Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 50160
  • Dzisiaj wizyt: 14
  • Wszystkich komentarzy: 129

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Miesięczne Archiwa: Sierpień 2013

Kościół schodzi do piekła

Pod adresem tzw. duchownych nikt nie sformułował cięższego oskarżenia niż były proboszcz z Jasienicy, ks. Wojciech Lemański:

Jeśli któremuś z rodziców nie zapala się czerwona lampka w związku z tym, że jego dziecko opowiada, że ksiądz zabierał je do siebie na plebanię, to jest nierozważny rodzic.

Tę opinię kapłan wyraził przy okazji wyznania jezuity o. Krzysztofa Mądela, który wyznał, że w dzieciństwie był molestowany przez swojego proboszcza.

Ja się nigdy nie rozebrałem i później zawsze mnie chwalił. Kiedy sadzał mnie na kolana, czułem, że jest podniecony. Tłumaczył, że to taka próba i że niektórzy się rozbierają. A jednocześnie zaznaczał, że to nasze prywatne sprawy, i zabraniał o tym mówić rodzicom. Strasznie to przeżywałem

mówił dla „Wyborczej”.

Kościół pogrąża się w otchłanie piekła. Schodzi na samo dno – ostatni krąg piekielny.

Swędzące przyrodzenie kleru – przyczyny pedofilii

No i wyszło szydło z worka. O. Krzysztof Mądel był w dzieciństwie molestowany przez księdza.

O. Mądel opublikował na Twitterze wpis, który rzucił nowe światło na sprawę rzekomej bójki, do jakiej doszło niedawno między nim a jednym ze współbraci.

To wydarzenie stało się pretekstem do nałożenia na o. Mądela przez jego przełożonych zakazu publicznego wypowiadania się.

„To niestety było echo molestowania przez księdza w dzieciństwie – napisał na temat incydentu Mądel. Wyjawił, że kiedy w Nowym Sączu został uderzony w twarz przez stojącego nad nim księdza, wspomnienia wróciły: “zerwałem się i odepchnąłem go z cach sił” – tłumaczył na Twitterze

Trwało to mniej więcej trzy lata. Zaczęło się od tego, że przy spowiedzi musiałem wysłuchiwać fantazji księdza. Zawsze dodawał, że to są bardzo ważne sprawy, dotyczące Boga, o których nie wolno mi mówić nikomu, nawet rodzicom.

Dopóki będzie w Kościele obowiązywał celibat, duchowni nie będą wiedzieć, co zrobić z przyrodzeniem. A te swędzi. Takie są sisiorki.

Tumanienie abp. Hosera

Zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej 1920 roku było wynikiem potrójnego cudu: jedności narodowej, sztuki militarnej Polaków oraz Bożej Opatrzności

- uważa abp Henryk Hoser.

Stopień tumanienia owieczek przez hierarchów nie podlega dyskusji. Można rozważać, ile jest  w tym bezwstydu, a ile cynizmu.

W nocy z 14 na 15 sierpnia miał także miejsce cud objawienia się Najświętszej Maryi Panny nad oddziałami Armii Czerwonej, wywołując popłoch w jej szeregach, co jest udokumentowane świadectwami wielu uczestników wydarzeń sprzed 93 lat

- tumani Hoser.

Józef Piłsudski takiemu dziwadłu, jak Hoser wskazałby Berezę Kartuską, jako miejsce odosobnienia – czegoś w rodzaju rygorystycznych Tworek.

Hoserowi należałoby nakazać wylizanie krwi polskich ofiar, jakie poniosła ojczyzna w 1920 roku, aby być wolną. Wówczas Polska i dzisiaj powinna być wolna od tego rodzaju schizofrenii serwowanej przez hierarchę. Tacy osobnicy jak arcybiskup szerzą w kraju chorobę irracjonalności, zakłamania.

Jarosław zdobywa władzę – i co?

