Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 51015
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 135

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Be

 

 

Halina Poświatowska

Biografia:Halina Poświatowska, urodził się 9 maja 1935 r. w Częstochowie jako Helena Myga. Była polską poetką i prozaiczką. Przez całe swoje życie zmagała się z poważną chorobą serca. W 1954 r. poślubiła również chorego na serce Adolfa Ryszarda Poświatowskiego, który zmarł po dwóch latach małżeństwa. Młoda wdowa udała się do Stanów Zjednoczonych gdzie w Smith College w Northampton dokończyła studia filozoficzne rozpoczęte na Uniwersytecie Jagiellońskim. W Stanach przeszła bardzo poważną operację serca. Zmarła podczas powtórnej operacji w Warszawie w 1967 r.

 

Wiersze poety

Szczęście ***
Pytanie w pustkę Wenus
Wieczny finał Odkupiona
Kot Odloty
Bądź przy mnie blisko ***
Czym jest miłość ***
świat jest ładny Wiersz dla mnie
mokra Ofelia ***
***

 

Wiktory 2013: Elżbieta Bieńkowska wybrana politykiem roku. Prezydent Komorowski z Super Wiktorem

osi, PAP, 29.03.2014
Kinga Preis wręcza Wiktora min. Elżbiecie BieńkowskiejKinga Preis wręcza Wiktora min. Elżbiecie Bieńkowskiej (Fot. KAPiF)
Wicepremier i minister infrastruktury i rozwoju Elżbieta Bieńkowska otrzymała Wiktora za 2013 r. w kategorii Polityk Roku. Super Wiktorem nagrodzono prezydenta Bronisława Komorowskiego. Nagrodami honorowane są osobowości medialne.
- Jestem zaskoczona tym, że dostałam Wiktora w kategorii Polityk, bo w gronie nominowanych jestem chyba najmniej politykiem. Ale cóż, jedno słowo się powie i zostaje się politykiem i dostaje się Wiktora. Wielka klimatolożka – powiedziała laureatka, nawiązując do swojej wypowiedzi dotyczącej opóźnień pociągów z powodu oblodzenia sieci.„Staram się unikać takich sytuacji”Obok Bieńkowskiej w kategorii Polityk nominowani byli: Jarosław Gowin, Ryszard Kalisz, Leszek Miller i Jacek Rostowski.

- Staram się unikać takich sytuacji jak teraz. Pracuję za kulisami, ale wcale nie robię tam nic zakulisowego, tylko po prostu normalnie dość ciężko z moimi kolegami pracuję. Im również i wszystkim moim współpracownikom ten Wiktor też się pewnie należy – mówiła Bieńkowska.

Prezydent z Super Wiktorem

Nagrodzony został także prezydent Bronisław Komorowski. Otrzymał Super Wiktora za całokształt dzialalności. Statuetkę w tej kategorii odebrali także piosenkarz Krzysztof Krawczyk, szef Opery Narodowej Waldemar Dąbrowski, komentator sportowy Dariusz Szpakowski i autor tekstów piosenek Jacek Cygan.

Odbierając nagrodę za całokształt, prezydent przypomniał, że tegoroczna edycja Wiktorów przypada w 25. rocznicę odzyskania wolności. – Wszystkie dokonania, które stoją za wręczonymi nagrodami, układają się w piękny obraz nas wszystkich, całej Polski w okresie niezwykłym, jakim była zarówno droga do wolności, jak i niełatwa droga poprzez polską wolność. Tą drogą idziemy cały czas i możemy mieć ogromną satysfakcję, czasami na miarę Wiktora, a czasami na miarę Super Wiktora – powiedział podczas sobotniej gali w Warszawie. Komorowski przybył na uroczystość ze swoją małżonką.

Prezydent przyznał, że nagroda za całokształt jest trochę tajemnicza, jednak słowo „całokształt” – jak powiedział – „świetnie pasuje do 25-lecia, w czasie którego było wiele wyzwań, miało miejsce wiele dokonań i różnych zrealizowanych i niezrealizowanych planów i wiele polskich marzeń”.

Nagroda przyznawana od 1995

Komorowski otrzymał Wiktora – nagrodę przyznawaną osobowościom medialnym – po raz trzeci. Prezydent zwyciężył w 2010 i 2012 r. w kategorii Polityk Roku. Nagrodę za 2011 r. w tej kategorii odebrał z kolei szef rządu Donald Tusk. W sobotę statuetkę dla polityka 2013 r. odebrała wicepremier Elżbieta Bieńkowska.

Kandydatów do nagrody typują stacje telewizyjne, a zwycięzców wyłania Akademia Wiktorów składająca się z dotychczasowych laureatów. Nagrody są przyznawane w 10 kategoriach, dodatkową nagrodę przyznaje publiczność. Wiktory są przyznawane od 1985 r.

Domki na drzewach w Nałęczowie: Polacy zatęsknili za ciszą i spokojem, wolne miejsca w weekend dopiero za kilka miesięcy

– Zwolniła nam się Sosna. Kolejna taka okazja na weekendowy pobyt w Sośnie dopiero w listopadzie… – informowali na Facebooku właściciele nałęczowskiego pensjonatu „W drzewach”. Chętnych nie brakuje, bo „prawdziwy odpoczynek zaczyna się kilka metrów nad ziemią” – przekonują Jakub i Małgorzata Fraszkowie, którzy kompleks wypoczynkowy składający się z drewnianych apartamentów umieszczonych w drzewach wśród lessowych wąwozów otworzyli w ubiegłym roku. Od tego czasu okazało się, że domek na drzewie to marzenie nie tylko małych, ale także dużo starszych „dzieci”.

Domki na drzewach w Nałęczowie: Polacy zatęsknili za ciszą i spokojem, wolne miejsca w weekend dopiero za kilka miesięcy.
Domki na drzewach w Nałęczowie: Polacy zatęsknili za ciszą i spokojem, wolne miejsca w weekend dopiero za kilka miesięcy. • Fot. Piotr Tuora / Facebook/wDrzewach

– Jeśli chodzi o wolne weekendy, to faktycznie pierwsze wolne terminy mamy na przełomie października i listopada. Wszystkie wcześniejsze weekendy są w tej chwili zarezerwowane i w dużej mierze są to rezerwacje potwierdzone. Jednak robione są ze znacznym wyprzedzeniem, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że część z nich zostanie odwołana i wówczas proponujemy te miejsca osobom z list rezerwowych, na które zawsze można się zapisywać – mówi w rozmowie z naTemat Małgorzata Fraszka.

Właściciele nie chcą jednak, żeby tak odległy termin był dla potencjalnych klientów odstraszający. – Do tego czasu na pewno będą jeszcze jakieś ruchy w kwestii wolnych miejsc. Natomiast zachęcam do rezerwowanie pobytu w tygodniu, kiedy jest troszeczkę spokojniej i w Nałęczowie, i w pobliskim nam Kazimierzu – dodaje.

W tygodniu wciąż są miejsca na lipiec i sierpień, a we wrześniu wybór jest już naprawdę duży. Jeśli na zwolniony termin nie mamy nikogo na liście rezerwowej, wówczas taką informację udostępnia się publicznie, tak jak ostatnio, na Facebooku

Ogłoszenie o wolnym weekendzie w apartamencie „Sosna” przestało być aktualne w ciągu godziny. Zapytałam więc właścicielkę kompleksu „W drzewach”, czy zawsze ruch był tak wzmożony.

