Huncwot

inteligencja.gif

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 51443
  • Dzisiaj wizyt: 18
  • Wszystkich komentarzy: 138

Witam!

Ja, Kasia Kariatyda

Kasia-Kariatyda.jpg

Czas do szkoły! Brr...

sysło-szkoła1.jpg

free counters

12.08.2013 – od 8420

Apel

Ksiądz: ‚Trzeba się zbroić, bo kraj zagrożony’. Wierni nie wytrzymali. Mężczyzna wstał i przerwał kazanie, inni wyszli z kościoła

Tomasz Cylka 2014-03-16

  • Ks. Henryk Małkowski podczas demonstracji podczas marszu ‚Obudź się Polsko’ Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

- Trzeba się zbroić, bo kraj jest zagrożony. Emigracja to zamierzone działanie rządzących Polską. Chodzi o to, żeby nasze społeczeństwo wymarło – grzmiał z ambony ks. Stanisław Małkowski w kościele na Winogradach w Poznaniu. Wierni nie wytrzymali. Jeden z mężczyzn wstał i przerwał kazanie, a sporo osób wyszło ze świątyni.

Ks. Małkowski to w latach 80. zasłużony kapelan opozycji. Był bliskim współpracownikiem ks. Jerzego Popiełuszki, nękany i wielokrotnie zatrzymywany przez SB.

W ostatnich latach zwolennik dekomunizacji i lustracji, protestował przeciwko koncertowi Madonny w Warszawie, a po katastrofie smoleńskiej stanął na czele ruchu obrońców krzyża na Krakowskim Przedmieściu i zaangażował się w ruch Solidarni 2010. Za tę działalność został ostrzeżony przez kurię warszawską. Groziła mu nawet kara suspensy: ograniczenia lub nawet zakazu pełnienia niektórych czynności kapłańskich. Regularnie publikuje m.in. w radykalnej „Naszej Polsce”, a katastrofę smoleńską uważa za zamach.

Po świątyni przeszedł wyraźny szmer

W sobotę głosił kazania na mszach świętych w kościele Salezjanów pw. św. Jana Bosko na Winogradach. Na wieczornej Eucharystii wygłosił swój swoisty manifest polityczny. Opowiadał m.in. o zagrożeniach, jakie czyhają na Polskę, Kościół i rodzinę. Kilkudziesięciominutowe kazanie rozpoczął od odsieczy wiedeńskiej Jana III Sobieskiego, a skończył na rewolucji węgierskiej 1956 r. Używał przy tym ostrej, wojennej terminologii. – Trzeba się zbroić, bo nasz kraj jest zagrożony. W tym wieku nikt nas jeszcze nie zaatakował, ale nie wiadomo, co będzie w niedalekiej przyszłości. Tymczasem nasza armia jest w takim stanie, że zmieści się na Stadionie Narodowym – grzmiał ks. Małkowski.

Kiedy rozpoczął długi wywód o emigracji, po świątyni przeszedł wyraźny szmer niezadowolenia. Kapłan przekonywał bowiem, że rządzący aktualnie Polską doprowadzają celowo do kryzysu i trudnej sytuacji w kraju, żeby ludzie masowo emigrowali. – Chodzi o to, żeby w ten sposób nasze społeczeństwo wymarło – grzmiał ks. Małkowski, po raz kolejny mówiąc o poważnym zagrożeniu dla naszej ojczyzny, wolności Polski i Kościoła.

Porównanie do ks. Rydzyka jednym z delikatniejszych

- Słuchając tego pseudokazania, jako człowiek wierzący i regularnie praktykujący czułem się upokorzony. Chciałem już wyjść z kościoła, ale jeden mężczyzna w sile wieku wstał i centralnie przerwał to kazanie – relacjonuje jeden z wiernych uczestniczących w tej mszy św. – Powiedział mniej więcej tak: „Ksiądz mija się z prawdą. Nigdy nie mieliśmy takiej wolności w Polsce jak teraz. I Kościół też nie cieszył się taką wolnością”. Byłem naprawdę w szoku, bo nigdy nie starczyłoby mi odwagi na taki gest. Zacząłem mu klaskać, podchwycili to inni wierni. Część ludzi z pierwszych ławek zaczęła wychodzić. Ksiądz skomentował to, że „zło właśnie w ten sposób się odzywa”. Był trochę speszony, ale jeszcze kontynuował. Próbowaliśmy z wiernymi go wyklaskać i po kilku minutach skończył – opisuje zdarzenia uczestnik Eucharystii i zwraca uwagę, że ks. Małkowski nie był głównym celebransem tej mszy świętej, lecz drugi kapłan w ogóle na sytuację nie zareagował. – Po mszy ludzie gorąco to wydarzenie komentowali. Porównanie do ks. Rydzyka było jednym z delikatniejszych – podsumowuje nasz rozmówca.

„Kościół nie powinien nigdy sobie na to pozwalać”

Ks. Małkowski został zaproszony do Salezjanów jako organizator krucjaty różańcowej za ojczyznę. Ks. Zbigniew Kasperski, proboszcz parafii pw. św. Jana Bosko, przez całą niedzielę nie odbierał telefonu. Na furcie parafii salezjańskiej poinformowano nas, że dziś „ks. proboszcz ma spotkania kręgu rodzin” i znajdzie czas najwcześniej w poniedziałek rano.

