Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 51425
  • Dzisiaj wizyt: 5
  • Wszystkich komentarzy: 138

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Ach

 

 

Najciekawsze hotele w Berlinie

Berlin to miasto, w którym zawsze dzieje się coś ciekawego. Można zwiedzić go w dwa dni przemierzając obowiązkową trasę turystyczną, ale żeby naprawdę go poznać i poczuć, trzeba będzie porzucić najpewniej nieaktualny już przewodnik i pozwolić sobie zagubić się w mieście. Dokładnie o najciekawszych ulicach i smaczkach Berlina będzie można przeczytać w piątek. Dzisiaj polecam kilka hoteli i hosteli, w których warto zarezerwować nocleg.

 

Generator Hostel Berlin Mitte
Generator Hostel Berlin Mitte • materiały prasowe

Plus One Berlin

To moje ulubione miejsce. Nie jest to ani hotel, ani hostel, tylko cały apartament. Otworzyła go Clare Freeman, była PR Manager z Design Hotels, która naprawdę wie co nieco o gościnności. Wnętrza zostały zaprojektowane przez lokalnych architektów Paolę Bagna ze studia Spamroom i JP Coss z CossA. Apartament ma mnóstwo charakteru i znajduje się w świetnej lokalizacji, w dzielnicy Neukölln.

Plus One Berlin

Goście, którzy decydują się na pobyt w Plus One, zwykle jednak nie są wcale skuszeni wyjątkowym designem, a bardzo mądrą, chyba jedyną w swoim rodzaju usługą. Z Clare Freeman współpracuje w sumie około 30 Berlińczyków, którzy dobrze znają swoje miasto. Goście mogą przejrzeć ich profile i wybrać sobie osobę, która oprowadzi ich po Berlinie i posłuży za prywatnego przewodnika.

Plus One Berlin

To bardzo przydatne, szczególnie zważywszy na to, jak szybko zmieniającym się miastem jest Berlin, ile się tam dzieje. W bazie znajdziemy zarówno zapalonych imprezowiczów, którzy zabiorą nas na rajd po najlepszych, alternatywnych klubach, jak i zakochanych w sztuce kulturofilów, z którymi przemierzymy kilometry fantastycznych wystaw i interwencji artystycznych.

Plus One Berlin ma na swojej stronie listę sprawdzonych i zaprzyjaźnionych hoteli w Berlinie i okolicach, które od niedawna również współpracują z bazą „miejscowych do wynajęcia”. Clare w zasadzie zrobiła za mnie ten artykuł. Bez najmniejszych wątpliwości można zaufać jej selekcji, to najfajniejsze i najbardziej rozsądne miejsca na nocleg w mieście. Wszystkie szczegóły znajdziemy na stronie Plus One. Ceny od 60 do 150 euro za noc.

Noc w NRD

Hostel Ostel
Hostel Ostel
Hostel Ostel

Hostel Ostel mieści się niedaleko dworca Ostbanhof we wschodnim Berlinie. To miejsce, w którym można cofnąć się w czasie i przenocować w pokoju urządzonym dokładnie tak, jak w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Hotel usytuowano w zwykłym bloku z epoki. Goście mają do dyspozycji uroczy ogródek, w którym w słoneczne dni podawane są śniadania. Urocze miejsce na drinka dla fanów designu z dawnych czasów.

Ceny od 30 euro za noc.

Pole campingowe w centrum miasta

Huettenpalast
Huettenpalast
Huettenpalast

Noc w Huttenpalast to niezwykłe doświadczenie. W post fabrycznej przestrzeni właściciele urządzili tutaj coś w rodzaju miasteczka campingowego. Pierwsze wrażenie po wejściu jest podobne do tego, które mamy odwiedzając wystawę. Spędzić noc możemy w jednym z domków lub w zabawnie urządzonej przyczepie. Latem działa tutaj piękny ogród, w którym goście spędzają mnóstwo czasu. W okolicy można spróbować wielu dań różnorodnych kuchni, za rogiem znajduje się niezła turecka knajpka. Domowy klimat, ciekawe wnętrza i przemiła obsługa, to razem z dość niskimi cenami powody, dla których warto się tutaj zatrzymać.

Ceny od 55 euro za noc.

Hotel sieci Generator w dzielnicy Mitte

Generator Hostel Berlin Mitte
Generator Hostel Berlin Mitte

Sieć hosteli Generator cieszy się dobrą opinią w Europie. Ich hostele są ciekawie zaprojektowane i mieszczą się w najlepszych dzielnicach najmodniejszych miast. Berliński oddział znajdziemy w Mitte, czyli w samym centrum miasta. Kolorowe, energetyczne wnętrza zostały zaprojektowane przez The Design Agency z Toronto, przy współpracy lokalnych architektów Ester Bruzkus  i Marka Asipowicza z WAF Architects. To bardzo nowoczesne miejsce, stworzone po to, by ułatwić i uprzyjemnić gościom pobyt. Mają tam bardzo dobrą kawiarnię i piwnicę, w której co jakiś czas odbywają się imprezy i koncerty.

Ceny już od 10 euro za noc.

Generator Hostel Berlin Mitte

naTemat.pl

 

Nieudany seks a równy podział obowiązków domowych. Kolejny „fakt medialny”?

Według badań zaprezentowanych w ostatnim „Newsweeku” pary, w których występuje tzw. „tradycyjny” podział obowiązków domowych uprawiają seks częściej niż te, w których partnerzy równomiernie dzielą się obowiązkami domowymi. – Często wychodzę z podziwu, w jaki sposób komentatorzy są w stanie zredukować badania do dwóch banalnie prostych wniosków – mówi prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog.

 

Naukowcy dochodzą do różnych [url=http://shutr.bz/1fTHLB0]wniosków[/url]
Naukowcy dochodzą do różnych wniosków • fot. shutterstock.com

Ogromnym zainteresowaniem mediów – zarówno polskich, jak i zagranicznych, cieszy się artykuł z New York Times’a z 6 lutego, w którym autorka Lori Gottlieb dokładnie omawia wnioski badawcze trójki socjologów – Sabino Kornricha, Julie Brines i Katriny Leupp. O tym samym badaniu pisała zarówno „Fronda”, jak i najnowszy „Newsweek”, publikacja stała się również głównym motywem rozmowy Anny Dryjańskiej z Feminoteki z politykiem Prawicy RP Marianem Piłką w programie „Tak jest” emitowanym na antenie TVN24. Badania amerykańskich naukowców są więc niezwykle interesujące dla mediów, głównie z tego względu, że dotyczą relacji między udanym życiem seksualnym a podziałem obowiązków domowych.

Tekst, do którego odwołują się dziennikarze, został zamieszczony w zeszłym roku w American Sociological Review, ma tytuł “Egalitarianism, Housework and Sexual Frequency in Marriage” („Równość, prace domowe i częstotliwość stosunków seksualnych w małżeństwie”). To opracowanie wywiadów, przeprowadzonych w latach 1992 – 1994 (czyli ponad 20 lat temu!) na grupie 4,5 tys. amerykańskich małżeństw. Wnioski, które wyciągnęli naukowcy są dla niektórych środowisk „niepokojące” – w związkach, w których ma miejsce partnerski podział obowiązków domowych małżonkowie rzadziej uprawiają seks – tylko cztery razy w miesiącu. Natomiast w relacjach, w których tylko kobiety gotują, prasują, sprzątają i piorą częstotliwość zbliżeń jest większa i dochodzi do pięciu razy w miesiącu.

