Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 51025
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 135

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Miesięczne Archiwa: Grudzień 2012

Język prawicy i komunistyczna propaganda antysolidarnościowa

 

Najnowszy „Newsweek” stawia tezę – skądinąd słuszną – że tzw. obóz patriotyczny posługuje się tą samą frazeologią językową, jaką stosowali w swojej retoryce w mowie i piśmie komuniści w stosunku do „Solidarności” tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego w 1981 roku.

To jest ten sam język podziału społeczeństwa na „my” i „oni”, na siły, które są uczciwymi patriotami i antysocjalistycznymi politykierami. Tak pisała u schyłku 1981 roku „Trybuna Ludu”, dzisiaj podobnie pisze „Gazeta Polska Codziennie”, zamieniając ostatni człon na „antypolskie”, „antynarodowe”, „antykatolickie”.

Jakże ironicznie brzmi nazwa marszu, który ma przemierzać ulicami stolicy 13 grudnia „Marsz wolności, solidarności i niepodległości”.

To jest ni mniej, ni więcej rehabilitacja Wojciecha Jaruzelskiego i WRON, którzy chwycili naród za twarz.

Politycy PiS i Jarosław Kaczyński wpisują się w ten sam schemat myślenia o rodakach i Polsce. Używają tego samego języka, jaki można było wyczytać w prasie komunistycznej w grudniu 1981 roku. Język prawicy z „Gazety Polskiej” jest identycznym z komunistyczną propagandą antysolidarnościową. Oto „Żołnierz Wolności” z początku grudnia 1981 roku pisał: „Potrzebę spieszenia na ratunek Rzeczypospolitej, pospolitego ruszenia dla podźwignięcia Jej z upadku, dostrzegają dziś wszyscy, którym nieobce jest myślenie kategoriami narodu i państwa”. Przecież te słowa równie dobrze mógłby powiedzieć dzisiaj prezes PiS.

Wówczas komuniści walczyli z wolnościowym dążeniem „Solidarności”, dzisiaj „patrioci” Kaczyńskiego walczą z demokracją suwerennego kraju. Równanie komunisty i tzw. patrioty stało się faktem – marsz 13 grudnia będzie powtórką z historii  - deja vu. Te same zniewolone umysły, tylko inny kostium, a stało się tak z powodu PiS i jej szczególnego lidera – kieszonkowego fuererka.

Bracia Karnowscy – wymiociny

Dziady Karnowskie, którzy w bambuko polecieli z Grzegorzem Hajdarowiczem (pobierając pensję, robili tajemnie pismo PiS), mszczą się.

Ich metody i mentalność to esencja prezesa PiS: ubliżyć, napluć. Ślinę, której używają, to charki Kaczyńskiego z zepsutej szczęki.

Na okładce najnowszego numeru plują na Polskę, czyli na premiera polskiego rządu, Tuska. Charkami smoleńskimi pluje Kaczyński, dziady Karnowskie przyłączają się do guru.

Kolejni bracia – wymiociny.

„Gazeta Polska” o Palikocie

 

Szkoda mi osób takich, jak Krystyna Grzybowska, które jakieś zasługi dla naszego kraju ma. Ale to nie usprawiedliwia jej słów, które pisze w „Gazecie Polskiej”.

Dziennikarka na warsztat wzięła Janusza Palikota i wyszedł jej stek chamstwa. Krwisty, kaczyńskopodobny. Oto cytat charakterystyczny dla pisma Sakiewicza:

„Chamem trzeba się urodzić. Ta cecha osobowości nie zależy od miejsca urodzenia czy pochodzenia. Chamów mamy w różnych rodzinach, o różnym wykształceniu i rozmaitym stanie posiadania. Chamem się jest i kropka. Janusz Palikot został przez Platformę Obywatelską i jej szefa wytypowany na pogromcę Prawa i Sprawiedliwości oraz braci Kaczyńskich, bo jest chamem klasycznym i nieuleczalnym, takim na wieki wieków amen. Palikot zapowiedział, że na pół roku zawiesi chamstwo na kołku. I że do chamstwa zmusił go Jarosław Kaczyński. Otóż jest Palikot chamem z urodzenia i nic tego nie zmieni. Żeby nie wiem jak się wysilał. Nie wypleniły z niego chamstwa studia filozoficzne na katolickim uniwersytecie, posłowanie w Sejmie. W opinii społeczeństwa pozostanie tym, kim był, jest i będzie”.

W przeciwieństwie do autorki powyższych słów i prezesa PiS, Palikot aż nadto dobrze zna kulturę, tradycję i literaturę polską. A że dla większości jest niezrozumiały, to nie jego wina, że Grzybowska nie chce zgłębiać wiedzy, ani nie potrafi korzystać z narzędzi krytyki. Nie jest też winą Palikota, że Kaczyński jest największym kłamcą politycznym, jaki się w kraju zdarzył.