– Ruch napływał falami. Ilekroć pojawialiśmy się w poczytnej gazecie czy na jakimś portalu, to dało się zaobserwować większe zainteresowanie pobytem i rosnącą liczbę zapytań o miejsca. Nasze apartamenty były też nominowane przez portal Bryła w konkursie na Bryłę Roku, dużo się zadziało po tej nominacji. A teraz sytuacja się ustabilizowała i wciąż mamy sporo zapytań. Myślę, że jest to efekt tego, że goście dzielą się opinią na nasz temat, a to podtrzymuje pozytywne zainteresowanie pensjonatem. Bardzo nas to cieszy, bo nie mam nic lepszego niż zadowoleni goście i ich pozytywne rekomendacje – odpowiada Małgorzata Fraszka.

Są i tacy, którzy to urocze miejsce odkryli jeszcze przed boomem i udało im się zarezerwować miejsce i spędzić weekend na nałęczowskim drzewie.

– Na informacje o domkach na drzewach w trafiłem w internecie. Wcześniej Nałęczów jednoznacznie kojarzył mi się z uzdrowiskiem, do którego jeździł mój dziadek i jeszcze z Cisami Żeromskiego (Nałęczów był pierwowzorem opisanej przez Żeromskiego w „Ludziach bezdomnych” miejscowości – red.). Ale na widok tych domków uznaliśmy z moją partnerką Jolą, że trzeba koniecznie tam pojechać. Odwiedziliśmy to miejsce na przełomie lutego i marca i był to chyba ostatni taki moment, kiedy w miarę szybko można było zarezerwować domek na weekend. Przed przyjazdem pytaliśmy właścicieli, czy mają jeszcze jakieś wolne terminy i już wtedy nie było wolnych weekendów na najbliższe kilka miesięcy – mówi mój rozmówca Marcin, który miał okazję nocować w apartamencie „Sosna”.

Sosna, widoki z antresoli
Sosna, widoki z antresoli•fot. Piotr Tuora/wdrzewach.pl

„W drzewach” to pierwszy w Polsce pensjonat wyniesiony w korony drzew. Apartamenty usytuowane kilka metrów nad ziemią, znajdują się przy ulicy Klonowej. Wszystko zaczęło się spontanicznie, od pomysłu, żeby zbudować domek na drzewie dla syna. Przygotowując się do jego realizacji, Fraszkowie odkryli, że w Szwecji budowane są domki na drzewach, w którym mieszkać mogą również dorośli. Ta wizja wyjątkowo im się spodobała.

Sosna, taras na dębie
Sosna, taras na dębie•fot. Piotr Tuora/wdrzewach.pl

– Od czasu naszych i waszych dziecięcych marzeń upłynęło już kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Te lata pewnie zbudowały w nas potrzebę większego komfortu niż wtedy w ogrodzie u babci, gdy zdzierając sobie kolana wdrapywaliśmy się na drzewa z deską, kawałkiem folii, młotkiem i gwoździami, by stworzyć swoje małe królestwo. Dziś potrzebujemy czegoś więcej, ale marzenie o domku w drzewach, do którego będziemy mogli uciec w poszukiwaniu własnych myśli, ciszy i spokoju pozostaje nadal aktualne – czytamy na stronie pensjonatu i potwierdza to mój rozmówca:

Jodła
Jodła•fot. Piotr Tuora/wdrzewach.pl

– Te domki to zdecydowanie coś więcej niż zwykły domek na drzewie, jaki każdy chciał mieć w dzieciństwie. Jest to luksusowe, choć niewielkie, mieszkanko z bardzo estetyczną łazienką z ciepłą wodą. Nie jest to więc ekstremalny wypad w dzicz, tylko wypad do bardzo cywilizowanego i ekskluzywnego domku, który w dodatku wisi na drzewie lub stoi na podporach, w zależności od tego, o którym domku mówimy. Widok jest oczywiście imponujący. Gdy tam byliśmy, nie było jeszcze zieleni, ale można było podziwiać głęboki jar, którym dochodzi się do uzdrowiska – wspomina Marcin.

W drzewach - od strony parkingu
W drzewach – od strony parkingu•fot. Piotr Tuora/wdrzewach.pl

Domki są trzy; każdy o nazwie zaczerpniętej od drzewa przy których stoi. Apartament „Grab” przytulony jedną ze ścian do smukłego grabu, położony jest bezpośrednio nad stromo opadającym wąwozem, przez co samo wejście do domku po zwieszonym nad urwiskiem trapie jest już swojego rodzaju przygodą. „Sosna” – wejście do tego apartamentu wciśnięte jest między dwa rosnące obok siebie drzewa: gigantyczną sosnę i smukły klon. Domek został zawieszony bez użycia podpór na stałe łączących z gruntem, a więc to prawdziwy domek na drzewie z dziecięcych fantazji. Zaś „Jodła” charakteryzuje się najwyższym położeniem całości bryły w stosunku do powierzchni ziemi. Domek przytulony jest do stuletniego drzewa i został wykończony świerkiem skandynawskim.

Jodła
Jodła•fot. Piotr Tuora/wdrzewach.pl

Okazuje się, że za sprawą tak nietypowej atrakcji, jak wypoczynek w domku na drzewie, do Nałęczowa, miasta kojarzącego się dotąd głównie z sanatorium, zaczęli przyjeżdżać też ludzie młodzi.

– Nałęczów to miasto pełne sanatoriów i znane ze swojego profilu kardiologicznego. Natomiast do nas przyjeżdżają w znakomitej większości ludzie młodzi. Choć nie brakuje też seniorów zainteresowanych kontaktem z naturą, a że w niekonwencjonalny sposób, bo trochę wyżej, to tym fajniej – mówi Małgorzata Fraszka.

Grab - leżanka do czytania
Grab – leżanka do czytania•fot. Piotr Tuora/wdrzewach.pl

Ale jeśli już uda nam się zarezerwować wolny termin, to czego oczekiwać. Co w takim domku można robić? – Domek jest idealnym miejscem dla kogoś, kto chce posiedzieć w ciszy i spokoju, ewentualnie posłuchać ptaszków. Można albo siedzieć w domku albo na którymś z minitarasów. Można też pospacerować po jarze, choć nie jest on zbyt długi, ewentualnie przejść się do uzdrowiska pokarmić kaczki. Wydaje mi się, że podstawową atrakcją tego miejsca są jednak domki same w sobie oraz cisza i spokój – mówi Marcin.

fot. Piotr Tuora/wdrzewach.pl

Co jeszcze może być zachętą, żeby odczekać swoje na wolny termin i pojechać do Nałęczowa, a tam nocować w domku na drzewie?

– Przede wszystkim zaskoczyli mnie bardzo mili właściciele. Okazało się, że traktują te domki nie tylko jako swoją pracę, ale podchodzą do prowadzenia pensjonatu z prawdziwą pasją. Odebrali nas z dworca i zawieźli na obiad. W trakcie naszego pobytu codziennie około godziny 17 czekało na nas domowe ciasto, a co rano w piknikowym koszyku przynoszono nam śniadania – mówi Marcin, chwali też sam projekt pensjonatu: – To jeden z lepszych projektów zrealizowanych w ramach dofinansowania przez Szwajcarów (w ramach projektu Swiss Contribution). Chyba niewiele projektów dało tak wymierny efekt jak te domki – podsumowuje.

