Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 49021
  • Dzisiaj wizyt: 20
  • Wszystkich komentarzy: 118

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Marta K.

 

Marilyn Monroe, 1957. Photograph by Richard Avedon. pic.twitter.com/BamEyc0jRj

Embedded image permalink

Tusk przyznaje: Ws. unii energetycznej spór dotyczy jednego z pięciu punktów

jagor, PAP, 17.05.2014
Premier udziela wywiad TVPInfo Premier udziela wywiad TVPInfo (Fot. M. Śmiarowski/KPRM)
Jest akceptacja dla czterech punktów unii energetycznej, pozostaje spór co do piątego, czyli wspólnej negocjacji ceny gazu – stwierdził dziś premier Donald Tusk. Wcześniej premier wziął udział w spotkaniu z harcerzami i weteranami z okazji 70. rocznicy bitwy o Monte Cassino.
W kontekście kryzysu ukraińskiego premier był pytany w dzisiejszym wywiadzie dla TVP Info, czy w sprzeciwie wobec polityki rosyjskiej UE doszła do granicy, biorąc pod uwagę niedawne, krytyczne wypowiedzi komisarza ds. energii i polityka niemieckiej CDU Guenthera Oettingera pod adresem pomysłu unii energetycznej.Premier udziela wywiad TVPInfo Fot. M. Śmiarowski/KPRM 

- Widać wyraźnie, że trwa jakaś wewnętrzna debata czy też spór wewnątrz polityki niemieckiej, bo każdego dnia mamy jakąś wypowiedź, która może niepokoić, później jest sprostowanie, później wypowiedź kontrująca – powiedział Tusk. Podkreślił, że on na razie spokojnie zajmuje się tym, co Polska stara się robić, czyli pracą na rzecz jednolitego stanowiska w UE.

Elementy unii energetycznej zgłoszone przez Tuska

Wśród elementów zgłoszonego przez Tuska projektu unii energetycznej są: wspólne negocjacje gazowe całej UE; inwestycje w infrastrukturę energetyczną, szczególnie gazową; lepsze wykorzystywanie własnych, europejskich źródeł energii (jak węgiel czy gaz łupkowy); wyraźne wzmocnienie mechanizmu solidarności na wypadek embarga na dostawy energii oraz „intensywne otwarcie na innych dostawców energii” niż Rosja i Gazprom.

Premier udziela wywiad TVPInfo Fot. M. Śmiarowski/KPRM 

Premier stwierdził, że „niektórzy komentatorzy skoncentrowali się na jednym z pięciu punktów, istotnym, ale nierozstrzygającym o wszystkim”, czyli wspólnych negocjacjach czy jednolitej cenie za gaz w relacjach z Rosją.

- Na razie uzyskaliśmy taki stan – myślę, że w środę uzyskam potwierdzenie w Brukseli – że jest powszechna i pełna akceptacja dla czterech punktów – powiedział Tusk. Dodał, że Komisja Europejska przygotuje propozycję, by w tych czterech punktach było wspólne stanowisko, „taki mechanizm solidarności energetycznej”.

Punkt spory – wspólne negocjowanie ceny gazu

- Pozostaje spór co do tego jednego, czyli czy możliwe jest wspólne negocjowanie ceny – powiedział premier. Według niego być może będziemy mieli porozumienie „jakby w środku”.

Zaznaczył przy tym, że „to nie jest gra na najbliższe dni, tygodnie czy nawet miesiące”. – Tak naprawdę konflikt ukraiński rozpoczął nową geopolityczną grę, która być może będzie jeszcze trwała całymi latami, więc niezależnie od tego, ile ugramy dzisiaj, ile za miesiąc, ile za rok, to tak naprawdę jesteśmy w grze, która może potrwać całe lata – powiedział Tusk.

Jak podkreślił, jest „ważne, żeby Europa, nawet jeśli nie będzie uznawała wszystkich naszych argumentów, przynajmniej część z nich wzięła pod uwagę, i to możliwie szybko”. – Uważam, że jesteśmy blisko tego – dodał premier.

