Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 51015
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 135

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Rottenberg (24.01.15)

 

Anda Rottenberg: Żyjemy na beczce prochu

Wojciech Engelking
24.01.2015
Anda Rottenberg
Anda Rottenberg • fot. Maciej Onyfrujuk / Agencja Gazeta

Do połowy lutego w warszawskiej Zachęcie można oglądać „Postęp i higienę” – niezwykłą wystawę na temat tego, jakie koszty niesie ze sobą postęp. Z jej kuratorką, Andą Rottenberg, rozmawiam o tym, jakie stanowisko sztuka powinna zająć wobec cywilizacyjnych i technologicznych przemian i o tym, jak te przemiany mają szansę się skończyć. Bo z rachunku prawdopodobieństwa wynika, że skończą się katastrofą.

Wojciech Engelking: Przygotowana przez Panią wystawa „Postęp i higiena” jest kolejnym w ostatnich latach mocnym głosem na temat eugeniki i poprawiania rasy. Dlaczego ten temat jest – mimo wszystko – tak rzadko poruszany?

Anda Rottenberg: „Postęp i higiena” nie jest wystawą wyłącznie na temat eugeniki. Eugenika jest jednym z punktów wyjścia dla całej narracji. To po pierwsze. A dlaczego tak rzadko? W ostatnich latach pojawiło się na ten temat sporo książek, ale książki posługują się słowem i mają liniową narrację. Można, oczywiście, zrobić wystawę złożoną z książek – wystawę naukową, mającą pokazać „jak było naprawdę”…

Ale można też spróbować odwołać się do wyobraźni i wiedzy artystów i wpuścić widza w trójwymiarową przestrzeń. Takich wystaw na ten temat dotychczas nie było. Pokusiłam się o stworzenie „Postępu i higieny”, ponieważ interesowało mnie, czy można z taką tematyką dotrzeć do kręgów innych, niż bardzo wąskie, zawodowe. Chciałam nakierować myślenie ludzi na niektóre skutki wiary w postęp – i użyć do tego dzieł sztuki. Wierzę, że sztuka ma magiczną moc: trafia tam, gdzie nie trafia tekst. Mam też przekonanie, że osiemdziesiąt procent publiczności „Postępu i higieny” nie czytała żadnej z fachowych książek dotykających tego tematu.

Wilhelm Sasnal, "Postęp"
Wilhelm Sasnal, „Postęp”

Widzi pani więc rolę sztuki analogicznie do roli dwojga oczu z instalacji Magnusa Wallina „Horyzont” – oczu, które przez wieki obserwowały i zawsze będą pamiętać.

Owszem. W sztuce kolejnych roczników pojawia się potrzeba nawiązania do czegoś, co – wydawałoby się – jest tematem wyczerpanym. Oczywiście, nie w każdym społeczeństwie i nie w każdym kraju. Pod tym względem polska pamięć jest wyjątkowo silna. Jeśli jednak poszukać w innych obszarach świata – w Indiach, na przykład – tam także znajdzie się podobne głosy.

Dlaczego?

Ponieważ tam to, co w Europie należy do przeszłości – na przykład ustawy sterylizacyjne – jest na porządku dziennym. Żałuję, że nie znalazłam żadnego chińskiego artysty, który zrobiłby mi pracę na temat polityki jednego dziecka – jak to się realizowało w praktyce, jakie procedury za tym stały. Dlaczego go nie znalazłam? Bo społeczeństwo chińskie jest w dalszym ciągu zamknięte i chińscy artyści chyba nie maja świadomości, że mogą, a nawet powinni poruszyć ten temat.

Nie mam też wystarczającej liczby prac na temat kolonii, na przykład rzezi w Namibii, albo eugenicznych źródeł wydarzeń w Ruandzie. Brakuje prac na temat eugeniki amerykańskiej. Owszem, składałam takie zamówienia. I po półrocznej wymianie maili dowiadywałam się, że niestety… Ta wystawa ma więc dziury, czego żałuję, ponieważ wierzę w to, że dzieło sztuki posiada, i to szczególnie w kontekście faktograficznym, bardzo silną moc perswazyjną.

