Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 51025
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 135

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Miesięczne Archiwa: Październik 2012

W cieniu Jasnej Góry bitwa o dusze polskie

 

 

W cieniu Jasnej Góry w Częstochowie toczy się prawdziwa bitwa o polskie dusze. O nowoczesność Polski.

Częstochowa jest Polską w pigułce. Prezydentem tego miasta jest człowiek lewicy i to z SLD. Dotychczas włodarzami byli bardziej lub mniej związani z prawicą. Krzysztof Matyjaszczyk wybory samorządowe wygrał w cuglach, po czym wypowiedział wojnę skamielinie, która na Jasnej Górze ma się dobrze, wszak tutaj o. Rydzyk robi spęd swoich owieczek i zagrzewa do kolejnych marszów. A miejscowy metropolita abp Wacław Depo walczy z szatańskimi pomysłami, które wciela w życie prezydent Matyjaszczyk.

Częstochowa to prokreacyjna awangarda. Z miejskiej kasy wprowadzane jest finansowanie in vitro. Trwa nabór młodych par, którym miasto dopłaci do zabiegu in vitro. W drugim już konkursie startują placówki, w których laboratoriach będą łączone komórki jajowe częstochowianek z plemnikami częstochowian, aby rodzili się częstochowianie in vitro.

To pod presją decyzji samorządu spod Jasnej Góry premier Donald Tusk zdecydował się wreszcie załatwić kwestię in vitro w skali kraju. Matyjaszczyk otworzył w mieście pierwsze kasyno, co spotkało się z naganą władz kościelnych, zlikwidował potężną reklamę tygodnika „Niedziela” w centrum miasta. Zniósł prohibicję na terenach przyklasztornych, aby ograniczyć sprzedaż wina mszalnego, które miało monopol wyszynku. Odwołał dyrektorkę ośrodka „Gaude Mater”, która była z namaszczanie kościelnego.

To dopiero początek tej bitwy o dusze częstochowian i w jakiś sposób wszystkich Polaków, gdyż dzieje się to niemal w oku cyklonu w cieniu Jasnej Góry, gdzie jeden z kapłanów rzuca klątwy na Tuska, inny biskup chce rozwiązać Sejm, a wszyscy razem muszą oglądać diabelskie poczynania prezydenta Matyjaszczyka, który – aby było ciekawiej – deklaruje, że jest wierzący. Pewnie jest jakimś upadłym aniołem, Belzebubem.

Rydzyka piramida pierdół

 

 

O. Tadeusz Rydzyk to żaden duchowny, pasterz, lecz cynik, który plecie zamierzone bzdury, aby zmobilizować stetryczałych dawców do oddawania ostatnich złotówek na swoje „pożal się Boże” przedsięwzięcia medialne.

Nie można przejść obojętnie koło słów redemptorysty, który obecną sytuację polityczną i władzę porównuje do stanu wojennego i WRON.

Podnoszenie opłaty za koncesję to dla Rydzyka atak na jego media i chęć ich zlikwidowania. Oczywiście inni powinni więcej płacić, a Radio Maryja i TV Trwam być zwolnione z uiszczania kasy.

Nie wiem, co z takim facetem zrobić? W tyłek go potraktować, dla przykładu wrzucić do tiurmy? Oczywiście, to ostatnie niemożliwe w demokracji. Dyplomacja polska powinna w Watykanie załatwić, aby wzięli go do sobie na zawsze. Mógłby być ochroniarzem w katakumbach. To miejsce akurat dla tego kaznodziei, który posługuje się kulawą polszczyzną.

Wygłasza Rydzyk pierdołę na pierdole, piramidę pierdół: „Teraz Sejm w porozumieniu z rządem uchwalił straszną rzecz, potworny haracz na radio i na telewizję w tym również na Radio Maryja i Telewizję Trwam. Za rok korzystania z częstotliwości radiowych musimy zapłacić 19 mln złotych. To jest przynajmniej 1,5 mln miesięcznie. Za telewizję cyfrową na multipleksie koncesja ma kosztować 26 mln i jeszcze za każdy rok używania częstotliwości – 10 mln złotych”. CZYTAJ WIĘCEJ

Magdalena Środa na prezydenta!

