadzać, ale trzeba szanować. Nie wolno tego punktu widzenia kompletnie odrzucać jako ciemnogrodu i bredni.

Dzisiaj „dialog” toczy się między o. Rydzykiem a, powiedzmy, posłem Twojego Ruchu Armandem Ryfińskim, który przebiera się za biskupa.

- Polska jest i katolicka, i laicka. Chodzi o to, by obie te Polski umiały ze sobą rozmawiać i przyjaźnie się różnić, a nie okładały się obelgami i kijami bejsbolowymi. Kiedyś napisałem esej, próbując pokazać dwa odmienne spojrzenia na polskość: kardynała Stefana Wyszyńskiego i Witolda Gombrowicza. Jeżeli jedno z nich zabierzesz, polska kultura jest ocenzurowana, nieprawdziwa.

Czy poseł katolik powinien w sprawach światopoglądowych głosować zgodnie ze swoim sumieniem, czy też tworzyć prawo dla wszystkich, także niekatolików?

- Każdy poseł kieruje się swoim sumieniem. Ja się nie zgadzam z Markiem Jurkiem, ale nie mogę mu mówić: „Pan nie ma prawa kierować się swoim sumieniem”. Jeśli uważa aborcję za zabicie człowieka, no to jak może głosować za liberalnymi przepisami? Czasami demokracja jest przeciwko wyznawanym przeze mnie zasadom w sferze obyczajowej.

Watykan rozesłał ogólnoświatowy kwestionariusz dla wiernych w sprawie zakazu antykoncepcji, rozwodów i związków homoseksualnych. To sondaż przed synodem, który ma się zająć tymi sprawami w 2014 r.

Polska powinna iść w ślady Wielkiej Brytanii, gdzie przepisy w sprawie aborcji, związków partnerskich, adopcji dzieci są bardzo liberalne? Za małżeństwami homoseksualnymi głosowali konserwatywni torysi.

- W sprawie aborcji mam stanowisko doskonale schizofreniczne: prawo powinno być bardziej liberalne, choć narzucać pewne ograniczenia, ale obyczaje powinny być surowe. To obyczaj powinien zabraniać aborcji, a nie prawo. Jestem za taką edukacją, by ludzie rozumieli, że aborcja jest czymś fundamentalnie niedobrym. Mówię to z perspektywy człowieka wielokrotnie zanurzonego w grzechu. I ojca trójki dzieci, który wie, jak wiele trzeba rozumieć, by się w tej sprawie wypowiadać.

Polska wciąż nie może uchwalić ustawy o związkach partnerskich, geje są nieustannie poniżani publicznie. Winny jest temu Kościół?

- Jestem z pokolenia, w którym ludzie tolerancyjni po prostu o tym nie rozmawiali. Byłem zaprzyjaźniony ze Stefanem Kisielewskim, który zapraszał do domu wielu gejów: Zygmunta Mycielskiego, Jerzego Waldorffa, Jerzego Zawieyskiego. Wszyscy wiedzieli, że oni są gejami, ale nikt tego nie roztrząsał. Dla mnie to był w pierwszej chwili szok, że homoseksualiści wychodzą z tym na ulicę, bo mam mentalność trochę konserwatywną. Sam całe życie uprawiałem seks pozamałżeński, ale nigdy bym z tym nie wychodził na uliczną demonstrację.

Oni tam nie uprawiają seksu. Walczą o równe prawa dla siebie.

- Źle mnie zrozumiałyście. Sam apelowałem do Leszka Kaczyńskiego jako prezydenta Warszawy, żeby nie blokował demonstracji tych środowisk. Chcę tylko odróżnić dwa rodzaje demonstracji: te, które dotyczą równych praw, i te nastawione wyłącznie na radosne prezentowanie orientacji seksualnej na wzór parad w Berlinie. I to akurat dla mnie był szok.

