Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 50211
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 129

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Miesięczne Archiwa: Listopad 2012

Trybunał Stanu – zbyt późno

 

 

Niektórzy mogą powiedzieć: Nareszcie! Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro staną przed Trybunałem Stanu za całokształt IV RP.

Nareszcie – to odpowiednie słowo. Ale fatalne prawnie i politycznie. IV RP skończyła się przeszło 5 lat temu, a Barbara Blida zmarła 6.

Kara ma sens, gdy delikwenci są nią obłożeni w ciągłym procesie dochodzenia sprawiedliwości. Komisje sejmowe, które badały nadużycia IV RP i śmierć Blidy, działały zbyt wolno, pracę zakończyły rok temu. Po czym rozpoczęły się polityczne przepychanki: kiedy i za co konkretnie w wymiarze prawnym postawić przed Trybunałem Stanu Kaczyńskiego i Ziobrę.

Wniosek dopiero teraz został skierowany do Sejmu, w tej chwili czeka nas dalsza zwłoka, bo musi przejść wszystkie procedury, a one potrwają nawet do dwóch lat, a może do końca kadencji tego Sejmu. Zdaje się, że są obliczone na przyszłe wybory.

Jest w tym jakiś głębszy sens, oprócz politycznego? Nie widzę. Komisje także nie znalazły tak silnych argumentów w prawie karnym, aby prokuratura mogła sformułować oskarżenie. Trybunał Stanu do tego ma zdecydowanie bardziej miękkie możliwości prawnej sankcji.

Zdaje się, że bezpowrotnie minęła szansa ukarania (i wyeliminowania) sprawców walki z mitycznym układem i rozpirzania Polski. Zwłaszcza Kaczyńskiego, który nawet w opozycji jest tak samo groźny dla bytu państwowego Polski, jak wtedy gdy był premierem.

Politycy zawiedli. Za dużo było w ich działaniach politycznych targów i bieżących potrzeb, a za mało poczucia sprawiedliwości.

Ale – dobry i taki bat na tych psujów sfery publicznej. Można im pogrozić i pokazać społeczeństwu , iż do niczego się nie nadają, tylko do niszczenia kraju.

Chore media Rydzyka

 

„Nasz Dziennik” przechodzi samego siebie. Do jakich absurdów może dojść w organie o. Rydzyka, świadczy ta wiadomość.

Otóż w Kazachstanie zmarł funkcjonariusz BOR, a to pozwala w chorych umysłach quasi-dziennikarzy tej gazety spowodować podejrzenia, że mógł mieć wiedzę na temat trotylu w tupolewie, czytaj: zamachu w Smoleńsku.

Piszą w „Naszym Dzienniku” wprost: „Zmarły BOR-owiec to potencjalny pirotechnik od tupolewów”.

Czy nie mogliby dla swoich spragnionych zamachu czytelników napisać od razu: „Ruskie teraz go zabili, bo to on podłożył bombę w samolocie prezydenckim, który rozpieprzył się pod Smoleńskiem”.

W takim świecie żyją odbiorcy mediów o. Rydzyka.

Niemrawy Gliński

 

 

Kandydat na premiera PiS Piotr Gliński jest coraz bardziej żałosną postacią. Niech sam sobie dziękuje za lawiranctwo.

Po słowach Jarosława Kaczyńskiego o katastrofie smoleńskiej „zbrodnia niesłychana, zamordowano 96 ludzi”, Gliński najpierw powiedział, że nie podpisuje się pod tym oświadczeniem, następnie zmitygował się, że to przekreśla jego szanse u prezesa, wycofał się i poparł.

Nie jest to jakieś mocne poparcie prezesa, ale jest. W TVN24 Gliński powiedział o prezesa „zbrodni niesłychanej”: – Ma jakieś przesłanki.

Można zwrócić się do prof. Glińskiego: – Panie psorze, co to za poparcie, za prezesem należy skoczyć, jak w ogień, jak to robią Błaszczaki, Brudzińskie i Hofmany. U pana jakieś to niemrawe, bez życia. Każdą bzdurę prezesa trzeba przyjmować na kolanach i bić pokłony światłości Kaczyńskiego, a pan jakieś bąkanie półgębkiem uprawia. Nieładnie panie psorze.

