Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 51037
  • Dzisiaj wizyt: 5
  • Wszystkich komentarzy: 135

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Ach, Tusk

 

Kongres Kobiet: papież rozumie problemy kobiet

PAP, 04.03.2014
Nuncjusz Apostolski abp Celestino Migliore spotkał się z przedstawicielkami Kongresu Kobiet, aby przekazać im stanowisko papieża dotyczące spraw związanych z równouprawnieniem kobiet w Polsce. Usłyszałyśmy, że papież rozumie ten problem – relacjonowały po spotkaniu.
Po koniec listopada Kongres Kobiet wystosował list do papieża Franciszka, w którym wyraził zaniepokojenie atakami hierarchów kościelnych na równość i gender.

„Byłyśmy poruszone, że papież znalazł czas, żeby list przeczytać. To świadczy o tym, że można z głową Kościoła się w tak istotnych sprawach komunikować. Wysłałyśmy list zaniepokojone tą bardzo złą atmosferą, jaką wywołała dyskusja o gender. To, co usłyszałyśmy, świadczy o tym, że papież rozumie ten problem” – powiedziała po wtorkowym spotkaniu Henryka Bochniarz z Rady Programowej Kongresu Kobiet.

„Myślę, że papież rozumie, że nam, kobietom, w Polsce zależy na tym, żeby przede wszystkim szukać porozumienia i walczyć o sprawy kobiet, tam gdzie chodzi o równość, dobre traktowanie, likwidowanie przemocy wobec kobiet. Mamy nadzieję, że papież zgadza się z naszym stanowiskiem. (…) To zrozumienie dla spraw związanych z pozycją kobiet w Polsce jest dla nas bardzo istotne” – dodała.

Jak podkreśliła prezes Stowarzyszenia Kongres Kobiet Dorota Warakomska, nuncjusz przyznał, że list zaskoczył, a nawet zdenerwował polskich hierarchów, ale był dobrym impulsem, aby zastanowić się nad sytuacją i nad tym, co można zmienić.

„Gdyby chcieć streścić to, co w ciągu godzinnej rozmowy nuncjusz nam przekazał, można powiedzieć w ten sposób: kobiety mają równe prawa i Kościół katolicki będzie robił wszystko, by kobiety były dobrze traktowane, żeby korzystały ze swoich praw, żeby prawa kobiet były przestrzegane” – powiedziała.

Przypomniała, że Kongres chciał zwrócić uwagę na problem, który pojawił się w Polsce, i ten cel został osiągnięty. „Chodziło nam o to, żeby zmienił się język, jakim także przedstawiciele Kościoła katolickiego wypowiadają się na temat kobiet, na temat tego, czym jest gender” – dodała.

Bochniarz wyraziła nadzieję, że to stanowisko wpłynie na to, w jaki sposób debata na temat równości kobiet i mężczyzn będzie się dalej w Polsce toczyć. „Że nie będzie się toczyła w atmosferze nienawiści i złych intencji” – powiedziała.

Jak dodała, nuncjusz zwrócił uwagę, że Kościół też jest zróżnicowany, jeśli chodzi o poglądy na temat równości. „Niestety, w tej naszej debacie na temat gender doszły do głosu zdania ekstremalne, a ona powinna się toczyć w sposób zupełnie inny, przede wszystkim z szacunkiem dla innych postaw i innych poglądów” – podkreśliła.

List do papieża był reakcją na to, co przedstawicielki Kongresu nazwały „atakiem przeciwników emancypacji kobiet i demokratycznej równości na gender, na równość, na wszystko, co się z równymi prawami kobiet i mężczyzn wiąże”. Zdecydowały się wystosować list do Franciszka, rozumiejąc, że jako zwierzchnik Kościoła katolickiego będzie mógł i będzie chciał zająć się tą sprawą, i sprawić, „aby księża, biskupi, arcybiskupi i kardynałowie w Polsce wzięli sobie do serca to, że trzeba szanować prawa i poglądy innych osób”.

Przedstawicielki Kongresu napisały, że są zbulwersowane i bezradne w obliczu „tego rozpętanego szaleństwa nienawiści”, które jest bardzo szkodliwe dla całej Polski.

Przypomniały w liście słowa Jana Pawła II, który nie tylko podziwiał kobiety walczące o podstawowe prawa społeczne, polityczne i ekonomiczne, ale także wiedział, jak ważna jest walka z przemocą wobec kobiet.