Terlikowski ocenia Franciszka: „Papież ma prowadzić ludzi do Boga, nie musi być lubiany”

Przeszkadza ci krzyż w Sejmie?- Nie. Przeszkadza mi, w jaki sposób został tam powieszony, potajemnie, po nocy. Krzyż to znak Męki Pańskiej, a nie kij bejsbolowy, którym się wali po głowie przeciwników politycznych. A on w tej roli został tam powieszony. Janusz Palikot ma prawo domagać się wyjaśnienia tej sprawy.Religia w szkołach narusza świeckość państwa?

- Nauczanie religii w szkole to zły pomysł i dla demokracji, i dla Kościoła, ale nie zmieniajmy tego, bo będzie awantura.

Swoje dzieci posłałem na religię, wychodząc z założenia, że w katolickim kraju trzeba chodzić na religię katolicką. Antek nawet był bardzo pobożny do V klasy szkoły podstawowej, ale potem mu przeszło. Obserwuję, że młodzi ludzie z religii uciekają. A zatem coś w tym systemie źle działa.

Jaka jest odpowiedzialność Jana Pawła II za to, że Kościół polski ma twarz Rydzyka?

- Dajcie mi spokój, Jan Paweł II to moja miłość. Wyznawał, tak jak prymas Wyszyński, bardzo ortodoksyjne poglądy, ale duszę miał szeroką. To, co wykładał, bywało wąskie, ale jego mowa ciała była taka, jakby otwierał serce dla całego świata. Wielokrotnie mówił, że to wspaniale, że polski Kościół otwiera się na innych ludzi.

W Polsce dzisiaj jest bardzo mało autorytetów, nie wolno wszystkich poniewierać. I mówię to, pamiętając, jak papież podczas jednej z pielgrzymek stwierdził, że katolicy w Polsce są dyskryminowani. Sączyli mu codziennie takie opowieści i on w to wreszcie uwierzył.

Może dlatego, że nie odnajdywał się w wolnej Polsce?

- Trudno mi o tym mówić, bo to jest tak, jakby ktoś mi kazał mówić o ukochanej kobiecie. Sądzę, że papież uznał, że skoro od Polski zaczął się koniec komunizmu, to od Polski zacznie się wielka reewangelizacja Europy. I bardzo był rozgoryczony, że tak się nie dzieje. Mówił o holocauście dzieci nienarodzonych, o cywilizacji śmierci. I nie widział, że te kobiety nie mają co do garnka włożyć, że w Polsce jest wielka bieda, że nie możemy się pozbierać po tym komunizmie.

Rozmawiałeś kiedyś z Janem Pawłem II?

- W 1989 r. Byłem tak wstrząśnięty, że tej rozmowy nie pamiętam. Ale był przy tym ks. Adam Boniecki, kazał mi garnitur założyć. „Nie możesz w dżinsach iść” – mówił. Założyłem jego spodnie, marynarkę i białą koszulę, bez koloratki. I on mi przypomniał, co mówiłem papieżowi – że partia katolicka w Polsce nie ma sensu, że zawsze się takiej partii bałem. No i papież się w zasadzie zgadzał, ale rzucił: „Był u mnie marszałek Chrzanowski i mówił co innego”. Ja na to: „Ojcze Święty, być może on ma rację, może ja mam rację”.

Bardzo pokorny byłem. Ale w nim była wielka wiara, że coś się zmienia historycznie. Może dla niego reewangelizacja była ważniejsza niż koniec komunizmu.

Polscy biskupi na rekolekcjach u Franciszka. Abp Michalik: Powiemy mu, że w Polsce walczy się papieżem z Kościołem

Biskupi wciąż wierzą w partie katolickie, niektórzy wzywają do głosowania na PiS.

- Uznali, że PiS da im to, czego nie daje Platforma. To błąd, bo PiS chce mieć wszechwładzę, a więc także rządzić w Kościele. PiS ma rządzić Kościołem, a nie Kościół PiS-em. To było widać w sprawie abp. Wielgusa oskarżonego o współpracę z bezpieką. I prawica związana z PiS-em Wielgusa odwołała.

Biskupi tego nie rozumieją. Hierarchowie i o. Rydzyk łudzą się, że jak będzie rządził PiS, to oni będą decydować, kto rządzi w Sieradzu. Ale to Kaczyński zdecyduje, kto będzie biskupem w Łomży.