Podobnego zdania są inni goście pensjonatu, którzy swoje opinie pozostawili na facebookowym profilu „W drzewach”. – Jedno z najpiękniejszych miejsc, w jakim byliśmy. Pomysłodawcy tego cudu zadbali, aby wszystko było zapięte na ostatni guzik. Aż się nie chciało wyjeżdżać. Szczerze polecamy każdemu, kto chciałby odpocząć w ciszy od miejskiego zgiełku” – pisze Karol. – Chillout marzeń – uważa Karolina.

W drzewach nocą
W drzewach nocą•fot. Piotr Tuora/wdrzewach.pl

Po tych rekomendacjach aż chce się namawiać właścicieli ośrodka na rozbudowę, choćby „o kilka drzew”, ale jak przyznaje Małgorzata Fraszka, nie jest to takie łatwe: – W tej chwili ogranicza nas rozmiar naszej działki. A druga sprawa jest taka, że chcielibyśmy, aby „W drzewach” nadal pozostało miejscem kameralnym. Siła i urok tego pensjonatu polega na tym, że można przyjechać i obcować z naturą bez tłoku. Na razie więc nasze plany rozwoju dotyczą rozbudowy infrastruktury wokół tego, co już jest – mówi.

Mowa tutaj o ewentualnym wybudowaniu sauny czy elementów SPA. A ponieważ przyjeżdżają często rodziny z dziećmi, to na pewno powstanie domek na drzewie dla najmłodszych.

– Zresztą od tego się wszystko zaczęło, że miał być domek na drzewie dla naszego syna. Szukając czegoś dla niego, natknęliśmy się na trochę większe domy na drzewach i tak się potoczyło. Teraz wracamy do pierwotnej koncepcji i wreszcie zbudujemy dla naszego syna domek na drzewie – deklaruje właścicielka pensjonatu „W drzewach”.

Przeczytaj dodatkowo:

naTemat.pl

 

Palikot chce „Zdjąć Polskę z krzyża”, a jego partia znów bierze antyklerykalny kurs. Czy po raz kolejny porwą wyborców?

Lider Twojego Ruchu powraca do wyrazistej antyklerykalnej retoryki, która w przeszłości wprowadziła jego partię do Sejmu. Palikot wkrótce wyda książkę “Zdjąć Polskę z krzyża”, a jego współpracownicy już dziś ostro grają na antykościelną nutę. – To odgrzewane kotlety – mówi prof. Kik. – Zawsze byliśmy antyklerykalni – przekonuje Armand Ryfiński.

 

Janusz Palikot chce "Zdjąć Polskę z krzyża".
Janusz Palikot chce „Zdjąć Polskę z krzyża”. • Fot. „Newsweek” – okładka z 19 września 2011 roku

Kiedy we wrześniu 2013 roku miałem okazję rozmawiać w Sejmie z Januszem Palikotem, jego partia finalizowała z wolna przemianę z Ruchu Palikota w Twój Ruch. Ale w parze ze zmianą nazwy miał też iść ważny przełom programowy: choć polityk wciąż krytykował w ostrych słowach polski Kościół, zapowiadał, że od tego momentu TR weźmie się przede wszystkim za gospodarkę, a nie sprawy światopoglądowe.

Minęło kilka miesięcy i wobec nadchodzących wyborów do Parlamenu Europejskiego widać już bardzo wyraźnie to, o czym pisała w “Gazecie Wyborczej” Dominika Wielowieyska: TR dokonuje “antyklerykalnego zwrotu”. Czy powrót do haseł i retoryki, które wyniosły partię do Sejmu, po raz kolejny zapewnią jej sukces?

“Zdjąć Polskę z krzyża”
Jeszcze we wtorek Wielowieyska pisała, że Palikot “być może zmieni akcenty w kampanii”. Ale dwa dni później wszystko było już jasne: wajcha została przestawiona.

Pierwszym sygnałem była wypowiedź Palikota sprzed dwóch tygodni, gdy w „Kropce nad i” powiedział: – Zdziwiłbym się, gdyby papież nie miał nieślubnych dzieci. Przecież trudno znaleźć w historii papieży, którzy ich nie mieli – odnosząc się w ten sposób do rzekomego romansu Jana Pawła II z jego bliską współpracowniczką Ireną Kinaszewską.

Do tego samego wątku wróciła w ostatnią środę Kazimiera Szczuka, “jedynka” koalicji Europa Plus Twój Ruch w Bydgoszczy. – Karol Wojtyła nie był księdzem od początku swojego życia. Dziecko jest spłodzić bardzo łatwo – mówiła w programie Moniki Olejnik.

Warto też przypomnieć wyartykułowany w drugim z wyborczych spotów TR pomysł opodatkowania biskupów oraz przekazania pensji katechetów rodzicom niepełnosprawnych dzieci. Ale na tym nie koniec.

Spot Twojego Ruchu
Spot Twojego Ruchu•YouTube.com

By jeszcze wyraźniej podkreślić przedwyborczy przekaz partii Palikot ogłosił, że w najbliższych dniach wyda “książkę o charakterze antyklerykalnym” zatytułowaną “Zdjąć Polskę z krzyża”. – Będzie dotyczyć relacji państwo–Kościół. Jej pojawienie się na rynku to kwestia najwyżej dwóch tygodni. Więcej nie powiem, bo jej nie czytałem – mówił “Rzeczpospolitej”, która jako pierwsza opisała tę sprawę, rzecznik TR Andrzej Rozenek.

“Sytuacja na Ukrainie zmusiła koalicję Europa Plus – Twój Ruch do przeformułowania strategii” – pisała Wielowieyska w “GW”. Złośliwi twierdzą, że to tylko kolejna wizerunkowa wolta. Członkowie partii mówią zaś o powrocie do korzeni Twojego Ruchu, który zawsze uważnie patrzył na ręce Kościołowi.

Zmiana czy kontynuacja?
– Palikot się miota – ocenia jednoznacznie prof. Kazimierz Kik. Jego zdaniem bardziej umiarkowana linia partii nie przyniosła przez ostatnie pół roku wymiernych, sondażowych efektów. – Janusz Palikot najwięcej punktów poparcia zdobywał wówczas, kiedy był wyrazisty, radykalny i “eventowy”. Teraz stara się wrócić do takiego wizerunku – mówi politolog. Dodaje jednak, że to “odgrzewane kotlety”.

– Wyborcy bez trudu dostrzegą w tym zwrocie brak konsekwencji – ocenia Kik. Takiej ocenie ostro sprzeciwia się jednak Armand Ryfiński, jeden z bardziej wyrazistych krytyków Kościoła w partii.

ARMAND RYFIŃSKI

W naszych żyłach płynie patriotyczna krew. Dlatego też zawsze byliśmy antyklerykalni: nie godzimy się na to, by przedstawiciele Watykanu opływali w Polsce w luksusy, podczas gdy polskich uczniów nie stać na ciepły posiłek, albo gdy rodzice niepełnosprawnych dzieci dostają głodowe zasiłki.

