Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 49001
  • Dzisiaj wizyt: 14
  • Wszystkich komentarzy: 118

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Miesięczne Archiwa: Marzec 2013

Kościół Latającego Potwora Spaghetti nie został uznany

 

Ministerstwo Administracji odmówiło rejestracji Kościoła Latającego Potwora Spaghetti.

Nawet na stronach internetowych zamieściło o tym specjalny komunikat. Co warto wiedzieć o tym kościele, którego „wyznawcy” zwani są pastafarianami?

Wyznawcy Potwora Spaghetti, mówią, że wierzą, że wyewoluowali z piratów. Ruch zapoczątkował w 2005 r. Amerykanin Bobby Henderson, gdy w odpowiedzi na toczące się w USA dyskusje, „czy teorii inteligentnego projektu należy się tyle samo miejsca na lekcjach co teorii ewolucji”, zażądał dodatkowego czasu na nauczanie o Latającym Makaronowym Potworze. Od tamtego czasu liczba pastafarian wzrasta. W Polsce najgłośniej było o nich podczas wojny o krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Przynieśli tam miski i garnki pełne makaronu oraz słoiki z sosem. – Jest wolność wyznania, a my wyznajemy zasadę, że ważny jest dobrze przyrządzony makaron – mówili. – My też możemy zawłaszczać przestrzeń publiczną symbolami.

Polscy pastafarianie postanowili ubiegać się o wpis do oficjalnej ewidencji Kościołów i wyznań.

Ministerstwo brak uznania uzasadnia następująco: ”W ocenie Ministra Administracji i Cyfryzacji nie budzi wątpliwości, iż do Rejestru wpisana może zostać wyłącznie wspólnota religijna, która zgodnie z art. 2 ust.1 ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania jest tworzona w celu wyznawania i szerzenia wiary religijnej”.

Uzasadnienie decyzji ministra Michała Boniego, którego parafa widnieje pod brakiem uznania dla tego kościoła: Minister administracji i cyfryzacji podziela jednocześnie opinię biegłych, iż doktryna Kościoła „zdradza w sposób zdecydowany cechy parodii doktryn już istniejących, a zwłaszcza chrześcijaństwa, zmierzając do ośmieszenia lub podważenia pewnych idei/prawd wiary, które mogą budzić sprzeciw u niewierzących (np. przekonanie o spożywaniu ciała i krwi Chrystusa w trakcie komunii). Samo parodiowanie nie jest niczym nagannym ani zakazanym, ale w tym wypadku widać, iż jest to podstawowy cel rozważanej tu grupy. Można więc domniemywać, iż grupie tej nie tyle chodzi o stworzenie własnej doktryny oraz łączenie wokół niej grona wyznawców celem powołania do życia jakiejś nowej gminy wyznaniowej, lecz – o ośmieszenie zasad obowiązujących w innej religii (w tym wypadku chrześcijańskiej). W rzeczywistości mamy tu więc do czynienia z czymś w rodzaju antyreligii”.

Ekspertyzę wydał Instytut Religioznawstwa UJ: ,,W oparciu o opartą dokumentację, na postawione na początku pytanie, czy Kościół Latającego Potwora Spaghetti można uznać za wspólnotę religijną, odpowiadamy: w zakresie indywidualnym i prywatnym – tak (bo każdy może sobie uznać co mu się podoba, nawet jeśli to jest zupełnie absurdalne)”.

Ministerstwo przyznaje, że „przepisy ograniczają kompetencje organu rejestrowego do oceny wniosku jedynie w aspekcie zgodności z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa chroniącymi bezpieczeństwo publiczne, porządek, zdrowie lub moralność publiczną, władzę rodzicielską albo podstawowe prawa i wolności innych osób”. – I w tym sensie istnieje część racji uzasadniająca rejestrację – przyznają urzędnicy.

Ale zaznaczają: – Z drugiej strony natomiast, w oparciu o ekspertyzę można byłoby uznać, iż Kościół Latającego Potwora Spaghetti nie spełnia wymogów art. 2 ust. 1 ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania, bowiem nie został utworzony – zdaniem ekspertów – w celu wyznawania i szerzenia wiary religijnej. 

Dlatego ministerstwo „odmawia wpisu, licząc na to, iż oceny ewentualnej przewagi wymiaru formalno-administracyjnego nad wymiarem związanym z oceną wskazującą na zastrzeżenia co do meritum sprawy, co podnieśli eksperci – dokona Sąd Administracyjny”.

Urzędnicy podkreślają, że „decyzja podjęta przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji w niczym nie ogranicza obecnej działalności Kościoła Latającego Potwora Spaghetti”.

Na swojej stronie piszą wyznawcy Potwora Spaghetti : „odczytujemy jednoznacznie, że Urząd podpierając się ekspertyzą ocenił ilość naszej wiary w Potwora i stwierdził, że… nie wierzymy. Tym samym Urząd uznaje się za orzecznika wiary obywateli Rzeczypospolitej Polskiej. 

Jesteśmy w trakcie konsultowania zaistniałej sytuacji z osobami zaznajomionymi w prawie i w przeciągu weekendu przekażemy informacje na temat dalszego działania, jednakże, jak sugeruje w przedostatnim akapicie sam Urząd, nie obejdzie się bez Sądu Administracyjnego. Jesteśmy przygotowani na ten scenariusz”.