Orban znów o autonomii dla etnicznych Węgrów

Był też pytany o to, że węgierski premier Wiktor Orban ponownie oświadczył dziś, że chce autonomii dla etnicznych Węgrów na Ukrainie.

Tusk podkreślił, że nie akceptuje tego. – I muszę powiedzieć, że akurat tego nikt nie akceptuje, nawet jeśli widać różnicę zdań między poszczególnymi stolicami, nawet jeśli czasem żałujemy, że Niemcy nie są bardziej jednoznaczni w ocenie tego, co się dzieje na Ukrainie, to muszę powiedzieć, że dla tego typu wypowiedzi, dla tego typu komunikatów nie ma dzisiaj akceptacji w Europie – powiedział premier.

Dodał, że rozumie troskę o mniejszości. – Ale wypowiadanie tego typu słów właśnie w tym momencie jest oczywiście poważnym kłopotem dla Ukrainy i może być poważnym atutem czy takim wsparciem, mimowolnym jak sądzę, dla polityki Putina – powiedział premier.

Tusk: Nowe pokolenie daje gwarancje utrzymania niepodległości

Szef rządu spotkał się wieczorem z harcerzami oraz kombatantami na dziedzińcu opactwa benedyktynów. Spotkanie z żołnierzami armii generała Władysława Andersa było okazją do wysłuchania opowieści i wspomnień o jednej z najważniejszych bitew w historii polskiego oręża.

 

Zdaniem premiera miało ono wymiar symboliczny i być może było najważniejszą częścią uroczystości z okazji 70. rocznicy bitwy o Monte Cassino.Premier podkreślił symbolikę spotkania dwóch „jakże różnych pokoleń”. – Witamy tutaj najdroższych naszych gości weteranów, tych, którzy 70 lat temu pod Monte Cassino walczyli o wolność. I polskich harcerzy, młodych ludzi, którzy chcą być wierni tym samym wartościom, dla jakich wy narażaliście swoje życie i zdrowie, a wasi towarzysze broni oddali swoje życie – powiedział.Jak ocenił, „to moment dlatego ważny, bo wiemy dzisiaj w Polsce i czujemy to bardzo mocno, że właśnie dzięki temu, że nowe pokolenia chcą przyjąć etos, chcą przyjąć jako własny system wartości, dla których wy swoje życie poświęcaliście tyle lat, (…) właśnie to daje nam gwarancje utrzymania niepodległości i wolności”.

„Nie byłoby dzisiaj wolnej Polski, gdyby nie pamięć o Monte Casino”

Jego zdaniem „bez tej sztafety pokoleń nie mielibyśmy pewności i poczucia siły, które gwarantuje przetrwanie narodu”.

Dlatego – jak podkreślił Tusk – składając hołd tym, którzy oddali życie 70 lat temu, „chcemy dać znak nadziei wszystkim Polakom, bo obecność kolejnej generacji z naszymi weteranami jest chyba tej nadziei znakiem najmocniejszym, jaki możemy sobie wyobrazić”.

Premier przekazał także pamiątkową szablę z okazji urodzin uczestnikowi bitwy pod Monte Cassino kapitanowi Zbigniewowi Dłużniewskiemu.

Szef rządu pytany przez harcerzy m.in. o znaczenie bitwy o Monte Cassino, powiedział, że efektem heroicznej walki polskich żołnierzy jest wolna i niepodległa Polska.

- Nie byłoby dzisiaj wolnej i demokratycznej Polski, gdyby nie pamięć o tym, co tutaj miało miejsce. Ich wysiłek zbrojny, ich poświęcenie i bohaterstwo plus pamięć o tym, co zrobili, to są prawdziwe fundamenty niepodległej ojczyzny – powiedział Tusk.

Jak podkreślił, fakt, że tak liczna grupa harcerzy jest obecna na Monte Cassino, pokazuje, iż „w przyszłości będziemy też mogli czuć się bezpieczni”.