Według trójki socjologów wniosek z badania jest jednoznaczny: „mężczyzna z odkurzaczem lub przy zlewie” przestaje być dla swojej partnerki atrakcyjny seksualnie, ponieważ kobiety tak naprawdę pragną spoconych macho z siekierą (maczugą) w umięśnionej dłoni. Autorka tekstu zamieszczonego w „Newsweeku” przywołuje jeszcze jedne badania, które „potwierdzają” tę tezę – przeprowadziła je Julie Brines, socjolożka z Waszyngtonu. Według nich „mężczyźni wykonujący domowe obowiązki stają się po prostu mniej męscy, bardziej kobiecy, a im mniej różnic między płciami, choćby tych podświadomie odbieranych, tym mniej pożądania”.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przytoczone powyżej badania mają na celu tylko i wyłącznie potwierdzić obowiązujące powszechnie stereotypy, a także „pokazać” kobietom, że rekompensatą za ich udomowienie jest przecież coś bardzo ważnego – udane życie seksualne. Co więcej, badania utwierdzają opinię publiczną w przekonaniu, że dobry seks jest możliwy tylko wtedy, kiedy zostanie zachowany „tradycyjny”, niesprawiedliwy podział ról, a brak spełniania seksualnego jest ceną, jaką zarówno kobiety, jak i mężczyźni, muszą ponieść za równouprawnienie.

Nihil novi
W opisanych min. przez „Newsweek” badaniach nie ma jednak niczego nowego. Betty Friedan, jedna z najważniejszych postaci amerykańskiego feminizmu lat 60., w swojej słynnej książce „Mistyka kobiecości” zauważyła, że kobiety pozostające w domu i nie realizujące się zawodowo rzeczywiście są bardziej aktywne seksualnie i mają intensywniejsze orgazmy. Ale wyciągnęła z tego zupełnie inny wniosek, niż trójka socjologów – według niej białe, wykształcone kobiety z klasy średniej, których jedynymi zajęciami były liczne prace domowe, w seksie szukały ekscytacji i silnych emocji, których nie dostarczało im nudne, monotonne życie. Podobnej dawki silnego podniecenia szukały w alkoholu, często też znajdowały sobie kochanków. Remedium Friedan widziała w rozwoju zawodowym kobiet, co stało się początkiem rewolucji obyczajowej lat 70.

Od tamtej pory w mediach pojawiały się kolejne badania, które – w zależności od klimatu kulturowego – przedstawiały zupełnie inne „wyniki”. I tak w drugiej połowie lat 80. bardzo popularne były badania, które niezbicie potwierdzały, że mężczyźni zajmujący się domem i dziećmi mają lepsze i bardziej satysfakcjonujące życie seksualne, a częstotliwość ich stosunków jest zdecydowanie wyższa od tych w związkach, w których funkcjonował rygorystycznie przestrzegany podział na „męskie” i „żeńskie” obowiązki.

Prof. Constance Gager z Montclair State University i prof. Scott Yabiku z Arizona State University po przebadaniu 7 tys. małżeństw stwierdzili, że „większa liczba wykonywanych obowiązków domowych oznaczała dla badanych par więcej seksu niezależnie od ich sposobu postrzegania ról płciowych”.

Natomiast z ankiety przeprowadzonej przez Pew Research Center wynika, że dzielenie się pracami domowymi jest dla par ważniejsze od dobrych zarobków i warunków mieszkaniowych. Według amerykańskiego psychologa Joshuy Colemana kobiety czują większy pociąg do mężczyzn, którzy sprzątają, gotują, prasują i odkurzają, za to według „norweskich naukowców” małżeństwa, w których partnerzy równo dzielą się obowiązkami domowymi, rozpadają się bardzo często. Tego typu badania można mnożyć bez liku. Pojawia się jednak pytanie: po co się je przeprowadza? I jak rzeczony „klimat kulturowy” wpływa na wyciąganie z nich wniosków?

wyniki mają potwierdzać tezę
– Trzeba pamiętać, że badania nad ludzką seksualnością, dokładnie tak samo, jak badania opinii społecznej mają charakter deklaratywny – mówi Piotr Kalbarczyk, socjolog, koordynator projektów międzynarodowych Towarzystwa Rozwoju Rodziny i bloger naTemat. – Nikt nie wchodzi badanym do łóżka, tylko wyciąga wnioski na podstawie ich opinii, która często ma charakter życzeniowy – dodaje. Według socjologa, najważniejsze jest zadanie sobie pytania o celowość przeprowadzania tego typu badań i zastanowienie się nad tym, co właściwie mają udowadniać. – Badania są zawsze przez kogoś finansowane, a wyniki mają potwierdzać określoną tezę, w wypadku badań przytoczonych przez „Newsweek” tylko wzmacniać konserwatywny podział ról – uważa socjolog.

Kalbarczyk uważa, że branie na serio badań z początku lat 90. jest w dzisiejszej rzeczywistości pozbawione sensu, a treści w nich przedstawione brzmią jak głupoty. – Badania wyglądają tak, jakby były pisane na zamówienie ze względu na konkretne zapotrzebowanie ideologiczne, pod konkretną tezę – stwierdza socjolog. Uważa również, że tego typu opinie tylko utwierdzają stereotypy, a ich wkład w opisywanie rzeczywistości jest raczej wątpliwy.

– Rozpoczynając badania nad czymkolwiek należy na samym początku określić ich cel i przyjąć konkretną hipotezę, która dotyczy metodologii czy próby badawczej – wyjaśnia prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog, autor książki „Seksualność Polaków na początku XXI wieku. Studium badawcze”. Prof. Izdebski zaznacza, że bardzo ważne jest zaznaczenie faktu, że badania nigdy nie obrazują kondycji całego społeczeństwa, tylko jego wycinka, który stanowi właśnie próba badawcza. Reprezentatywność próby badawczej to jedno, a wyciąganie wniosków z wyników badań – to drugie. – W badaniach nad seksualnością człowieka nie skupiamy się tylko nad tym, czy jest „ogólnie zadowolony” i czy ma orgazmy, ale przede wszystkim jak inne zmienne, takie jak wiek, płeć, rodzaj relacji, praca, wykształcenie i dochód wpływają na życie seksualne. Jeżeli mamy do czynienia z kilkoma tysiącami par, to warto się zastanowić, ile z nich ma 20 lat, a ile powyżej 50 – mówi prof. Izdebski.

Seksuolog uważa, że badania należy przede wszystkim umieć czytać. Nie można też uogólniać ich wyników. To że wszystkie kobiety „podświadomie” podniecają mężczyźni w typie macho nie jest prawdą, to zwykły stereotyp. – Pewnie są takie, które lubią mieć wyłączność na prasowanie i gotowanie, jak i takie, dla których udany seks jest możliwy tylko i wyłącznie z partnerem, który dzieli się z nią tymi właśnie obowiązkami – mówi prof. Izdebski.

Bardzo często spłycone wnioski z badań stają się więc tzw. „faktami medialnymi”, które powtarzane przez kolejne stacje telewizyjne i tygodniki zaczynają żyć własnym życiem. – Często wychodzę z podziwu, w jaki sposób komentatorzy są w stanie zredukować badania do dwóch banalnie prostych wniosków, albo jakie wnioski sami badacze wyciągają z wywiadów, przeprowadzanych latami – mówi prof. Izdebski. – Nie mają żadnych przesłanek, tylko hipotezę, że „tak może być”, a z całą dobitnością stwierdzają, ze „tak jest” – mówi Izdebski.

Według seksuologa takie interpretacje są bardzo niebezpieczne, ponieważ w ograniczający sposób traktują zarówno przedmiot, jak i podmiot badań, ponadto są wynikiem niewiedzy komentatorów. – Do takich wypowiedzi trzeba mieć bardzo duży dystans – komentuje.

naTemat.pl

Profesorowie piszą list otwarty o gender: błędne rozumienie pojęcia. Chodzi o równość wobec prawa, zakaz dyskryminacji…

dżek, 26.02.2014
Wykład o gender w LublinieWykład o gender w Lublinie (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)
Siedem punktów zawiera list otwarty, który wystosowali dwaj profesorowie – Roman Wieruszewski i Mirosław Wyrzykowski. Powołując się na zapisy w konstytucji, odnoszą się do dyskusji o „niebezpieczeństwach ideologii gender”. Piszą o równości wobec prawa, zakazie dyskryminacji czy bezpieczeństwie obywateli.
Prof. dr hab. Roman Wieruszewski, kierownik Poznańskiego Centrum Praw Człowieka INP PAN oraz prof. UW dr hab. Mirosław Wyrzykowski, kierownik Zakładu Praw Człowieka WPiA UW piszą w swoim liście otwartym: w związku z trwającą debatą publiczną na temat pojęcia „gender” pragniemy przypomnieć następujące zasady wynikające z obowiązującego w Polsce prawa, a w szczególności z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. I wyliczają:1. Podstawową zasadą konstytucyjną jest zasada równości wobec prawa oraz zakaz dyskryminacji ze względu na jakąkolwiek przyczynę, co obejmuje również zakaz dyskryminacji ze względu na płeć, tożsamość płciową czy orientację seksualną.