W liście była prośba o spotkanie i rozmowę oraz wspólne zastanowienie się, jak można przeciwdziałać tym bardzo niedobrym tendencjom.(PAP)

Wyborcza.pl

Kempa w Sejmie jak zwykle rozprawiała o gender. Rosja przykładem walki ze „szkodliwą ideologią”

Agata Kondzińska, 04.03.2014
Posiedzenie parlamentarnego zespołu Posiedzenie parlamentarnego zespołu „Stop Ideologii Gender” (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Po świecie krąży nowe widmo, które jednak niszczy wolność osób i rodzin. Chce usunąć różnice między mężczyzną a kobietą. To widmo nazywa się gender – tak mówiła we wtorek w Sejmie niemiecka socjolog Gabriele Kuby. Zaprosiła ją do Polski Beata Kempa.
Gabriele Kuby wystąpiła na posiedzeniu parlamentarnego zespołu Solidarnej Polski „Stop ideologii gender”. Przez ponad 20 lat zajmowała się ezoteryką, w 1997 roku wstąpiła do Kościoła katolickiego. Napisała książkę, w której wytropiła zło czające się w „Harrym Potterze”. Autorka m.in. książek „Globalna rewolucja seksualna. Likwidacja wolności w imię wolności” i „Rewolucja genderowa. Nowa ideologia seksualności”.

We wtorek w Sejmie mówiła o gender, zrównując tę naukę z komunizmem, totalitaryzmem. – System komunistyczny upadł w 1989 r., ale teraz krąży nowe widmo po całym świecie. To bliski krewny starego komunistycznego widma. To widmo chce usunąć różnice między mężczyzną a kobietą, wartości nawiązujące do Boga, związek między kobietą i mężczyzną. To widmo nazywa się gender – mówiła.

Straszyła: – Za maską wolności kryje się totalitarna gęba.

Cieszyła się: – Ku mojej radości w ostatnim roku widać przebudzenie w wielu krajach. Ludzie zaczynają się budzić, powstawać przeciwko temu.

Heteroseksualność to warunek istnienia człowieka

Mówiła, jak pojmuje naukę gender. Że nie chodzi o równouprawnienie, ale o zrównanie kobiet i mężczyzn. O zniesienie heteroseksualności. – Każdy wie, czy jest mężczyzną, czy kobietą. Wie, że możemy się rozmnażać przez połączenie kobiety i mężczyzny. Każdy ma matkę i ojca. Każda komórka ciała mężczyzny jest męska, kobiety – żeńska. Heteroseksualność to warunek istnienia człowieka, na niej bazuje rodzina – mówiła.

Wytykała, że nauka gender jest pełna sprzeczności, „bo skoro gender twierdzi, że nie ma różnic między kobietą a mężczyzną, to dlaczego walczy się o prawa kobiet?”. Jej zdaniem każdy widzi, że genderyzm jest ideologią, która drwi praktycznie z każdej nauki. – Ale weszła na uniwersytety i pełni funkcję taką jak marksizm pod komunizmem. Tak musisz myśleć, tak musisz mówić, inaczej będziesz wykluczona – przekonywała.

Jej zdaniem „tolerancja staje się instrumentem ataku na prawdę, a sprawiedliwość jest zrównywana z równością”. A wszystko to prowadzi do „stawiania na głowie naszych wartości”. „Żeby homoseksualizm postawić na równi z heteroseksualnością”. – Jeśli nazwiemy żabę ptakiem, nie stanie się ptakiem, tylko namiesza nam w głowach – mówiła.

Nawiązała do zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego. Apelowała, by Polacy wybrali takich eurodeputowanych, którzy będą w stanie odrzucić równościowe dyrektywy Unii Europejskiej. Te „prowadzące do ograniczenia wolności wyznania, sumienia, praw wychowawczych rodziców”. – To naprawdę nas czeka. Musimy się bronić – przekonywała.

W buncie przeciwko gender przoduje Rosja

Podawała przykłady „buntu” przeciw gender. Wyliczała: •  W Rosji wprowadzono zakaz propagandy w szkołach przeciwko rodzinie; •  W Chorwacji w referendum większość opowiedziała się za tym, żeby w konstytucji zapisać małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Ale socjalistyczny prezydent powiedział, że po raz ostatni większość zabrała prawa mniejszości; •  W Niemczech też pojawia się opór. W niektórych landach są programy nauczania pozwalające na konfrontację z tęczową ideologią; •  Biskupi zabierają głos w tej sprawie.