Gliński jeszcze zastrzegł się o prezesie: – Nie jest szaleńcem.

Ktokolwiek wypowiada takie słowa, to jakby wątpił swoim zapewnieniom. Jakby potwierdzał, że jednak Kaczyński jest szaleńcem. No, to Gliński ma z głowy swoją kandydaturę. Już tylko z rozpędu dziennikarze go przepytują. Niedługo Glińskiego nie będzie. Niemrawy jakiś, a takich Kaczyński nie lubi. Do prezesa tylko na kolanach.

Paluszek Brudzińskiego

 

Lubię takich tumanów, jak Joachim Brudziński. Jest przykładem prezesowego stwierdzenia: „Nikt nam nie powie, że białe jest białe…”

Brudzińskiemu też nikt nie powie.

Spadek notowań PiS tłumaczy, jak to mają w zwyczaju tumany moralne i wszelkie inne, wrogim nastawieniem mediów oraz Kory Jackowskiej, jej pieska Ramona i partnera życiowego – jak to wzmiankowany tuman nazwał – „w śmiesznym kapelusiku”.

Tuman tutaj na obrazku wygraża paluszkiem. Należy mu powiedzieć: żeby wsadził sobie paluszek tam, gdzie go zwykle trzyma. A czy w prezesa, czy w swojej części ciała – mnie to nie obchodzi.

Podrasowany trotyl w „Rzeczpospolitej”

 

Sprawa artykułu Cezarego Gmyza w „Rzeczpospolitej” o trotylu na tupolewie coraz bardziej wygląda na nieczystą. Z dużym prawdopodobieństwem, iż jest skłamana. Zarówno przez autora, który kręci, a także pomagających mu redaktorów.

W TOK FM dziennikarz w rozmowie z Grzegorzem Chlastą i Wojciechem Mazowieckim twierdzi, że jego materiał nie był tak jednoznaczny, a kazał mu pisać wiceszef Andrzej Talaga. Gdy oddał materiał do druku, wzięli się za obróbkę inni i nadali mu dużo mocniejszą wymowę.

Warto zwrócić uwagę, że Gmyz nie mówi o byłym naczelnym „Rzeczpospolitej Tomaszu Wróblewskim, ani dwóch innych zwolnionych redaktorach, ale tym, który został, a obecnie jest p.o. naczelnego Taladze.

Wg Gmyza winowajca został w redakcji. Gmyz tak opisuje w TOK FM tę sytuację:

„O tym, że skoro dwa z moich źródeł mówią o trotylu i nitroglicerynie, to musi się to znaleźć w tekście, zadecydował jeden z zastępców redaktora naczelnego „Rz”. Nie ten, który został wyrzucony. Ja się opowiadałem w czasie procesu redakcyjnego, żeby nie pisać o materiałach wybuchowych, ponieważ nie bylem na tamtym etapie specjalistą pirotechniki, natomiast jeden z redaktorów uznał, że skoro dwa z kilku moich źródeł użyło sformułowania „trotyl” i „nitrogliceryna”, to te słowa powinny znaleźć się w tekście”. Więcej w TOK FM

Gmyz podtrzymuje swoje 4 źródła, które mu o tym trotylu doniosły. Na to Mazowiecki: „To, że za panem opowiedział się PiS, prawicowi działacze czy dziennikarze, a pan to autoryzuje, pokazuje się wśród nich, czuje się pokrzywdzony i wśród nich to demonstruje, to może panu przykleić łatkę, która jest śmiercią zawodową dla dziennikarza”. Więcej

Sprawa jest ewidentnie nieczysta. Publikacja została podrasowana, podbito jej bębenka, aby wywołać burzę. A może Gmyz teraz kręci, aby jeszcze bardziej być obecny w mediach? Wygląda to jak plwocina smoleńska, którą Polakom się serwuje, aby brali się za czupryny i się dzielili.

Szaleństwo PiS – czy Polacy poprą?

 

 

Szaleństwa PiS w sprawie Smoleńska są nie do zniesienia dla większości Polaków, a jednak ciągle cieszą się sympatią prawicowego elektoratu, który z kolejnymi bzdurami prezesa coraz bardziej się utwardza.