- Pamiętając o naszych bohaterach, budujemy też podwaliny pod bezpieczną i wolną Polskę także na przyszłość, bo narody, które nie czczą swoich bohaterów i które wyrzekają się pamięci o swojej heroicznej przeszłości, nie zasługują na wolność i prędzej czy później ją tracą. A państwa, które nie czczą swoich bohaterów, tracą swoją niepodległość – podkreślił Tusk.

Jak zaznaczył, to, że harcerze chcą o tej historii pamiętać i wcielać w swoje życie te wartości, wydaje się „największą gwarancją tego, że Polska będzie wolna i niepodległa w przyszłych latach”.

Szostkiewicz o nowym prymasie: To krok ku zmniejszeniu znaczenia nurtu konfrontacyjnego w episkopacie

jagor, PAP, 17.05.2014
Adam SzostkiewiczAdam Szostkiewicz (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)
- Bp Wojciech Polak niczym złym, mówiąc w skrócie publicystycznym, się na szczęście nie wyróżnił. Raczej przeciwnie. W momentach jak kryzysy wokół konfliktu abp. Henryka Hosera z ks. Wojciechem Lemańskim czy nieszczęsnych wypowiedzi abp. Józefa Michalika o pedofilii, bp Polak starał się być tym, który gasi pożar – powiedział Adam Szostkiewicz z tygodnika „Polityka” o nowym prymasie Polski.
- Trzeba przypomnieć rzecz oczywistą: funkcja prymasa nie jest dzisiaj kluczowa. To nie jest postać tak ważna, jak była kiedyś za czasów Polski Ludowej, jakiej wzorem jest kard. Stefan Wyszyński. Wydaje mi się, że ważniejsza na co dzień dla Kościoła jest choćby funkcja metropolity warszawskiego. Nie znaczy to oczywiście, że funkcja prymasa jest czysto ceremonialna i symboliczna. Z samego faktu, że prymas wchodzi w skład Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski, wynika jego wpływ na bieżące życie kościelne – podkreślił publicysta „Polityki”.
Nominacja przyjęta z umiarkowanym optymizmem
Zdaniem Adama Szostkiewicza bp. Polak to jeden ze zdolniejszych przywódców kościelnych, człowiek stosunkowo umiarkowany, spokojny, nieobciążony żadnymi zaszłościami.

- Wydaj mi się, że tę nominację należy przyjąć z umiarkowanym optymizmem. Pracując w centralnej administracji kościelnej, gdzie przez 2,5 roku był sekretarzem KEP, niczym złym – mówiąc w skrócie publicystycznym – się na szczęście nie wyróżnił. Raczej przeciwnie, w momentach, jak kryzysy np. wokół konfliktu abp. Henryka Hosera z ks. Wojciechem Lemańskim czy nieszczęsnych wypowiedzi abp. Józefa Michalika o pedofilii, bp Polak starał się być tym, który gasi pożar. Moim zdaniem robił to dość skutecznie i przekonująco, spokojnie, rzeczowo, niekonfrontacyjnie, chociaż właśnie to doświadczenie „menedżera kościelnego z wyższej półki” zdobywał akurat w okresie w mojej ocenie niezbyt ciekawym, tzn. za czasów arcybiskupa Michalika jako przewodniczącego KEP – podkreślił.

W ocenie publicysty ta nominacja to dobra decyzja dla Kościoła w Polsce. Szostkiewicz ma nadzieję, że abp Polak jako prymas pozostanie w episkopacie rzecznikiem nurtu środkowego, umiarkowanego, niekonfrontacyjnego. – Mam nadzieję, że nurt konfrontacyjny będzie schodził w naszym Kościele na dalszy plan, także z powodu wymiany pokoleniowej. Wiemy, że niektórzy biskupi nastawieni konfrontacyjnie wkrótce będą przechodzili na emerytury – dodał.