Drugim mówcą był prawicowy publicysta Tomasz Terlikowski. Beata Kempa wylewnie witała jego żonę Małgorzatę z „maleńką córeczką Urszulą”. A Terlikowski powtarzał te same argumenty, na które powołuje się od dawna. – Gender opiera się na najgorszych śmiercionośnych źródłach cywilizacji, jakie znamy – mówił. Przypominał, że Fryderyk Engels mówił o tym, że źródłem nierówności klasowej jest małżeństwo mężczyzny i kobiety. – Bo mężczyzna jest klasą wyzyskującą, a kobieta jest wyzyskiwaną. Komuniści próbowali to wprowadzać – opowiadał.

Wykpiwał naukę o równości. – Ja mam mieć wolność, zewnętrzne określenia mnie zniewalają. Zniewoleniem byłoby powiedzenie przez kogoś, że jestem białym, heteroseksualnym mężczyzną, bo przecież mógłbym powiedzieć, że jestem żółwiem lesbijką – kpił. – Jeśli nie przywrócimy dumy, że jesteśmy mężczyznami i kobietami, to głęboko skrzywdzimy i kobiety, i mężczyzn – mówił.

Dodawał, że nie chodzi o to, by wszyscy byli równi, ale o to, by było sprawiedliwie. – Jeśli kobiety zarabiają mniej, to nie jest to kwestia nierówności, ale niesprawiedliwości. Za tę samą pracę należy dać tę samą płacę. To nie znaczy, że jesteśmy tacy sami. Musimy być równi w godności, ale różni – podsumował.

Zachęcał do walki z gender. Przekonywał, że przeciwnicy nauki na pewno zwyciężą. – A jak nie zwyciężymy, to przyjdzie Pan Jezus i posprząta – zakończył.

 

Wyborcza.pl

 

 

Premier u Lisa: Nie możemy prężyć muskułów. Poczucie pełnego bezpieczeństwa w Polsce jest złudzeniem

wg, 03.03.2014
Premier Donald Tusk w programie Tomasza Lisa w TVPPremier Donald Tusk w programie Tomasza Lisa w TVP (Fot. TVP)
- Nie możemy prężyć muskułów, trzeba dobrze rozumieć swoje realne możliwości – mówił w programie „Tomasz Lis na żywo” premier Donald Tusk, odnosząc się do sytuacji na Ukrainie. Pytany, czy w Polsce mamy się czego bać, powiedział: – Poczucie pełnego bezpieczeństwa jest złudzeniem.
Program Lisa nadawany był na żywo z Kancelarii Premiera. Rozmowa z premierem w całości poświęcona była napiętej sytuacji na Ukrainie. – Putin z Rosją zainwestował prawie 50 mld w olimpiadę, przeprowadzając chyba największą w dziejach świata operację wizerunkową. Delikatnie mówiąc, nie powiódł się plan poprawy wizerunku Rosji, zbudowania reputacji państwa zamożnego, dobrze zorganizowanego. To może tłumaczy bardziej nerwowe i agresywne reakcje Rosji ws. Ukrainy. Z drugiej strony może te reakcje są odpowiedzią na kłopoty Rosji, chodzi o sytuację finansowo-gospodarczą – mówił premier.- Dzisiaj nie chodzi o to, czy Rosjanie żyjący na Krymie mają prawo do autonomii, tylko pytanie jest takie, czy Putin uznał, że suwerenna Ukraina to już jest przeszłość – dodał.

„Rakiety, czołgi i jednostki wojskowe przestały być pionkami w symulacjach”

Premier podkreślał rolę, jaką odgrywa nasz kraj. – To, że Polska stała się partnerem wiodącym, umożliwia nam każdego dnia nie tylko konsultowanie, ale i wpływanie na decyzje Zachodu ws. Ukrainy. Chodzi przede wszystkim o Unię Europejską, ale także USA. My nie możemy prężyć muskułów i trzeba dobrze rozumieć swoje realne możliwości – mówił.

Po dzisiejszym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych ws. Ukrainy w ciągu kilku dni mają zapaść decyzje o sankcjach w stosunku do Rosji. – Podczas spotkania przygotowany został komunikat, który jednoznacznie stwierdza, że Rosja dopuściła się agresji na Ukrainę – oświadczył. Zaznaczył przy tym, że w języku dyplomacji to bardzo dużo. – Co innego wiedzieć, co się dzieje, a co innego ubrać to w dyplomatyczne sformułowania. Dyplomacja ma nas przede wszystkim uchronić od konfliktu zbrojnego – mówił.