Dlaczego biskupi popierają PiS, a nie PO? Przecież Platforma stara się nie wchodzić w spory światopoglądowe: ustawy o związkach partnerskich nie ma, o in vitro nie ma, ustawa antyaborcyjna się nie zmieniła.

- Są w naszym Kościele biskupi, którzy to doceniają, rozumieją. Oni nie będą atakować PO, ale nie będą agitować za nią. Chyba że po cichu.

Biskupi oceniają, że Platforma to farbowane lisy. Wolą PiS, bo szukają gdzieś swojej endeckiej identyfikacji, a PiS jest jedyną partią, która się do tej wizji zbliża.

Donald Tusk rozsądnie uważa, że Polska jest katolickim krajem, więc trzeba to respektować. Różnych rzeczy nie przeprowadził, bo nie ma większości w Sejmie. Po co tam iść, by przegrać? To byłby prezent dla PiS-u.

Przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski został abp Stanisław Gądecki. To początek dialogu?

- Wielkich oczekiwań nie mam, bo nie jest to sprawa jednego człowieka, lecz duchowieństwa uformowanego przez pewien język, retorykę. I dopóki nie przeobrazi się z duchowieństwa rydzykowego w duchowieństwo, nazwijmy to, wojtyłowe – jeszcze to potrwa. Niezależnie od tego, kto będzie przewodniczącym Episkopatu.

Episkopat konserwatywny, ale nie rydzykowy. Kim są nowi hierarchowie?

W tym wydaniu „Polityki Ekstra” przeczytasz też:

Dziś Tusk dzierży sztandar Wypadki na Ukrainie – jakkolwiek cynicznie by to brzmiało – sprzyjają Donaldowi Tuskowi i Platformie Obywatelskiej – pisze Agata Nowakowska

Liberał na Facebooku Kim jest człowiek, który zawiadomił prokuraturę w sprawie przyznania dotacji dla Świątyni Opatrzności Bożej

Lalki i samochody dla wszystkich przedszkolaków W niektórych samorządach trwa szaleństwo antygender. Cel: przedszkola. PiS walczy z Solidarną Polską o tytuł naczelnego antygenderysty

Tyrania telewizji Jeśli można na media przenieść rozróżnienie ustrojów politycznych, to telewizję należy zaliczyć do odmian tyranii – pisze Bronisław Łagowski

Nie mam na kogo głosować Oddam nieważny głos, tak spełnię obywatelski obowiązek. Nie będę więcej wybierać mniejszego zła. Zaczyna się seria wyborów, więc tego rodzaju głosów znów będzie sporo – pisze Ernest Skalski

Wyborcza.pl

Sztuka w Londynie. Najciekawsze miejsca

Londyńskie muzea są ogromne. Wielkie przestrzenie wypełnione najważniejszymi dziełami światowej sztuki i eksponatami zbieranymi na wyspach od setek lat, są często nowocześnie rozwiązane i urządzone tak, by zaciekawić zarówno dorosłych, jak i najmłodszych gości.

[url=http://shutr.bz/1g11HHE] Millenium bridge [/url] łączący Tate Modern z Katedrą Św. Pawła
Millenium bridge łączący Tate Modern z Katedrą Św. Pawła • Shutterstock

Fantastyczne (i z darmowym wstępem) jest Science Museum.

To świetne miejsce właśnie na rodzinną wizytę. Wiele eksponatów jest interaktywnych, można je więc swobodnie dotykać, a nawet jest to wskazane. Odnajdą się tutaj zarówno ci zainteresowani najnowszymi technologiami, jak i zapaleni historycy. Dość ciekawa i ciesząca się dużą popularnością jest ekspozycja przedstawiająca historię medycyny, chociaż mi osobiście zawsze najbardziej podoba się wszystko, co dotyczy kosmosu. Na zwiedzanie trzeba poświęcić sporo czasu, około trzech lub nawet czterech godzin. Organizowane są tutaj także ciekawe warsztaty naukowe i projekcje filmów 3D. Kalendarz wszystkich wydarzeń można znaleźć na oficjalnej stronie muzeum.