Radosław Sikorski mówił o tym w TVN24. Lecz 36% rodaków dopuszcza możliwość zamachu, to jest o 10% więcej niż przed aferą trotylową. Czyżby to nieustanne sekowanie teorią spiskową odnosiło skutek?

Szef polskiej dyplomacji wierzy, iż Polacy nie popełnią takiego szaleństwa, aby powierzyli władzę PiS. Jeżeli partia Kaczyńskiego ma jakieś dowody „zbrodni niesłychanej zamordowania 96 osób” winna iść do prokuratury, a nie trzymać je pod wyimaginowanym korcem.

Oskarżenia padają na konferencjach prasowych, których jedynym celem jest zohydzanie rządu. A w gruncie rzeczy ośmieszaniu Polski na zewnątrz. Takie jest szaleństwo PiS.

Ból Kaczyńskiego

 

 

Na dwóch portalach jednocześnie wypowiedzi Pawła Śpiewaka, w których komentuje bieżącą polityką polską.

Na OnecieTOK FM siłą rzeczy uwaga tego wybitnego socjologa skupia się na Jarosławie Kaczyńskim i jego oskarżeniu: „zbrodnia niesłychana, zamordowano 96 ludzi”.

Śpiewak ma moralne prawo do surowych ocen, bo to on na początku tego wieku na aferze Rywina skonstruował termin IV RP. Pomysł na odnowę Rzeczpospolitej był zupełnie inny od realizowanej w latach 2005-07 po rządami PiS.

Ale niestety też nie jest realizowany przez obecny rząd PO, który dla Śpiewaka prezentuje marazm. Donald Tusk nie ma wypracowanej komunikacji ze społeczeństwem, wina to niezbyt dobrych kadr partyjnych, w tym rzecznika prasowego Pawła Grasia.

Zaś Kaczyński funkcjonuje w nieprawdopodobnym bólu. „Jest chory z bólu, szuka winnego”. Śpiewak skupia się więc na bólu egzystencjalnym prezesa PiS po stracie brata (to już dwa i pół roku), ale to Polacy odczuwają ból takiej polityki, bezustannego szarpania krajem.

Każdy człowiek stracił kogoś bardzo bliskiego, śmierć w jakichkolwiek warunkach i jak do niej doszło, nie jest wytłumaczeniem dla naszych zachowań, zwłaszcza dla zachowań polityka.

Kaczyński przedstawia się publicznie jako człowiek niezrównoważony. Jeżeli ktoś taki miałby decydować o losach kraju, to więcej niż pewne, iż Polska byłaby w stanie „bólu” Kaczyńskiego.

Niech Kaczyński swój ból przeżywa prywatnie, a nie wciąga do niego swój elektorat, a reszcie Polakom (większości) da święty spokój.

Trotyl smoleński, Dzień Niepodległości

11 listopada, Dzień Niepodległości, będzie testem na polską demokrację, niepodległość. Na ile jesteśmy dojrzałym narodem i czy politycy – mimo różnic ideowych – czują odpowiedzialność za kraj?

W tym dniu odbędą się trzy manifestacje. Prezydencka – już można założyć, iż będzie godna. Organizuje ją Urząd ds. Kombatantów i Kancelaria Prezydencka. Odbędzie się pod hasłem „Razem dla Niepodległej”.

Druga manifestacja środowisk lewicowych organizowana jest przez Porozumienie 11 Listopada, ma mieć charakter demonstracji antyfaszystowskiej. A to dlatego, że w ubiegłych latach marsze środowisk prawicowych zdominowane były faszyzującymi organizacjami i należy je nazwać wprost – brunatnymi.

Właśnie ta trzecia manifestacja jest kluczowa. Oceniając ją w tej chwili, będzie wyglądała na brunatną, faszyzującą.

Rozpocząć się ma o godzinie 15-tej na rondzie Dmowskiego w centrum stolicy. Poprzedzić ją ma msza w kościele św. Barbary. Organizowana jest pod nazwą „Marsz Niepodległości” i hasłem „Odzyskajmy Polskę”.

Można zapytać, kto wam skradł Polskę? Ale durniów raczej o to pytać nie należy. Pytań nie rozumieją. Organizuje ją Młodzież Wszechpolska i ONR. To już wiele mówi. W honorowym komitecie są m.in. posłowie PiS Artur Górski i Stanisław Pięta, biskup Antoni Dydycz oraz publicyści Pospieszalski, Sakiewicz, Cejrowski i Ziemkiewicz.