I zaznaczył: – Dzisiaj nie możemy sobie pozwolić na puste hasła czy gromkie zapowiedzi. Dzisiaj rakiety, czołgi, jednostki wojskowe czy floty przestały być pionkami w teoretycznych symulacjach. Jesteśmy w środku kotła, gdzie przemieszczają się armie, wypowiadają sobie jeszcze nie wojnę, ale posługują się bardzo ostrymi komunikatami. Dochodzi do pierwszych starć o charakterze zbrojnym. Na razie na minimalną skalę. Dzisiaj nie możemy pozwolić sobie na żaden błąd i musimy bardzo uważać na słowa.

Tusk przyznał, że kanclerz Niemiec Angela Merkel po telefonicznej rozmowie z Putinem, była bardzo przygnębiona. Premier zaznaczył, że rozmawiał z kanclerz Niemiec bezpośrednio po jej rozmowie z prezydentem Rosji. „New York Times” mówiła, że Merkel po rozmowie z Putinem powiedziała, że nie jest pewna, czy ma on nadal kontakt z rzeczywistością.

„Polska jest przygotowana na ewentualny kryzys gazowy”

Premier podkreślał, że „jeśli będziemy zbyt radykalni, to nawet nie zauważymy, że jesteśmy już po stronie większego ryzyka”. – A większe ryzyko związane jest z samotnością – mówił. – Słyszę w Polsce, od niektórych polityków, że trzeba unieść się polskim honorem i powiedzieć: „Na Kijów”. I rozumiejąc ich emocje, będę robił zawsze tak, by nie narazić bezpieczeństwa Polski. Ale to nie oznacza pasywności – zapewniał.

Pytany, czy w Polsce mamy się czego bać, odpowiedział: – Strach nie jest dobrym doradcą. Ale poczucie pełnego bezpieczeństwa jest złudzeniem. Polska dzisiaj jest bezpieczna, nie ma zagrożeń wobec żadnego państwa NATO – mówił.

Zdaniem Tuska strefą największego ryzyka w tej części świata jest bycie buforem miedzy Rosją a Zachodem. – Mogę odpowiedzialnie powiedzieć, że Polska jest dzisiaj bezpieczna, ale dzisiaj też widać też wyraźniej niż kiedykolwiek w ostatnich latach, że to bezpieczeństwo nie jest gwarantowane na wieki wieków, ono wymaga nieustannego działania, przede wszystkim działania na rzecz ciągłej współpracy i integracji Polski z innymi państwami Zachodu – powiedział Tusk.

Dodał, że „Polska jest przygotowana na ewentualny kryzys gazowy”. – Nasze własne wydobycie wystarcza na zabezpieczenie dostaw gazu do każdego domu – mówił.

TOK FM

 

Ukraiński test Europy

MADRYT – W ostatnim czasie z Ukrainy docierają do nas bardzo sugestywne obrazy: oto protestujący na kijowskim Majdanie, którzy nie poddają się miesiącom przenikliwego zimna, atakom policji i kulom snajperów; oto luksusowe wyposażenie łazienki obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza w jego wystawnej prywatnej rezydencji; oto przykuta do wózka inwalidzkiego Julia Tymoszenko, która opuszcza więzienie i łamiącym się głosem przemawia do rodaków. W czasie kiedy pewność siebie Europy jest poważnie nadwyrężona, odważna walka Ukraińców o obalenie niesprawiedliwego systemu politycznego to dobre przypomnienie podstawowych europejskich wartości. Ale rodzi pytanie: co teraz zrobi z tym Europa?

 

[url=http://tinyurl.com/ps78cxc]Ukraiński[/url] test Europy.
Ukraiński test Europy. • Fot. Shutterstock
Bardzo łatwo o pochopny wniosek, że odsunięcie od władzy Janukowycza to sygnał, że Ukraina wchodzi w nową erę, nieodwracalnie odsuwa się od Rosji i wpada w demokratyczne objęcia Europy. Niestety, to nie Hollywood i szczęśliwe zakończenie wcale nie jest takie pewne.Europejscy przywódcy, zamiast napawać się triumfem europejskich wartości, muszą zdać sobie sprawę, że Ukraina jest miejscem głębokich podziałów wewnętrznych i ścierania się sprzecznych sił geopolitycznych, które dodatkowo pogłębią chaos transformacji. Po pierwsze, kraj jest rozdarty mocno zakorzenionymi napięciami kulturowym – wynika to z historii Ukrainy, która jest historią kolejnych okupacji przez rywalizujące ze sobą mocarstwa.Ukraina została podzielona w XVII wieku w wyniku wojen między Kozakami, Rosją oraz Rzeczpospolitą Obojga Narodów, a granicę wyznaczono na Dnieprze. I chociaż formalnie podział ten znikł w roku 1793, po II rozbiorze Polski, to jego dziedzictwo wciąż jest żywe.