Do incydentu doszło trzy dni po wyborze na przewodniczącego episkopatu poznańskiego metropolity abp. Stanisława Gądeckiego, który w wywiadzie dla KAI tak mówił o zaangażowaniu w politykę polskiego Kościoła: „Problemem jest zbytnie angażowanie się niektórych biskupów po stronie jakiejś opcji politycznej. Kościół nie powinien nigdy sobie na to pozwalać. To nieszczęście krytykowane jest przez Stolicę Apostolską i samego Ojca Świętego”.

m.wiadomosci.gazeta.pl

W „Newsweeku”: Maciej Maleńczuk. Ku chwale ojczyzny!

16-03-2014 

Maciej Maleńczuk dla Newsweeka

Maciej Maleńczuk dla Newsweeka  /  fot. Adam Golec

Putinowi ktoś musi w końcu utrzeć nosa! Ja mu mogę paluszkiem pogrozić w pastiszowej piosence, ale to stanowczo za mało – przekonuje Maciej Maleńczuk, autor bojowej pieśni „Władimir, ni chuja”.

Newsweek: Dlaczego teraz zaatakował pan piosenką „Władimir, ni chuja”?
Maciej Maleńczuk: Już miesiąc przed Soczi wibrował we mnie refren „Władimir, Władimir”. Wtedy sądziłem, że to z przyczyn olimpijskich. Ilekroć komuś zamruczałem go do ucha, to kojarzyło się tylko z jednym Władimirem. Byliśmy wtedy na Białostocczyźnie, w knajpie, gdzie zawsze puszczają Żannę Biczewską. I wtedy uczepiły się mnie kolejne słowa: „Ty mienia, ni chuja, ja tiebie ni chuja, ni chuja”. Rozumiem, że to jest prymitywny tekst i wiele osób będzie mi to zarzucało… Ale pieśń bojowa musi być prymitywna i musi być „po rusku”. Nie ma chyba człowieka w Polsce, który by nie rozumiał, nawet po rosyjsku, hasła „ni chuja”.

Newsweek: Wstrzelił się pan. W Polsce panuje teraz nastrój przygotowań do wojny, może nas zmobilizują, może pójdziemy na front. Pan pójdzie, jakby trzeba było?
Maciej Maleńczuk: Tak, na pewno bym się zgłosił. Choć służby wojskowej nie odbyłem. Ale mógłbym się jakoś przydać.

Newsweek: Jako mięso armatnie?
Maciej Maleńczuk: No nie! W jakichś służbach pomocniczych, rannych nosić, z pieśnią na ustach…

Newsweek: A tak pod grad kul to już nie?
Maciej Maleńczuk: Ja do okopu się nie nadaję.
Newsweek: Niedawno TVN 24 zrobił sondaż z pytaniem „Czy poświęciłbyś życie i zdrowie w obronie ojczyzny?”. 49 proc. powiedziało „nie”, 43 „tak”. Pan byłby więc w tej pierwszej grupie?
Maciej Maleńczuk: Ja już swoje życie przeżyłem, dzieci mam odchowane, wielu zawadzam, a wielu też mnie zawadza.

 

Newsweek: Zaraz, zaraz… Motywacja musiałaby być patriotyczna. Jesteś pan patriotą?
Maciej Maleńczuk: Jestem. Nie jest to patriotyzm militarny, ale nadal bojowy, więc „ku chwale ojczyzny!”.

Newsweek: W szkole jakieś elementy wychowania patriotycznego pan odebrał?
Maciej Maleńczuk: Byłem niezwykle czuły na te rzeczy, maszerowałem z flagą, chodziłem na pochody pierwszomajowe, których sensu – jako dziecko – co prawda nie rozumiałem, ale chciałem demonstrować swój patriotyzm. Byłem też przekonanym socjalistą – wolność, równość i braterstwo. Właściwie do pewnego stopnia nadal nim jestem, ale już rozumiem, że bez kapitalizmu nie można być socjalistą. Byłem także harcerzem, dziarskim bardzo zastępowym. Znałem alfabet Morse’a i dzięki temu wygrywaliśmy biegi przełajowe.

Tekst pochodzi z najnowszego numeru „Newsweeka”. Oprócz wywiadu w numerze także inne teksty o współczesnym polskim patriotyzmie, w tym wywiad z Kubą Gierszałem oraz tegorocznymi maturzystami. 

 

malenczuk okladka newsweek 12/2014 patriotyzm maturzysci gierszal bury

Newsweek.pl

Tusk spycha gender do niszy? Nie opłaca mu się poprzeć naukowców?

es, 30.01.2014
Donald Tusk<br /><br /><br /><br />
Donald Tusk (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)
Premier nie chce osobiście odpowiedzieć na list w sprawie nagonki na gender. – A przecież nie chodzi o „jakichś genderystów”, tylko o ustrój kraju – piszą rozczarowani postawą premiera sygnatariusze listu.
Trzy tygodnie temu blisko 90 osób – m.in. naukowców i twórców – związanych z tematyką gender, wystosowało do premiera list otwarty „W sprawie wyjaśnienia stanowiska rządu RP wobec budzącej niepokój społeczny kampanii przeciw ‚ideologii gender’ w kontekście zobowiązań Polski do prowadzenia polityki równościowej”.Zwracali uwagę na to, że rząd zobowiązał się wykonywać unijną politykę równościową w konkretnych programach. Dostaje na to unijne pieniądze, a nie reaguje na nasilającą się kampanię antygenderową kwestionującą tę politykę. Pisali też, że są obiektem nienawistnych ataków: „Język kampanii przeciw ‚ideologii gender’ nosi cechy mowy nienawiści. Powołuje bowiem do życia niekonkretne i częściowo abstrakcyjne byty – ‚gender’, ‚genderyści’, ‚ideologia gender’ – i zarazem obarcza je winą za wszelkie negatywne procesy społeczne, aż po zarzuty działań przestępczych, takich jak nakłanianie do pedofilii. Po skonstruowaniu wroga jako grupy wyobrażonej mowa nienawiści zawsze obraca się jednak przeciw konkretnym osobom, skutkując realnymi konsekwencjami w ich życiu”.