Science Museum / Wikimedia Commons

Nieopodal znajduje się Natural History Museum.

To miejsce jest naprawdę ogromne. Kolekcja muzeum liczy ponad 70 milionów eksponatów (chociaż oczywiście nie wszystkie są dostępne dla zwiedzających). Najczęściej muzea historii naturalnej są odwiedzane przez rodziny z dzieciakami, które interesują się dinozaurami. Jest to o tyle wyjątkowe, że znajduje się w pięknej XIX-wiecznej neoromańskiej katedrze, a wiele eksponatów jest interaktywnych. Dużą popularnością cieszy się sala, w której symulowane jest trzęsienie ziemi, a także (oczywiście) galeria dinozaurów. Stałą ekspozycję można oglądać (jak wszędzie na Exhibition Road) za darmo. Zimą Natural History Museum otwiera piękne lodowisko. Wspaniale wpaść tam wieczorem w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, kiedy cała okolica jest ozdobiona świątecznymi światełkami.

Natural History Museum
Natural History Museum

Exhibition Road w South Kensington to generalnie najbardziej oczywiste miejsce dla tych, którzy chcą się trochę ukulturalnić. Oprócz Science Museum i Natural History Museum znajduje się tutaj jeszcze Muzeum Wiktorii i Alberta największe muzeum sztuki i rzemiosła artystycznego w Londynie. Obawiam się jednak, że wszystkich trzech muzeów nie damy rady zobaczyć w ciągu jednego dnia, a to ostatnie jest szczególnie ciekawe, kiedy akurat odbywa się jakiś pokaz lub specjalna wystawa. Odbywa się tutaj co roku jedna z największych i najważniejszych wystaw London Design Festival.

Saatchi Gallery i Tate Modern

To moje ulubione miejsca. Tutaj chodzą wszyscy związani z rynkiem kreatywnym, artyści, projektanci i entuzjaści zainteresowani sztuką nowoczesną. W przeciągu ostatnich czterech lat w Saatchi Gallery odbyło się aż dziesięć z piętnastu najchętniej odwiedzanych wystaw w Londynie. Także stała ekspozycja jest fantastyczna. Kalendarz wystaw i wykładów jest dostępny na stronie. Galeria prowadzi także sklep, w którym można kupić selekcje m.in. ciekawych książek o sztuce, plakatów i gadżetów związanych z galerią.

Saatchi Gallery
Saatchi Gallery

Tate Modern, powstało w 1992 roku, kiedy zarządcy Tate postanowili stworzyć osobne miejsce, które specjalizowałoby się w sztuce współczesnej i nowoczesnej. Nowy oddział muzeum zajął budynek należący do niedziałającej już od wielu lat elektrowni i wypełnił industrialne wnętrza nowoczesnymi wystawami największych i najważniejszych współczesnych artystów. Jest to ogromnie prestiżowe miejsce, w którym swoje prace wystawiają tylko najbardziej poważani, współcześni artyści. Mieć wystawę w Tate Modern to wielkie wyróżnienie.

Punktem obowiązkowym jest (również darmowe) Museum of London.

Poznamy tutaj szczegółowo historię stolicy Anglii. Muzeum posiada największe archiwum archeologiczne w Europie i co roku przyciąga w sumie 400 tysięcy gości. Ostatnio wywołali dużo szumu swoją nową aplikacją Streetmuseum, z pomocą której korzystając z geolokalizacji można zobaczyć Londyn z przeszłości. Bardzo fajna sprawa. Montaż współczesnych i archiwalnych zdjęć naprawdę robi wrażenie.

Streetmuseum App

Pamiętajcie też koniecznie o spacerach ze Street Art Museum, o których pisałam w zeszłym tygodniu.

naTemat.pl 

 

GRAFF: PORNO Z WYCINANKĄ

To jest porno słowiańskie, słowiańszczyźnie bez reszty oddane. Ekstatyczne porno wspólnotowe, regionalne i patriotyczne.