To krok w kierunku zmniejszenia znaczenia nurtu konfrontacyjnego

Nominacja nowego prymasa – zdaniem publicysty „Polityki” – to krok w kierunku zmniejszenia znaczenia nurtu konfrontacyjnego w episkopacie. – On oczywiście [nurt konfrontacyjny - red.] cieszy się dużym aplauzem w pewnych środowiskach, ponieważ jest wyrazisty itd., ale na dłuższą metę jest szkodliwy nie tylko dla polityki, państwa polskiego i jego interesów, ale także dla samego Kościoła. Dlatego tak to zaznaczam. Wydaje mi się, że ta decyzja i nowy prymas będą raczej pomagały tej ewolucji, którą ja jako publicysta uważam za pożądaną, ewolucji w stronę odchodzenia od tej konfrontacyjności niektórych przywódców kościelnych – podkreślił Adam Szostkiewicz.

Nowy prymas nie widzi w rządzie zagrożenia

- Pierwsza wypowiedź nowego prymasa, że swoją posługę postrzega jako scalanie „polifonii głosów Kościoła”, to promocja, próba zaprezentowania się od jak najlepszej strony jako człowieka umiarkowanego. Interesująca była wzmianka, że uważa, że stosunki między Kościołem a rządem układają się generalnie nieźle. W kontekście nurtu konfrontacyjnego w episkopacie powiedzieć coś takiego to jest pewna deklaracja polityczna. Znaczy to, że nowy prymas nie widzi w obecnym obozie rządzącym i jego zapleczu politycznym jakiegoś wielkiego zagrożenia, wbrew innym biskupom i także politykom prawicy, powołującym się na Kościół jako sojusznika. To są dobre sygnały, ale to są tylko deklaracje. Cóż ma powiedzieć innego normalny prymas, jak przypomnieć, że Kościół jest od scalania, a nie od dzielenia. Ale w Polsce tak się porobiło, że nawet taka deklaracja zaczyna być jakimś znaczącym komunikatem, a tak naprawdę jest oczywistością w ustach duchownego – podsumował publicysta.

Prymasem Polski został Wojciech Polak, który w momencie otrzymywania święceń był najmłodszym – zaledwie 39-letnim – biskupem na świecie. Stanowisko prymasa obejmuje po abp. Józefie Kowalczyku, który osiągnął wiek emerytalny i złożył rezygnację z pełnionej funkcji na ręce papieża.

Biskup Wojciech Polak został nowym prymasem Polski

WB, 17.05.2014
Bp Wojciech PolakBp Wojciech Polak (Fot. Piotr Deska / Agencja Gazeta)
Prymasem Polski został Wojciech Polak, który w momencie otrzymywania święceń był najmłodszym – zaledwie 39-letnim – biskupem na świecie. Stanowisko prymasa obejmuje po abp. Józefie Kowalczyku, który osiągnął wiek emerytalny i złożył rezygnację z pełnionej funkcji na ręce papieża.
Wojciech Polak – biskup pomocniczy gnieźnieński – urodził się 19 grudnia 1964 roku w Inowrocławiu. Choć w tym roku kończy dopiero 50 lat, w maju świętował już 25-lecie kapłaństwa. Jest członkiem Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Migrantów i Podróżujących, a od 2011 roku pełni funkcję sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski. Nieoficjalnie o nominacji na prymasa Polski informowała Wyborcza.pl.
W 2003 roku papież Jan Paweł II mianował Polaka biskupem pomocniczym archidiecezji gnieźnieńskiej, a miesiąc później arcybiskup metropolita gnieźnieński Henryk Muszyński wyświęcił go na biskupa.

„Przepraszamy ofiary”

Jednym z najważniejszych działań bp. Polaka było powołanie koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży, który realizuje „wychowawcze programy prewencyjne w zakresie ochrony przed pedofilią”.

To właśnie biskup był osobą, która przeprosiła za pedofilię w Kościele. – Przepraszamy – to chyba najsłabsze, co można w tej sytuacji powiedzieć. Z głębokim bólem trzeba powiedzieć, że ofiary zostały bardzo głęboko zranione – mówił sekretarz generalny KEP. W tym czasie przewodniczący Episkopatu abp Józef Michalik winą za pedofilię obarczał dzieci i feministki.