– W naszym programie nic się nie zmieniło – przekonuje twardo Ryfiński zapewniając, że świeckie państwo jest jednym z jego filarów w takim samym stopniu, jak kwestie gospodarcze. Tłumaczy też, że pomysł opodatkowania biskupów nie jest żadną nowością. – Szczegóły znaleźć można w licznych projektach ustaw. Ale generalnie chodzi o to, by płynące do biskupów z parafii pieniądze przestały funkcjonować poza systemem podatkowym – mówi Ryfiński.

Poseł Twojego Ruchu tłumaczy, że należy znieść liczne podatkowe ulgi i przywileje, z których korzysta Kościół, a także nałożyć na tę instytucję nowe podatki. Czy te i inne związane z Kościołem pomysły partii przyniosą jej wyborczy sukces?

Prof. Kazimierz Kik jest sceptyczny. – Myślę, że antyklerykalizm, który sprawdził się w wyborach do Sejmu, nie okaże się skuteczny tym razem. Pamiętajmy, że w obu tych przypadkach mamy do czynienia z “innym” wyborcą. Frekwencja w wyborach do PE jest bardzo niska: głosuje tylko żelazny elektorat. Przy takiej frekwencji sondaże dla TR trzeba dzielić na pół – ocenia politolog.

W najnowszym sondażu CBOS koalicja Europy Plus i Twojego Ruchu osiągnęła poparcie rzędu 3 proc. Być może jednak na efekty “antyklerykalnego zwrotu” trzeba jeszcze poczekać…

naTemat.pl

 

Posh clubbing w Londynie

Zostawmy na boku Dalston i wschodni Londyn, z jego klubami. Nas interesuje posh clubbing, jedyny w swoim rodzaju londyński glamour, kluby godne stolicy dawnego imperium.

 

Londyn jest jedną z kilku naprawdę kosmopolitycznych metropolii w okolicy. Piszę w okolicy, bo w erze tanich linii lotniczych, dystans do Londynu bardzo się skrócił, a samolot na Luton czy Stansted to niemal autobus podmiejski. Polacy do Londynu, wbrew słowom Davida Camerona, jeżdżą nie tylko zabierać miejsca pracy autochtonom, czy wyłudzać świadczenia opieki społecznej.

O klubowej scenie miasta, różnicach w zwyczajach clubbingowych Warszawy i Londynu opowiedział nam Błażej Leżeński, szef działu PR jednego z klubów w South Kensington:

Londyńczycy i euro trash

„Zostawmy na boku Dalston i wschodni Londyn, z jego klubami, w których trudno dobrze się bawić bez narkotyków. Nas interesuje posh clubbing, jedyny w swoim rodzaju londyński glamour, kluby godne stolicy dawnego imperium. Te koncentruje się wokół dwóch dzielnic.

Mayfair clubbs, kluby z zachodniego centrum, wokół Bond Street czy Park Lane przyciągają międzynarodową klientelę. Anglicy, będą określać klientelę tych klubów mianem euro trash. Na Mayfair scena klubowa zmienia się bardzo szybko. Jedne inwestycje klubowe upadają, na ich miejsce powstają inne. To jest brutalna gra, która toczy się o wysoką stawkę, a klub na tak konkurencyjnym rynku jak w Londynie nie może sobie pozwolić na błąd. Dla dużego klubu w centrum Londynu, punkt breaking even- czyli minimalny obrót od którego zaczyna się zarabianie pieniędzy- może być kwotą nawet 80 tysięcy funtów tygodniowo. Przy tak wysokich kosztach działania najmniejsza wpadka kończy się bankructwem. I zdarzają się one często. Na miejscu bankrutującego klubu natychmiast powstaje kolejny, często prowadzony przez tych samych właścicieli, z lekko tylko zmienioną scenografią. Sytuacja na Mayfair zmienia się więc jak w kalejdoskopie, a średnia długość życia klubu tutaj to jakieś 3-4 lata. Klub mający więcej niż 6 lat zasługuje już na poważanie i szacunek instytucji o ugruntowanej pozycji.

Tymczasem Chelsea, South Kensington i High Street Kensington to okolice o zupełnie innym charakterze. Działa tu wiele klubów dinozaurów, naprawdę starych jak na londyńskie warunki. Zupełnym ewenementem, nawet jak na Chelsea, jest Raflles klub działający od 47 lat. Dzielnica Chelsea i Kensington ma zdecydowanie biały charakter, z przewagą Brytyjczyków, Francuzów i Rosjan. Koszty utrzymania są w niej ogromne, za sam fakt zamieszkiwania w tej okolicy rada dzielnicy pobiera podatek ponad 1000 funtów na pół roku. Tutejsze kluby ściągną okolicznych mieszkańców, anglików. I to decyduje o zupełnie innym charakterze tutejszych klubów.”

Bramka

W Londynie panuje przeświadczenie, że do żadnego klubu nie możesz wejść z ulicy. Pamiętam, że miałem w Warszawie gości z Londynu i chciałem ich zaprowadzić do teoretycznie najlepszego klubu w mieście. Bez problemu zarezerwowałem najlepszą lożę w klubie powszechnie uchodzącym za najbardziej ekskluzywny. Po prostu podałem swoje nazwisko i liczbę osób. W Anglii by to nie przeszło. Przy rezerwacji musisz zagwarantować minimalny wydatek na stolik. To jest koszt twojego stolika, czyli kwota jaką wydasz na alkohol. Przeciętny koszt stolika w klubie, który nie jest zdesperowany i radzi sobie dobrze, to powiedzmy 500 funtów. Tyle trzeba zadeklarować na stolik dla kliku osób. Jednak zdarzają się stoliki znacznie droższe. Cena stolika w The Box, teoretycznie najtrudniej dostępnym londyńskim klubie, w weekend dochodzi nawet do 7 tys funtów.

W większości klubów wystarcza ustna deklaracja, jednak niektóre poproszą o przedpłatę czy podsuną do podpisania pisemne zobowiązanie. Oczywiście, można spróbować dostać się do klubu odstając swoje w kolejce i płacąc za wejście (około 20 funtów). Tak właśnie postąpi większość Anglików, którzy raczej nie rezerwują stolików tylko wydają swoje pieniądze w barze.

Godziny wejścia

Warszawski klubowicz nigdy nigdzie się nie śpieszy. Przyzwyczajony jest do tego, że zawsze wszędzie wejdzie. Inaczej niż w Londynie. Jeśli jesteś turystą, który nikogo nie zna, powinieneś pojawić się na bramce o 22.30. Przed północą już nawet ładna dziewczyna nie wejdzie. Tutejsze kluby działają na licencji pozwalającej sprzedawać alkohol do 3 w nocy. Impreza wcześniej się kończy, wcześniej się też zaczyna. Wszystko jest więc przesunięte w czasie.

Palacze

Nie cieszą się najmniejszym przywilejem. Niewiele klubów zawraca sobie głowę urządzeniem przyjaznych salek dla palaczy. Spodziewajcie się więc, że na dymka zostaniecie wyrzuceni na dwór, czy deszcz czy śnieg.