„My, Słowianie, wiemy, jak nasze na nas działa, lubimy, jak poruszasz tym, co mama w genach dała”. Znacie to na pamięć, prawda? Jasne, że znacie. Gdy po raz pierwszy obejrzałam teledysk My, Słowianie Donatana i Cleo, był on już polskim kandydatem do Eurowizji i miał na YouTubie prawie 39 mln wejść. Głupio mi, że jestem tak skandalicznie zapóźniona. Cóż, śledziłam ukraińską rewolucję, dziecko miało katar, w pracy pożar, w domu zepsuty kran. Ale co tam, nie będę się tłumaczyć.

 

Nadrabiam zaległości, rapując rytmicznie na bezdechu:

My, Słowianki, wiemy, jak użyć mowy ciała.
Wiemy, jak poruszać tym,
co mama w genach dała.
To jest ta słowiańska krew!
To jest ta uroda i wdzięk!

 

Wirują stroje ludowe i nagie piersi (no dobra  prawie nagie, ale za to obfite i spocone). Wyzywające uśmiechy i niedwuznaczne gesty świadczą o słowiańskiej gotowości do natychmiastowego seksu (na przykład przy maselnicy). (…) Twórcy teledysku zapewniają, że to ironia, zaś BBC odnotowało ryzykowną grę ze stereotypem. (…)

 

Jeden z forowiczów stwierdza przytomnie, że My, Słowianie przypomina reklamę agencji towarzyskiej. Dodam, że równie dobrze mogłaby to być reklama linii lotniczych albo margaryny, bo seks sprzedaje dziś wszystko, nie tylko usługi seksualne.

 

Chodzi jednak o to, że tu seks sprzedaje słowiańszczyznę. To jest porno słowiańskie, słowiańszczyźnie bez reszty oddane. Ekstatyczne porno wspólnotowe, regionalne i patriotyczne. Porno z wycinanką, pasiakiem i kurną chatą. Uroda i zmysłowość „naszych” kobiet robią tu za dowód, że oto nasz kawałek świata wyzbywa się kompleksów wobec Zachodu, dojrzewa do swojego etnosu, uczy się kochać własną lokalność.

 

W necie zaroiło się od parodii. (…) Folklor internetowy ma swój urok, ale liczy się Eurowizja, a tam sprzeda się to, co łatwo da się odczytać. Świat usłyszy zatem, że „nie ma lepszych od naszych Słowianek” i że „nasze panie nie mają kompleksów, bo nie mają powodu ich mieć”. Usłyszy, popatrzy i specjalnie się nie zdziwi. Wiadomo przecież, że jak seksturystyka, to na Wschodzie, a najbardziej gospodarne i potulne żony przywozi się z Polski i Ukrainy.

 

Zaraz ktoś się obruszy, że to ironia, że brak mi poczucia humoru. A ja powiem tak: ironiczny dystans w teledysku dotyczy wielu rzeczy, głównie tożsamości narodowej i regionalnej, słowiańskich kompleksów i zachodnich uprzedzeń, a także wtórności polskiego hip-hopu, ale nie kwestii płci.

 

Uprzedmiotowienie kobiet jest tu najzupełniej bezrefleksyjne. Ciało to ciało, pierś to pierś. Oto mówi do nas natura, czyli płeć. Ksiądz Oko może spać spokojnie – gendera tu ani na lekarstwo.

 

Trochę szkoda, że „niesamowita słowiańszczyzna”, o której przejmująco pisała Maria Janion, odradza się w formie miękkiej pornografii.

 

Czytaj cały tekst w „Wysokich Obcasach z dn. 15 marca 2014.