Wybitny konstytucjonalista i filozof prawa prof. Wojciech Sadurski w stylu groteskowym i prześmiewczym pisze: „Co się stanie, gdy Jarosław zwycięży”. O tym napisał dwa razy. Jeżeli normalnemu człowiekowi nie przejdzie dreszcz po karku, może się leczyć, wszak rządy Kaczyński i PiS będą nienormalne.

Sadurski charakteryzuje Jarosława jako szefa przyszłego rządu:

Szefem rządu dużego państwa europejskiego mógłby zostać człowiek, który co prawda specjalnie na ekonomii i sprawach socjalnych się nie zna, ale za to uważa (czemu dał wyraz w trakcie ostatniej miesięcznicy), że władze rosyjskie, we współpracy z polskimi, albo władze polskie, we współpracy z rosyjskimi, zamordowały byłego Prezydenta w samolocie, który:

• Miał na swoim pokładzie 96 osób, reprezentujących wszystkie stronnictwa polityczne, w tym takie, które generalnie są przyjazne Rosji,
• Pędził z nadmierną prędkością, za nisko, w kierunku klepiska udającego lotnisko, w mgle gęstej jak mleko,
• Miał w „cockpicie” pełny bardak, z niezbyt zgraną ekipą (o czym powiedział sam JK), z różnymi ludźmi, włażącymi do kokpitu jak do stodoły, w tym szefem protokołu, informującym kapitana, że „nie ma decyzji” co dalej robić,
• Miał na pokładzie prezydenta, skądinąd poczciwego człowieka, którego kadencja kończyła się za kilka miesięcy, mającego rekordowo niską popularność, i który nikomu niczym nie zawadzał, bo jego prezydentura była powszechnie traktowana jako co prawda swarliwa, ale nieszkodliwa.

Zawsze stajemy bezradni, gdy mamy do czynienia czymś groźnym i niekoniecznie tej groźbie potrafimy się przeciwstawić, Bo Kaczyński może dojść do władzy w procedurach demokratycznych, samemu z nimi będąc na bakier. Wówczas opisać groźne zjawisko może tylko poprzez groteskę, tak czyni Sadurski w drugiej części rozważań:

Udało mi się bowiem dotrzeć (Jak? Nie powiem) do super-tajnego dokumentu Rady Politycznej PiS, zatytułowanego: „Działania w ciągu pierwszego miesiąca sprawowania władzy”. Przepisuję kilka fragmentów:
• Nastąpi natychmiastowa repolonizacja wszystkich banków z udziałami zagranicznymi. Będą one miały obowiązek zbyć wszystkie swe aktywa na rzecz SKOK-u, za symboliczną złotówkę. Jeśli SKOK nie będzie miał akurat płynności gotówkowej, opłata symbolicznej złotówki zostanie darowana, na poczet przyszłych zysków.
• Wprowadzony zostanie pluralizm w mediach publicznych: bracia Karnowscy uzyskają kierownicze stanowiska w TVP, a komentator Zaremba – szefostwo publicystyki w Polskim Radio. Wszyscy dziennikarze, zatrudnieni w latach od 2007 do chwili obecnej, zostaną zwolnieni.
• Obniżony zostanie wiek emerytalny do 55 lat (kobiety) i 60 lat (mężczyźni), a pozyskane w ten sposób środki przeznaczone zostaną na budowę Muzeum Polskiej Historii Polski.
• Nastąpi natychmiastowa zmiana obsady wszystkich prokuratur, łącznie z Generalną. W wyniku tej zmiany, okaże się, że 10 kwietnia 2010 pogoda pod Smoleńskiem była idealna, widoczność pionowa i pozioma – znakomita, samolot leciał z właściwą prędkością i na właściwej wysokości, kabina pilotów była szczelna i nikt kapitanowi nie kołował w głowie – tylko Rosjanie dawali błędne instrukcje, a potem nastąpiły dwa wybuchy bezobjawowe, jakieś 30 metrów nad brzozą. Zademonstrowany zostanie publiczności trotyl, udający tabakę. Właściciel warsztatu pod Sydney, który to wszystko wykazał, zostanie dyrektorem ds. bezpieczeństwa lotów w PLL LOT, a laborant z uniwersytetu amerykańskiego, który dostarczył niezbędnych dowodów – Prezesem PAN.
• Cofnięta zostanie akredytacja tym wszystkim korespondentom zagranicznym, którzy dokuczają Panu Premierowi – czyli wszystkim.
• Profesor Gliński zostanie kandydatem na technicznego Prezydenta RP…