2. Konstytucja RP w sposób szczególny traktuje zakaz dyskryminacji ze względu na płeć. Mówi o tym art. 33 ust. 1 Konstytucji. I podkreślają, że obowiązkiem władz publicznych jest podejmowanie wszelkich działań, które mogą służyć pełnej realizacji powyższych wartości konstytucyjnych.

3. Przypominają też, że prawdziwa równość praw musi oznaczać konieczność przeciwdziałania dyskryminacji kobiet w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym. Czytamy: Brak refleksji ze strony władz publicznych odnośnie społecznych konstrukcji ról, zachowań, działań atrybutów, które społeczeństwo wiąże z określoną płcią, mogłoby prowadzić do niepełnej realizacji zadań wynikających z Konstytucji.

4. Zauważają, że „przykładem działań pozytywnych podejmowanych przez państwo celem promowania faktycznej równości kobiet i mężczyzn są tzw. kwoty na listach wyborczych, których celem było i jest doprowadzenie do wyrównania szans ze względu na trwały, niski udział kobiet w życiu politycznym”.

5. Uczulają też, że zapisy o zakazie dyskryminacji ze względu na płeć i nakaz równego traktowania kobiet i mężczyzn pojawiają się również w umowach międzynarodowych, które Polska ratyfikowała. „Władze publiczne nie mogą się uchylać od realizacji zobowiązań prawnomiędzynarodowych czy poddawać ich istotę w wątpliwość ze względu na dezawuowanie przez niektóre środowiska zasady równości, odwołując się do stworzonej przez siebie i na własny użytek „ideologii gender” – piszą profesorowie.

6. Przypominają również, że władza ma obowiązek (wynika to również z konstytucji) dbania o bezpieczeństwo obywateli. Profesorowie piszą: „władze powinny podejmować aktywne działania na rzecz przeciwdziałania przemocy domowej”. To ważne w kontekście Ratyfikacji Konwencji Rady Europy.

7. Zdaniem sygnatariuszy listu „błędne rozumienie pojęcia „gender” wpływa także negatywnie na sytuację prawną osób transpłciowych”. I dalej: Z zaniepokojeniem przyjmujemy, że powszechny standard praw człowieka [możliwości dokonania korekty płci metrykalnej - red.] pomimo licznych apeli organizacji międzynarodowych oraz zaangażowania Rzecznika Praw Obywatelskich nie doczekał się ustawowej regulacji. Sprowadzanie dyskusji na temat uregulowania kwestii korekty płci do poziomu argumentacji twórców „ideologii gender” uznajemy za niezwykle krzywdzące dla osób transpłciowych.

Obaj profesorowie apelują do polskich władz „o pełną realizację zasad konstytucyjnych oraz zobowiązań międzynarodowych dotyczących praw i wolności jednostki”.

W Sejmie działa parlamentarny zespół „Stop ideologii gender”. Jego szefową jest Beata Kempa, posłanka Solidarnej Polski. Część prawicowych polityków i komentatorów, a także przedstawiciele Kościoła katolickiego, wypowiadają się krytycznie o tzw. ideologii gender, w której widzą m.in. zagrożenie dla rodziny, możliwość „szkodliwej seksualizacji dzieci”.

 

Skąd bierze się śmiech i co nam daje? Kiedy wypada śmiać się z Tajfunu? Czyli śmiech okiem naukowców

Może być przejawem radości lub strachu, prawdziwy lub sztuczny, stosowny lub całkiem nie na miejscu. Śmiech towarzyszy nam od zawsze, jest wyrazem emocji. Nie zawsze jednak umiemy dobrze nim się posługiwać. Również to, co wydaje nam się śmieszne dziś, jutro może być dla nas kompletnym sucharem.

 

[url=http://shutr.bz/1dawSdv]Śmiej[/url] się i nie narażaj na śmieszność. Co mówią naukowcy na temat śmiechu?
Śmiej się i nie narażaj na śmieszność. Co mówią naukowcy na temat śmiechu? • Shutterstock.com

Śmiech powstaje w centralnym układzie nerwowym i powstaje spontanicznie, niezależnie od naszej woli. Może być również zaplanowanym działaniem, dzięki któremu chcemy osiągnąć określone skutki. Śmiech pobudza układ odpornościowy, poprawia krwiobieg i sprawia, że nasze półkule lepiej współpracują. Gdy się śmiejemy, nasze serca biją szybciej niż zwykle, a do naszego organizmu trafia więcej tlenu. To w czasie śmiechu, do naszych płuc dostaje się nawet trzy razy więcej powietrza niż normalnie.

Śmiech ma duży wpływ na poziom zaufania. Jak informują naukowcy, 96 proc. szefów darzy większym zaufaniem te osoby, które na co dzień wykazują się dużym poczuciem humoru. Jednak ważniejsze od dobrych relacji z szefem jest to, że śmianie się może odsunąć widmo pojawiania się u nas schorzeń sercowych i obniża poziom hormonu odpowiedzialnego za stres.

Brytyjska profesor Andrea Nelson zaleca wręcz, aby codziennie oglądać komedię przez co najmniej pół godziny. Gdy bowiem poddano badaniom grupę Amerykanów, którym zlecono oglądanie zabawnych filmów, ich wskaźniki przygnębienia spadły aż o 98 proc. Paradoksalnie, humor może poprawić nawet smutna muzyka. Wyniki badań naukowców z Wielkiej Brytanii, opublikowane w piśmie „Psychology of Music” pokazują, że piękna choć przygnębiająca muzyka w momencie naszego gorszego samopoczucia, może wpłynąć na nas kojąco, gdyż wzbudzi w nas pozytywne doznania estetyczne.

Dlaczego się śmiejemy?
Wiemy już, dlaczego warto się śmiać oraz jak zbawienne skutki może on przynieść dla naszego organizmu. Pojawia się jednak pytanie, dlaczego właściwie człowiek się śmieje? Zdaniem Zygmunta Freuda, śmiech pełni przede wszystkim rolę „wentyla bezpieczeństwa”, czyli rozładowania napięcia, zarówno w przypadku pozytywnego, jak i negatywnego (stresującego) zdarzenia. Gdy tylko pomyślimy o śmiechu, w naszym organizmie wydzielają się endorfiny, które działają na nas euforycznie a nawet przeciwbólowo.

Naukowcy z Uniwersytetu w Kolorado postanowili sprawdzić, co nas śmieszy najbardziej. Przeprowadzili eksperyment, w czasie którego grupa osób wysłuchała kilku zabawnych historii. Po jego zakończeniu mieli ocenić, które i w jakim stopniu ich śmieszyły. Określili też, na ile prezentowane w nich historie są „poprawne”. Dzięki temu udało się stwierdzić, że najzabawniejsze są te dowcipy, które łamią normy społeczne. Nie wszystkich jednak śmieszyło łamanie tych samych zasad. Okazuje się, że na to miały wpływ dane demograficzne kandydatów. Im bardziej ktoś był zdystansowany do danego zagadnienia, tym bardziej wydawało mu się zabawne.

Co zaś sprawia, i w jakich warunkach potrafimy się śmiać nawet z takiej tragedii jak Tajfun? Na pytania te próbują odpowiedzieć autorzy tego filmiku:

How Soon is "Too Soon" To Tell A Joke?
How Soon is „Too Soon” To Tell A Joke?•YouTube.com

Dziennikarz powołuje się w nim na „benign violation theory (BVT) dosłownie „teoria łagodnego naruszenia” lub: „teoria niegroźnego pogwałcenia” – jak woli ją nazywać Jacek Golański, trener prowadzący „Warsztaty śmiechu„. Jest to nowy sposób myślenia o poczuciu humoru, zaproponowany przez psychologów: Peter’a McGraw’a i Caleb’a Warren’a.