Dziennik Opinii Krytyki Politycznej

Billboard antyklerykałów: JP II odpowiedzialny za cierpienie?

kad, 15.03.2014
Fundacja Ateizm-Świeckość-Antyklerykalizm: Nasz billboard jest obrazem zdecydowanie antyklerykalnymFundacja Ateizm-Świeckość-Antyklerykalizm: Nasz billboard jest obrazem zdecydowanie antyklerykalnym (Fot. fundacja-asa.pl)
Ateistyczna i antyklerykalna fundacja, która po fali krytyki nawet ze strony własnego środowiska wycofała się z pomysłu zawieszenia billboardu, na którym Jan Paweł II miał być pokazany z rzekomą konkubiną i dzieckiem, przygotował inny. Tym razem sugeruje na nim, że zmarły papież był odpowiedzialny za głód wśród dzieci. Wielki plakat nie zawiśnie jednak w Lublinie, bo podobno nie chciała go żadna agencja reklamowa.
- W swej antyklerykalnej zapalczywości mówił Wolter: „pluć, pluć, zawsze coś z tego będzie”. Podobnie myślą twórcy billboardu szkalującego Jana Pawła II. To nie tylko głupota, lecz umysłowy bandytyzm. Czy obraża katolików? Tak, dlatego sprawcy powinni odpowiadać karnie za zniesławianie prawego człowieka – komentował ks. prof. Alfred Wierzbicki z KUL, gdy napisaliśmy, że zarejestrowana w Lublinie Fundacja Ateizm-Świeckość-Antyklerykalizm zamierzała powiesić kontrowersyjny billboard z Janem Pawłem II, kobietą podpisaną jako Irena i dzieckiem nazwanym Adam. Przedstawiać miał rzekomo papieża z konkubiną i synem.

Niepewna opinia prawna

Potem fundacja ogłosiła stronie, że plakatu nie będzie: „W związku ze skandalem spowodowanym wizją »kanonizacyjnego « billboardu, którego instalacja miała nastąpić 1 kwietnia 2014 r., członkowie Fundacji Ateizm-Świeckość-Antyklerykalizm oświadczają, iż ze względu na zdecydowaną, negatywną reakcję środowisk ateistycznych i racjonalistycznych, jak też na niepewną opinię prawną dotyczącą niepomyślnej aury wokół tego kontrowersyjnego obrazu, jak i treści słownej w nim zawartej, postanawiają zrezygnować z jego publikacji.”

NIE BĘDZIE BILBOARDU Z JP II, „KONKUBINĄ I SYNEM”

To jednak nie koniec, bo ta sama fundacja przygotowała nowy billboard. Zestawiono na nim papieża oraz najpewniej umierające z głodu dzieci, a do tego dołączono grafikę obrazującą poglądy Jana Pawła II, który sprzeciwiał się antykoncepcji. „Rozpoczynamy długofalową, ogólnopolską kampanię obnażającą pogardę dla ludzi i zwierząt, arogancję, bezczelność, obłudę, pychę i zachłanność kleru Kościoła Rzymskokatolickiego, jednocześnie szanując społeczność wspólnoty religijnej wierzącą w Boga” -wyjaśnia fundacja.

Klęczące państwo

„Chcemy we współpracy ze sprzymierzonymi organizacjami i przy pomocy Was wszystkich, pokazać drugą stronę medalu, czyli skrzętnie i udanie przemilczaną część całej prawdy. Pokażemy tę prawdę na billboardach we wszystkich miastach Polski, a będzie to wydarzenie bez precedensu, bo takiego jeszcze w historii naszego klęczącego państwa nie było!!!”.

Gdzie będzie można zobaczył „dzieło” antyklerykałów? Nie w Lublinie. „Z wiadomych względów, poza datą instalacji 01.04.2014 r. możemy Wam zdradzić jedynie, iż billboard (…) zobaczycie dzięki umowie zawartej z jedną z warszawskich agencji reklamowych (w Lublinie nie ma takich, które zechciały podjąć się instalacji) w miejscu, gdzie będzie mogło go zobaczyć nawet tysiąc osób dziennie. Będzie wyeksponowany na wysokości chroniącej go przed bezpośrednim uszkodzeniem przez czynniki nieatmosferyczne”.