Jest to prześmiewcze, ale z pewnymi korektami realne. Pytanie zasadne byłoby, czy powtórne dojście do władzy Kaczyńskiego zakończyłoby się, jak IV RP, którą prezes PiS zakończył nieopatrznymi (dla siebie) przedwczesnymi wyborami. Mniemam, że obecnie takiego błędu by nie popełnił. Sadurski zaś uważa, iż rząd Kaczyńskiego załamałby się po kilku miesiącach sprawowania władzy:

Połączenie fanfaronady z bałaganiarstwem będzie oznaczało, że na jakiś okres będziemy może pośmiewiskiem Europy, ale nie powodem do poważnych obaw. Kaczyński nie będzie miał ani możliwości (w postaci konstytucyjnej większości) ani determinacji Orbana. Wszystko skończy się zaś bardzo szybko konstytucyjnym „zamachem stanu”, czyli udanym, konstruktywnym wotum nieufności, po którym normalniejsze partie utworzą kolejny rząd koalicyjny. Posprzątanie po PiS-ie będzie trochę kosztowało – no ale kto powiedział, że demokracja jest tania?

Wpisy Sadurskiego dostępne tutaj:

link 1,

link 2.

Papież i kobieta

 

 

 

 

 

 

 

Trafiłam w sieci na tę oto pozycję Agnieszki Zakrzewicz „Papież i kobieta”.

Kilka słów o autorce i książce wydanej w 2010 roku (za: racjonalista.pl):

Agnieszka Zakrzewicz, korespondentka włoska i kurator sztuki, swą dziennikarską pracę rozpoczynała w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając i pracując nieopodal Stolicy Apostolskiej, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji.

Moralność seksualna, aborcja, antykoncepcja, homoseksualizm, konkubinaty, celibat księży, kapłaństwo kobiet – te tematy powracają stale w niniejszej książce. Są jednak również wątki poboczne: stosunki ekumeniczne z anglikanami i prawosławnymi, dialog z Żydami oraz kwestia kanonizacji Piusa XII, teologii wyzwolenia, wypaczenia Kościoła katolickiego na przestrzeni wieków (irlandzkie zakony sióstr magdalenek), perypetie włoskich ateistów żyjących „w cieniu San Pietro”. Sprawa Bankiera Boga – Roberto Calviego, tajemnice Zimnej Wojny i walki z komunizmem, niewyjaśnione śmierci w Watykanie, jak na przykład ta Aloisa Estermana – komendanta Gwardii Szwajcarskiej. Kto i dlaczego zamordował Calviego? W jaki sposób sfinansowano „Solidarność” i wojnę o Falklandy-Malwiny? Kto stał za zamachem dokonanym przez Mohammeda Ali Agcę? Jakie były powiązania Watykanu z lożą P2? Dlaczego ciało bossa bandy z Magliany, Renatino De Pedis, przez tyle lat spoczywało w krypcie w jednym z rzymskich kościołów?

Autorka nakreśla skomplikowane tło historyczne pontyfikatu papieża-Polaka, który z jednej strony zrobił wszystko, aby walczyć z komunizmem i pomóc „Solidarności” w Polsce, z drugiej natomiast podał rękę dyktatorom w Chile i Argentynie, nie dopuszczając, aby w Ameryce Południowej rozwinął się ruch lewicowej teologii wyzwolenia.

„Żyjąc we Włoszech przez piętnaście lat nauczyłam się, że Kościół nie jest monolitem, że katolicy mają wiele dusz – od konserwatywnej, przez umiarkowaną, po progresywną, a nawet rewolucyjną. O takim katolicyzmie opowiadam właśnie w tej książce.