JACEK GOLAŃSKI
Trener „Warsztatów śmiechu”

Założenia teorii „Benign violation theory (BVT):

1. Odczuwają równocześnie pogwałcenie jakiejś normy i zachowanie innej normy. W badaniu został wykorzystany przykład człowieka, który w samych szortach bawił się ze swoim kotem. Kot czasem przebiegał mu po genitaliach, co w konsekwencji podnieciło właściciela. Człowiek zdjął slipy i zaczął pocierać kota swoimi jądrami, kot mruczał i wydawało się, że sprawia mu to przyjemność. Mamy tu do czynienia z pogwałceniem normy o zoofilii, a równocześnie zachowania normy nie szkodzenia.

2. Łamana norma jest rozpoznawalna, ale słabo przestrzegana przez danego człowieka. W badaniu został użyty przykład kościoła, który urządza loterię z nagrodami dla wszystkich nowych wiernych. Sytuacja ta śmieszyła ludzi mniej wierzących, a oburzała gorliwych chrześcijan.

3. Człowiek jest w odpowiednim psychicznym dystansie od sytuacji łamiącej normę. Dystans ten może powstawać przez oddalenie w przestrzeni, czasie, postrzeganiu prawdopodobieństwa, wynikać z identyfikacji społecznej.

Jak mówi Jacek Golański, sprawa Tajfunu przedstawiona na powyższym filmiku była tematem kolejnego (2012) badania. Eksperyment zajmował się dogłębnie dystansem psychicznym (punkt. 3.). Badanie nie wykazało wpływu odległości od tragedii. Pokazało za to, silny, nieliniowy wpływ odległości w czasie.

– Dzień przed uderzeniem huraganu, zagrożenie było równocześnie na tyle bliskie by wpływać na wyobraźnię ludzi, i wystarczająco odległe by nie oburzać ich zanadto. Czas tragedii i piętnaście do dwudziestu dwóch dni następujących bezpośrednio po niej, charakteryzował poziom bliskości powodującej przeżywanie strachu i oburzenia w stopniu, który nie pozwalał się z niego śmiać. Pomiędzy dwudziestym drugim a sześćdziesiątym czwartym dniem, dystans oddalił się na tyle, by znów można było z tragedii żartować – mówi trener śmiechu. Później zaś dystans był tak duży, że tragedia stała się niemalże obojętna.

– Według naukowców, którzy je przeprowadzili, poczucie humoru jest adaptacyjnym, społecznie akceptowalnym sposobem radzenia sobie z hipotetycznymi zagrożeniami, odległymi zmartwieniami, małymi porażkami, społecznymi faux pas, nieporozumieniami jakie pojawiają się na styku różnych kultur i innych codziennych „niegroźnych pogwałceń” – tłumaczy Jacek Golański.

Najbardziej uczciwy sygnał społeczny
Wyniki badania naukowców pozwoliły odpowiedzieć na pytanie, dlaczego „śmieszność” żartu nie jest zjawiskiem ponadkulturowym. O ile kultura zachodnia może śmiać się z karykatur Mahometa, w krajach Bliskiego Wschodu jest to nie do pomyślenia. Istnieje jednak coś takiego, jak humor uniwersalny. Niezależnie od wieku czy pochodzenia, śmieszą nas sytuacje związane z ruchem i gestem. Potknięcia i wpadki bohaterów dowcipów bawią niemalże wszystkich na całym świecie.

Inni naukowcy podkreślają z kolei rolę śmiechu, jako jeden z niezbędnych narzędzi do przeżycia. Śmiech bywa stosowany, szczególnie przez kobiety, jako specyficzny rodzaj interpunkcji. Zdaniem prof. Robert R. Provine z uniwersytetu w Maryland, w dużej mierze śmiech jest procesem mimowolnym. Nazywa go również „najbardziej uczciwym” sygnałem społecznym, gdyż bardzo trudno go udawać. Dzięki temu możemy go uznać również za swego rodzaju „smar” relacji społecznych. To właśnie śmiech bowiem pomaga je budować i wzmacniać.

naTemat.pl

 

Najpiękniejsze, rajskie wyspy [ranking]

Istnieje wiele rankingów najpiękniejszych na świecie wysp, w których podróżnicy oceniają wiele ich aspektów – począwszy od panującego klimatu, poprzez krajobrazy, poziom oferowanych usług, aż do nastawienia tubylców do przyjezdnych. Potem wybierane są te miejsca, które w każdej z kategorii miały najlepsze oceny.

 

[url=http://shutr.bz/1fQfBHh] Santorini [/url]
Santorini • Shutterstock

We wszystkich rankingach najwyżej plasują się wyspy Hawajów. Najczęściej wyróżniane jest rajskie Maui. W pierwszej dziesiątce zawsze pojawiają się Malediwy i Bali. Jedyna europejska wyspa, pojawiająca się wysoko na liście, to należące do Grecji Santorini. W moim prywatnym rankingu musiałoby znaleźć się jeszcze miejsce na Maderę i Islandię, chociaż jest duża szansa, że obie te wyspy bledną przy Hawajach, których wciąż nie miałam okazji odwiedzić.

Oto nasza selekcja najlepiej ocenianych wysp z najważniejszych podróżniczych rankingów:

Maui

[url=http://shutr.bz/Om6Tul] Plaża Koki na Maui [/url]
Plaża Koki na Maui•Shutterstock

To podobno najpiękniejsza wyspa w archipelagu Hawajów. Rajski Park Narodowy zajmuje tutaj powierzchnię 118 kilometrów kwadratowych, z czego znakomita większość to przyroda zupełnie dzika, nienaruszona przez człowieka. Ogromne kwiaty o mięsistych płatkach i słodkim zapachu kontrastują z bujnymi liśćmi otaczających krzewów.

[url=http://shutr.bz/1nVqcVG] Ogród Eden na Maui [/url]
Ogród Eden na Maui•Shutterstock

Ciepły, wilgotny klimat sprawia, że ziemia tutaj jest niezwykle żyzna, dlatego odwiedzając wyspę można korzystać z rajskiej obfitości świeżych owoców. Piaszczyste plaże, skaliste zatoczki i lazurowa woda, to te najbardziej oczywiste zalety wyspy. Tutejsze kolory i zapachy zdają się być wręcz nierealne. Według wszystkich oceniających – raj odnaleziony.

CZYTAJ TAKŻE:

Santorini

[url=http://shutr.bz/1jnnY14] Santorini [/url]
Santorini•Shutterstock

Jedna z najpiękniejszych greckich wysp. Piękna jest tutaj zarówno architektura, jak i widoki. Można podziwiać ruiny, ślady fascynującej kultury antyku. Mieszkańcy Santorini żyją w harmonii z naturą i swoich gości traktują z ogromnym przywiązaniem i serdecznością. Trudno jest nie zakochać się w ich trybie życia. Podobno nie ma piękniejszego widoku, niż rozgwieżdżone niebo, odbijające się w spokojnej tafli Morza Egejskiego.

[url=http://shutr.bz/NkS2PE] Santorini [/url]
Santorini•Shutterstock

Malediwy

Dusit Thani, materiały prasowe
Dusit Thani, materiały prasowe

Malediwy to wymarzone miejsce dla tych, którzy dawno nie mieli czasu się troszkę ponudzić i zająć dbaniem o swoje ciało i psyche. Tutejsze plaże są uważane za najpiękniejsze na Ziemi. Wyspy są otoczone rozległą rafą koralową i przezroczystą, czystą wodą, która jest domem dla ogromnych żółwi i egzotycznych ryb. To fantastyczne miejsce dla poszukujących luksusu i tych, którzy chcieliby spróbować nurkowania. Funkcjonuje tutaj wiele profesjonalnych szkół nurkowych.

Bali

Wyspa Tysiąca Bogów, o której już pisałam, to miejsce w którym oprócz rajskiego klimatu i pięknych plaż trafimy na fantastyczne dziedzictwo kulturowe, niesamowite świątynie i cudowne parki. Miejsce magiczne, w którym nic nie dzieje się przypadkowo.