TAK REANIMOWANO SERCE MIASTA. WIELKA PRZEBUDOWA

Wyborcza.pl

 

 

Była pierwsza i najlepsza. Pola Negri wciąż fascynuje – powstała książka z niepublikowanymi zapiskami

Była tak pewna siebie, bezczelna i tak kochała skandale, że wygłupy dzisiejszych gwiazdeczek pokroju Miley Cyrus zbyłaby machnięciem ręki. –To ja byłam gwiazdą, która wprowadziła seks na ekrany – mówiła dziennikarzom dodając, że był to seks w dobrym guście. Zrobiła w Polsce film, który potem sprzedała za kilkadziesiąt rubli, podbiła przedwojenny Berlin i Hollywood, od niechcenia uwodząc po drodze Charliego Chaplina i Rudolfa Valentino, by w końcu wyjść za mąż za gruzińskiego księcia. – Byłam pierwsza i byłam najlepsza – mawiała Pola Negri.

Skomentuj9 godzin temu

 

Byłam pierwsza i byłam najlepsza – mawiała Pola Negri
Byłam pierwsza i byłam najlepsza – mawiała Pola Negri • Fot. Domena publiczna / 1943 / Kolekcja Mariusza Kotowskiego

Do księgarń trafiła właśnie książka „Pola Negri. Własnymi słowami”, zawierająca niepublikowane wcześniej w Polsce teksty autorstwa aktorki. Z artykułów i wspomnień, które pisała na łamach amerykańskiej prasy, chętnie podkręcając swoją legendę ekscentrycznej diwy, wyłania się obraz Poli Negri, który potwierdza to, co piszą jej biografowie.

Kim jest Pola Negri?

Pola Negri, właściwie Apolonia Chałupiec (1896-1987) – polska aktorka teatralna i filmowa, międzynarodowa gwiazda kina niemego.

Była próżna, ale miała do siebie dystans. Uwodziła mężczyzn jednym spojrzeniem, ale zachowywała się przy tym jak europejska monarchini. Tylko po to, by być pożywką plotkarskich kolumn po obu stronach oceanu. Kapryśna, zdolna znieść krytykę tylko wówczas, kiedy to ona była jej autorką. Nie znosiła, kiedy ktoś określał ją mianem skromnej czy przyzwoitej – wpadała wówczas w furię.

Skromna nie była z całą pewnością – uwielbiała bywać, otulona futrem i obwieszona biżuterią, w najmodniejszych lokalach Berlina, Los Angeles i Warszawy. Wiedziała, że do grona wielbicieli jej ekspresyjnych występów w niemych filmach należeli Albert Einstein oraz Bernard Shaw i bardzo jej to pochlebiało.

Jej nekrolog opublikowany w 1987 roku przez Combined News Service głosił: „Wszystkie źródła (…) zgodnie twierdzą, że Negri była jedną z pierwszych kobiet w Hollywood, które zasłużyły na miano ‚gwiazdy’”. Pola Negri dobrze o tym wiedziała i przez całe życie umiejętnie podsycała własną legendę wielkiej gwiazdy i rozkapryszonej primadonny – w jej garderobie podłoga musiała być pokryta płatkami świeżych storczyków, a drzwi do limuzyn musiały mieć złote klamki.

Niema feministka
Jej pierwszym filmem była „Niewolnica zmysłów”, o której scenariuszu powiedziała po latach, że był żenujący. „Obejrzawszy gotowe dzieło, zdałam sobie sprawę z jego tragicznie niskiej jakości, kiedy więc pojawił się chętny, by zakupić film za sto rubli (…)sprzedałam go bez wahania.” To od tego filmu zaczął się bardzo świadomie budowany przez nią wizerunek ekranowej femme fatale, który okrzepł na dobre, kiedy w 1917 roku wyjechała do Berlina. Tak pisała po latach o swoim pierwszym filmie w Niemczech: „Okazał się zupełną klapą. Scenariusz był okropny, reżyseria jeszcze gorsza.”

Do Hollywood trafiła pięć lat później, będąc już gwiazdą – po rolach w filmach „Oczy mumii Ma”, „Carmen”, „Madame Dubarry” czy „Sumurun” – światowego formatu.