Na list odpowiedziała, w imieniu premiera, pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, potwierdzając zaangażowanie rządu w działania równościowe. Sam premier się nie odezwał. Sygnatariusze listu są tym rozczarowani. Występująca w ich imieniu prof. Inga Iwasiów z Uniwersytetu Szczecińskiego napisała kolejny list: „Chcę wyrazić wdzięczność [ministerce Kozłowskiej-Rajewicz] za tę odpowiedź. (…) Chcę jednocześnie wyrazić żal, że Pan Premier Tusk nie sygnuje tej odpowiedzi, ponieważ w ten sposób uchyla się od wzięcia politycznej odpowiedzialności za cywilizacyjny kryzys, w którym uczestniczymy. (…) Głos Pani Minister dla wielu będzie poświadczeniem niszowości zagadnienia, tymczasem stoimy w samym centrum debaty na temat ustroju i przyszłości Polski. Nie idzie o ‚jakichś genderystów’, lecz o ustrój kraju”.

Poniżej – stanowisko sygnatariuszy listu otwartego do premiera Donalda Tuska z 28.01.2014 r. :

„15 stycznia 2014 roku na adres wskazany w liście do Pana Premiera Donalda Tuska nadeszła odpowiedź Pani Minister Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz.

Inicjatorki listu winne są Sygnatariuszkom i Sygnatariuszom, a także opinii publicznej kilka zdań komentarza do wymiany zdań pomiędzy reprezentującymi stawianych obecnie w stan podejrzenia ‚genderystek i genderystów’ a rządem Donalda Tuska zobowiązanym zarówno do realizowania zgodnej z prawem polskim i międzynarodowym zasady równości (przezywanej ‚ideologią gender’), jak i do zapewnienia bezpieczeństwa obywatelkom i obywatelom. Ta druga zasada – prawo do bezpieczeństwa – w odczuciu wielu z nas jest obecnie naruszana. Na naszych oczach powstaje kolejne cięcie przez społeczeństwo, tym razem poprzez manipulowanie terminologią, lękiem i resentymentem.

Przypomnę: z inicjatywy badaczek genderowych powstał list otwarty do Premiera Rządu Rzeczpospolitej Polskiej Pana Donalda Tuska w sprawie wyjaśnienia stanowiska rządu RP wobec budzącej niepokój społeczny kampanii przeciw ‚ideologii gender’ w kontekście zobowiązań Polski do prowadzenia polityki równościowej. List punktujący sytuację zawierał także załącznik z wyciągiem dokumentów, zgodnie z którymi prowadzona była do tej pory i powinna być kontynuowana polityka gender mainstreaming.

Na list z 9 stycznia wpłynęła najpierw pośrednia odpowiedź sformułowana przez Panią Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Lenę Kolarską-Bobińską. Odpowiedź potwierdzająca, iż badania genderowe w Polsce są w pełni legalne i będą nadal wspierane, ponieważ w sposób oczywisty stanowią zaplecze dla programów społecznych i gospodarczych Polski w ramach Unii Europejskiej oraz zasad zapisanych w Konstytucji RP.

Stanowisko Pani Minister Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz działającej tu w imieniu Pana Premiera jest obszerne i wyczerpujące niemal wszystkie postawione w liście pytania. Pani Minister potwierdza proeuropejską i prorównościową strategię rządu oraz szczegółowo naświetla możliwości (lub straty), jakie otwierają się przed Polską, jeśli będziemy chcieli skorzystać z prorównościowych osi nowego programu unijnego Horyzont 2020, zwłaszcza w dziedzinie badań naukowych.

Chcę wyrazić wdzięczność za tę odpowiedź. Powinna być szeroko rozpowszechniona, ponieważ językiem konkretów rozjaśnia mroki pełnego uprzedzeń publicznego dyskursu atakującego nas w ostatnich miesiącach codziennie i czyniącego z analizy kultury ideologię, a z działań edukacyjnych podejrzaną procedurę zmierzającą do wykorzystania seksualnego dzieci.

Chcę jednocześnie wyrazić żal, że Pan Premier Tusk nie sygnuje tej odpowiedzi, ponieważ w ten sposób uchyla się od wzięcia politycznej odpowiedzialności za cywilizacyjny kryzys, w którym uczestniczymy.

Wiem, że Pani Minister Agnieszka Kozłowska-Rajewicz posiada wszelkie prerogatywy i kompetencje do wyrażenia stanowiska rządu. Na pewno też w kwestiach szczegółowych może odpowiedzieć po prostu najlepiej. Jednak głos Pani Minister dla wielu będzie poświadczeniem niszowości zagadnienia, tymczasem stoimy w samym centrum debaty na temat ustroju i przyszłości Polski. Nie idzie o ‚jakichś genderystów’, lecz o ustrój kraju.

Oczywiście trudno powiedzieć, co się bardziej opłaca – dystans czy zdecydowane poparcie naukowców, działaczy i zwolenników równości kobiet i mężczyzn. Równość nie jest kwiatkiem do europejskiego kożucha, a język studiów genderowych nie stanowi wybryku, został wynegocjowany z uwzględnieniem potrzeb współczesności oraz tradycji politycznych i kulturowych państw członkowskich.