 

 

Kongres Kobiet zamierza wystawić swojego kandydata w wyborach na prezydenta w 2015 roku. Dzisiaj wydaje się nim być prof. Magdalena Środa. Dzisiaj – bo jutro i pojutrze może być zupełnie inna kobieta, np. Jolanta Kwaśniewska albo Manuela Gretkowska.

Niezależnie kto miałby być tym kandydatem, już mogę zakrzyknąć: Brawo!

Prof. Środa jeszcze się nie zgodziła, ale pozostałe kobiety nad tym pracują. Kongres zamierza wcielać w życie postulaty wsparcia dla aktywizacji zawodowej kobiet, wprowadzić 40-procentowe kwoty z zarządach spółek Skarbu Państwa, wyrównywać szanse kobiet i mężczyzn.

A to gwarantuje najbardziej znana feministka w kraju prof. Środa. Czy Polacy są gotowi na to, aby głową państwa była kobieta? Chyba tak, a może: na pewno tak. Inne zupełnie pytanie zdaje się być w tej kwestii ważniejsze: czy gotowi na to są politycy?

Absurdalne, prawda?

Brednie smoleńskie na konferencji naukowej

 

Gdyby tylko czytać prasę i portale opisujące badania katastrofy smoleńskiej, a sprzyjające „osiągnięciom” parlamentarnego zespołu Antoniego Macierewicza, faktycznie można uwierzyć, iż był zamach i wybuchy na pokładzie tupolewa.

Jest to sugestywnie podawane i z taką ogromną wiarą naukowcy przedstawiają swoje „badania” naukowe, iż wielu daje się w to wkręcić.

Uderza przede wszystkim zgodność poglądów wszystkich biorących udział w konferencjach, jak w tej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Powtarzają się te same nazwiska Wiesława Biniendy, Kazimierza Nowaczyka i Grzegorza Szuladzińskiego. Dochodzą nowe, ale są to pracownicy nauki, którzy karierę dopiero zaczynają, albo marzą o niej.

Dziwnym może się wydawać, że uczelnia na państwowym garnuszku organizuje takie quasi spędy naukowe, na które nie zaprasza się nikogo spoza zaprzyjaźnionego grona, np. z komisji Jerzego Millera, bądź rzeczywiste autorytety naukowe.

Potem ukazują się w prasie i w internecie sprawozdania z takiej konferencji, w których dobiera się fakty i cytuje słowa pod z góry założoną tezę: był zamach i wybuchy na pokładzie. Bezkrytyczni czytelnicy prawicowi dają się manipulować, jak to bezustannie robią „Gazeta Polska”, czy „Nasz Dziennik”, ostatnio doszlusował do tego grona jeden z najstarszych portali Wirtualna Polska. Nie można się dziwić, że tak obolali ludzie, jak niektórzy członkowie rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej mogą głęboko w zamach wierzyć.

Tak jest z córką Zbigniewa Wassermanna, Małgorzatą. Wyrządzą się im krzywdę za cenę własnych korzyści politycznych, a może dla zaspokojenia rojeń i fobii.

Czy kiedyś to może się skończyć? Chyba już jest za późno, wytworzono tak trwały mit spisku smoleńskiego, iż nie jest go w stanie zburzyć żadna konfrontacja naukowa i twarde bezwzględne fakty. Smoleńsk do końca naszych dni będzie wykorzystywany politycznie, a brednie dla wielu ludzi będą prawdą.

Smoleński cynizm

Grzegorz Schetyna może mieć rację twierdząc, że drastyczne zdjęcia ofiar smoleńskich dlatego wypłynęły, aby debata o Smoleńsku nie miała końca.

Aby opinia publiczna ciągle na ten temat trajkotała, bo to jest na rękę konkretnym siłom politycznym.

W tym aspekcie jest to prowokacja. Zarówno ze strony rosyjskiej cel jest wiadomy, a w Polsce ludzie pokroju Macierewicza będą podtrzymywali emocje. Poseł PiS uczynił ze Smoleńska swoją misję życia, bez niej nie istnieje i niewiele znaczy.

Rosyjski bloger, który te zdjęcia udostępnił, twierdzi, że nie kontaktowały się z nim żadne rosyjskie służby, aby zaprzestał publikacji.