[url=http://shutr.bz/1e2qMjv] Bali [/url]
Bali•Shutterstock

Na wszystkich listach wysoko plasują się także inne wyspy Hawajów: Kaua’i i O’ahu, a także Tasmania i wyspy Polinezji Francuskiej.

Planując wycieczkę na Malediwy warto samemu znaleźć i zarezerwować hotel, zwykle goście są odbierani z lotniska przez obsługę. Nie trzeba więc angażować w urlop żadnego biura podróży. Na Santorini w kwietniu polecimy na własną rękę z Warszawy za około 800 zł.

Jeżeli zaś chodzi o Hawaje, o dziwo, dość często można trafić bardzo okazyjne oferty właśnie w biurach podróży. Ceny samych lotów są zwykle dość wysokie. Należy pamiętać, że Hawaje należą do terytorium Stanów Zjednoczonych, a wiec potrzebna jest nam wiza.

naTemat.pl

 

Oczyszczenie ducha i ciała na Bali

Na Bali uciekła poszukując siebie Julia Roberts w roli Elizabeth Gilbert. Porzucenie codzienności i odwaga, która była jej potrzebna do zmiany swoich przyzwyczajeń, nie przyszła jej łatwo, ale to, co wydarzyło się na Bali było początkiem zupełnie nowej, lepszej drogi. Kto tak naprawdę nie chciałby przeżyć tego co ona?

 

Kadr z filmu „Jedz, módl się, kochaj”
Kadr z filmu „Jedz, módl się, kochaj” • materiały prasowe

Ta indonezyjska wyspa słynie z fantastycznego klimatu i przepięknych krajobrazów. Nocleg można znaleźć tam już za dosłownie klika dolarów w hostelu lub niewielkim pensjonacie. Działają tutaj także piękne, niezwykle luksusowe ośrodki, które w swoich ofertach mają zapierające dech w piersiach widoki, wymyślne usługi SPA i programy oferujące oczyszczanie ciała i duszy, na którą składa się specjalna dieta, praktyka tai-chi, jogi i medytacji.

Jak np. tutaj: Alila Manggis na Bali CZYTAJ WIĘCEJ

To taki pakiet „Jedz, módl się, kochaj” dla leniwych. 200 dolarów za noc to jednak cena dość wygórowana dla poszukujących siebie pielgrzymów. Na szczęście można znaleźć tutaj naprawdę tani nocleg, szczególnie w mieście Kuta. Na przykład w Buddha Guesthouse & Villas za noc w dwuosobowym pokoju zapłacimy mniej niż 30 zł.

Kadr z filmu „Jedz, módl się, kochaj”
Kadr z filmu „Jedz, módl się, kochaj”

Nietrudno znaleźć inne oferty, a także zupełnie prywatne domki do wynajęcia przy plaży. W tych hotelach nie będziemy jednak mieli dostępu do specjalnych pakietów SPA i joginów do wynajęcia. Przeróżnych, większych i mniejszych szkół jogi jest tam jednak w bród, więc jeżeli naszym celem jest rozpoczęcie tej praktyki, znalezienie nauczyciela nie sprawi większego problemu. Czego chcieć więcej?

Kadr z filmu „Jedz, módl się, kochaj”
Kadr z filmu „Jedz, módl się, kochaj”

Zamiast specjalnie rozpisywanych diet możemy przez tydzień, bez ograniczeń zajadać się po prostu świeżymi, egzotycznymi owocami z ulicznych budek. A gdzie szukać lekarza i czarodzieja, który odczyta nam przyszłość z ręki? Być może to należałoby już powierzyć losowi? Albo zgodnie z maksymą książkowej Elizabeth – wszystkich spotkanych ludzi traktować jak nauczycieli.

Południowa część wyspy Bali jest najczęściej odwiedzana przez turystów. To tutaj jest najlepiej rozwinięta infrastruktura, dlatego można znaleźć mnóstwo hoteli w konkurencyjnych cenach, małych knajpek, a nawet nocnych klubów, w których imprezują przyjeżdżający licznie z Australii surferzy. Kuta słynie także z pięknej miejskiej plaży.
Można więc spróbować swoich sił na desce, albo po prostu zrelaksować się w towarzystwie innych podróżników.

Denpasar to największe miasto wyspy i główny ośrodek ekonomiczny i komunikacyjny. To tutaj jest najważniejsze lotnisko. Zwykle przewodniki polecają, żeby prostu po wylądowaniu szybko uciec z dużego miasta i zameldować się w swoim domku przy plaży. Denpasar ma jednak wiele do zaoferowania: mnóstwo muzeów, ciekawych restauracji i kilka naprawdę pięknych świątyń i parków.

[url=http://shutr.bz/1nTcdzM] Muzeum Negeri Propinsi [/url]
Muzeum Negeri Propinsi•Shutterstock

Fantastycznym miejscem jest też najbardziej wysunięta na południe Bali wyspa Nusa Lembongan, którą najlepiej zwiedzić na motorze. Piękną sesję autorstwa Love is my favorite color można znaleźć na stronie bloga Style me pretty. Magiczne miejsce.

Bilety na Bali nie są tanie, ale można zmieścić się w 3000 zł. Za sam pobyt zapłacimy już naprawdę niewiele.

Kadr z filmu „Jedz, módl się, kochaj”
Kadr z filmu „Jedz, módl się, kochaj”

naTemat.pl

 

Trzy najlepsze miejsca na oglądanie zorzy polarnej

Zimą na północy podobno łatwo wpaść w depresję z powodu niedostatecznej ilości światła słonecznego. Natura jednak znalazła sposób na wynagrodzenie tych zimnych, ciemnych miesięcy. Im dalej na północ i im bardziej dziko, tym łatwiej zauważyć zorzę polarną. To niesamowite zjawisko jest powodem i pretekstem dla wielu turystów do odwiedzenia zimnej północy. Oto kilka ciekawych hoteli, których lokalizacja umożliwia jego obserwację.

 

[url=http://shutr.bz/1c0TwEW] Aurora borealis [/url]
Aurora borealis • Shutterstock

Sorrisniva Igloo Hotel, Norwegia

Hotel Sorrisniva znajduje się na naprawdę dalekiej północy, w Norwegii, w pobliżu miejscowości Alta, która swoją nazwę wzięła od przepływającej przez nią rzeki. Ponieważ jest w całości zbudowany z lodu działa tylko w sezonie zimowym, od października do kwietnia.

http://www.sorrisniva.no/

Hotel jest co roku budowany na nowo, a wraz z igloo służącym przyjezdnym za hotel, powstaje lodowa kaplica i galeria. Goście śpią na łóżku zbudowanym ze śniegu i pokrytym naturalnymi futrami zwierząt, jak prawdziwi Eskimosi. Temperatury w pokojach hotelowych wynoszą około -5 stopni Celsjusza. Ogrzać można się w tradycyjnej saunie parowej.