Premierę tej książki chciało opóźnić PiS. Marta Kaczyńska pisze w niej m.in. o: dwóch ślubach rodziców, agrafce w uchu i używkach od 12. roku życia

Piotr Mieśnik, 17.05.2014
Marta Kaczyńska z rodzicami na tarasie gabinetu ministra stanu (Warszawa, 1991 rok)Marta Kaczyńska z rodzicami na tarasie gabinetu ministra stanu (Warszawa, 1991 rok) (Fot. „Moi Rodzice” wyd. The Facto)
Książka Marty Kaczyńskiej „Moi Rodzice” może podgrzać, i tak już gorącą przed wyborami, atmosferę w naszej polityce. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, PiS próbowało opóźnić jej wydanie. Córka zmarłej prezydenckiej pary w swojej książce opowiada ciepło o rodzicach i stryju, nie omija jednak trudnych tematów.
Niedawno informowaliśmy, że politycy PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele starali się wpływać na Martę Kaczyńską i wydawnictwo, aby opóźniono premierę jej książki i przełożono ją na okres już po wyborach do PE (oficjalna premiera zaplanowana jest na 21 maja). Nasi informatorzy przekonywali, że w największej opozycyjnej partii zwyciężył pogląd, że książka siłą rzeczy traktująca również o katastrofie smoleńskiej – może odbić się PiS czkawką przy wyborczych urnach. Partia Kaczyńskiego zrezygnowała bowiem całkowicie w kampanii ze smoleńskiej retoryki, a nawet „ukryła” głęboko Antoniego Macierewicza, który przestał występować w mediach.
Po lekturze książki córki tragicznie zmarłej prezydenckiej pary dochodzimy do wniosku, że powodów takich prewencyjnych działań polityków PiS mogło być jednak więcej. Marta Kaczyńska zdradza bowiem w niej szczegóły z życia rodziców, które do tej pory nie były znane lub szeroko komentowane.
Najpierw ślub cywilny, dopiero po kilku latach kościelny
I tak okazuje się, że nie tylko wyszydzany przez Prawo i Sprawiedliwość premier Donald Tusk wziął dwa śluby w odstępie lat – najpierw cywilny, a dopiero potem kościelny. Taka sama sytuacja miała miejsce w przypadku Marii i Lecha Kaczyńskich. Różnica polega na tym, że Tuska posądzano, że zrobił to koniunkturalnie przed wyborami. Pytanie tylko, czy pod innym pręgierzem, jakim była konieczność ochrzczenia córki, nie stanął również były prezydent.- Rodzice pobrali się 27 kwietnia 1978 roku w Warszawie (…). [Mama - przyp. red.] miała wtedy na sobie prostą błękitną sukienkę i szal. Podobno tańczyli do rana. Zresztą, gdy byłam nastolatką, potrafili wrócić od znajomych o drugiej czy trzeciej nad ranem – tak Marta Kaczyńska relacjonuje cywilny ślub rodziców.Pięć lat później Kaczyńscy złożyli przysięgę przed Bogiem. – Ślub kościelny wzięli w 1983 roku, gdy byłam chrzczona w sopockim kościele Świętego Bernarda. Ojciec miał wyrzuty sumienia, że stało się to tak późno. W latach 70. w swoich rozważaniach tata znajdował się znacznie dalej od Kościoła niż w późniejszym okresie – wspomina prezydentówna.

Skromne życie w rodzinie polityka

O dziwo, z relacji Marty Kaczyńskiej wynika, że życie córki polityka, który był przecież wykładowcą akademickim, senatorem, szefem Najwyższej Izby Kontroli, ministrem, a następnie prezydentem Warszawy i Polski – mimo że przepełnione rodzicielską miłością – wcale nie było usłane różami. W swojej książce wspomina ona naprawdę ubogie lata, gdy finansowo jej rodzinę musiał mocno wspierać stryj Jarosław Kaczyński.