Czy wiara w potwora, czy wiara w brak wiary nie jest tożsama z jakąkolwiek wiarą? Co jest do cholery z refleksją religijną? Wszak wcale nie musi być ona podobna do katolicyzmu, wiary w Buddę, czy w kogokolwiek.

 

Tu przeczytasz: decyzję ministerstwa wraz z uzasadnieniem

Więcej o kościele Potwora Spaghetti„Ramen! Niech spaghetti będzie z wami”

Bąki papieża

 

 

Kabaret Limo nie powiedział niczego szczególnego o papieżu. Czyżby dostojnik Watykanu nie puszczał bąków?

TVP2 wyemitował kabaret w nocy, a więc o bezpiecznej porze. Czujni jednak katole z parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski podnieśli larum.

Dla portalu wPolityce.pl skądinąd powszechnie znany warchoł Andrzej Jaworski wymienia  przewinienia telewizji publicznej, które ostatnio miały miejsce: „Przypomnę, że już jakiś czas temu w materiale o sektach pojawiły się zdjęcia z pielgrzymki Rodziny Radia Maryja jako sekty właśnie. Później mieliśmy programy ośmieszające szkołę w Lublinie, która w swoim statucie miała wpisane wartości chrześcijańskie, a w ostatni piątek został wyemitowany program, który jawnie drwi z podstawowych prawd wiary katolików, ale też ośmieszający osoby chore i niepełnosprawne. Przypomnę, że ten kabaret składał się z dwóch części. W pierwszej nastąpił bardzo wulgarny, ośmieszający atak na dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny”.

Trzeba mieć zaniżone poczucie wartości, aby tak odbierać satyrę, ale także prawdę o kondycji katolicyzmu. Czyżby matka Chrystusa była przed urodzeniem dziecka i po – dziewicą?

Kto jej sprawdzał błonę? Poseł Jaworski? Wystarczy rozum, a tego najwyraźniej posłowi brakuje. W każdym razie skarga PiS do KRRiT już została wysłana. To ciało konstytucyjne to nie kabaret, aby miało zajmować się skeczami kabaretowymi, które produkuje PiS i jednym z klownów jest poseł Jaworski.

Jaworski powinien zamienić katolicyzm na islam, tam jeszcze kamienują za podobne kabarety. Jaworski miałby przynajmniej satysfakcję, gdyby mógł Abelarda Gizę z kabaretu Limo ukamienować, a może ukrzyżować, jak jego ulubionego bohatera Chrystusa, który rodząc się nie naruszył błony dziewiczej.

Prawicowy seks

Prawica ma kłopoty ze seksem. Jedyny wzwód, jaki ich nie zawodzi, to wzwód patriotyczny. Stoją na wysokości zadania, jak patyki od flagi.

Można nawet powiedzieć, że oni są takim patykiem od flagi robieni. To znaczy – niedorobieni.

Ostatnio prawica prawi tylko o seksie i ma z tym problemy. Krystyna Pawłowicz chce gejów i lesbijki leczyć – chyba własną piersią. Jacek Kurski pozwał tygodnik Urbana „NIE”, bo go przydybano jak pokrywał sekretarkę.

Z kolei działaczka PiS Ilona Klejnowska wcieliła się w rolę Maty Hari, przez łóżko dochodziła do sekretów Solidarnej Polski.

Prawica ma kłopoty z seksem. Nie należy się dziwić, bo są robieni patykiem od flagi.

„Rzeczpospolita”, która prawicy sprzyja, tak to ujmuje: Sprawy Klejnowskiej i Kurskiego świadczą o tym, że kłopoty natury obyczajowej są dla polityków prawicy wyjątkowo bolesne. – Wyznając konserwatywne poglądy dotyczące m.in. wartości rodziny, sami siebie rysują w dziewiczych barwach. Gdy okazuje się, że dziewicami nie są, mają duży problem (więcej w „Rz”).

 

Cyryl Kaczyński

Metody „Cyryla” Kaczyńskiego i PiS są nieodmienne. Nawet przez łóżko – byle do IV RP. Sprawdził to Mariusz Kamiński z agentem Tomkiem. Wyszło, jak wyszło, Tomasz Kaczmarek sobie zamoczył, ale niewiele wyszło na procesie.

Obecnie prezes odwrócił sytuację, nie wysłał do Zbigniewa Ziobry agenta Tomka, bo kto chciałby przespać się z Beatą Kempą, zresztą jego zna. I możliwe, że to i owo mają za sobą, gdy byli w jednej partii.

Kaczyński wysłał kobietę, Ilonę Klejnowską, aby zbałamuciła pracownika biura Solidarnej Polski. Nazywana jest przez to Matą Hari PiS. Czy „zaliczyła” Mariusza Łuszczka, bo tak się nazywa pracownik biura Ziobry? Nie wiemy, ale żyjemy w XXI wieku, więc prawdopodobieństwo, że skończyło się w sypialni, jest bliskie 100%.

Kaczyński ma ciągle te same metody. Taki z niego Cyryl, choć podobno sam w tych sprawach nie może. Tym bardziej impotenci posuwają się do takich niegodnych metod.