Podziałom sprzyja także geografia. Po Wielkim Głodzie w latach 1932-1933 wyludnione tereny południowej i wschodniej Ukrainy zostały zasiedlone przez 2-3 miliony Rosjan, co spowodowało dalsze, trwające do dziś podziały etniczno-językowe. Jeśli dodać do tego powszechną korupcję, pozbawionych skrupułów i wszechpotężnych oligarchów oraz skłócone partie polityczne, łatwo zrozumieć, dlaczego wysiłki Ukrainy zmierzające w stronę zbudowania bardziej demokratycznego systemu napotkają poważne trudności.

Ale wyzwania nie kończą się na granicach Ukrainy. Wręcz przeciwnie – wewnętrze konflikty wpisane są w szerszy kontekst wciąż ewoluującego podziału na Wschód i Zachód.

Kiedy rozpoczęły się obecne protesty, wyglądało na to, że przewagę zdobyła Rosja, odwołując się do przykładu kryzysu w Syrii, który ujawnił brak strategicznej wizji Stanów Zjednoczonych oraz ich malejące wpływy w świecie. Rosyjscy przywódcy mieli sporo racji: zaaferowane wewnętrznymi kłopotami USA już nie decydują o międzynarodowym porządku.

Z tego punktu widzenia odejście Janukowycza niewiele zmieniło. Dowodem na to, że potęga Stanów Zjednoczonych już się wyczerpała, są niedawne rekomendacje byłego amerykańskiego doradcy ds. bezpieczeństwa Zbigniewa Brzezińskiego dotyczące sposobów zapobieżenia rosyjskiej interwencji na Ukrainie: grożenie sankcjami finansowymi lub zrewidowaniem rosyjskiego statusu w Światowej Organizacji Handlu.

Dodatkową komplikacją jest zmieniający się charakter transatlantyckich porozumień w sprawie bezpieczeństwa. Dobrą informacją jest to, że Unia Europejska chyba wreszcie zrozumiała potrzebę wzięcia na siebie większej odpowiedzialności strategicznej, czego przykładem może być kierowana przez Francję niedawna misja do Mali i Republiki Środkowej Afryki. Ale proces budowy wspólnej, solidnej strategii bezpieczeństwa Unii dopiero się rozpoczął i raczej nie należy oczekiwać szybkich postępów.

UE brakuje doświadczenia i sprytu, jakie Stany Zjednoczone zgromadziły w ciągu dziesięcioleci pełnienia funkcji światowego hegemona. Było to doskonale widoczne w listopadzie ubiegłego roku, kiedy Unia zaproponowała Ukrainie podpisanie umowy stowarzyszeniowej niebiorącej pod uwagę uwarunkowań finansowych. To z kolei pozwoliło prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi zrobić efektowny gest i przekonać Janukowycza do odrzucenia umowy w zamian za obietnicę 15 miliardów dolarów pożyczki i preferencyjnych cen na surowce energetyczne.

Co gorsza, polityce zagranicznej Unii brakuje wspólnego celu: Niemcy w trosce o własne interesy gospodarcze i energetyczne utrzymują z Rosją silne stosunki dwustronne. I chociaż w swoich relacjach ze wschodnią potęgą coraz częściej podkreślają znaczenie podstawowych unijnych wartości – od rządów prawa po przestrzeganie praw człowieka – nadal do końca nie wiadomo, czy będą gotowe stanąć na czele paneuropejskiej inicjatywy dyplomatycznej.

Niedawne oświadczenie prezydenta Joachima Gaucka, że jego kraj gotów jest do odegrania większej roli na arenie międzynarodowej, wcale nie musi oznaczać, że Niemcy naprawdę chcą dostosować swoją politykę zagraniczną do polityki Unii. Ale z drugiej strony to, że w czasie negocjowania umowy kończącej ukraiński kryzys do niemieckiego ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera dołączył jego francuski i polski odpowiednik, pokazuje, że Niemcy nie chcą działać na własną rękę.

Niepewna wizja Ukrainy, którą ma Zachód, jest całkowitym przeciwieństwem jasnej wizji Rosji. Putin wie doskonale, że prozachodnia i pronatowska Ukraina stanowić będzie główną przeszkodę na drodze do rosyjskiej dominacji w Eurazji i może nawet odciąć Rosji dostęp do Morza Czarnego oraz, co ważniejsze, stać się wzorem do naśladowania dla własnej opozycji. Aby tego uniknąć, prezydent wydaje się gotów zagrać kartą niezadowolenia rosyjskojęzycznych mieszkańców Ukrainy, zwłaszcza na Krymie, który jest siedzibą rosyjskiej floty czarnomorskiej.