Być może w planie kalkulacji wyborczych i słupków poparcia dystans stanowi najlepszą wypowiedź, ale nie jestem tego pewna. Ofensywa skrajnych konserwatystów będzie i tak poszerzała pole partiom prawicowym, a ludzie umiarkowani zapytają o konsekwencje antymodernizacyjnej rebelii oraz o własną pozycję w Polsce ulegającej obecnie tym, którzy sieją niezgodę i projektują regres.

List otwarty do Premiera Rządu Rzeczpospolitej Polskiej Pana Donalda Tuska został przez inicjatorki umieszczony na portalu Petycje.pl. Prawicowe media zachęcały swoich czytelników do wpisywania pod nim sprzeciwu.

Demokratyczny mechanizm posłużył dyskursowi skrajnej niechęci. Dowiedziałyśmy się raz jeszcze z komentarzy, kim jesteśmy – mimo konieczności złożenia podpisów przeciwnicy nie wahali się używać przeciw ‚genderystom’ pomówień i gróźb karalnych.

Zdjęłyśmy list z portalu, uznając, że nie chcemy uczestniczyć w procesie eskalacji społecznej nienawiści, także jako jej ofiary. Taka jest nasza rola – działamy na rzecz edukowania, nie gry o władzę. Przytaczam ten fakt, żeby potwierdzić wyrażone w liście do Pana Premiera zaniepokojenie o bezpieczeństwo osób związanych z badaniami gender i wdrażaniem tego aspektu polityki społecznej w Polsce.

Powtórzę zdanie z naszego listu: ‚Język kampanii przeciw ideologii gender nosi cechy mowy nienawiści. Powołuje bowiem do życia niekonkretne i częściowo abstrakcyjne byty – ‚gender’, ‚genderyści’, ‚ideologia gender’ – i zarazem obarcza je winą za wszelkie negatywne procesy społeczne, aż po zarzuty działań przestępczych, takich jak nakłanianie do pedofilii. Po skonstruowaniu wroga jako grupy wyobrażonej mowa nienawiści zawsze obraca się jednak przeciw konkretnym osobom, skutkując realnymi konsekwencjami w ich życiu’.

Nie wystarczy analiza wskazanych przez autorki listu dokumentów i przegląd zobowiązań. O ich istnieniu powinno dowiedzieć się społeczeństwo. Potrzebne jest coś więcej: wskazanie, w jakim kierunku zmierzamy i jaki ma to sens polityczny.

Kwestia bezpieczeństwa, demokracji i odpowiedzialności wymaga mocnego głosu Pana Premiera”.

Z imieniu inicjatorek listu otwartego

prof. dr hab. Inga Iwasiów, Uniwersytet Szczeciński

Wyborcza.pl

 

Beata Kempa: Genderyści nie szanują człowieka. Niszczą, nie mają argumentów

– Genderyści też nie szanują człowieka: niszczą, używają inwektyw, nie mają argumentów – mówi Beata Kempa z Solidarnej Polski w „Bez autoryzacji”. Jak podkreśla, premier bagatelizuje problem gender i jest „otoczony genderystami”.

 

Beata Kempa w "Bez autoryzacji": Genderyści nie szanują człowieka
Beata Kempa w „Bez autoryzacji”: Genderyści nie szanują człowieka • Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jaki chciała Pani uzyskać efekt, pisząc do Małgorzata Tusk? I jakiej reakcji realnie Pani oczekuje?

Premier ma wszelkie narzędzia do tego, by chronić dzieci przed atakami i zagrożeniami, które mogą dotyczyć ich bezpieczeństwa, szczególnie psychicznego. Pan premier bagatelizuje ten problem – może go nie zna, a może został wprowadzony w błąd, bo otaczają go środowiska skrajnie genderowe. Może mój list sprawi, że Małgorzata Tusk zainteresuje się tym tematem, sięgnie po podręczniki antygenderowe, pokazujące jak chronić dzieci przed tą ideologią, a potem porozmawia z mężem. Może wtedy premier nie ulegnie genderystom, tylko zadba o nasze dzieci.

Chciałam też, żeby Małgorzata Tusk miała świadomość, że setki dzieci odbierane są rodzicom z powodu ubóstwa czy braku pracy. Nie oczekuję jakiejś spektakularnej odpowiedzi. Chciałabym jedynie osiągnąć taki efekt, by dzieci nie były odbierane rodzicom z powodów problemów finansowych, by nie rozbijać rodzin. By Małgorzata Tusk porozmawiała z mężem nawet po cichu, rzeczowo, by chronić nasz najlepszy kapitał – dzieci. Tylko tyle.

A nie jest tak, że Pani i kilku innych polityków wyciągnęło gender kilka miesięcy przed wyborami do europarlamentu i na tym budujecie kampanię wyborczą?

To najbardziej prymitywne uzasadnienie od przeciwników mojej osoby, jakie słyszałam. Ja się tego typu zarzutami nie przejmuję. Nie potrzebuję popularności, bo działam od pierwszego dnia po wyborach do ostatniego. Prawda jest taka, że powstał problem, i to duży problem, który trzeba rozwiązać.

To znaczy: jak się pojawił? Jak Pani dowiedziała się o „problemie” gender?

Część studentów, pisali do mnie, narzeka, że narzucane im są treści i podręczniki, z którymi się nie zgadzają. Jeśli studenci piszą, że im nie wolno dyskutować, bo chcą podważać pewne teorie skrajnych genderystów, jeśli dziewczyna mówi, że się nie zgadza z tymi poglądami, ale nie może swojego zdania wyrazić, to już nie jest świat nauki, tylko ideologii.

Tyle, że gender to faktycznie nauka. Sam miałem – i to kilka lat temu – zajęcia o tematyce genderowej, chociaż moje studia daleko były od tych tematów.