Jednym z niewielu permanentnie działających budynków w Sorrisniva jest zbudowana z drewna restauracja, w której serwuje się tradycyjne norweskie jedzenie. Można skosztować tutaj steka z renifera i dań ze świeżego łososia. Nie należy być zbyt wybrednym.

http://www.sorrisniva.no/

Sorrisniva jest oddalona od większych miejskich ośrodków, dlatego jest to idealne miejsce do obserwowania zorzy polarnej. Jedzenie dociera tutaj regularnie, ale raczej nie zjemy na śniadanie melona z szynką parmeńską. Możemy za to liczyć na niezłą jajecznice.

http://www.sorrisniva.no/

Hotel Kakslauttanen, Finlandia

Hotel Kakslauttanen znajduje się w górzystym rejonie Saariselkä w Laponii. Moim zdaniem jest to najlepsze miejsce do oglądania zorzy polarnej. Można bowiem po prostu położyć się na plecach w wygodnym (ciepłym!) łóżku i przez przezroczysty sufit szklanego igloo obserwować niebo.

http://nexttriptourism.com/ http://www.kakslauttanen.fi

Istnieje kilka opcji zakwaterowania w ośrodku, ale to właśnie ten jest najpopularniejszy. Słusznie. Na terenie hotelu znajdują się cztery restauracje. Dwie z nich w tradycyjnych, lapońskich chatach. Za dnia można pobiegać po okolicy na nartach, lub wybrać się na spacer w rakietach śnieżnych.

http://nexttriptourism.com/ http://www.kakslauttanen.fi

Goście hotelu mają dostęp do wszystkich potrzebnych sprzętów, a także możliwość skorzystania z organizowanych dla grup wycieczek psim zaprzęgiem lub saniami ciągniętymi przez renifery. Amatorzy wędkowania mogą wypożyczyć wędki i spędzić trochę czasu sam na sam z (prawie) podbiegunową naturą i specjalnie wyrytym przeręblem.

http://www.kakslauttanen.fi/

Hotel Budir, Islandia

Islandia to jeden z najbardziej dziewiczych krajów na świecie. Połacie zupełnie dzikich terenów obfitują w spektakularne widoki. Półwysep Snaefellsnes to jedno z najpiękniejszych miejsc na wyspie. Romantyczny Hotel Budir to ulubiona lokalizacja Islandczyków z Reykjaviku.

http://www.hotelbudir.is/

Mimo tego, że jest znacznie oddalony od cywilizacji, ze stolicy można do niego dojechać w dwie godziny piękną trasą, na której możemy spotkać przebiegające po okolicznych pagórkach i równinach hordy włochatych kuców islandzkich i zobaczyć pojedyncze, kolorowe domki typowe dla Islandii.

http://www.hotelbudir.is/

Budir to niewielki hotel butikowy, w którym można wypocząć na naprawdę wysokim poziomie. Tutejsza restauracja uchodzi za jedną z najlepszych w kraju, a lokalizacja i urok hotelu sprawiają, że dość często organizowane są tu wesela. To piękne miejsce warto odwiedzić zarówno zimą, żeby wieczorami relaksować się oglądając rozświetlone niebo, jak i latem, podczas najdłuższych dni roku, kiedy można tańczyć o północy w świetle niezachodzącego słońca.

http://www.iceland2013.com/

naTemat.pl

 

O obrazie uczuć religijnych z prawnikiem [wywiad]

Czy ateiści powinni oznaczać swoje publikacje ostrzeżeniami o ewentualnej możliwości obrazy uczuć religijnych? Czy można pozwać o obrazę uczuć antyreligijnych? Czy pastafariański durszlak może zostać uznany za przedmiot uczuć religijnych? Zapraszam do rozmowy z adwokatem, Panem Jarosławem Głuchowskim.

 

empik.pl; michalzagorny.com

Art. 196 Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

O co chodzi?

Sąd ponownie uniewinnił Adama „Nergala” Darskiego, lidera zespołu Behemoth oskarżonego przez prokuraturę o obrazę uczuć religijnych. Postawiony zarzut miał związek z koncertem, podczas którego „Nergal” podarł Biblię i rozrzucił jej kartki, mówiąc : „Żryjcie to g***o”. Muzyk przekonywał przy tym, że Pismo Święte jest „kłamliwą księgą”, a Kościół katolicki „największą zbrodniczą sektą”. CZYTAJ WIĘCEJ

MM: Panie Jarosławie, czym są właściwie te uczucia religijne?

JG: Uczucia religijne bywają określane przez niektórych mianem przekonań religijnych. Przez te ostatnie przedstawiciele prawa karnego (W. Janyga) rozumieją „wewnętrzny aspekt zjawiska religii, którego rdzeń stanowi relacja sacrum, będąca źródłem aktów emocjonalnych, intelektualnych i wolitywnych”.

Za obrazę uczuć religijnych można iść do więzienia na dwa lata…

Faktycznie kodeks karny przewiduje sankcję w postaci kary do dwóch lat pozbawienia wolności za przestępstwo w postaci obrazy uczuć religijnych. Nie można jednak zapominać, że jest to jedna z sankcji jakie są przewidziane za popełnienie tego typu przestępstwa. Ustawodawca przewidział również karę grzywny oraz karę ograniczenia wolności Tym samym wachlarz możliwości orzekania w przedmiocie kary jest bardzo rozległy.

Spotkał się Pan z przypadkiem, kiedy oskarżony o obrazę uczuć religijnych musiał iść do więzienia?

Kara pozbawienia wolności za każde przestępstwo jest wymierzana w sytuacji, gdy inna kara lub środek karny nie jest w stanie spełnić względem sprawcy swoich celów. Osobiście nie znam przypadku, w którym kara pozbawienia wolności, choćby nawet z warunkowym zawieszeniem jej wykonania (tzw. zawiasy) została orzeczona za popełnienie tego przestępstwa.

Co Pan sądzi o – moim zdaniem dość dziwnym – uzasadnieniu wyroku w sprawie Adama Darskiego?

„Jego zachowanie było wulgarne, prostackie i nielicujące z treściami, jakie winien ze sobą nieść przekaz artystyczny. Nie każde jednak takie zachowanie jest przestępstwem”

Nie byłem świadkiem ustnego uzasadnienia tego wyroku. Na pewno jednak warto byłoby poddać analizie pisemne motywy wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku. Niemniej jednak Sąd ma rację, że nie każde zachowanie, które z pozoru stanowi przestępstwo, czy też jest przez nas tak postrzegane, w rzeczywistości będzie realizowało wszystkie przesłanki przestępstwa. Należy pamiętać, że tylko strony danego procesu i Sąd posiadają pełną wiedzę, co do szczegółów danego zdarzenia. My posiadamy tę wiedzę jedynie z przekazów medialnych.

Ostatnio posłanka PiSu zapowiadała, że chce pozwać wydawnictwo za publikację pt. „Wielka Księga Cipek”, właśnie za naruszenie artykułu 196. Czy to nie jest przesada? Na książce znajdowało się przecież ostrzeżenie, że zawartość może obrażać uczucia religijne.

Nie jest mi znana sytuacja, w której ktoś by pozywał za wspomnianą publikację. Niemniej jednak, jeżeli dana osoba uważa, że tego typu publikacja narusza jej dobra osobiste w postaci choćby uczuć religijnych, to ma do tego pełne prawo. Inną sprawą jest skuteczność takiego powództwa i wykazanie przed Sądem, że dana publikacja rzeczywiście mogła naruszyć czyjeś dobra osobiste.

Natomiast kwestia art. 196 k.k. w kontekście wspomnianej publikacji jest niezależna od drogi postępowania cywilnego. Tutaj każda osoba, która czuje się nią obrażona jest uprawniona do złożenia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Podobna sytuacja miała miejsce z Panem Adamem Darskim.

Czy ostrzeżenie na książce, iż książka może obrażać uczucia religijne jest potrzebne?

Nie sądzę, by tego typu ostrzeżenia uchylały odpowiedzialność cywilnoprawną lub karnoprawną. W obu przypadkach Sądy przede wszystkim badają obiektywność naruszenia uczuć religijnych. Uwzględnia się przeciętny model, wzorzec poszkodowanej lub pokrzywdzonej. Zatem ewentualne ostrzeżenie nie będzie mieściło się w okolicznościach, które powodowałyby wyłączenie odpowiedzialności cywilnej lub karnej.

Posłanka z PiS-u twierdzi, że takie ostrzeżenie na książce jest dowodem na to, że autorzy chcieli urazić te uczucia i świadomie działali przeciwko Konstytucji… Czyli może lepiej nie robić takich ostrzeżeń?

Jestem odmiennego zdania. Nie sądzę, by tego typu ostrzeżenie z zasady przesądzało o chęci obrażenia czyichś uczuć. Jednak okoliczność taka na pewno byłaby brana przez Sądy pod uwagę. Trudno jednak przewidzieć sposób oceny takiego ostrzeżenia, wszystko będzie zależało od okoliczności konkretnego przypadku. Nie zdziwię się, gdy w jednej sprawie takie ostrzeżenie (informacja) zostanie zupełnie odmiennie ocenione, aniżeli w innej sprawie.