Potępienie homoseksualizmu jako zwyrodnienia, porównanie aborcji do Holocaustu oraz przeciwstawianie się środkom antykoncepcyjnym oraz świadomemu planowaniu rodziny z ich pomocą, stały się przyczyną tego, że światowa opinia publiczna zaczęła krytykować tę politykę papieża i sprzeciwiać się jej otwarcie, uznając ją za „nieludzką”.

Za pontyfikatu Jana Pawła II powstały w Kościele Powszechnym różne nurty podziemne oraz bractwa (np. Biała Armia), rozpowszechnił się kult miejscowych świętych (np. Ojca Pio), zaczęła wzrastać potęga lokalnych potentatów duchownych wymykających się spod centralnej kontroli Watykanu (np. Ojciec Rydzyk). W przyszłości Kościół Powszechny może rozpaść się na wiele kościołów narodowych, a Watykan może stracić na znaczeniu.

‚Przyszły papież będzie musiał się napracować, by odbudować przepaść, istniejącą między Kościołem i kobietami, zwłaszcza tymi z Zachodu. Ta przepaść podczas tego pontyfikatu bardzo się pogłębiła’ – jak zauważył Carl Bernstein”.

Oraz recenzja Macieja Psyka „Papież, kobieta i 5000 jaj”:

Książka Agnieszki Zakrzewicz „Papież i kobieta” jest doprawdy niezwykła i jeśli ona nie wywoła dyskusji i fermentu intelektualnego to raczej nic już go nie wywoła. Nie dlatego, że skrzy się inteligentnym dowcipem, którego samo zrozumienie wymaga zdolności smakowania słów i aluzji a kandydatów do podobnej repliki przyszłoby szukać ze świecą. I nawet nie dlatego, że jest to zbiór najlepszych artykułów i wywiadów polskiej korespondentki zagranicznej – dorobek wielu lat pracy „w cieniu San Pietro”. Nie, z tych powodów książka byłaby jedynie bardzo dobra. O jej unikalności świadczy co innego. Same poruszane tematy i sposób przedstawiania rzeczywistości, który w kontekście osoby Jana Pawła II jest w Polsce prawie w ogóle nieznany.