Jestem dzisiaj najszczęśliwszą kobietą na świecie i mam zamiar podbić to Miasto Rzeczy Wspaniałych. Podniosłam rękawicę rzuconą mi przez Nowy Jork i Amerykę i zamierzam stworzyć dzieło godne mojej nowej ojczyzny. Wszystko, co osiągnęłam dotychczas, fakt, że tysiące osób znają już moją sztukę, to dopiero początek.

tak pisała przebywając już na amerykańskiej ziemi

Uwielbiała pracować i był to powód, dla którego rozwiodła się z mężem. „Nasze małżeństwo trwało zaledwie półtora roku. Mąż nalegał, abym zrezygnowała z pracy i realizowała się w roli hrabiny, ja zaś nie mogłam na to przystać. (…)Niezaspokojone ambicje zawodowe spędzały mi sen z powiek. W końcu praca była moją pierwszą miłością; to dzięki niej wyrwałam się z nędzy, byłam w stanie zapewnić matce godne życie, a sobie pozycję w świecie sztuki, który tak bardzo pokochałam” – pisała.

Pola Negri, gwiazda kina niemego, była więc kobietą wyzwoloną bardziej, niż połowa jej hollywoodzkich koleżanek. „Mary Pickford i Gloria Swanson były gwiazdami podobnego formatu, jednak żadna z nich nigdy nie wykroczyła w prawdziwym życiu poza ramy ułożonej panienki. One jedynie grały niegrzeczne dziewczynki, ale publiczność zdawała sobie sprawę z tego, że wizerunek, jaki starały się wykreować, był z założenia fałszywy, że pod przykrywką wyszukanych strojów tak naprawdę były miłymi dziewczynami z sąsiedztwa” – pisze Mariusz Kotowski we wstępie do właśnie wydanej książki.

HollyŁódź w Hollywood
Była obiektem zachwytu, zazdrości i licznych kontrowersji już za życia, a jej legenda, owiana tajemnicą, którą sama pielęgnowała, przetrwała do dziś. To dlatego Julia Mafalda Łobodzińska i Grant Blaisdell, autorzy projektu „HollyŁódź”, którzy przygotowują film dokumentalny o Polakach w Hollywood, dużo miejsca poświęcą w nim Apolonii Chałupiec, bo tak naprawdę nazywała się gwiazda.

– Pola Negri, jako pierwsza (i tak naprawdę jedyna) prawdziwa polska gwiazda w Hollywood, a także jedna z pierwszych gwiazd w ogóle, jest niezaprzeczalnym fenomenem i zjawiskiem w historii kina. Świetna tancerka, aktorka, zdobywała talent przez doświadczenie. Podbiła niemieckie kino, gdzie znalazła swoje miejsce (w Polsce nie robiło się wtedy seriami wielkich filmów, w których mogłaby się naprawdę wykazać) – po tej weryfikacji wyjechała do Hollywood – mówi w rozmowie z naTemat Julia Łobodzińska.

– W Ameryce znalazła się akurat w momencie, w którym aktorstwo się rodziło. Pola Negri, mając wszystkie cechy gwiazdy (talent, osobowość, podatność na prasę, zainteresowanie publiczności, skandale w życiu prywatnym), wyrosła na absolutną celebrytkę, Amerykanie natychmiast ją pokochali, dzięki czemu znalazła się w gronie najznamienitszych postaci kina obok Thedy Bary, Glorii Swenson, Mary Pickford czy sióstr Gish – dodaje.

„Okrutna, arogancka, apodyktyczna, pokorna, pełna skruchy, hojna, uroczo rozsądna, obdarzona czarem, który zmiękczyłby serce ogra, nieprzyjemna, nieuprzejma, ujmująca, nieprzystępna. Innymi słowy, Pola to kobieta o wielu obliczach, które dobiera w zależności od nastroju, w jakim jest w danym momencie” – pisał w 1925 roku Harry Carr, reporter „Los Angeles Times”.

Taka jest też kobieta, której portret wyłania się z książki „Pola Negri. Własnymi słowami”.

naTemat.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>