To teraz przedmiot czci religijnej. Krzyż może być symbolem miłośników skrzyżowań, więc niszcząc publicznie krzyż mogę to po prostu uzasadnić jako protest przeciwko nowym skrzyżowaniom.

Rzeczywiście, ma Pani rację. Po raz kolejny będziemy zmuszeni do oceny sytuacji, jej kontekstu. Przykładem może być spotkanie osób uczestniczących w kursach na prawo jazdy. Gdyby tam zniszczyć krzyż symbolizujący skrzyżowanie, to pozostawałoby to obojętne dla uczuć religijnych i zagadnień z tym związanych. Jednak nawet podczas takiego spotkania zniszczenie krzyża, który symbolizowałby religię zapewne stanowiłoby czyn zabroniony. Sytuacja byłaby odwrotna gdyby w kościele zniszczyć krzyż. Miejsce w którym dzieję się zdarzenie ma istotne znaczenie. Zatem możliwym jest sytuacja, w której zniszczenie w kościele krzyża symbolizującego skrzyżowanie wywołałoby co najmniej konsternację.

Krzyż był kiedyś narzędziem tortur, więc niszcząc publicznie krzyż mogłabym zaznaczyć, że robię to, aby przywołać pamięć mordowanych ateistów?

Uważam, że argumentem przekonującym Sąd, byłoby to, że pamięć mordowanych ateistów można uczcić w inny sposób. Nigdy nie może być tak, że czczenie pamięci będzie obrażało inne osoby. Zatem takie zachowanie zapewne byłoby potraktowane jako znieważanie przedmiotu czci religijnej.

Mogłabym też spalić Biblię, ponieważ jest tam wiele treści, które obrażają dzieci. Czy to znów byłaby obraza uczuć religijnych?

Znawcą Biblii nie jestem, więc trudno mnie się wypowiadać, co do wszystkich treści w niej zawartych. Kiedyś spotkałem się z twierdzeniem, iż Biblia jest tak obszerną i starą księgą, że każdy jest w stanie znaleźć w niej argumenty dla swego stanowiska. W pełni się z tym zgadzam.

Dochodzimy do pewnego absurdu, w którym obrona moralności jest obrazą uczuć religijnych? Nawet jeśli robię to w ramach sprzeciwu wobec przemocy domowej?

Nie uważam, byśmy doszli do absurdu. Sadzę, że obrona moralności może iść w parze z uczuciami religijnymi. Realizacja jednego prawa, wolności wcale nie musi oznaczać konfrontacji z innym prawem lub wolnością. Niewątpliwie często może dochodzić do konfrontacji i sporów w płaszczyźnie tego, czy mamy już do czynienia z prowokacją, czynem zabronionym, czy jeszcze dana granica nie została przekroczona.

Można pozwać kogoś za obrazę uczuć antyreligijnych tudzież ateistycznych? Bo jeśli uznajemy, że istnieje uczucie do dewocjonaliów, to musimy chyba uznać, że istnieje również uczucie do symboli ateistycznych?

Z dochodzeniem swoich racji w postępowaniu cywilnym sądzę, że jest dużo łatwiej. Wynika to z tego, że katalog dóbr osobistych nie jest zamknięty, a orzecznictwo (zwłaszcza Sądu Najwyższego) cały czas poszerza ten katalog o nowe rzeczy. Uważam to zachowanie za prawidłowe. Zatem sądzę, że byłoby możliwe dochodzenie przed Sądem cywilnym np. przeprosin za naruszenie dobra osobistego w postaci przez Panią zaproponowanej.

Czy niszcząc durszlak nie obrażamy uczuć religijnych Pastafarian?

Sądzę, że zachowanie polegające na niszczeniu durszlaka z zamiarem obrażenia Pastafarian mogłoby zostać uznane za obrażenie uczuć religijnych. Symbole związków wyznaniowych nie są jedynymi elementami, które podlegają ochronie w rozumieniu przepisu art. 196 k.k. Niewątpliwie jednak w sytuacji, gdy dany przedmiot będzie symbolem już zarejestrowanego związku wyznaniowego, to jego ochrona nie będzie nastręczała problemów. Sąd nie będzie bowiem musiał rozstrzygać, czy dana rzecz, przedmiot może być lub nie przedmiotem uczuć religijnych. Zagadnienie to będzie wówczas niejako przesądzone.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 naTemat.pl

 

Jacek Saryusz-Wolski: Premier Tusk nie wystartuje w wyborach na „prezydenta” Unii Europejskiej

– 7 marca Europejska Partia Ludowa wyznaczy swojego kandydata na stanowiska szefa Rady Europejskiej. Wiem jedno: w tym konkursie premier Tusk nie będzie uczestniczył. To są spekulacje obecne wyłącznie w polskiej prasie – mówi w „Bez autoryzacji” europoseł PO Jacek Saryusz-Wolski, wiceprzewodniczący EPP.

 

Europoseł Saryusz-Wolski nie widzi szans, by premier Tusk kandydował na "prezydenta" Unii Europejskiej
Europoseł Saryusz-Wolski nie widzi szans, by premier Tusk kandydował na „prezydenta” Unii Europejskiej• Fot. Radosław Jóźwiak / AG

Obawia się pan porażki PO w wyborach do Parlamentu Europejskiego?

Jestem spokojny o dobry wynik. Mam nadzieję na zwycięstwo, ale wiem, że może nie być tak dobrze, jak w poprzednich wyborach. Teraz w całej Unii Europejskiej centroprawica ma coraz niższe notowania. Obarcza się ją winą za kryzys, za politykę oszczędności, więc przyczyn tych naszych gorszych wyników trzeba tutaj upatrywać.

W UE za to mocno stoją notowania premiera Donalda Tuska. Jakie są pana zdaniem szanse, że zostanie „prezydentem” Unii, czyli przewodniczącym Rady Europejskiej?

Tak, Premier cieszy się uznaniem w Europie. Ale dyskusje w polskiej prasie wokół przyszłego przewodniczącego Rady Europejskiej to są spekulacje. Jeśli chodzi o stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej, w tej chwili wszystkie partie swoich kandydatów wyznaczyły z wyjątkiem naszej frakcji EPP. My to zrobimy 7 marca podczas Kongresu EPP w Dublinie. Uważam, że spekulacje na ten temat szkodzą, bo sprawiają wrażenie, że decyzja ubiegania się Premiera o trzecią kadencję w Polsce nie jest ostateczna. Natomiast wyraźnie muszę zaznaczyć, że to spekulacje obecne wyłącznie w polskiej prasie.

Czyli szans żadnych nie ma? Nazwisko Tuska w rozmowach liderów waszej frakcji się nie pojawia?

Pojawiało się, ale kiedy premier powiedział, że nie ubiega się o to stanowisko, przyjęto to jako wyraźną deklarację i przyjęte zostało ze zrozumieniem, bo urzędujący premier w momencie, gdy zapowiada walkę o stanowisko w Unii, traci polityczną pozycję w kraju. Ja jako wiceprzewodniczący Europejskiej Partii Ludowej [EPP] byłem świadkiem, jak składano propozycje kandydowania aktualnym premierom Irlandii i Finlandii. Oni też odmówili z analogicznych powodów. W tej chwili o funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej walczą trzej kandydaci i oni aktualnie nie pełnią w swoich krajach roli premiera.

Podziela pan obawy, że wyjazd Tuska do Brukseli mógłby oznaczać początek wojny domowej w Platformie Obywatelskiej?

Na pewno premier Tusk przekłada stabilizację układu politycznego w kraju nad swoją ewentualną funkcję w Brukseli. Ja uważam, że dla niego jako dla osoby, to byłaby bardzo ciekawa ścieżka politycznej drogi, ale lepiej dla Polski i dla PO, gdy on jest stabilizatorem. Taką rolę dziś pełni w Polsce i według mnie to dobrze, że przeciął spekulacje na temat wyjazdu.

A w przyszłości wyobraża sobie pan Tuska na eksponowanym stanowisku w UE?