Nauka jest czymś innym, niż ideologia. Gdyby ideologowie byli naukowcami z prawdziwego zdarzenia, nie baliby się dyskusji z genetykami, psychologami, osobami które są dużo lepiej przygotowane niż genderyści, bo mają określone badania i mogą obalić odjechane tezy ideologów gender. Genderyści też nie szanują człowieka: niszczą, używają inwektyw, nie mają argumentów. My proponujemy rozmowę o wyrównaniu szans poprzez realne instrumenty, a nie uzgadnianie płci przez ustawę i brutalne wkraczanie w wychowanie seksualne dzieci. Jesteśmy za tym, by kobieta miała równe szanse: dostała zasiłek, gdy urodzi dziecko, miała gwarancję elastycznego czasu pracy, a jeśli zdecyduje się na wychowanie trójki dzieci – zapewnioną najniższą emeryturę.

Czemu genderyści wyśmiewają kobiety, które wolą być w domu niż pracować? Nie możemy odwrócić myślenia? Spór o gender to spór o filozofię i postrzeganie rodziny.

Tyle, że na zajęciach z gender – ja to tak pamiętam – nikt twierdzi, że to złe jeśli kobieta chce być tylko matką. Wręcz przeciwnie – wyjaśnia się tam, że biologiczne przygotowanie do roli matki po prostu nie oznacza, że kobieta ma robić w życiu tylko to. Gender postuluje, żeby kobiety mogły sobie to wybrać.

Pan trafił na normalnego wykładowcę. Ale proszę zauważyć, ilu doktorów się na tym wylansowało, nawet na moim garbie? Sposób, w jaki oni definiują gender, jest inny niż przedstawiony przez Pana. Ci genderyści są skażeni ideologią. I studenci mają ruletkę: albo trafią na kogoś normalnego, albo na skażonego ideologią. Przy czym my przestrzegamy głównie przed tym, że już pojawiają się niebezpieczeństwa w postaci ustalanego prawa, na przykład przed ustawą o kulturowym określaniu płci. To już jest po pierwszym czytaniu, czyli w przedsionku obowiązującego prawa. I przed tym chcemy ostrzegać. Reszta to uprawniona dyskusja, pytanie tylko, czy prowadzą ją naukowcy, czy ideolodzy. Ci pierwsi dyskutują, a ci drudzy obrażają. Szczególnie ci, którzy czerpią z tego korzyści, są skrajnie agresywni.

Ale wie Pani, że przytoczone przez Panią sytuacje, np. wykładowca karci studentów za inne poglądy, zdarzają się na wielu różnych przedmiotach. Ja sam nie zaliczyłem kiedyś jednego, bo miałem odmienne poglądy na temat PRL, niż wykładowca. Tacy ludzie to też ideologowie? Trzeba ich wyciąć?

Pytanie, na ile świat nauki panuje nad tą dziedziną, a na ile pozwolił na wkroczenie do niej ideologii. Jeśli nauka będzie trzymać ideologię z boku i dbać o to, by poziom nauczania był należyty, to okej. Ja też będę wiedziała, że moje dziecko jest bezpieczne. Należy zwrócić rektorom na to uwagę, bo może ufając wykładowcom rektorzy wierzyli, że ta nauka będzie realizowana według najlepszych reguł.

Studiowanie polega na tym, że studentowi pozwala się rozwijać. Na wzajemnym poszanowaniu, a ideologowie nie mają szacunku dla ludzi. Odbierają studentom dobre imię i zrobią wszystko, by taką osobę zniszczyć. Bezwzględnie należy takie osoby wycinać. Nie powinni nauczać, bo nie wykazują najwyższych standardów, nie potrafią pokonać własnych zaburzeń. Ale przede wszystkim nie szanują drugiego człowieka. Nie po to był rok 1989, by ktoś dziś narzucał nam jedyną słuszną ideologię.

Ale wie Pani, że to samo mówi się o przeciwnikach genderu? Że są ideologami, którzy znaleźli wroga i teraz próbują wszystkim narzucić jeden tok myślenia?

To najpierw ci ludzie muszą się douczyć. Ideologia nie znosi sprzeciwu. Może moi koledzy tacy są, skrajni, trudno. Jeśli nasi przeciwnicy uważają, że odbieranie dzieci z powodu ubóstwa jest okej, to ja będę z nimi walczyć. Jeśli uważają, że dziecku w wieku 1-4 lat wolno mieszać w umyśle, ingerować w jego psychikę, to z nimi też będę walczyć. Tacy ludzie dla poklasku wykorzystują swoją pozycję polityczną, nie myśląc o losie dzieci, nie mają systemu wartości. Dla mnie to już nie politycy, a ludzie, którzy powinni odejść.

Reasumując: jest Pani przeciwniczką gender całego jako nauki, czy tylko jego skrajnych odmian i genderu dla dzieci?

Dopóki dyskutowano na temat równości szans, nie równości płci, czyli możliwości prawnych i organizacyjnych do wyrównywania szans kobiet i mężczyzn, to było wszystko w porządku. Nie kwestionowano płci biologicznej ani tradycyjnego modelu rodziny, zapisanego w konstytucji, wszystko było ok. I z tymi pierwotnymi, nieskażonymi ideologią zamysłami ja się zgadzam, trzeba tworzyć warunki do wyrównywania szans. Ale po co mieszać w głowach dzieciom do 4 lat? W gronie ludzi dorosłych można było dyskutować, dopóki nie dotykało to systemu wartości maleńkich dzieci. Ale ponieważ łapy skrajnych genderystów dotykają obszarów wychowania, brutalne i skrajnie podchodzą do wychowania seksualnego, trzeba z tym walczyć. Naiwnie myślałam, że państwo chroni przed tym dzieci.