Dresscode

No sneakers, no shorts- to żelazne reguły w każdym klubie. Cała reszta przejdzie. Wymagania nie są jak widać wysokie. Nieśmiertelny zestaw: marynarka, koszula, dżinsy to standard dla większości mężczyzn. Dlatego nigdy nie założyłbym jeansów do marynarki żeby nie wyglądać jak cała reszta mężczyzn w klubie. W bardzo niewielu klubach są ostrzejsze wymagania. Na przykład zakaz noszenia dżinsów, czy wymóg posiadania marynarki, ale to głównie w zamkniętych klubach członkowskich (przeczytaj poniżej nasze porady jak się ubrać do klubu).

Gdzie warto się wybrać?

Bodo’s schloss, bardzo popularny klub wśród przyjezdnych, stylizowany na chatkę apres ski. Budka dj umieszona jest w wagoniku wyciągu alpejskiego, wszystko wyłożone drewnem.

Jednym ze słynniejszych klubów jest Maddox przy ulicy Maddox w okolicy Bond Street. Zbudował sobie reputację klubu do którego bardzo trudno się dostać. Jednak ostatnio zaczął dość walczyć o klienta i o wejście jest łatwiej. Jego poprzedni właściciele, odpowiedzialni za niepowtarzalną atmosferę tego miejsca, odeszli do innej inwestycji (klub Chackana). W Maddox jest pokój dla najlepszych spenderów, tzw. green room. Ma swoją własną licencję pozwalającą sprzedawać alkohol do rana. Działa do ostatniego gościa. Taka domówka wewnątrz klubu. Sala ma własnego didżeja, i swoją atmosferę. Ale tam można kupować alkohol tylko na butelki.

Najsłynniejszym, najbardziej ekskluzywnym, nieczłonkowskim klubem w Londynie jest teoretyczni The Box. To siostrzany miejsce klubu The Box z Nowego Jorku. W miarę jak nowojorski oddział tracił na popularności, londyński zyskiwał i jest teraz flagowym okrętem marki. The Box ma bardzo specyficzny charakter, mieszanka burleski i groteski. Atmosfera miejsca w którym wszystko może się zdarzyć. Goście nie bardzo kryją się z używkami, a o północy zaczyna się specjalne show. The Box działa bowiem na licencji klubu ze strepteesem. Hostessy tańczące z karłami? Proszę bardzo. Show często przekracza granice dobrego smaku. The Box ma też swój private room, o którym chodzą legendy. Klub przyciąga klientów atmosferą zakazanej ekskluzywności. Bardzo trudno się do niego dostać. Minimalny wydatek na stolik w weedkend to tutaj 7 tys. funtów. Cena za stolik nie zmniejszy się nawet o 2 w nocy, czyli na godzinę przed zamknięciem klubu. W środku tygodnia może uda się wejść deklarując wydatek na stolik około tysiąca. Klub nie mieści się ani w Mayfair, ani w Chelsea. Jest samotną wyspą w Soho.

Tonteria, czyli nonsens- niewielki sympatyczny klub w Chelsea. Klub w klimacie meksykańskim, ale nie znajdziesz tam ani jednego sombrera i tego typu kiczu. Scenografia odwołuje się do meksykańskiego dnia zmarłych. Odrapane ściany, malowane maski, wszystko w lekko erotycznym zabarwieniu. Mechaniczna kolejka która rozwozi shoty tequili. Do tego klubu można się dostać, jeśli odstanie się swoje w kolejce.

Cirque le siore- trochę wzorowany na The Box, ale w formule ciągłego show. To jest klub łamane na cyrk. Znajdziesz tam karłów, ludzi przebranych za wilkołaki, akrobatów pod sufitem, połykaczy ognia. Hostessy sprzedają popcorn itd. Małe śmieszne rzecz który daje temu miejsce wyjątkowości. Miejsce jest bardzo popularne. Również w Dubaji i Szanghaju znajdziesz siostrzane kluby pod tą marką.

Cuckoo Club na Swellow street, słynie z dobrej muzyki i najlepszych DJ. Klub kilkupiętrowy, zajmuje całą kamienicę. Przyciąga młodszą klientelę. Można tam zawsze liczyć na dobrą imprezę.

Kluby, które wymieniłem są w Londynie od jakiegoś czasu, i pewnie jeszcze trochę postoją! Dobrej zabawy.”

Jeśli zamierzasz wybrać się do klubu w nieśmiertelnym zestawie marynarka, dżinsy koszula, pamiętaj o kilku rzeczach:

- Nie zakładaj marynarki od garnituru. W zestawie z dżinsami będzie wyglądała kiepsko. Marynarka do garnituru jest marynarką do garnituru. Marynarki klubowe, czyli do noszenia z innymi spodniami, są inaczej krojone, zazwyczaj krótsze, często mają nakładane kieszenie i zrobione są z innych materiałów niż garnitury.

- Wystrzegaj się marynarek w paski- nie sprawdzają się jako marynarki klubowe.

- Szarości zostaw w biurze. W klubie lepiej sprawdzi się granat, czerń, ewentualnie grafit.

- Wybierz koszulę białą, blado różową czy blado błękitną. Wieczorowe zestawy lubią wysoki kontrast, mocne zestawienia. Na wieczorowe okazje lepiej sprawdzi się też koszula gładka, bez wzorów.

- Jeśli rezygnujesz z krawata, załóż koszulę z kołnierzem o wysokiej stójce lub z kołnierzykiem na guziczki. Taka koszula będzie się ładnie układać, kołnierzyk nie będzie się rozchodził na boki i sprawiał wrażenia niechlujności.

- Pamiętaj o poszetce. Ładna jedwabna poszetka wprowadzi w dyskretny sposób trochę stylu i kolory do zestawu, bez usztywnienia jaki daje krawat.

- Dobre skórzane Oksfordy to podstawa Twojego klubowego wizerunku. Z dżinsami i klubową marynarką stworzą dobry zestaw. O ile nie jesteśmy fanami czarnych butów do dżinsów, uważamy, że do klubu, na wieczorową okazję będą pasować.

Zapraszam również na www.macaronitomato.com

naTemat.pl

 

Rihanna ikoną stylu. Tak zadecydowała Amerykańska Rada Projektantów Mody

Jagoda Mytych
Materiały promocyjne/shutterstock.com

Styl nie potrzebuje legitymacji czy mandatu, stylu nie można ani odebrać, ani nadać, natomiast można za niego wyróżnić i to corocznie stara się robić Amerykańska Rada Projektantów Mody (CFDA). Ostatni rok, i to nie tylko na rynku muzycznym, należał do Rihanny. – Moda dawno nie miała tak zjawiskowej ambasadorki – uważają przedstawiciele Rady.

– Jesteśmy dumni, że będziemy mogli wręczyć Rihannie nagrodę Fashion Icon Award za jej wpływ na modę i bycie jej ambasadorką – powiedział przewodniczący Amerykańskiej Rady Projektantów Mody (Council of Fashion Designers of America) Steven Kolb.

Wcześniej wyróżnienie to otrzymały: piosenkarka Lady Gaga, aktorka Nicole Kidman oraz modelki Kate Moss i Iman. W przeciwieństwie do Gagi, swojej koleżanki po fachu, Rihanna nie próbuje być za wszelką cenę oryginalna, jej kreacje są odważne, ale nie udziwnione. Łączy trendy i odzież z różnych półek: kreację z kolekcji couture uzupełnia elementami z marek sieciowych. Choć potrafi zachwycić „czerwonodywanową” kreacją, na co dzień jej styl odwołuje się do mody ulicznej i inspiruje zwłaszcza młode dziewczyny.