Dlatego społeczność międzynarodowa musi zrobić wszystko, aby walka o przyszłość Ukrainy nie stała się substytutem walki między Wschodem i Zachodem – zwiększy to ryzyko rozlania się konfliktu na Rosję i dalszych ludzkich cierpień. Głębokie podziały społeczne, jakie obecnie istnieją na Ukrainie, sprawią, że każde rozwiązanie narzucone przez którąś stronę będzie z gruntu niestabilne.

Zachód pod przywództwem Europy musi przyjąć podejście pragmatyczne i wynegocjować taką umowę z Rosją, która będzie promować demokratyczne wartości, a jednocześnie złagodzi rosyjskie obawy o kwestie bezpieczeństwa.

Rodząca się transformacja Ukrainy może pomóc w zrozumieniu najważniejszego: Unia potrzebuje Rosji, a Rosja – Unii. Jeśli jednak obie potęgi okopią się w dawnych konfliktach i sporach, następne zdjęcia z Ukrainy będą mniej optymistyczne.

Ana Palacio – była szefowa hiszpańskiej dyplomacji, sprawowała funkcję wiceprezesa Banku Światowego. Zasiada w hiszpańskiej Radzie Państwa.

SAMORZĄDNOŚĆ WEDŁUG JACKA KURONIA

ANDRZEJ FRISZKE

Andrzej Friszke o samorządowej koncepcji Kuronia. 4 marca zapraszamy na konferencję „Polskie dylematy. W 80. rocznicę urodzin i 10. rocznicę śmierci Jacka Kuronia”.

9 sierpnia [1981] w siedzibie regionu Mazowsze odbyło się spotkanie poświęcone inicjatywie tworzenia klubów samorządowych. Od strony organizacyjnej naradę przygotował Henryk Wujec. Przybyło około 100 osób, w tym przedstawiciele samorządów z warszawskich zakładów. Dyskutowano w oparciu o teksty przygotowane przez Kuronia, Jana Lityńskiego, Mariana Srebrnego i Krzysztofa Walaska.

 

W swoim opracowaniu  – projekcie deklaracji – Kuroń pisał, że złamany został monopol PZPR na organizowanie społeczeństwa, ale „Solidarność” nie ma nowych wzorców organizowania się społeczeństwa. Pogłębiający się kryzys ekonomiczny może doprowadzić do gwałtownych wystąpień lub do akceptacji „rządów silnej ręki”. Powtórzył  tezę, że „Solidarność” jako ruch obrony przed władzą nie może być organizatorem nowej władzy, stąd pragnienie tworzenia nowych partii. Partia może być organizacją powołaną do walki o wolne wybory i o miejsce w parlamencie. „Jest to walka o demokratyczne państwo, czyli w warunkach państwowej własności środków produkcji o faktyczne ich uspołecznienie. To właśnie jest naszym celem. W Drugiej Rzeczypospolitej program parlamentarnej drogi do uspołecznienia środków produkcji wysuwała Polska Partia Socjalistyczna. Jej tradycje są nam bliskie”. W chwili obecnej nie należy podejmować walki o wolne wybory, wymagałoby to bowiem obalenia rządów PZPR, co jest niemożliwe ze względu na zagrożenie sowiecką interwencją.

 

Uważamy, że nowy demokratyczny system współpracy społecznej należy tworzyć etapami, w taki sposób, aby jednocześnie kłaść mocne podwaliny ludowładztwa i wyprowadzić gospodarkę z rozkładu, ograniczając groźbę obcej interwencji. Uważamy, że dzieło to podejmie ruch samorządów zakładowych, zorganizowanych terytorialnie w skali kraju. Dopiero jako ogólnopolska organizacja ludzi pracy, zorganizowanych do rządzenia, ruch taki może podjąć najbardziej palące zadania obecnego etapu rewolucji.

Solidarność jako największa siła społeczeństwa polskiego już w chwili obecnej inicjuje, organizuje i popiera ruch samorządów. Nie powinna jednak, jako organizacja, a więc poprzez swe władze statutowe, wpływać na program ruchu samorządowego. Musimy strzec samodzielności samorządów, a zarazem niezależności Solidarności od władzy, a samorządy mają być przecież formą udziału pracowników we władaniu gospodarką.

Ruch samorządów jest w chwili obecnej podstawową formą walki o autentyczną władzę społeczeństwa w kraju. Jest to zadanie polityczne, które nie musi angażować wszystkich, czy nawet większości członków naszego Związku. Zadanie to winni podjąć ci wszyscy związkowcy, którzy chcą politycznie myśleć i działać.