Wręcz przeciwnie, w internecie rosyjskim ukazały się kolejne zdjęcia. Nikt nad tym nie panuje. Prawdopodobnie o to chodzi. Skłócić Polaków, aby jeden napadał na drugiego, aby elity polityczne były poróżnione i oskarżały się nawzajem.

Zupełnie innego kontekstu nabierają oświadczenia redaktorów polskich tabloidów, którzy z tymi drastycznymi zdjęciami spotkali się wcześniej. Proponowano im zakup, ale z tego nie skorzystali.

Smoleńsk na zawsze skłócił polską opinię publiczną, a politycy nie omieszkują tego cynicznie wykorzystywać.

Kler ma dość kapłaństwa

 

 

„Gazeta Wyborcza” publikuje wyniki badań socjologicznych magistrantów, którzy przeprowadzili wywiady z duchownymi trzech wyznań, protestanckiego, katolickiego i prawosławnego. W sumie wywiadowanych było 97 kapłanów, w tym 34 katolickich.

Wyniki jakie otrzymali magistranci są dla katolików niepokojące, by nie powiedzieć zatrważająco.

Kapłani katoliccy nie wierzą w to, co robią, w porównaniu z innymi wyznaniami ich kondycja psychiczna jest w stanie upadku duchowego. Czują się wypaleni, a praca przy ołtarzu wydaje się być bezsensowna.

Padają takie stwierdzenia: „Są dni kiedy już przed pracą czuję się zmęczony”, albo „Czasem to co robię podczas mojej posługi, napawa mnie obrzydzeniem”.

Odczucie stresu przez kler jest dojmujące, zwłaszcza w Polsce, gdzie ich pozycja jest uprzywilejowana. Często nie mogą porzucić sutanny, z tego powodu czują się zatrzaśnięci, jak w pułapce.

Kler ma się coraz gorzej. Nie daje rady swojemu powołaniu, a hierarchowie Kościoła brną w coraz większe absurdy, wygłaszając dyrdymały o wielkości Kościoła. W istocie ta instytucja upada, o czym świadczy kondycja pośledniego duchowieństwa.

Terlikowski, egzorcyści i demony

Kościół chyba dostaje jakiejś padaczki (choroba św. Wita), a na pewno wielu ludziom związanym z Kościołem w tym klerowi bynajmniej nie pada jabłko blisko jabłoni (bo oni mają być czyści seksualnie, do tego zobowiązuje ich celibat), ale z pewnością padło im zdrowo na umyśle. Słabowici są w rozumie.

W Kościele panuje moda na egzorcystów. Jest ich już 130 w kraju, a obłożenie mają na kilka tygodni do przodu. Demona można dostać od wszystkiego. Np. pijąc napój „Demon”, pijesz ten niewinny napój i łykasz demona. Demon poprzez jelito ruchem robaczkowym dostaje się do żołądka i tam sobie gniazdko wije. Niech nie czuje się bezpieczny demon Sraki-Owaki, bo przyjdzie egzorcysta i wygoni.

Nowy biznes kler podłapał, wypędzanie demonów. Demon nie żartuje, Tomasz Terlikowski twierdzi, że diabeł nie ma poczucia humoru. To dlatego ludzie chichrają, gdy tacy nawiedzeni głupoty opowiadają. Terlikowski i egzorcyści raczej są bez poczucia humoru, więc wychodzi, że to w nich zagnieździły się demony. Autorefleksji w wydaniu Terlikowskiego się nie słyszy, demona w sobie maskuje.

Tematem egzorcystów zajmuje się najnowszy „Wprost”. Demon może dopaść każdego, kto wpadł w sidła popkultury, słucha muzyki metalowej, a Nergala – to już na pewno. Słuchasz muzyki i sobie podśpiewujesz, więc otwierasz usta i demon w nie wpada Sraki-Owaki, a może jeszcze większy demon Belzebub-Kwakwa. Jest taki demon, szwenda się w polskiej polityce.