A nie chroni?

Ja w ubiegłym roku wysłałam już interpelację w tej sprawie, bo docierały do mnie głosy studentów i rodziców, ale nie dostałam odpowiedzi. Proszę zauważyć, że Palikot promuje coś, co dla dzieci nie jest zdrowe, może prowadzić do uzależnień, oni są autorami genderowych ustaw. O uzgodnieniu płci, o mowie nienawiści – to jest chore, bo mówiąc o tradycyjnym modelu rodziny mogę kogoś obrazić i mieć sprawę w sądzie. Do tego ustawa o wychowaniu seksualnym, na które rodzice w takiej formie się nie zgadzają. Rodzic najlepiej wie, jak edukować seksualnie swoje dziecko, do tego te podręczniki promowane przez genderystki, których tytułów nawet nie przytoczę, bo mi nie wypada. Dlatego apeluję też do Palikota, by przestał promować takie rzeczy dla dzieci.

Sądzi Pani, że takie apele przyniosą jakiś skutek?

Przeciwnicy mogą mi zarzucać, co chcą, ale ja się nie ugnę. Środowiska lewackie nie pierwszy raz próbują mnie dyskredytować, ale ja, szczerze mówiąc, nie przejmuję się ich opiniami.

naTemat.pl

 

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz – Co się stało z poseł Kempą?

Posłanka Beata Kempa napisała do Małgorzaty Tusk, aby wpłynęła na męża, premiera polskiego rządu, w sprawie tzw. „ideologii gender”. Ten desperacki krok uprawiania polityki „od kuchni”, śmiało można nazwać – posługując się frazeologią pogromców „genderu” – atakiem na tradycyjną polską rodzinę Tusków.

 

Gdyby posłanka Kempa ze zrozumieniem przeczytała książkę Małgorzaty Tusk, na którą się powołuje, wiedziałaby, że Małgorzata Tusk nie lubi polityki. Dba o domową atmosferę, o równowagę praca-dom, o nieprzenikanie problemów politycznych poza próg domowej i rodzinnej przestrzeni, która dla niej – podobnie jak dla większości Polaków – jest święta.Niechęć Kempy do „genderu” dziwi tym bardziej, że pani poseł jest, można powiedzieć – uosobieniem i świadectwem gender. To dzięki idei równości kobieta z polityczną pasją ma prawo i możliwość wykonywać ten do niedawna wyłącznie męski zawód. Jak każdy parlamentarzysta, pani poseł spędza dużo czasu poza domem i rzadko ma okazję, by lepić pierogi i wypełniać dom zapachami tradycyjnej polskiej kuchni. Nic w tym złego – takie rodziny, niestereotypowe, nietradycyjne, całkiem nieźle funkcjonują, a fakt że kobieta nie zawsze jest w domu nie oznacza, że jest złą żoną i matką. Bo w rodzinie najważniejsze jest to, żeby się kochać i szanować, a jak kto się podzieli w tej domowo-zawodowej karuzeli – to sprawa indywidualna i prywatna.Polacy dawno zaakceptowali równouprawnienie i naturalne jest zachowanie rządu Jarosława Kaczyńskiego, w którym była też posłanka Kempa, a który bez mrugnięcia okiem podpisał unijne umowy pełne gender i jeszcze się zobowiązał do ich przestrzegania na każdym etapie wydatkowania funduszy. Przecież gdyby powiedział, że nie chce unijnych pieniędzy, bo nie zgadza się z zasadą równości płci, naraziłby siebie i Polskę na śmieszność. Dobrze więc, że podpisał.

Dobrze że posłanka Kempa była z nami w Malezji, na Światowym Kongresie Kobiet, gdzie przez kilka dni ponad 1000 wpływowych kobiet z całego świata mówiło o prawach kobiet. Polska delegacja złożona z kilkudziesięciu w sumie pań, które w przerwach dzwoniły do mężów i plotkowały o dzieciach, przyjęła Beatę Kempę z sympatią i miałyśmy dobre porozumienie. Nie mam żadnych wątpliwości, że pani poseł wie, czym jest gender, ceni i korzysta z równouprawnienia kobiet, i ma pełną świadomość, że ani ja, ani inne delegatki, nie jesteśmy przeciwnikami rodziny, maniakami seksualnymi, pedofilami, wrogami tradycji, jak chce ksiądz Oko, ten sam który objeżdża Polskę i z wypiekami na twarzy opowiada o dzieciach masturbujących się przy obiedzie.

Pani Poseł! Beato! Co się Tobie stało? Przecież nas znasz, a my Ciebie. Masz delikatne serce i społeczną wrażliwość tak potrzebną w naszej polityce. Apeluję do Ciebie: nie zakłócaj miru domowego rodziny Premiera. To fajna, typowa, dobra polska rodzina. Nie psuj tego. Zostaw Małgorzatę Tusk w spokoju. Lubisz politykę? Ja też. Szarp się ze mną albo z innymi dziewczynami i chłopakami z polityki. A jak potrzebujesz prywatnej porady w sprawie gender, napisz list do swojego męża. Głupie? No właśnie.

kozlowskarajewicz.natemat.pl

 

„Prymitywni, brutalni, mniej moralni, bardziej zdolni do rzeczy złych i najgorszych”. Czy tacy są ateiści?

–Ateiści, jak to pokazują badania, są mniej moralni, mniej duchowi, bardziej zdolni do rzeczy złych i najgorszych, bardziej prymitywni, brutalni. Oni najbardziej poniżają godność człowieka – tak w środę mówił do zebranych na spotkaniu w Pszczynie ks. Dariusz Oko.