Jest paradoksem i smutną konsekwencją przyjętej konwencji, że najmniej pontyfikat polskiego papieża zdają się znać Polacy. W świadomości społecznej dominują jego żarty i dykteryjki związane z jego osobą – fenomenalne porywanie tłumów, „niech żyje łupież”, spływy kajakowe w młodości, ekumeniczny wymiar kichnięcia, aktorskie zaciąganie gwarą. Kulminacją tej narracji stały się „kremówki papieskie”, na które młody Karol Wojtyła chodził przed wojną. Po wspomnieniu o tym 16 czerwca 1999 roku w rodzinnych Wadowicach kremówki stały się w Polsce przebojem cukierniczym. Niestety stały się też symbolem intelektualnej zapaści Kościoła i bałwochwalstwa wielu wiernych. Produkcja surrealistycznych kremówek stała się probierzem wiary jeśli nie zgoła patriotyzmu. „Te słowa zadziałały jak dotknięcie czarodziejską różdżką. Przed naszymi drzwiami zaczęły ustawiać się gigantyczne kolejki, dzwoniły telefony z całej okolicy, większości zamówień nie byliśmy w stanie realizować” – powiedziała Ewa Hardek, współwłaścicielka największej wadowickiej cukierni. W 1999 roku przy kremówkach pracowały cztery osoby, pół roku później – już 14. W 2006 roku w Poznaniu wyprodukowano kremówkę, która miała 815 kg i 15 metrów długości. Do przygotowania kremówki zużyto m.in. ponad 500 kg margaryny (do ciasta i kremu), ponad 150 kg mąki i 5 litrów spirytusu. Wszystkie produkty ważyły 919 kg. Smak był „dobry a nawet bardzo dobry”. „To uczczenie pamięci Jana Pawła i radości, którą w nas wprowadzał” – skomentował ksiądz Szymon Nowicki. Ten rekord Gusinessa został przyćmiony w 2009 roku kiedy na pamiątkę 30. rocznicy pierwszej wizyty Jana Pawła II w Polsce ten sam zespół cukierników przygotował kremówkę o długości 350 metrów. Tym razem zużyto 5 tysięcy jaj, po 200 kg masła i margaryny, 150 kg cukru, 100 kg mąki i 150 litrów śmietany. Nad wypiekiem przed trzy dni pracowało 15 osób. Degustację poprzedziło odtworzenie słów Jana Pawła II opowiadającego o wadowickich kremówkach. „Chcemy podziękować Ojcu Świętemu za słowa, które wtedy do nas kierował. Naszą wdzięczność wyraziliśmy zrobieniem kremówki, która stała się jednym z symboli pontyfikatu naszego wielkiego Rodaka” – powiedział KAI starszy Cechu Cukierników i Piekarzy, Stanisław Butka. Abstrahując od tego, że kremówki są pyszne takie poniżenie własnej wiary musi wywoływać zażenowanie – nie niewierzących tylko katolików, sprowadzanych przez współwyznawców (?) do poziomu w którym wiara jest już tylko nieistotnym dodatkiem do „Umiłowanego Ojca Świętego”. Prymitywny motłoch łatwiej sobie podporządkować a przede wszystkim łatwo w nim wywoływać skrajne emocje, które zastępują argumenty. Odgórnie sterowany kult Jana Pawła II w Polsce w ogólnym zarysie służył temu samemu co likwidacja oświaty w czasie wojny. Aby go zakończyć wystarczyłoby żeby ministrowie zaczęli używać oficjalnego tytułu papieża „Jego Świątobliwość”. Tak się jednak nie stało. O „Ojcu Świętym” bez zażenowania mówiono w publicznej telewizji tak jakby był to kanał religijny. Zniknęła granica między informacją a propagandą i między tym co publiczne a prywatnymi opiniami. „Cała Polska kochała Ojca Świętego” – o czym mówiły zresztą plakaty i transparenty. Ci, którzy „nie płakali po papieżu” musieli o tym mówić na własnych podkoszulkach. Ofiarą tej na wskroś totalitarnej atmosfery padł Piotr Sławiński, szef telewizyjnych „Wiadomości”. W piśmie do przełożonego użył słów „Karol Wojtyła”, „przywódca rzymskich katolików” i „lider Państwa Watykańskiego”. Skończyło się tylko na naganie i pozbawieniu miesięcznej premii. Był to klasyczny kompromis, bo hierarchowie domagali się zwolnienia go z pracy. Tymczasem zaszczyt czerwonego dywanu przysługuje papieżom właśnie dlatego, że są liderami Watykanu i to dzięki temu państwa finansują ich wizyty apostolskie (zwane w Polsce niepoprawnie „pielgrzymkami”).

Dzięki rozpętaniu histerii i mówieniu o osobie a nie jej poglądach nie groziło podjęcie dyskusji na tematy, które zdominowały pontyfikat Jana Pawła II poza Polską. Koncentrują się one wokół tego co Kościół nazywa „etyką seksualną” czyli praw kobiet i praw reprodukcyjnych – kapłaństwa kobiet, antykoncepcji i aborcji. To te sprawy – a nie kremówki – stały się symbolem jego pontyfikatu i to one kładą się na nim cieniem. To one wreszcie są zdemistyfikowaną teologią, której niemal z definicji zrozumieć nie sposób. Język, który proponuje Autorka nie jest językiem braku szacunku do wiernych lecz przeciwnie – odkrywania przed nimi prawdziwych poglądów i interesów Kościoła katolickiego i jego papieża ukrytych za zasłoną dymną bulli, adhortacji, encyklik i dowolnie wybieranych cytatów z Biblii. Jest to język, który dominuje w dyskursie międzynarodowym a jednak w Polsce – gdzie Jerzy Urban szuka sprawiedliwości w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu po skazaniu za dosadną krytykę Jana Pawła II osiem lat temu – całkowicie niespotykany. Notabene Urban mógł być skazany “dzięki” potraktowaniu Karola Wojtyły jako lidera Watykanu przez wymiar sprawiedliwości czyli dzięki temu za co naganę otrzymał Sławiński. Czy więc akt oskarżenia w jego sprawie nie był – jak nazwała to Agnieszka Kublik z “Gazety Wyborczej” – “grubiaństwem”? Wniosek z tego, że polska prokuratura obraziła Ojca Świętego po to by walczyć z obrażaniem Ojca Świętego. Nie trzeba dodawać, że rozwiązania prawne w Polsce są tak dalece jak to tylko możliwe zbieżne z doktryną katolicką. Uniemożliwienie dyskusji poprzez odebranie informacji i prawa do krytyki służy także zachowaniu politycznego status quo zawarowanego w dziesiątkach ustaw, na czele z całkowitym opanowaniem systemu edukacji. To dlatego „katolicyzm dionizyjski” był i jest wspierany przez władze państwowe, z tragicznie zmarłym prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele.