W świecie mody Rihanna lśni niczym diament?

Oczywiście nie jest tak, że piosenkarka każdego dnia staje przed szafą z pytaniem, co na siebie włożyć, zwłaszcza, gdy w grę wchodzą wielkie gale lub koncerty. Ma od tego swoich ludzi, więc nagroda to także zasługa sprawdzonego teamu, jaki stanowią stylista Mel Ottenberg i projektant kostiumów Adam Selman.

Poza tym, że często nosi stroje od amerykańskich projektantów i jest stałą bywalczynią tygodni mody, podczas których zasiada oczywiście w pierwszym rzędzie (Chanel, Lanvin, Dior, Miu Miu, Jean Paul Gaultier), pojawia się na okładkach ekskluzywnych magazynów (marcowy „Vogue”), piosenkarka często współpracuje także z modowymi markami. W 2014 roku została wybrana ambasadorką marki kosmetyków MAC, z którą współpracuje od dawna. Dla brytyjskiej marki sieciowej River Island zaprojketowała już trzy, wzorowane na swoim stylu, kolekcje. Jest także twarzą wiosennej kampanii domu mody Balmain.

Balmain Spring 2014
Balmain Spring 2014

Nagroda zostanie wręczona 26-letniej wokalistce podczas corocznej gali CFDA, która odbędzie się 2 czerwca w Nowym Jorku. W tym samym czasie przyznane zostaną nagrody dla najlepszych amerykańskich projektantów i twórców dodatków. Wiadomo już, że nagroda The International Award powędruje do nowego projektanta marki Dior, Rafa Simonsa, zaś wyróżnienie The Founders Award do Bethann Hardison, byłej modelki, która walczy o to, by na wybiegach pojawiały się kobiety o różnych typach urody i pochodzeniu etnicznym.

naTemat.pl

 

 

Zaproszenie do apartamentu Cindy Gallop: kolekcjonerki sztuki, która walczy o dobre imię seksu

Lucinda „Cindy” Lee Gallop to nazwisko może nic nie mówić, ale i tak zajrzymy do jej mieszkania. Dlaczego? Ponieważ jest stylowe, klimatyczne i pełne dzieł sztuki. To też, a tak naprawdę to dlatego, że ta charyzmatyczna Brytyjka zrobiła w życiu rzeczy odważniejsze niż pomalanowanie mieszkania na czarno. Prowadzi dwie fundacje IfWeRanTheWorld oraz MakeLoveNotPorn, a swoim przemówieniem podczas TEDTalk rzuciła publiczność na kolana.

Czarny apartament
Kiedy zobaczyłam zdjęcia tego mieszkania, nie miałam pojęcia do kogo należy. Nie widziałam też klipu do piosenki „Nasty Girl” The Notorious B.I.G., który kręcony był w jego wnętrzach. Wiedziałam tylko, że „czarny apartament” wygląda jak zwariowane połączenie nocnego klubu z biblioteką i choć może lekko przytłaczający, wydaje się przemyślany w każdym calu.

"Czarny apartament" Cindy Gallop
„Czarny apartament” Cindy Gallop•zillow.com

Sprawdziłam więc, kim jest właścicielka. Okazała się nią być mówczyni motywacyjna i specjalistka od reklamy.

Cindy Gallop
Po uzyskaniu gruntownego humanistycznego wykształcenia moja bohaterka zaczęła karierę jako publicystka teatralna. Była w tym tak przekonująca, że jeden z bywalców teatru powiedział, że bez problemu mogłaby „sprzedawać lód Eskimosom” i doradził branżę reklamową.

Gallop najpierw dołączyła do jednej z najprężniej rozwijających się europejskich agencji Bartle Bogle Hegarty, a następnie samotnie przeniosła się do USA, aby tam rozwijać amerykański oddział firmy. W 2005 roku odeszła z zarządu i choć wciąż pracuje jako konsultant reklamowy, jej ambicje poszybowały w trochę innym kierunku.

Miłość nie pornografia
O Gallop zrobiło się głośno w 2009 roku za sprawą przemówienia z konferencji TEDTalks, w czasie którego uruchomiła stronę MakeLoveNotPorn — Porn World vs Real World. Jej celem jest dostarczanie informacji, które oddają prawdę na temat ludzkiej seksualności i walczą z wizerunkiem seksu stworzonym na podstawie pornografii. Gallop podkreśla, że o seksie powinno się mówić w sposób naturalny, nie robiąc z niego tabu z jednej strony i nie sprowadzając go do jego pornograficznej postaci z drugiej. Chodziło o to, jak wygląda prawdziwy seks prawdziwych ludzi — tak po prostu.

TED
TED

Przy czym Gallop ani w swojej prezentacji, a będącej jej owocem książce nie jest purytańska. — Spotykałam się z młodszymi mężczyznami i uprawiałam z nimi seks, dzięki czemu odkryłam, że dorosło nam pokolenie, które myśli, że seks powinien wyglądać tak jak w filmach pornograficznych z gatunku hard porn. A ponieważ żyjemy w społeczeństwie podwójnych standardów, w którym nikt nie ma odwagi rozmawiać z młodymi ludźmi na temat seksu — edukatorem w tym zakresie stała się pornografia. Jako starsza, doświadczona i pewna siebie kobieta doszłam do wniosku, że konieczna jest re-edukacja w tym zakresie, rehabilitacja i reorientacja wyobrażeń na temat seksu — apeluje.

W styczniu 2010 roku Gallop powołała do życia kolejną fundację —IfWeRanTheWorld — opartą na platformie internetowej, która ma na celu przekuwać „dobre” projekty w czyny; łączyć ludzi z wizją i korporacje, które pomogą tę wizję zrealizować. Tak jak robi to np. marka Levi’s, która stara się ożywić gospodarczo miasto Braddock w stanie Pensylwania, a jednym z jej działań wyprodukowanie poświęconego Braddock filmu.

Ideały nie na sprzedaż, ale mieszkanie tak
Wracając do „czarnego apartamentu”, Gallop kupiła go jako jedno z 12 mieszkań, na które podzielona została dawna siedziba organizacji YMCA (tej z piosenki Village People). Pomysł, jak je urządzić narodził się w zupełnie innym miejscu i w zupełnie innym czasie. Gallop wspominała, jak kilka lat wcześniej siedziała w swoim ulubionym Glamour Bar w Szanghaju i sączyła drugie martini.