 

Według ks. Oko ateiści są "prymitywni" i "brutalni". Najwyraźniej nie można się sugerować jego "badaniami".
Według ks. Oko ateiści są „prymitywni” i „brutalni”. Najwyraźniej nie można się sugerować jego „badaniami”.• fot. Zofia Rojek / naTemat.pl

Nie udało mi się dotrzeć do badań, jakimi dysponował ks. Oko, porozmawiałam za to ze zdeklarowanymi ateistami. Czy czują się „mniej moralni” i „bardziej prymitywni” od osób wierzących?

Agnieszka i Rafał
Agnieszka i Rafał•fot. Zofia Rojek / naTemat

Agnieszka, 25 lat, artystka sztuk wizualnych i Rafał, również 25 lat, fotograf i przyszły florysta
Agnieszka: W sumie to nigdy nie zastanawiałam się, czy mogłabym być wierząca. W mojej rodzinie wszyscy są ateistami, nigdy nie myślałam, że mogłoby być inaczej. U Rafała jest tak samo.
Rafał: Moi rodzice nie wierzą w Boga, w dodatku czytają „Nie”.
Czy czujecie się gorsi od reszty? (Na to pytanie oboje potrafią odpowiedzieć tylko ironicznie) Rafał: tak, jako ateista zdecydowanie uważam się za kogoś gorszego. Agnieszka: A mi mój ateizm nie pozwala normalnie funkcjonować w społeczeństwie, sądzę, że jestem niepełnowartościowym człowiekiem i w dodatku cierpię z powodu odrzucenia przez przyjaciół. A tak na serio to uważam, że to jakiś stek bzdur. Naprawdę, nigdy o tym nie myślałam, uważam, że mało kogo obchodzi to, czy wierzę, czy nie. Ale wiem, że nie mogłabym być z kimś wierzącym.

Patryk
Patryk•fot. Zofia Rojek / naTemat


Patryk, 23 lata, barista, przyjechał z Katowic

Nie wierzę w Boga. Kiedyś chodziłem do kościoła, ale to głównie ze względu na tradycję, nie traktowałem tego jako aktu religijnego. Pewnie właśnie dlatego czasami mam wątpliwości, ale to tak jak pewnie każdy.

Co myślisz o wypowiedzi ks. Oko dotyczącej ateistów? To po prostu śmieszne. Ta wypowiedź jest potwornie uogólniająca i bezsensowna, przecież katolik też może być zdolny do poważnych zbrodni. Wiara albo jej brak nie ma tu nic do rzeczy, chodzi o człowieka. Nie trzeba być wierzącym, żeby być dobrym.

Jola
Jola•fot. Zofia Rojek / naTemat


Jola, 34 lata, pracuje w „Feminotece”, gdzie zajmuje się księgarnią i telefoniczną pomocą dla kobiet doznających przemocy.

Jestem ateistką, nie wierzę w Boga. Oczywiście z przyczyn społecznych zostałam posłana przez rodziców do Komunii Świętej, ale obecnie przymierzam się do formalnego odejścia z kościoła. Tym bardziej, że proces apostazji został niedawno znacznie ułatwiony.

Uważam, że Boga nie ma – i to jest właśnie stan naturalny. Oprócz tej podstawowej zasady nie akceptuję hierarchicznej struktury kościoła i tego, ze manipulują standardami etycznymi.

Czy ateista jest bardziej „skłonny do czynienia zła” niż człowiek wierzący?
 Uważam, że wręcz przeciwnie. Ateista musi być sam odpowiedzialny za wszystko, co robi, a osoba wierząca może to zrzucić na karb wiary i w ten sposób tłumaczyć złe postępowanie. Takich przykładów w historii mieliśmy bardzo dużo.

Michał
Michał•fot. Zofia Rojek / naTemat

Michał, 28 lat, pracuje w kawiarni, robi filmy i muzykę
Jestem ateistą, nie wierzę w Boga. Trzeba pamiętać, że żyjemy w kulturze, która jest przesiąknięta dogmatami i zasadami zaczerpniętymi z Dekalogu i nie ma się co oburzać. Nigdy nie czułem, żebym był w jakikolwiek sposób „przesiąknięty” opatrznością bożą, ani tym bardziej nie czułem „opieki” ze strony siły nadprzyrodzonej. Ateizm to z pewnością nie jest pójście na łatwiznę, ktoś kiedyś powiedział, że najtrudniej jest nie wierzyć. I miał rację.

Czy uważasz się za osobę bardziej skłonną do „okrutnych czynów” niż katolicy? Ależ skąd, mam raczej łagodne usposobienie, w ogóle nie jestem agresywny. Uważam, że należy wierzyć w siebie – nie wierzę w nic ponad to, ani w żadną istotę, ani nadprzyrodzony twór, kreacjonizm też jest mi obcy. A mimo to jestem dobrym człowiekiem.

Tomek
Tomek•fot. Zofia Rojek / naTemat


Tomek, 23 lata, student psychologii

Czy jesteś ateistą? To wcale nie jest takie łatwe od określenia, zależy jaką przyjmiemy definicję. To, co nie jest ateizmem dla mnie, byłoby nim dla kogoś innego i na odwrót. Na pewno nie patrzę na Boga osobowo i nie jestem skłonny przypisywać mu jakiś konkretnych intencji, ale mogę dopuścić istnienie jakiegoś odgórnego porządku. Człowiek może przekraczać siebie, ja nie identyfikuję się z jakąś konkretną doktryną. Jeżeli rozumiemy Boga jako jakąś wyższą istotę, która pociąga za sznurki to nie, nie wierzę w Boga.