„Papież i kobieta” to lektura obowiązkowa dla katolików uważających się za inteligencję. Zwraca im godność stłamszoną informacjami Katolickiej Agencji Informacyjnej o tym z ilu tysięcy jaj i kilogramów mąki zrobiono największą kremówkę na świecie. Przywraca nadzieję, że katolicyzm nie jest synonimem upośledzenia umysłowego. Mówi więcej o współczesnym Kościele niż może powiedzieć Centrum Myśli Jana Pawła II ze swoim księgozbiorem 3000 książek. Co zaś najważniejsze – być może po raz pierwszy przybliża Polakom nauczanie polskiego papieża. Za 26,50 zł, nie za kilkadziesiąt milionów, które w ciągu czterech lat wydali na ten cel warszawiacy.

Zakrzewicz wydała jeszcze przynajmniej dwie pozycje.

Och, ten kler

Oto losowo wybrane przykłady z udziałem kleru, który szerzy moralność chrześcijańską, bo takie wyznaje wartości:

  • Ksiądz Tomasz M. (44 l.) z Tomaszowa Lubelskiego (diecezja zamojsko-lubaczowska) podczas zakrapianej alkoholem imprezy stłukł na kwaśne jabłko, a następnie zgwałcił 60-letniego parafianina. Sąd Okręgowy w Zamościu wymierzył mu za to dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu;


  • Ksiądz Roman K. z archidiecezji warmińskiej pojechał do USA, aby wesprzeć parafię polonijną. Zgwałcił tam młodą kobietę. W sądzie tłumaczył, że była to „terapeutyczna metoda, którą zastosował, aby pomóc jej zapomnieć traumatyczne doświadczenia z przeszłości”. Po odsiedzeniu 9 miesięcy w więzieniu został deportowany do Polski. Metropolita abp Wojciech Ziemba mianował go wikariuszem parafii w Wielbarku i nauczycielem religii w miejscowym gimnazjum. Obecnie ks. Roman jest proboszczem parafii w O.


  • Franciszkanin Czesław Z. z klasztoru w Katowicach-Panewnikach był organizatorem orgii z udziałem upośledzonego psychicznie 14-letniego chłopca. Skazany na rok i cztery miesiące w zawieszeniu;


  • Ksiądz Mirosław W. (wikariusz parafii w Trawnikach, archidiec. lubelska) zwykł wkładać nogę 10-letniej dziewczynki pod sutannę i onanizować się jej stopą. Złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze (5 lat pozbawienia wolności) bez przeprowadzania procesu. Po odbyciu jej części wyszedł na wolność i pracuje obecnie w parafii Ż.

Oczywiście lista jest zdecydowanie obszerniejsza, a to tylko przypadki, które ujrzały światło dzienne – kto wie jak dużo tajemnic jeszcze skrywają mroczne kąty polskich zakrystii.

Te losowe przypadki pochodzą z blogu stoova.blog.onet.pl

Prawica, Kościół i krzyż

 

 

 

 

O jakiej to partii mówi Tomasz Lis w najnowszym felietonie w „Newsweeku?