 

W tym celu należy powołać w regionie Mazowsze Klub Inicjatyw Samorządowych przy piśmie „Robotnik”.

 

Celem jest – poprzez reformę gospodarczą, reformę rad narodowych, ruch samorządu i etapami inne reformy – „stworzenie systemu współpracy społecznej, ażeby decyzje o celu i sposobie wytwarzania oraz podziale jego wytworów należały do całego społeczeństwa, ażeby wszystkie ośrodki podejmowania decyzji podlegały kontroli społecznej”.

 

Kuroń pisał, że sprawiedliwość społeczna wymaga równości, i to nie tylko prawa do równego wynagrodzenia za równy wkład pracy, ale też prawa wszystkich ludzi do godziwego życia, w pierwszym rzędzie dzieci, starców, osób niedołężnych, chorych i nieprzystosowanych.

 

Idea ta nie może być pod żadnym pozorem używana przeciw wolności od przymusu i represji, wolności dla inicjatyw indywidualnych i zbiorowych, prawu do odmienności w sposobie życia, myślenia, wyrażania poglądów. Demokracja jest wartością samoistną, także moralną, jest też dla nas „podstawowym programem politycznym realizacji w życiu społeczeństwa wszystkich innych wartości”. W naszych warunkach musi oznaczać przede wszystkim uspołecznienie środków produkcji i środków masowego przekazu oraz budowy samorządności w całym życiu społecznym. Wymaga to wypracowania różnorodnych form samorządu  – w gospodarce, kulturze, nauce, oświacie, sądownictwie itd. „Musi to łączyć się z samodzielnością przedsiębiorstw, autonomią nauki, oświaty i kultury, odbudową od podstaw samorządu terytorialnego i spółdzielczości. Wszystko to oznacza ograniczenie centralizmu państwowego”.

 

Jednocześnie Kuroń postulował realizację przez państwo jak najszerszej opieki społecznej zmierzającej do wyrównania szans i warunków życia mieszkańców kraju.

 

„Jesteśmy też zwolennikami ogólnospołecznego planowania rozwoju gospodarczego kraju, opartego jednak nie na systemie nakazowym, lecz na sterowaniu inwestycjami i akumulacją przy pomocy takich narzędzi, jak państwowy kredyt bankowy, polityka fi skalna itd.”. Cała działalność państwowa, a przede wszystkim planowanie, musi być podporządkowana demokratycznie zorganizowanemu społeczeństwu.

 

Przypisujemy się do pisma „Robotnik” nie tylko ze względu na linię zgodną z naszym programem. Przypisujemy się do pisma „Robotnik” ze względu na tradycję związaną z tytułem tego pisma. Tradycję ruchu socjalistycznego, który łączył walkę o sprawiedliwość społeczną z konsekwentną walką o niepodległość Polski w XIX i na początku XX wieku; który w II Rzeczypospolitej bronił interesów robotniczych, występując przeciw totalitaryzmowi wszelkich odmian; który w czasie okupacji był podstawową siłą ocalenia narodu polskiego i jego państwa. Historia pisma „Robotnik” to działalność Komitetu Samoobrony Społecznej KOR na rzecz niezależnego ruchu zawodowego. Jest to nasza historia.

 

Kluby stawiały sobie cele polityczne. Miały wspierać ruch samorządów pracowniczych, pomagając inicjatywom już rozwijanym, w tym władzom „Solidarności” i Sieci Wiodących Zakładów. „Zarazem poprzez pismo, inicjowanie odczytów, seminariów, grup roboczych oraz działalność członków Klubu w samorządach, zmierzać do zorganizowania struktury władz terytorialnych i ogólnopolskich ruchu samorządów, tak aby jako zorganizowana całość stała się siłą, która przeprowadzi reformę gospodarczą i będzie realizować społeczne władanie gospodarką, stanowiąc zaczątek drugiej izby parlamentu”. Zamierzano inicjować opracowywanie programów ratowania zakładów przed spadkiem produkcji, podnoszenia efektywności i uruchamiania rezerw, społecznej racjonalizacji. Chciano tworzyć zespoły inicjujące programy regionalne i krajowy. Dzięki pismu i pomocy zaproszonych działaczy zamierzano w oparciu o ruch samorządów podejmować porozumienia regionalne dla zapobieżenia bezrobociu, na rzecz zaopatrzenia rynku przez rozwój rzemiosła, spółdzielczości i przemysłu terenowego, poprawy stanu służby zdrowia, oświaty itd.