- Pewnego dnia wracałam z tatą do domu i zobaczyłam na wystawie w kiosku żółty długopis. Byłam pewna, że można nim pisać na żółto. Poprosiłam tatę, żeby mi go kupił. On zapewniał mnie, że długopis z pewnością nie pisze w tym kolorze – wspomina Kaczyńska. – Gdy po latach myślę o tym zdarzeniu, widzę jego drugie dno. Tata nie należał do oszczędnych. Nie odmawiał mi niczego. Na długopis jednak nie chciał się zgodzić. Po latach stryj uświadomił mi, jak trudną sytuację finansową mieli wówczas moi rodzice. Mama nie pracowała, a uczelniana pensja taty była niewielka – wyjaśnia.

Koperty z pieniędzmi od Jarosława

I to właśnie Jarosław Kaczyński często wspomagał rodzinę brata w Sopocie, nie tylko wysyłając pieniądze, ale także paczki z jedzeniem. – Stryj pomagał również później, ale wówczas już głównie mnie. To było po urodzeniu Ewy [pierwszej córki Marty Kaczyńskiej - przyp. red.]. Gdy na świat przyszła moja córka, jeszcze nie pracowałam. Studiowałam, podobnie jak mój mąż. Wtedy stryj co miesiąc pakował część swojej poselskiej pensji w kopertę i przysyłał do Sopotu – opowiada Kaczyńska.

Punk rock, używki i ekscentryczni znajomi

W książce nie szczędzi też szczegółów z wcześniejszych lat, gdy po przeprowadzce do Warszawy stała się buntowniczką. W jej życiu dosyć szybko pojawiło się wtedy specyficzne towarzystwo i używki. – Miałam wtedy dwanaście lat, chodziłam w glanach kupionych pod Pałacem Kultury i przez pewien czas nosiłam dość oryginalną fryzurę – zdradza Kaczyńska. – Mama właściwie nie miała nic przeciwko temu, żebym chodziła w wojskowych butach. Kazała mi jedynie wyjąć agrafkę z ucha – opowiada o swojej fascynacji kulturą punk.

Nie obyło się jednak także bez zgrzytów między wyrozumiałymi rodzicami a dorastającą córką. – Mama jednak miała do mnie zaufanie, które niestety kilka razy zawiodłam. Z jednych warsztatów teatralnych wróciłam dzień czy dwa później, niż się skończyły. Zaczęłam palić papierosy w wieku dwunastu lat – zwierza się z problemów wychowawczych, jakie miała z nią przyszła pierwsza para.

Daje także do zrozumienia, że papierosy nie były jedynymi używkami, z jakimi miała do czynienia. – Gdy już wróciliśmy z Warszawy do Trójmiasta, miałam kilku ekscentrycznych znajomych. Po przeżyciach z tamtego okresu mogę stwierdzić, że mam prawo wypowiadać się przeciwko różnym używkom, bo wiem, jakie mogą być ich skutki. Młodość dość mocno szumiała nam w głowach – przyznaje.

Wielka miłość i deficyt wolnego czasu

Najwidoczniej jednak Kaczyńscy poradzili sobie z nimi, skoro córka skończyła wymarzone przez nich prawo. W całej książce przewija się jednak motyw ciągłego deficytu wolnego czasu Lecha Kaczyńskiego, z którym walczył, jak mógł.

- Tata wieczorami dużo mi czytał, choć często zdarzało się, że był już zmęczony i zasypiał w nogach mojego łóżka – tak Kaczyńska wspomina bardzo wczesne dzieciństwo. Dlaczego była jedynaczką, a jej rodzice nie mieli więcej dzieci? – Powody są dość prozaiczne – po prostu rodzice nie mieli warunków na kolejne dziecko. Taty ciągle nie było w domu, czasy były ciężkie. Nie przelewało się – przekonuje.

Premiera książki 21 maja

Jeśli chcecie poznać wszystkie sekrety i wspomnienia Marty Kaczyńskiej dotyczące jej rodziny – możecie sięgnąć po jej książkę, która już 21 maja nakładem wydawnictwa „The Facto” trafi do księgarń.

Gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>