Na pewno demony mają ateiści. U takich występują masowo. Bo oni się „otwierają” na nieznane sobie siły, a to droga dla demonów otwarta, jak autostrady. Wjeżdża demon bez hamowania. Bardzo podoba mi się formułka naczelnego miesięcznika „Egzorcysta”: „Kto nie zegnie kolan przed Bogiem, ten zegnie przed bałwanem”. Ten to musi cierpieć nie tylko na padaczkę przed Bogiem, ale stwardnienie zbałwanione na rozumie.

Warchoł Kaczyński

Donald Tusk prezentując w expose recepty na czas kryzysu, skutecznie odebrał inicjatywę w jesiennej ofensywie prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu. Sejmowa mowa premiera była najwyższej próby, zaskoczyła wszystkich treścią. Tusk jeszcze raz udowodnił, iż nie jest przypadkiem powierzenie mu przez naród demokratycznego przywództwa. Miejmy nadzieję, że spadek sondażowy PO był wypadkiem przy pracy i następne notowania wrócą do normy znanej od kilku lat. Za expose powinna iść praca ministrów, bo sam Tusk nie może stale być obecny w mediach. A jego twarz służyć do wiarygodności rządu. Powinien zdecydować się na rekonstrukcję składu rady ministrów. Premier zapowiedział, iż propozycje z expose uszczegółowione przez ministrów.

Głosowanie nad wotum zaufania pokazało opozycji, jak przedstawia się sejmowa arytmetyka. Rząd Tuska głosami koalicja uzyskał 233 głosy wobec 219.

Kaczyński to jednak warchoł sejmowy. Nie dość mu kolejnych przegranych, nie wyciąga z nich żadnych nauk. Już zapowiedział konstruktywne wotum nieufności. Będzie miał takie same szanse jego kandydat na premiera Piotr Gliński, jak dzisiaj odwołanie Tuska, notabene wniosek o wotum zaufania złożył sam premier. Kaczyńskiemu w tej grze parlamentarnej nie chodzi o wypracowanie jak najlepszego scenariusza dla Polski na czas kryzysu, ale o PR.

Ktoś w PiS powinien uprzytomnić Kaczyńskiemu, że Polska to nie Burkina Faso. Zdaje się, że pomyliły się prezesowi kontynenty, Czarny Ląd z Europą. Znamienny obrazek mogliśmy oglądać w czasie przekazu telewizyjnego, gdy expose wygłaszał Tusk, obok Kaczyńskiego w ławie sejmowej siedziały żałosne postaci PiS Mariusz Błaszczak i Marek Kuchciński. To jest wartość jego partii i beznadziejna alternatywa.

PiS – ośrodek zarazy; przykład: Duda

Paranoja do tej pory należała do chorób urojeniowych dotykających nieznaczną część populacji. W Polsce zdarzył się cud, paranoja dotknęła całą formację polityczną – PiS. Dlaczego?

Czy już na paranoję cierpiał nieżyjący prezydent Lech Kaczyński? Wielce to prawdopodobne, bo doznawał takiej paranoi patriotycznej, jakby cierpiał za grzechy swoich przodków. Zdecydowanie większym paranoikiem jest jego żyjący brat Jarosław. Czy to ma związek z nieudanym życiem, zdeformowaną niewielką jego fizycznością? W tej kwestii powinni wypowiedzieć się specjaliści. Na oko wygląda, że tak.

Dlaczego jednak zarazili choróbskiem pozostałych członków tej partii? Nie wiem. Oto w „Kropce nad i” brał udział poseł PiS Andrzej Duda, postać z wygląda mściwa, emanująca złem. Świadczy o tym jego mowa ciała i język komunikacji.

Rozmowa dotyczyła identyfikacji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej w Moskwie i transportowaniu ich do Polski. Duda wówczas tam był, wysłany został przez swoją partię, jak chłopiec na posyłki, bo znaczniejsi posłowie tej partii najwyraźniej czuli dyskomfort. Czy Duda widział w Moskwie bałagan przy identyfikacji ofiar? Nie. Ale za to z dziesiątej ręki wie – jak to paranoik – że Ewa Kopacz winna wprowadzenia Polaków w błąd. Paranoicy tak mają, mówią za innych. Wręcz przeciwnie: Polacy są pełni uznania dla zachowania Kopacz.