Dążymy do tego, aby zespoły samorządowe przy pomocy »Solidarności« przygotowały program Rad Narodowych, wywalczyły dla nich niezbędną autonomię oraz zapewniły demokratyczne wybory. Natychmiast przystąpimy do pracy nad programem Stołecznej Rady Narodowej.

 

Poprzez pismo „Robotnik”, sieć bibliotek zakładowych, prelekcje i dyskusje „chcemy wciągnąć do współpracy w tworzeniu ruchu samorządowego całe społeczeństwo, w szczególności robotników. W tym celu powołamy szkołę polityczną działającą w zainteresowanych tym zakładach pracy”. Wzywano do powoływania podobnych klubów w zakładach pracy i regionach. Różne kluby, organizowane przez różne środowiska i grupy, powinny mieć zbliżone zadania, ale bez centralizowania swej działalności.

[…]

 

W dyskusji Kuroń zdecydowanie opowiedział się za działaniem klubów w ramach „Solidarności”. Tłumaczył też, że „Solidarność” nie uniknie polityczności. Po pierwsze, ponieważ ma do czynienia  – inaczej niż na Zachodzie  – z jednym pracodawcą, czyli państwem. Po drugie, apolityczność związku zawodowego nie może oznaczać apolityczności jego członków.

Ludzie muszą się zbierać i dyskutować o sprawach politycznych, ale w sposób luźny. Te kluby mają być różne, w różnych środowiskach, bardziej powiązane w środowiskach, bądź mniej. W jednych program może się odwoływać do PPS, w innych nie. (…) Wyobrażam sobie, że jest [to] na pewno jakaś droga do partii, ale wcale do utworzenia partii nie musi ona doprowadzić. Zależy to od rozwoju sytuacji.

 

„Po prostu przyjmijmy, że zaczynamy od luźnej formuły. Jeśli chodzi o szkołę polityczną, to nazwa jest mi obojętna, ale to musi mieć charakter szkoły, żeby się w niej uczyć. Proponowałbym więc, żeby przyjąć zasadę, że jest to luźne ciało pracujące w kierunku zadań politycznych, że powołujemy zespół, który będzie pracował nad deklaracją i powołujemy drugi zespół, który od razu będzie pracował nad przygotowaniem stosunku do rady narodowej. Natomiast odwołanie się do tradycji jest elementem ideowego samookreślenia się”.

 

Zgodnie z tą propozycją ustalono, że powstaną dwie grupy. Pierwsza miała się zająć radami narodowymi, m.in. przygotować nową ordynację wyborczą, w której głosowano by nie na listę, ale na konkretne osoby w jednomandatowych okręgach. Druga grupa miała się zająć przygotowaniem deklaracji ideowej. Kuroń wszedł w skład obu grup, podobnie jak Jan Lityński. Ustalono, że deklaracja klubu ma się odwoływać do tradycji PPS i „Robotnika”.

 

Inicjatywa ta, w tym zwłaszcza projekt deklaracji opracowany przez Kuronia, była najmocniejszym jak dotąd odwołaniem się do tradycji PPS. Projekt zawierał też szereg propozycji i pomysłów, które czerpano z doświadczenia rad robotniczych po 1956 r., znacznie jednak rozbudowując proponowany zakres działania, m.in. przez wprowadzenie izby samorządowej jako drugiej izby parlamentu. Pomysł szkół politycznych był powtórzeniem propozycji zawartej jeszcze w „Liście otwartym” z 1965 r., a opierał się na idei wciągnięcia jak największej części robotników do współdecydowania i współrządzenia, co było klasyczną ideą demokratycznej lewicy. Godne uwagi było szerokie rozwinięcie wątków dotyczących wyborów do rad narodowych i tworzenia podstaw samorządności terytorialnej, a także samorządności innych niż robotnicze grup zawodowych.

 

Fragment książki Andrzeja Friszke Rewolucja Solidarności. 1980-1981, która 6 marca ukaże się nakładem Wydawnictwa Znak.

 

 

Fundacja Stefana Batorego, Gazeta Wyborcza i Krytyka Polityczna serdecznie zapraszają na konferencję pt. Polskie dylematy. W 80. rocznicę urodzin i 10. rocznicę śmierci Jacka Kuronia.
Spotkanie odbędzie się 4 marca 2014 (wtorek), w godz. 10-19 w siedzibie Fundacji Batorego Warszawie, ul. Sapieżyńska 10a, sala im. Jerzego Turowicza.

 

Czytaj także:

Danuta Kuroń, Obecność i nieobecność Jacka Kuronia

 

Dziennik Opinii KP

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>