To jej ulubione miejsce na świecie i ulubiony drink. Wtedy pomyślała, że chciałaby w tym miejscu zamieszkać. I gdy okazało się, że nowe mieszkanie wymaga generalnego remontu, po prostu wcieliła to w życie (uważajcie o czym marzycie nad swoim ulubionym drinkiem). Prace zajęły ponad dwa lata, a jednym z najważniejszych elementów dekoracji wnętrz miało być pomalowanie wszystkich ścian na czarno.

zillow.com

— Znakomita większość galerii powinna o tym pomyśleć, ponieważ czarne ściany wspaniale wydobywają dzieła sztuki na pierwszy plan — twierdzi Gallop, która nie narzeka na brak gości, a wszyscy oni przyznają, że stworzyła przestrzeń, w której chce się pozostawać jak najdłużej.

zillow.com

W tej chwili czarne mieszkanie Gallop jest na sprzedaż (5,995 mln dolarów), a ona sama myśli już nad kolejnym projektem. — Jestem przekonana, że uda mi się ponownie stworzyć sobie od podstaw równie przyjazne otoczenie gdzieś indziej. Chciałabym namówić ludzi, żeby bardziej indywidualnie podchodzili do swoich mieszkań, czuli się w nich, jak u siebie i przestali myśleć, co powiedzą o tym inni. Róbcie to, co sprawia wam radość i to nastawienie wnieście też do swoich domów — apeluje Cindy.

naTemat.pl

 

 

 

Tilda Swinton z polską książką dla dzieci. „Przełamujemy stereotypy, rozszerzamy horyzonty”

Krzysztof Lepczyński, 25.03.2014
Tilda Swinton i okładka książki Tilda Swinton i okładka książki „Kosmonautka” (Fot. Paweł Żukowski/materiały wydawnictwa Poławiacze Pereł)
W internecie pojawiło się zdjęcie znanej brytyjskiej aktorki Tildy Swinton, na którym trzyma książkę zatytułowaną tajemniczo „Kosmonautka”. To wydana właśnie przez Poławiaczy Pereł książka dla dzieci przełamująca stereotypy dot. pracujących matek.
Czy to zaplanowana akcja promocyjna? Dominika Żukowska z wydawnictwa Poławiacze Pereł przekonuje, że zdjęcie powstało właściwie przypadkiem.- Mój mąż był na wyjeździe służbowym na Wyspach Brytyjskich – opowiada o powstaniu fotografii brytyjskiej aktorki Żukowska. – Na lotnisku w Inverness spotkał panią Tildę. Nie znał jej wcześniej, ale wytłumaczył jej, o czym jest książka, i zapytał, czy mógłby zrobić takie zdjęcie. Zgodziła się, z czego jesteśmy szczęśliwi i zadowoleni. Zależy nam na tym, by z naszym przekazem dotrzeć do szerokiej świadomości – mówi.

„Warto przełamywać stereotypy i rozszerzać horyzonty”

Co właściwie promuje Swinton? – Książka opowiada o dwunastu mamach, które wykonują zawody trudne, związane z prestiżem, wiedzą i władzą, jednak niedoreprezentowane przez kobiety – tłumaczy Żukowska.

- „Kosmonautka” wzięła się z braku – mówi wydawca. – Sama jestem mamą trójki dzieci. Kiedy szukałam dla nich książek, napotykałam tylko na historie mam, które prasują lub pieką ciasteczka. A gdy szukałam książek o zawodach, dziewczynki były sprzedawczyniami, nauczycielkami, pielęgniarkami. Tylko dla chłopców nie było granic. Warto uzupełniać różne luki, przełamywać stereotypy i rozszerzać horyzonty – podkreśla Żukowska.

„Książka ma wspierać dzieci w ich myśleniu o przyszłości”

- Książka ma wspierać dzieci w ich myśleniu o przyszłości. Zależy nam na pokazaniu, że marzyć można o każdym zawodzie, że to kwestia jedynie determinacji i talentu. Nie chcemy, by rozbijały się one o tradycyjne podziały płciowe – zaznacza Żukowska.

Piotr Wawrzeniuk, mieszkający w Szwecji autor książki, zadbał, by książka była też inspirującą dla dzieci zabawą słowem. – Staramy się, żeby nasze publikacje były wielowymiarowe. Żeby sprawiały, by dzieci były bardziej dociekliwe, a rodzice mieli płaszczyznę do rozmów z nimi – podkreśla Żukowska.

Spać i jeść po królewsku na studenckim budżecie. Kopenhaga

Dzięki fali młodych, wymagających podróżników o raczej skromnych, studenckich budżetach na całym świecie otwiera się coraz więcej hosteli, które są z założenia nie tylko tanie, ale także atrakcyjnie urządzone i mądrze zarządzane. To powoduje, że inne hostele, żeby pozostać konkurencyjne muszą albo dodatkowo znacząco obniżyć ceny, albo poprawić jakość usług. Uwielbiam taką konkurencję!

 

www.generatorhostels.com

Ponieważ do Danii przyjeżdża wielu studentów z całego świata, w Kopenhadze świetne hostele prześcigają się pomiędzy sobą. Oszczędzając na noclegu i biletach lotniczych, będziemy mogli sobie pozwolić na ucztę w którejś z mistrzowskich kopenhaskich restauracji. O rezerwację w NOMA warto zawalczyć jeszcze przed wylotem!

Danhostel Copenhagen

Kilka kroków od centralnej stacji w Kopenhadze i tutejszego parku Tivoli, znajduje się Danhostel. To miejsce jest świetnie zaprojektowane, pełne przestrzeni, życia i wesołej energii. To kolos, w którym maksymalnie może zmieścić się 1020 osób. 192 pokoje urządzone są w różnorodnych konfiguracjach i rozmiarach, żeby dopasować się do potrzeb każdego podróżnika.

www.visitkoebenhavn.no
www.visitkoebenhavn.no

Centralna lokalizacja pozwala gościom dotrzeć w praktycznie wszystkie najważniejsze miejsca stolicy w przeciągu kilku minut. Hostel ma własną wypożyczalnię rowerów oraz zapewnia gościom dostęp do basenu. Najlepiej wynająć pokój na jednym z ostatnich pięter. Widok na całe miasto, estetycznie urządzone pokoje i usługi na wysokim poziomie za rozsądne pieniądze… Być może lepiej je będzie wydać na pobliskiej ulicy Strøget, przy której znajdują się najmodniejsze sklepy.

Generator Kopenhaga

O hostelach sieci Generator rozpisują się w samych superlatywach podróżnicy z całego świata. I mnie zdarzyło się tutaj o nich wspomnieć. Ten hostel także znajduje się w centrum Kopenhagi, przy największym w mieście placu Kongens Nytorv. To miejsce jest super przyjazne dla wszystkich podróżników. Nawet tych, którzy do Kopenhagi wpadają tylko na kilka godzin i nie potrzebują łóżka. Chcesz skorzystać z internetu, albo wypożyczyć rower? Nie ma problemu.

www.generatorhostels.com
www.generatorhostels.com

Obsługa jest profesjonalna, przyjazna i ogromnie pomocna. Sympatyczni, młodzi ludzie pomagają sprawnie poruszać się po mieście i znaleźć odpowiadające preferencjom gości kluby, restauracje i wydarzenia w mieście. Co wieczór coś się tutaj dzieje. W hostelowym Travel Shopie można kupić wszystkie potrzebne podróżnikowi rzeczy. Potrzebujesz telefonu na kartę? Biletów na metro? Nie ma problemu. Hostelowi przewodnicy organizują też wycieczki po najciekawszych miejscach Kopenhagi.