Czy uważasz, że ateiści są gorsi od tych, którzy wierzą? Trudno jest oceniać „jakość” czy moralność ateistów jako grupy. Ludzie, którzy są religijni będą przestrzegać pewnych zasad, ale nie znaczy to, że ci, którzy są ateistami będą z gruntu źli. Uważam, że to jest bardzo źle postawiony problem. To jakaś generalizacja, kompletnie się z nią nie zgadzam.

Za swoją wypowiedź ksiądz Oko może trafić przed sąd. Chętnych do przyłączenia się pozwu zbiorowego zbiera tyszanin, Robert Trybus. Więcej informacji można znaleźć tutaj.

naTemat.pl

 

Eliza Michalik – Stu trzydziestu sześciu wspaniałych sędziów

Polska Razem Jarosława Gowina opublikowała na swojej stronie czarna listę – spis 136 sędziów, którzy odmówili wykonywania czynności orzeczniczych w związku z tzw. reformą Gowina. Nie chce mi się nawet przypominać, że publikowanie takich list, to czysto bolszewickie metody – za nimi mogą pójść już tylko nawoływania do zrobienia z bezczelnymi sędziami porządku.

 

Nie muszę też chyba mówić, że publikowanie takich list przez wpływowych polityków naznacza i piętnuje ludzi, których dotyczą, naraża ich na niebezpieczeństwo i prowadzi do rażącej nierównowagi: bo zaatakowany w ten sposób przez osobę publiczną człowiek nie może się obronić. Nie ma do dyspozycji aparatu partyjnego, konferencji prasowych i dostępu do mediów.
Pomijam to – choć z ludzkiego punktu widzenia czyn Gowina jest zwyczajnie podły. Skupię się jednak na meritum: prawdziwym majstersztykiem i erystycznym mistrzostwem jest dokonany przez Gowina zabieg odwrócenia uwagi opinii publicznej od własnego rażącego merytorycznego błędu.Jarosław Gowin jako minister sprawiedliwości wykazał się kompromitującą niekompetencją i lenistwem: nie chciało mu się osobiście podpisać nominacji dla sędziów przenoszonych z sądów rejonowych do sądów zamiejscowych (właśnie w ramach tzw. reformy Gowina – choć reforma jest tu określeniem zdecydowanie na wyrost). Oddelegował do tego swojego wiceministra, co w świetle obowiązującego prawa, które Gowin jako minister miał obowiązek znać, uczyniło wszystkie te nominacje nieważnymi. Efekt jest taki, że gdyby nie karkołomne orzeczenie Sądu Najwyższego, sankcjonujące stan faktyczny, trzeba byłoby powtórzyć nawet kilkaset tysięcy procesów sądowych – właśnie tych , w których orzekali sędziowie z nieważnymi nominacjami. Wyobrażacie sobie nerwy ludzi, którzy uczestniczyli w procesach sądowych, stawiali się na rozprawy, dojeżdżali, powoływali świadków, dochodzili swoich racji i teraz musieliby to wszystko przechodzić od nowa?
Wiecie ile czasu sędziów i pieniędzy podatników, nas wszystkich kosztowałoby powtórzenie tych kilkuset tysięcy procesów?Sędziowie, którzy w tej sytuacji odmówili orzekania – wiedząc, że ich orzeczenia i tak będą nieważne, a procesy trzeba będzie powtarzać, są sędziami z prawdziwego zdarzenia, prawdziwymi strażnikami prawa i demokracji, ludźmi uczciwymi i przyzwoitymi, wiernymi misji wymiaru sprawiedliwości i przede wszystkim – ludźmi, którym możemy ufać, bo wiemy, że mają zasady i zawsze i wszędzie, niezależnie od okoliczności i kompetencji lub niekompetencji swoich politycznych zwierzchników, będą stać na straży prawa. Tego właśnie oczekuję od uczciwego sędziego.

Atakując ich za tę zawodową uczciwość i odwagę cywilną Gowin dopuszcza się rzeczy niebywałej i skandalicznej i mam nadzieję, że środowisko nie tylko sędziowskie, ale także prawnicze, dziennikarskie i politycy wszystkich opcji, prawicy i lewicy, wystąpią zgodnie przeciwko niemu, potępią jego niegodny i niebezpieczny dla demokracji czyn – bo gdyby to, co robi stało się praktyką, nie będziemy już żyć w państwie prawa, ale w państwie bezprawia.

Widzę, że w Polsce ciągle od nowa trzeba przypominać i głośno mówić o tym, że czasowe sprawowanie funkcji publicznej, bycie (zawsze przez chwilę) ministrem czy posłem nie stawia nikogo ponad prawem, nie upoważnia do łamania przepisów, arogancji i bezczelności, nie czyni takiego człowieka nadczłowiekiem, nadurzędnikiem, którego nie obowiązują reguły dotyczące innych obywateli.

Gratuluję 136-ciu wspaniałym sędziom, którzy się na to odważyli i sugeruję przyjrzeć się reszcie, która jak rozumiem, działała wbrew prawu z pełną świadomością, że naraża obywateli na stres a skarb państwa na straty.

Bo w końcu – jeśli nie możemy być pewni, że sędziowie przestrzegają prawa i stoją na jego straży, jeśli nie możemy polegać na ich niezłomności i zasadach, to kto stanie między obywatelami a bezprawiem? Zastanówmy się, kto pomoże nam dochodzić nasych praw, jeśli wszyscy sędziowie ze strachu będą milczeć, tak jak milczeli i milczą wszyscy – z wyjątkiem tych stu trzydziestu sześciu?

elizamichalik.natemat.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>