Czy z tego coś dobrego może wyniknąć? Raczej – nie. Na pewno – nie. Gdyż będą niespodzianki, o których dzisiaj nic nie wiemy, ale sypnął się jeden z radnych PiS, który pisał na Facebooku o podpalaniu samochodów i zajmowaniu gmachu telewizji publicznej.

Ten dzień to test dla naszej demokracji. Pytaniem pozostaje: czy podłożony zostanie pod naszą demokrację trotyl smoleński?

Wdowa smoleńska, ofiara Kaczyńskiego

 

 

Wdowa po Tomaszu Mercie, Marta, jest typowym przykładem, jak nekropolityka namieszała niektórym w głowie, jak zdewastowała psychicznie. Pewnie tego stanu nie jest świadoma, wszak nie jest specjalistką od czegokolwiek związanego z awiacją. Z pewnością ból wyrył w niej głębokie psychiczne bruzdy, gdy straciła męża w katastrofie smoleńskiej. W takiej wrażliwej psychice zostało świadomie zasiane przez polityków przeświadczenie, że to był zamach, albo co najmniej celowe spowodowanie katastrofy.

Po złowieszczych dla polskiej polityki słowach Jarosława Kaczyńskiego „zamordowanie 96 osób to niesłychana zbrodnia” u takich osób, jak wdowa Merta, spustoszenie psychiczne jeszcze się pogłębi.

Można o tym się przekonać czytając wywiad z nią w Onecie: „W Smoleńsku stało się coś, co za wszelką cenę chce się ukryć”. Wdowa wie, że chce się ukryć i stało się coś. Tak, stała się katastrofa, do której doprowadził nieżyjący Lech Kaczyński, bo za wszelką cenę chciał w Katyniu rozpocząć patriotyczna kampanię wyborczą. Ale tego ostatniego Merta nie przyjmuje.

Dla niej ma wyjść „na jaw cała prawda, tylko ona ją interesuje”. Czyli zna inną prawdę, niż tę, którą wyczytać można w raporcie Jerzego Millera. A ta prawda jest złożona i winę za katastrofę ponoszą obydwie strony: rosyjska i polska. Ale to polska delegacja leciała do Katynia i polscy piloci decydowali, czy lądować, zaś warunków do podjęcia takiej decyzji nie było. Polski samolot nie powinien w ogóle podchodzić do lądowania.

Niestety wdowa jest w posiadaniu „prawdy” Kaczyńskiego, który z polskiej polityki się wyobcował, wypowiedział wszystkim wojnę, kto ma inne zdania. I już nie może z tego się wycofać, gdy skonstruował oskarżenie najcięższego kalibru: zbrodnię dokonaną na 96 osobach.

Kulfony PiS

 

 

Prześmieszna postać, jaką jest Rafał Rogalski, była obecna u Moniki Olejnik, a naprzeciw niej Roman Giertych, który punktował komiczność Rogalskiego, jakby chwytał klowna za nos i mówił, że z kłamstwa rośnie mu coraz większy czerwony kulfon.

Ten Rogalski jeszcze niedawno był jednym z głośniejszych medialnie zwolenników sztucznej mgły smoleńskiej, którą mieli widzieć jacyś ludzie, jak niby maszyną teatralną rozpylali Rosjanie na lotnisku smoleńskim.

Potem był rozpylany hel, który miał doprowadzić tupolewa do szybszego opadania i tracenia nośności. A obecnie mecenas Rogalski jest zwolennikiem – jak cała kabaretowa formacja PiS – trotylu na pokładzie Tu-154M.

I tak snują się po mediach takie postaci klownów z kabaretu cyrkowego PiS, odstawiając nużący spektakl swojej indolencji mentalnej. Polaków to już nie śmieszy, ale staje się groźne. Coraz groźniejsze, bo nie wiadomo, co prezes i jego klowni szykują na 11 listopada, Dzień Niepodległości, podczas którego będą „odzyskiwać Polskę”. To wszystko może znaczyć, włącznie z krwawym kabaretem, jak te ich nosy kłamców. Kulfony PiS.