Michael Najjar, "Biologiczny anioł"
Michael Najjar, „Biologiczny anioł”

Mówi pani, że temat postępu i higieny jest cały czas obecny w Indiach. Są jednak na tej wystawie dwa obrazy Luca Tuymansa – „Kosmetyki” i „Perfumy” – które przez pryzmat Auschwitz odwołują się do nas: dostatnich, zachodnich społeczeństw. Jest też „Universal Penis Expander” Zbigniewa Libery.

Nie mówiłam nic o postępie i higienie w tym obszarze świata, tam panują zupełnie inne paradygmaty. A co do Tuymansa, to on wraca do lat trzydziestych i czterdziestych. Uważa, że zmieniły świat – i dlatego próbuje je zbadać. W „Perfumach” interesuje go przekłamany kolor, który jest kolorem nie-życia, a reklamuje rzecz tak trywialną, jak perfumy. To subtelności, które niezwykle trudno wytłumaczyć publiczności, dlatego należy odwołać się do wyobraźni i odczuć. Jeśli natomiast chodzi o Liberę, odwołuje się on do popularnych w dzisiejszym świecie prób udoskonalania ciała, do realizowania ukrytych pragnień.

To bardzo ciekawy moment dla psychologii społecznej – kiedy coś, co jest dobrowolne, w pewnym momencie staje się na tyle istotną normą życia społecznego, że musimy się do niej dostosować. Na przykład – upiększające i odmładzające zabiegi kosmetyczne, które czasami obejmują całe ciało, a czasami tylko twarz. Wygładzanie, botoks, operacje nosa, kształtu uszu, piersi… Wiemy, że to się dzieje. Nie jestem przekonana, czy nie przyjdzie czas (który w społeczeństwie amerykańskim już chyba następuje) – że jak się nie zrobi liftingu, człowiek jest postrzegany w ten sam sposób, jak gdyby miał zepsute zęby. Nie przystoi w towarzystwie chodzić ze zmarszczkami. Wydaje mi się, że ten rodzaj przymusu zaczyna grać rolę.

Mózg Józefa Piłsudskiego, opracował prof. Maksymilian Rose
Mózg Józefa Piłsudskiego, opracował prof. Maksymilian Rose

Wystawa ciąży do okresu państw totalitarnych, kiedy technika była podporządkowana idei. Czy dziś cały czas jest, czy też rozwija się sama z siebie, w efekcie kuli śniegowej?

Nie wiem tego na pewno, ponieważ nie jestem naukowcem. Ale szczytne hasło że „nauka służy prawdzie” – jest w moim przekonaniu nieprawdziwe. Za komuny wywieszano transparenty z hasłem “Nauka w służbie narodu”, które w wielu krajach jest nadal aktualne, obok ukrytego imperatywu wprzęgnięcia nauki w służbę pieniądza. Magdalena Fikus, która miała tu, w Zachęcie, wykład, opowiadała o badaniach genetycznych, między innymi w Chinach. Tam nie liczą się z prawami człowieka i wszystkimi ustaleniami cywilizowanego świata. I są tam kosztowne laboratoria, gdzie robi się badania nad wyodrębnieniem genu inteligencji – aby go zastosować w praktyce, czyli wykreować inteligentniejsze społeczeństwo.

Selekcjonuje się dzieci z IQ powyżej 170, a potem pobiera od nich geny i frakcjonuje je, by złapać gen inteligencji. Można sobie wyobrazić, że produkcja nowego człowieka nie jest odległa w czasie – mówię o produkcji podobnej do produkcji genetycznie zmodyfikowanej trzody chlewnej. Za chwilę będzie można wyodrębnić gen posłuszeństwa i stworzyć armię ludzi posłusznych, którym zadaje się zadania. Prawie, że cyborgów. Może i nie ma ideologii, ale jest pieniądz, który reguluje życie świata.