To jest premier, który cieszy się uznaniem w Europie ze względu na swoje sukcesy polityczne i gospodarcze. Ma też dobrą prasę. Tyle że ubieganie się o takie stanowiska wymaga stanięcia w szranki wyborcze. Pod rządami traktatu lizbońskiego to jest nowość, że kampania odbywa się w skali europejskiej. Taka była intencja, by ludzie wybierali nie tylko opcję polityczną, ale by wiedzieli również, z jaką osobą mają do czynienia. To dodaje tym wyborom bezpośredniego charakteru i decyzja o starcie to naprawdę bardzo poważny krok. Bardzo chciałbym, by Polak piastował ważną funkcję w Unii, ale na to trzeba jeszcze poczekać.

W Polsce kampania przed wyborami do Parlamentu Europejskiego już się zaczęła. Szczególnie głośno zrobiło się o kandydatach sportowcach i celebrytach, których tym razem na listach naprawdę sporo. Co pan sądzi o takich kandydaturach?

Trzeba to postrzegać wyłącznie w kategoriach marketingu politycznego. Jest część wyborców, która nie dostrzega różnic między ofertami programowymi różnych partii, za to kojarzy znane z innych dziedzin twarze. Na tej podstawie wybierani są tacy kandydaci. Europoseł to jest zawód, głęboka specjalizacja. Nie znam, z wyjątkiem jednego przypadku, zachodnioeuropejskich posłów piosenkarzy czy sportowców. Mam nadzieję, że wyborcy odsieją ich przy urnach.

U was też są takie osoby. Chociażby Bogdan Wenta, były trener reprezentacji piłki ręcznej.

To są dopiero przymiarki. Premier bardzo wyraźnie powiedział, że na listach PO celebrytów nie znajdziecie. I rzeczywiście tak jest.

Tusk – Kaczyński. Chciałby pan zobaczyć taką debatę przed wyborami europejskimi?

Wszelka debata w demokracji jest dobra, pod warunkiem, że dotyczy meritum. Chciałoby się, by Kaczyński z Tuskiem porozmawiali o sprawach europejskich, a nie tylko krajowych. Jeśli to ma być kolejna okazja do politycznych połajanek, to zupełnie bez sensu. Jeśli dyskusja o Unii, jestem jak najbardziej na „tak”!

naTemat.pl

Daniel Olbrychski: Kaczyński o kulturze mówi jak Gomułka

„Podziwiałem kunszt aktorski Jarosława Kaczyńskiego” – w ten sposób na antenie TVN 24 Daniel Olbrychski skomentował zorganizowaną przed kilkoma tygodniami debatę PiS na temat kultury. Jak stwierdził, Jarosław Kaczyński mówiąc o swoich propozycjach w tym zakresie przypominał I Sekretarza KC PZPR Władysława Gomułkę.

Daniel Olbrychski krytykuje Jarosława Kaczyńskiego za debatę na temat kultury
Daniel Olbrychski krytykuje Jarosława Kaczyńskiego za debatę na temat kultury • Fot. Piotr Skórnicki / AG

Olbrychski odnosząc się do poglądów prezesa PiS na kulturę, według których państwo nie powinno wspierać sztuki będącej „bardzo silnym elementem destrukcji”, ocenił, że style przemawiania Kaczyńskiego i Gomułki są bardzo podobne. To właśnie komunistycznego dygnitarza przypomina mu najbardziej lider największej opozycyjnej partii. „Może na wyższym poziomie intelektualnym i merytorycznym, ale w sposobie przemawiania przypomina mi Gomułkę. A tego pamiętam dobrze” – powiedział na antenie TVN 24.

Zdaniem Olbrychskiego Kaczyński zachowuje się publicznie jak aktor. „Ja nie znam prywatnie pana Kaczyńskiego, znałem trochę jego brata, który był człowiekiem bardzo ciepłym i sympatycznym, ale prezes PiS w wystąpieniach publicznych robi na mnie wrażenie negatywne. To jego aktorstwo do mnie nie trafia” – ocenił.

Inaczej ocenia premiera Donalda Tuska. Zaznaczył, że nie jest tutaj obiektywny, bo przeszedł z nim „na Ty”, ale uważa go za „ujmującego” polityka. „Tusk w sposób ujmujący zachowuje się przed kamerami i taki sam jest prywatnie. Donald Tusk nie bał się być na pogrzebie premiera Mazowieckiego. Podobno Kaczyński też tam był, ale albo się odcina od byłych premierów, albo boi się znaku pokoju” – dowodził Olbrychski.

Aktor znany m.in. z roli Kmicica nie ukrywa swoich sympatii politycznych. W wyborach prezydenckich z 2010 roku publicznie poparł Bronislawa Komorowskiego.

Źródło: „TVN24″

naTemat.pl

Ksiądz Wojciech G. usłyszał 4 zarzuty. Miał się dopuścić czynów pedofilskich

Mieszkańcy Dominikany chcą najwyższego wymiaru kary dla księdza Wojciecha G., który ma usłyszeć zarzuty w związku z wykorzystaniem seksualnym dzieci. „Rodziny wciąż nie mogą się otrząsnąć” – powiedziała TVN 24 dominikańska dziennikarka. Z kolei prokuratura poinformowała, że ks. Wojciech G. usłyszał dziś cztery zarzuty, w tym dwa za czyny popełnione w Polsce.

 

Ks. Wojciech G. usłyszał cztery zarzuty
Ks. Wojciech G. usłyszał cztery zarzuty • Fot. TVP

Prokuratura Okręgowa w Warszawie oświadczyła, że ks. Wojciech G. usłyszał dzisiaj cztery zarzuty. Dotyczą one doprowadzenia osób małoletnich, mających mniej niż 15 lat, do innych czynności seksualnych, utrwalania treści pornograficznych z udziałem osób mających mniej niż 15 lat oraz obcowania płciowego z osobą mającą mniej niż 15 lat. Ks. Wojciech G. nie przyznał się do winy i nie chciał składać wyjaśnień. Prokuratura zwróciła się do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie duchownego (na okres 3 miesięcy).

Prokuratura zaznaczyła, że dwa zarzuty dotyczą czynów popełnionych na Dominikanie, a dwa czynów, których ks. Wojciech G. dopuścił się na terytorium Polski, jeszcze przed wylotem na Dominikanę. Śledczy zaznaczają, że postępowanie wciąż jest w toku, a dominikańskie władze mają przesłać do Polski jeszcze dodatkowy materiał dowodowy w tej sprawie. Dlatego w przyszłości ks. Wojciech G. może usłyszeć kolejne zarzuty.

Tymczasem dominikańska dziennikarka śledcza Alicia Ortega w rozmowie z TVN24 powiedziała, że lokalni mieszkańcy domagają się surowego ukarania ks. Wojciecha G., który w poniedziałek został zatrzymany w jednej z podkrakowskich miejscowości. – Chcą żeby odpowiedziała za seksualne wykorzystywanie dzieci – stwierdziła.

Ortega podkreśliła, że dominikańscy śledczy współpracują z naszą prokuraturą. 11 lutego otrzymali prośbę od Polaków, by uzupełnili akta księdza G. Dziennikarka mówiła, że trwa zbieranie informacji i dokumentów. Jak tylko zostaną skompletowane, śledczy wyślą je do Polski. – Wierzymy, że sprawiedliwość wygra – zaznaczyła Ortega.

Również dominikańska prokuratura liczy na szybki wyrok dla Wojciecha G. Prokurator generalny w tym kraju Francisco Dominiquez Brito powiedział, że ma nadzieję, że wyrok polskiego sądu zadowoli dominikańską społeczność. Wojciechowi G. za czyny pedofilskie grozi do 12 lat więzienia.

Radio RMF FM donosi, że ks. Wojciech G. usłyszał już cztery zarzuty dotyczące innych czynności seksualnych z nieletnimi. Dwa z nich miały mieć miejsce na Dominikanie, kolejne dwa w Polsce (w ośrodku dla młodzieży). Aktualnie trwa w tej sprawie postępowanie, jego długość będzie zależała od tego, czy ks. G. będzie współpracował.

Źródło: TVN 24

naTemat.pl

Notujemy pic.twitter.com/XBkghzefN0

Embedded image permalink

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>