Oto cytat:

Oto od lat wielka partia stoi na fundamencie szczucia i przypisywania swym wrogom najgorszych cech oraz najbardziej podłych motywów. Tu też naczelni moraliści są gotowi popełnić każdą niegodziwość i każdą niegodziwość – oczywiście kogoś z własnej stajni – uzasadnić.

Zgadliście!

Siewcy wiatru, ciesząc się z burzy, sianie nieodmiennie przypisują innym

- punktuje Lis. Podkreśla jednak, że Grzegorz Miecugow w komentarzu po całym wydarzeniu przesadził ze wspomnieniem o Holokauście.

Ale mechanika instrumentalizowania podłości jest w istocie podobna. Hitler powtarzał przecież w nieskończoność, że on naprawdę nie chce wojny, ale naprawdę nie można już nieść tego, co wyrabiają Żydzi. Kristallnacht była – jak wiadomo – uzasadnioną, spontaniczną reakcją ludu na zamordowanie w Paryżu niemieckiego dyplomaty przez młodego Żyda.

Krzysztof Materna także w „Newsweeku” pisze o ataku na Miecugowa:

Skupia się na reakcji prawicowych mediów na ten atak, na usprawiedliwianiu przez nie napastnika.

Panującymi upałami nie można wyjaśnić reakcji niepokornych publicystów, którzy dostrzegli w tym wydarzeniu karzącą rękę sprawiedliwości.

Portal wPolityce.pl ocenił:

Bardziej niż pięści Miecugowa zabolały słowa z plakatu: TVN kłamie.

Niezalezna.pl z kolei porównała od razu atak fizyczny na Miecugowa do odepchnięcia kamery Ewy Stankiewicz przez Stefana Niesiołowskiego.

W III RP są równi i równiejsi. Do kasty „‚nadludzi” należy Miecugow.

Publicysta Fronda.pl zaś szczerze przyznał:

Zwyczajnie mu się należało.

Więc Materna zastanawia się kpiarsko:

Dla zachowania równowagi ci sami publicyści muszą zmagać się z opracowywaniem wyjaśnień i korekt wypowiedzi papieża Franciszka. Zastanawiam się jednak, czy nie prościej byłoby wzorem naszych partii wysyłać do Watykanu „przekazy dnia”, tak, żeby wreszcie wiedzieli, co mają mówić.

Wzmiankowany portal braci Karnowskich ustami bp. Piotra Libery pyta:

Jak długo Pan Bóg będzie znosił świat, w którym demoluje się wszystko: wrażliwość na Boga, płeć, cześć i szacunek dla kobiety, małżeństwo i rodzinę, miłość do Kościoła i kapłaństwa? W którym jest tyle niesprawiedliwości i braku rozsądku?

Pytek pyta, a odpowiedź dali sami prawicowi publicyści i kler, którzy najchętniej by dawali w mordę, uczynili z Polski państwo teokratyczne, aby w kazamatach osadzić inaczej myślących:

 Dzisiaj ten Kościół chce się za wszelką cenę obrzydzić, pokazać jako relikt przeszłości, a na bohaterów kreuje się niemoralnych śpiewaków, niewierzących profesorów i profesorki, bezbożnych dziennikarzy

– stwierdzał bp Libera.

Tylko jedno takiej prawicy i krętaczom kościelnym zostało -

krzyż wam na drogę.

Amoralność jezuity Jacyniaka i redaktora Karnowskiego w 40. miesięcznicę katastrofy smoleńskiej

 

Portal Karnowskich wPolityce.pl zaciekle pilnuje kłamstwa. Dzisiaj – 10. dzień miesiąca, zatem miesięcznica (40!)- serwują kolejne kłamstwa, które są skierowane przeciw Polsce i Polakom.

Oto publikują jakiegoś o. Jacyniaka pod tytułem: „Poruszająca homilia”.

Homilia jest żałosna, grafomańska i kłamliwa. Jak ktoś, kto całe życie nic nie robił, mamił nierozgarnięte owieczki, może przemawiać takimi słowa do ludzi i to do Polaków.