Jak w pracy Rajkowskiej „Painkiller”…

Rajkowska odkryła, że te same koncerny produkują zarówno lekarstwa jak i broń. Istnieje więc domniemanie, że są zainteresowane istnieniem konfliktów, w których zostanie spożytkowane jedno i drugie: i broń, i lekarstwa. Wystarczy trafić w nasze plemienne odruchy. Nie jesteśmy na nie odporni, czego najlepszy przykład mieliśmy ostatnio we Francji. Więc jeśli ma się do tego instrumenty, nakręcenie konfliktu etnicznego czy religijnego jest bardzo łatwe.

Erez Israeli, "Żydowski szkielet"
Erez Israeli, „Żydowski szkielet”

W jaki sposób odróżnić nadużywanie biopolityki od jej właściwego używania – i czy w ogóle istnieje jej właściwe używanie?

Nie odpowiem, bo nie wiem. Tak, jak nie wiem, w którym momencie przestano mówić o higienie ciała pojedynczego człowieka, a zaczęto mówić o higienie rasy. To procesy płynne. Ta wystawa opowiada m.in. o migracji pojęć, np. przesunięciu znaczenia słowa czystość z dziedziny higieny jednostki na modernistyczną architekturę i miasto – a potem na rasę. Próbowałam znaleźć ten moment, ale jest on niedostrzegalny.

To samo jest z dniem dzisiejszym: internet miał przyspieszyć komunikację i ułatwić ludziom dostęp do wiedzy. A może skończyć się tak, że ktoś się włamie do systemu obronnego danego państwa i wywoła kataklizm. Żyjemy na beczce prochu. Próbuję nie przyjąć tego do wiadomości, ponieważ inaczej przestaję mieć poczucie sensu robienia czegokolwiek. Ale, jednocześnie – istnieje coś takiego, jak ciekawość, czym się to skończy. Wedle naiwnego rachunku prawdopodobieństwa powinno to wszystko skończyć się katastrofą.

Zaprosiła pani na wystawę troje młodych, polskich twórców, roczniki osiemdziesiąte. Czy uważa pani, że wśród tego pokolenia wraca zainteresowanie tamtymi czasami?

Wraca. Może jest niedosyt, może jest poczucie, że dzieła, które dotychczas zostały wykonane, nie odpowiadają dzisiejszym paradygmatom sztuki. Nie można poprzestać na literaturze pierwszego pokolenia – Primo Levim, Borowskim – skoro w późniejszych latach pojawiały się książki, które próbowały od nowa rozgryźć mechanizmy hitleryzmu i komunizmu.

Weźmy „Łaskawe” Littella – z całej tej powieści wynika, że jeśli raz w coś wdepniesz – jesteś już na równi pochyłej, nie możesz z niej zejść. Bohater Littella, Max Aue, jest przykładem kogoś, kto został w nazizm wplątany – ze względu na swój homoseksualizm – i już nie może się wycofać. Stara się zminimalizować swój udział w zbrodni ale brnie w to do samego końca, do chwili, kiedy ulega niepowstrzymanej potrzebie ugryzienia Hitlera w nos. To jednak tylko potwierdza, że bohater jest dewiantem…

Bardzo kuszącym dewiantem.

Ale dewiantem – mówię, oczywiście, o jego fantazmatach. Z drugiej strony, przecież można łatwo domyślić się, które źródła historyczne Littell przerobił. Przerobił Hannę Arendt, przerobił sprawozdania z ucieczki z Prus Wschodnich. Jest w „Łaskawych”, na przykład, passus z Azerami i ich badaniem – to właśnie moment eugeniczny, który rozstrzyga się na korzyść sprawozdawczości: Einsatzgruppe wygrywa z Wehrmachtem. Reasumując, nie ustaje się w próbach uchwycenia istoty nazizmu …

Luc Tuymans, "Kosmetyki"
Luc Tuymans, „Kosmetyki”

Oprócz teorii Arendt jest jeszcze inna, sformułowana przez Daniela Goldhagena. Mówi ona o zbiorowej przyjemności, przeżywanej przez tak zwanych zwykłych obywateli, którzy nigdy nikogo nie zamordowali…

Kłania się Andrzej Leder.