Potwierdza to lekarz Dymitr Książek, który przerwał milczenia w tej sprawie. Podziwia heroizm wówczas minister zdrowia Kopacz, która słaniała się na nogach, ale robiła, co do niej należało i dużo, dużo więcej. Identyfikowała zwłoki, opiekowała się rodzinami ofiar, utrzymywała kontakt z władzami w Polsce i tysiące innych czynności wykonywała.

Ów lekarz na zachowania posłów PiS mówi – ni mniej, ni więcej – „ze mu się chce rzygać”. Paranoja, która rozpoczęła się od Lecha Kaczyński, wspaniale kontynuowana przez jego brata Jarosława, przeniosła się jak zaraźliwa dżuma na wszystkich (dosłownie wszystkich) posłów PiS.

Tenże zarażony Duda – zdaje się, że nie tylko zarażony paranoją, ale nienawiścią do wszystkiego co polskie – wie, że rząd się spieszył ze sprowadzeniem zwłok do Polski, aby jak najszybciej ofiary pochować i przestać mówić o Smoleńsku.

Kolejne choróbsko PiS: insynuacja do tego, co polskie. Pomawia Polaków, poniżania Polaków i ich wybory. Wówczas w kraju długo czekano na zwłoki ofiar, wszyscy się niecierpliwi, ale mieli świadomość, że istnieją procedury. Tenże zarażony Duda kłamie wprost w oczy w rozmowie z Olejnik.

Coś przerażającego, jak zniszczona została przestrzeń publiczna przez braci Kaczyńskich i jak zarazili tym członków PiS. Nie może być to przypadkowe. Nabór do tej partii musi polegać, że wybierane są jak najmarniejsze charakterologicznie jednostki, aby je zarażać.

Chyba po raz pierwszy w historii ludzkości zaszedł przypadek zbiorowego zarażenia całej formacji politycznej. PiS to w tej chwili ośrodek zarażony najgorszymi przypadłościami psychicznymi i moralnymi.

PiS wymaga kordonu sanitarnego oddzielającego tę partię od reszty polskiego społeczeństwa.

Potworki Terlikowskiego i ateizm Hartmana

Życie publiczne zaczyna nabierać rumieńców. Do takich zaliczam wymianę poglądów o ateizmie u Moniki Olejnik w „Kropce nad i”. Spotkali się prof. Jan Hartman, który broni ateizmu i Tomasz Terlikowski, naczelny „Frondy”, portalu poświęconego.

Mówiono o rzeczy w Polsce bardzo istotnej,  bo społeczeństwo mamy konserwatywne, a wpływy Kościoła w Europie największe – o ateizmie. Hartman uważa i słusznie, iż słowo „ateizm” w ustach kleru ma negatywne obwarowania, a ateiści czują presję katolików, wytykanie brudnym paluchem. Od razu potwierdził to Terlikowski, gdyż nazwał ateistę biednym człowiekiem.

Hartman zwrócił uwagę, że billboardowa akcja „Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę” przede wszystkim informowała, że ateiści istnieją.

A dla Kościoła ateista to wręcz ekshibicjonista i niemal zwierzę pozbawione zasad. Akcja billboardowa miała na celu policzenie się ateistów. Komunikowała, że ateista nie jest sam, takich jak on jest w kraju wielu i przybywa. To kościoły pustoszeją. Ale w małych miejscowościach i konserwatywnych środowiskach trzeba mieć odwagę, aby przyznać się do niewiary.

Ateizm w przeciwieństwie do katolicyzmu nie ma misji ateizowania bliźnich. Kościół zaś chciałby ingerować w życie każdego, a w polityce dyktować swoje wartości w tak wrażliwych sferach, jak aborcja, in vitro, antykoncepcja.

Postawa Terlikowskiego, jak Kościoła,  jest nieprzejednana we wspomnianych trzech kwestiach. Naczelny „Frondy” jest za tym, aby kobieta zgwałcona urodziła dziecko.

Terlikowski zaprezentował zgwałcony umysł przez kler i dlatego funduje takie potworki intelektu, jak w rozmowie z Hartmanem. Takie dyskusje, debaty, są potrzebne, ukazują siłę argumentów za i przeciw.