Nad zgonami osób związanych z katastrofą smoleńską wciąż w środkach masowego przekazu panuje grobowa cisza (grobowa par excellence). 10 kwietnia 2010 r. to nie tylko śmierć 96 osób z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele. To także śmierć (…) innych, których odejście owiane jest do dzisiaj tajemnicą.

Jezuita Jacyniak posługuje się w powyższym cytacie stekiem kłamstw. Do katastrofy doszło z powodu decyzji Lecha Kaczyńskiego. Nie wiem, czy zamierzał popełnić samobójstwo, lecz w przepaść śmierci pociągnął innych – 95 osób, na pewno już w piekle zostały z niego skwarki. Był niewielkiego formatu politykiem, a charakterologicznie, jak jego brat Jarosław. Amoralny.

Jezuita wpisuje się w ten sposób w grzech główny, w amoralność. Oto jego metafora: „Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga”. Po pierwsze jest to najczystszej wody grafomania, po drugie – ktoś taki, jak amoralny jezuita, nie może decydować, kto jest sprawiedliwym. Jezuita nie jest Bogiem, jest kimś, kto po śmierci – wg jego sądzenia – zawędruje na patelnię Lucyfera. Zostanie towarzyszem Skwarką. Po trzecie, kiepsko zna Stary Testament, w którym wystepują kończyny Boga, są stopy, a nie ręce.

Homilia Jacyniaka jest najczystszej wody epistołą nienawiści. Nie może być tak w kraju, iż przedstawiciel Watykanu rozsiewa ziarna pogardy do Polaków i Polski. Jak musi mieć spaczony charakter, jak marnej jest konduity, jaką żywić nienawiść do kraju nad Wisłą i mieszkańców tej części globu.

Pod homilią Jacyniaka produkuje się Jacek Karnowski. Żałosna postać publicystyki, przed którą trzeba pilnować prawdy i Polski. Ten człowiek zaprzeda się wszystkiemu, aby uczynić zło Polakom. Pokrętny do szczętu. Pisze, iż obóz pamięci i prawdy wygrał tę batalię.

W obozie – więźniu kłamstwa, Karnowski – ty żyjesz. Naucz się posługiwać językiem polskim i figurami retorycznymi, literackimi. Pamięć, masz sklerotyka, a prawda u ciebie występuje, jak u każdego kłamcy. Głęboko w czterech literach.

Jacyniak – przedstawiciel kleru, który tylko nadaje się na skwarki, a Karnowski – niewolnik kłamstwa, kajdaniarz kłamstwa. Tacy ludzie knocą przestrzeń publiczna i internetową.

Prawica – normalni inaczej

Monika Olejnik podobnie, jak Grzegorz Miecugow, uważa, że media „spsiały”. Dziennikarz TVN na Przystanku Woodstock dostał w twarz od Oskara W., używającego pseudonimu „Axelio”. Napastnik dostał to, czego chciał: sławy i obecności w mediach. Stał się twarzą z nazwiskiem.

Ach, jaką radość ma prawica. Grzegorz Miecugow oberwał z liścia. I to gdzie! Na Woodstocku, na terytorium lemingów! „Prawdą między oczy” – można przeczytać w portalu braci Karnowskich. Niby się oburzają, że napaść fizyczna jest niegodna, ale z drugiej strony: „Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”. Bo najważniejsze jest to, że napastnik Miecugowa, Oskar W., wniósł na scenę kartkę z napisem „TVN kłamie”.

A tymczasem na You Tube ukazał się dawny spot z owym Oskarem W., Axelio (link do spotu). Kilka lat temu startował w wyborach samorządowych u boku Krzysztofa Kononowicza. Na filmiku reprezentuje i startuje z listy komitetu wyborczego „Podlasie XXI wieku”, przemawia z biało-czerwoną opaską na ramieniu. Zapowiada, że „zlikwiduje pijaństwo szerzone w Białymstoku”.

Prawica – to normalni inaczej.