To prawda, to ten sam mechanizm: ktoś za nas, nie naszymi rękami, zabija, a my z tego powodu odczuwamy przyjemność. Widzi pani taki mechanizm w eugenice i postępie?

Szczerze mówiąc, jest to dla mnie średni argument. Oczywiście, to bardzo ciekawa teza i może ona częściowo wyjaśniać wiele zjawisk, ale nie wyczerpuje opisu wszystkich aspektów tego okresu i jego konsekwencji. I nie jest dla mnie wystarczająco udokumentowana. To myślenie z dziedziny psychologii społecznej: wiemy, że psychologia społeczna znakomicie rozwinęła się w nazistowskich Niemczech. Strategia wobec społeczeństwa nie była stosowana chaotycznie, ale naukowo, na miarę znajomości reakcji społecznych – i musiał tam także działać czynnik przyjemnościowy, ale nie tylko on.

Był jeszcze, na przykład, czynnik ekonomiczny – bardzo silny, kiedy przekonywano społeczeństwo, że należy uzdrowić naród, a więc amputować chore jego części: nie tylko dlatego, że zaraza może się rozprzestrzenić na inne zdrowe elementy, ale również dlatego, że to kosztuje. Że ty, Hans, pracujesz na tego nieużytecznego darmozjada, który jest idiotą, jeździ na wózku, trzeba go żywić, otaczać opieką. I na to idą twoje podatki!…

Luc Tuymans, "Himmler"
Luc Tuymans, „Himmler”

To cały czas jeden z głównych argumentów zwolenników kary śmierci: że więzienia to zbyt duży wydatek.

Korwin-Mikke i jego młodzi entuzjaści twierdzą dziś, że nie ma po co płacić podatków. Oni nie wiedzą, jak działa państwo! Ja wiem, kogo utrzymuję ze swoich podatków i się na to godzę, bo nie mamy lepszego rozwiązania. To się nazywa solidarność społeczna.

Ale są tacy, którzy się na to nie godzą. A jeśli inicjatywa przychodzi z góry, od tych, którzy rządzą państwem – to bardzo łatwo się rozgrzeszyć. Więc: nie tylko argument przyjemnościowy. Także ekonomiczny. I argument łatwego poczucia lepszości: my jesteśmy lepszą rasą. Rzeźnik spod Monachium, funkcjonalny analfabeta, dowiaduje się, że jest z definicji lepszy od żydowskiego kompozytora.

Ale nie przyjmie tego do wiadomości od razu.

Oczywiście, że nie. To umiejętnie preparowany język propagandy, również nasycony argumentacją z dziedziny higieny, i strategia małych kroków – każdego dnia jedno małe ustępstwo. Przecież, gdyby się powiedziało wszystkim Żydom: zamierzamy was wymordować – zaczęłyby się jakieś ruchy. A kiedy każdego dnia mówi się: „nie wygłupiaj się, to drobne ustępstwo!” – sprawa ma się zupełnie inaczej.

Ta metoda funkcjonuje w niemieckim społeczeństwie do dzisiaj i miałam z tym do czynienia – kiedyś w Niemczech usłyszałam argument: „Po co upierasz się przy takim drobiazgu?”. A następnego dnia był następny drobiazg. I bardzo szybko zorientowałam się, że w takim razie muszę się upierać przy drobiazgach.

Z "Prawdziwego Fina" Yael Bartany
Z „Prawdziwego Fina” Yael Bartany

Stworzyła pani wystawę-esej – wizualny, taki, jak tworzy filozof piórem na papierze. Czy chciała pani zająć tą wystawą jakieś stanowisko – także polityczne?

Raczej postawić ludziom przed oczy pewne mechanizmy i ich powtarzalność w świetle tego, co się dzieje dziś – nie tylko, i nie przede wszystkim w Polsce. Chodzi o radykalizację postaw opartych o te same prerogatywy, te same, narodowe i religijne, zespoły wartości. Wie pan, w tym roku po raz pierwszy zauważyłam, jak wysokie mamy drzewa. I pomyślałam: urosły, bo nie było wojny. Miały szansę.

natemat.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>