Copenhagen Downtown

Hotel Downtown jest laureatem wielu podróżniczych konkursów. W 2012 i 2014 został uznany za najlepszy hostel w Danii i zdobył najważniejszą branżową nagrodę – Hoscara, który przyznawany jest przez portal Hostel World. To miejsce jest ciepłe i przyjazne nie tylko dla backpackerów i młodych podróżników, ale także dla rodzin z dziećmi i tych, którzy potrzebują trochę więcej spokoju.

www.copenhagendowntown.com
www.copenhagendowntown.com

Można wybrać pokój pojedynczy, podwójny i potrójny, oraz apartamenty wieloosobowe (koedukacyjne i tylko dla pań). Hostel znajduje się przy placu Vandskunsten, który jest tętniącym życiem, zabytkowym miejscem z piękną fontanną pośrodku i mnóstwem kawiarni dookoła.

No dobrze, skoro już wybraliśmy hostel, to czas znaleźć jakąś restaurację, w której zjemy obiad lub kolację. Kopenhaga to moim zdaniem europejska stolica kulinarna. To tutaj znajdują się najbardziej uznane i najlepsze restauracje. Kto nie słyszał o słynnej NOMIE?

Weganie, wegetarianie i jarosze zjedzą po królewsku w Kopenhaskiej restauracji Radio.

http://restaurantradio.dk/

Duńczycy bardzo lubią ryby i mają ich pod dostatkiem. W naprawdę wielu restauracjach będą dominowały w menu. Jeden ze współzałożycieli słynnej Nomy, otworzył w Kopenhadze restaurację, w której menu w większości oparte jest na produktach roślinnych, naturalnych, które pochodzą z jego własnej hodowli lub zaprzyjaźnionych źródeł. Wszystko jest super świeże i naprawdę pyszne. Nie bez powodu ten sam człowiek stał się gastronomicznym potentatem i założył inne, bardzo ciekawe miejsce.

The Standard to niezwykłe połączenie klubu muzycznego, trzech restauracji najwyższej klasy i jedno z najpiękniejszych wnętrz jakie widziałam.

http://www.gubi.dk/

Pyszne, lokalne jedzenie zjemy w części obsługiwanej przez kuchnię Almanak. Na biznesowy lancz najlepiej wybrać nowoczesną kuchnię Studio, która prowadzona jest przez Torstena Vildgaarda z restauracji NOMA. Lubujący się w ostrych przyprawach i wyraźnych smakach będą chcieli spróbować jedzenia z kuchni Verandah, hinduskiej kuchni prowadzonej przez Karama Sethi, najmłodszego szefa kuchni nagrodzonego gwiazdką Michelin.

Restauracja Host jest elegancka, ale w typowo duński, niezobowiązujący i bardzo naturalny sposób.

http://cofoco.dk/hoest.php

Tutejsze jedzenie jest rewelacyjne i zgadzają się co do tego zarówno goście, jak i uznani krytycy kulinarni. Kucharze wykorzystują znane i lubiane przez Duńczyków składniki, ale w nowoczesny sposób zestawione. Powstają z tego tradycyjne dania z nowoczesnym twistem. Poczujemy się dobrze ugoszczeni.

Na majówkę z Warszawy do Kopenhagi polecimy za około 600 złotych.

naTemat.pl

 

Włochata kamizelka, kozaki i tandetna biżuteria… Polska supermodelka w klipie u Masłowskiej. „Pójdę do Żabki, nie ma tam kolejki!”

dpiw, 25.03.2014

Anja Rubik w najnowszym teledysku do utworu Doroty MasłowskiejAnja Rubik w najnowszym teledysku do utworu Doroty Masłowskiej (Fot. YouTube)
Kolejny teledysk Masłowskiej trafił do sieci, a w nim… Anja Rubik. Polska supermodelka – twarz kampanii reklamowych takich marek jak Dior czy Chanel – pojawiła się w kreacji dalekiej od tych, w których ją widujemy. Zarówno na wybiegach, jak i w życiu codziennym. Flirt mainstreamu z niszą? A może żart Masłowskiej z show-biznesowego blichtru i współczesnych mediów?
„Tego dnia miałam rozbierać choinkę, ale powiedziałem matce,/ że pójdę pierw po chleb na kolację, co nie?/ Pójdę do Żabki, nie ma tam kolejki, może daleko,/ ale dają te naklejki./ Za pięćset dostajesz maskotkę,/ bynajmniej dla mnie są one mega słodkie!” – śpiewa Dorota Masłowska w utworze „Chleb”.VHS-owa poetyka, sentymentalny kicz, obciachowe ciuszki – wszystko to podane oczywiście w tandetnych kolorkach – oto kolejny klip Krzysztofa Skoniecznego (autor teledysków do piosenek m.in. Projektu Warszawiak, Brodki, Jamala, ale też reżyser „Hardkor Disko”, który wchodzi do kin na początku kwietnia) do albumu „Społeczeństwo jest niemiłe”, debiutanckiej płyty Doroty Masłowskiej.

Zaskoczeniem jest jednak obecność supermodelki, która pojawia się na najbardziej prestiżowych wybiegach i okładkach świata – świata, który dla Masłowskiej, owszem, jest inspirujący, ale pozostaje wobec niego – mówiąc delikatnie – raczej krytyczna.

- To odwołanie do świata absolutnie topowego, tego rzeczywiście wielkiego i międzynarodowego. Zabieg gdzie ta biedna mała Masłowska zamienia się w Anję Rubik w swoich marzeniach to przecież gra z aspiracjami – mówi Robert Sankowski, krytyk muzyczny.

Oprócz Anji Rubik możemy zobaczyć inną znaną twarz – Macieja Nowaka, byłego dyrektora Insytutu Teatralnego, który jest w klipie… „jego starą”.

Społeczeństwo jest niemiłe

Nowe muzyczne wcielenie Doroty Masłowskiej to „domowa mieszanką rapu, punka i muzyki tanecznej”. Przy całej produkcji udzielali się ludzie zawodowo związni z muzyką – Marcin Macuk, producent, który nagrywał m.in. z Moniką Brodką i Kasią Nosowską oraz członek Cool Kids Of Death Jakub Wandachowicz. Gościnnie pojawił się na płycie także Jakub Żulczyk, pisarz i publicysta.

Ci, którzy zaczytują się w książkach autorki „Pawia królowej” i „Kochanie, zabiłam nasze koty”, pewnie będą z krążka zadowoleni – spore nadzieje rozbudza już barokowo-dresiarska okładka.

Jak zwykle w przypadku Masłowskiej mamy do czynienia ze sporą dawką dowcipnego bełkotu będącego odzwierciedleniem współczesności, zabawnych słownych ciągów i ogólnej diagnozy – jakby na to nie spojrzeć – powszechnego zidiocenia.

W sposób naturalny nasuwa się jednak pytanie: dlaczego forma muzyczna, a nie np. kolejna książka? Przecież Masłowska raczej stroni od mediów i wszystkiego, co się z nimi wiąże, unika wypowiadania się w nich nawet na tematy jej bliskie i znane – przyznawała parę razy, że raczej słabo w takich sytuacjach wypada.

- Uważam że polskie społeczeństwo jest bardzo niemiłe. Ale nie mogę o tym napisać książki, bo nienawidzę literatury zaangażowanej. A tu nagle mogłam wyrazić wszystkie swoje ponure refleksje o tirówkach, alfonsach, hajsie i jeżdżeniu Audi. Czułam się wolna i szczęśliwa – wyjaśniała pisarka.

Gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>